26. ŻYCIE PO ŚLUBIE

Po naszym ślubie, po minionym urlopie zatrzymaliśmy się na jakiś czas w mieszkaniu Pabla, które kupili mu rodzice gdy zaczynał studia.

-Dlaczego tu nie mieszkałeś? Jest piękne.. - powiedziałam, kiedy obejrzałam je całe a zwieńczeniem tego był widok z balkonu na piękny park.

-Mieszkałem, chwilę... na początku studiów poznałem Veronicę a gdzieś w połowie, kiedy pokłóciłem się z rodzicami stwierdziłem, że może zatrzymać się u mnie na jakiś czas.

-I wtedy zostaliście parą?

-Tak.. wtedy też mama odkryła jakie mogą być korzyści z powiązania z jej rodziną. Z początku fuzja firm, jednak ten pomysł niezbyt im się spodobał dlatego zawiązali inną współpracę. Ale nie wiem o co dokładnie chodziło, nigdy się tym nie interesowałem, zresztą to nie dla mnie... - mój mężczyzna po stokroć bardziej wolał sport niż ugrzęznąć w fotelu biurowym na długie godziny.

-No dobrze ale co dalej?

-No i pomieszkaliśmy razem, z początku było całkiem miło, jednak później to mieszkanie razem zaczęło działać nam na nerwy do tego stopnia, że zdecydowaliśmy wrócić do swoich domów oboje, żeby trochę odpocząć i nie zepsuć doszczętnie naszej relacji...

-Ale i tak się posypało... -powiedziałam, udając zatroskaną minę jednak byłam za to wdzięczna bo gdyby nie to nie byłoby nas razem. "Veronica od czasu kiedy Pablo z nią zerwał nie odzywała się w ogóle i dobrze... widocznie też jej ten układ nie pasował i splot wydarzeń był jej na rękę.." - pomyślałam.

-Tak. Myślę, że miałaś w tym swój mały udział - powiedział, lekko się uśmiechając.

-Jak to? - spytałam zaintrygowana.

-Bo tak jak mówię, sypało się nam. Ale może ta rutyna, może przez wzgląd na rodzinę a może jeszcze coś innego sprawiło, że dalej to ciągneliśmy. Tylko, że to był związek być może z perspektywami ale bez przyszłości. Nie wiem czy nie chcieliśmy tego dostrzec...ale kiedy zobaczyłem Cię pierwszy raz w tej dyskotece nie mogłem wyrzucić Cię z głowy.. I wtedy postanowiłem że muszę coś zmienić, iść krok naprzód... Co Cię tak bawi? - spytał widząc cień uśmiechu w mojej twarzy, którego nie udało mi się ukryć.

-Nic, poprostu... głupio to przyznać ale ja Cię wyśniłam... a kiedy zobaczyłam pierwszy raz, moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Śniłam też o Twoim domu od kiedy pamiętam i kiedy pewnego razu także go zobaczyłam naprawdę pomyślałam, że może to jakiś znak... I nie myliłam się, mieszkałeś tam.

-Czekaj czekaj...uknułaś to, tak? - uśmiech.

-Nie... to znaczy byłam tam raz z Marthą to pogonił nas ten Wasz wstrętny 'kamerdyner' a później okazało się, że Twoja matka poleciła mi dekorację domu. Wtedy, gdy chciałam już odpuścić. Wiem, masz mnie pewnie za wariatkę...

-Skąd! to wszystko dziwne ale z drugiej strony takie magiczne...widocznie tak miało być.. - pochylił się i pocałował mnie. To dopiero była magia.

 

***

 

Po jakimś czasie zadzwonił ojciec Pabla. Chciał pilnie zobaczyć się z synem.

-Wiesz o co chodzi? - zapytałąm gdy po kilku minutach odłożył słuchawkę.

-Dokładnie nie ale prosił żebym przyjechał bo to ważne. Dam znać jak wrócę i czegoś się dowiem - ucałował mnie pospiesznie i wyszedł a ja zabrałam się do swoich zajęć.

 

***

 

Kiedy Pablo podjechał pod bramę ojciec już na niego czekał.

-O co chodzi?

-Wydaje mi się że to poważniejsze niż mi się wydawało. - powiedział Luiz.

-To znaczy? - dociekał Pablo.

-Już Ci wszystko mówię... a w zasadzie tyle co wiem. Wczoraj Twoja matka przyszła do mojego gabinetu z bagażem i powiedziała, że wyjeżdza.

-Ale dlaczego?

-Cytuję "Wyjeżdżam na jakiś czas aż nasz syn się nie opamięta. Nie mogę tego znieść..."

-Aha. Więc o to chodzi. O Elenę.

-No więc myślę, że zbyt szybko nie wróci...

-Zrozumiałem. Jej sprawa -powiedział młody Cortez.

-Mam w związku z tym pytanie... nie zamieszkalibyście tutaj?

-Słucham? - spytał z niedowierzaniem Pablo.

-Pytam poważnie...nie odbierz tego tak jakbym wcześniej tego nie chciał bo chciałem, by było normalnie, żebyśmy Wszyscy razem żyli w zgodzie. Ale wiesz jak było z matką... po wczorajszej sytuacji widzę poprostu jak bardzo jest niepoważna i nie poznaję jej...ale wiem, że ja nie chcę być taki. Nie chcę stracić syna.

-A co jeśli wróci? Nie pozwolę na to żeby kolejny raz upokorzyła teraz już moją żonę. I to się nie zmieni.

-Nie wyrzuci. To nie jest jej własność, niech myśli co chce ale ja też na to nie pozwolę. Zastanówcie się. - odparł Luiz i wyszedł na werandę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania