8: Żniwiarz z piekieł: Rozdział 3 "Królestwo błota"

Moczary zaskoczyły Agiuxa swoją łagodnością. Żadnych macek, żadnych krwiożerczych potworów, unoszący się w powietrzu zapach był nawet przyjemny. Demon jednak nie zamierzał pozbywać się czujności. Brodząc w bagnistej wodzie głębokiej po kolana, sierp trzymał stanowczo z napiętą do ataku ręką. Zdobyte ubrania już dawno zdążyły przemoknąć i wybrudzić się ziemistym brudem. Co chwilę musiał manewrować między gęsto wyrośniętymi drzewami, ale zawsze spoglądał z ciekawością na ich różnorakie kształty oraz na ich żywe płaszcze uszyte z liści. Właśnie pośród tych zielonych maleństw czaiły się czarne kruki, które z kolei przypatrywały się demonowi, a ich donośne krakanie mogłoby przerazić człowieka.

 

Teren zmienił się w końcu w zwykłe błocisko, ale można było także natrafić na małe połacie suchej gleby, na której rósł sobie zielono-żółty mech. Słońce wlewało w rozległe moczary ostatnie ciepłe promienie, lecz Agiux nadal nie znalazł wiedźmy. Zatrzymał się i przysiadł na kłodzie leżącej wśród kolorowych grzybów (których pojedyncze sztuki widział już w czasie wędrówki), po czym ostrożnie podniósł do góry noszony kubrak. Ukazała się z pod niego paskudna rana ropiejąca na środku klatki piersiowej. Szczypała, drapała i bolała jednocześnie. Zapewne jej rozrost był wystarczający, aby wkrótce zadać ostatni cios. Niby można było usunąć zgniliznę sierpem,... ale w tym stanie i bez pomocy, nie skończyłoby się to zbyt dobrze. Pozostawała jednak inna decyzja - zamarła, lewa ręka. Odciął ją jednym ruchem, a ciemna krew wytrysnęła z ramienia jak lawa z wulkanu. Warknął gniewnie, na co kruki jednogłośnie zdecydowały się na ucieczkę w popłochu. Nowe cierpienie, które przyniesie siłę i hart ducha - pomyślał Agiux, wspominając swoje pełne porażek, i słabości życie.

- Ofiarujesz litość pokonanemu, a pokonany urośnie. - Zacytował przed splunięciem krwią i wstał ociężale z kłody.

Ból przegnał na jakiś czas coraz bardziej rosnące w siłę zmęczenie.

 

Ledwo co ruszył, a ze wschodu usłyszał cichy śpiew. Natychmiastowo skrył się za ogromnym dębem i wstrzymał oddech. Dziewczęcy głos melodyjnie przemierzał bagienne zastępy, opowiadając o tęsknocie oraz pięknej miłości. Agiux nawet spróbował znaleźć sens dźwięcznej opowieści, ale dla niego układne zdania wydawały się tylko pustymi obietnicami. Bardziej zastanawiało go jednak, że jego wcześniejszy ryk, który mógł wystraszyć garnizon piechoty, nie wpłynął na śpiewaczkę w żaden sposób. Całe moczary z pewnością słyszały, a ona... radośnie unosiła w powietrze swoją piosenkę. Może była niesłysząca - podsunął w myślach demon.

 

Nieznajoma minęła dąb, nie zauważając ukrytego za nim Agiuxa i skocznymi ruchami zmierzała ku ciasnemu zbiorowisku wysuszonych drzew bez liści. Miała na sobie białą jak śnieg suknię, a łukowate coś na rudawej głowie łączyło się z okrągłymi cośami na uszach, z których z kolei wychodził jakiś sznurek przyczepiony do sześcianu trzymanego w małej dłoni. To chyba był właśnie powód, że nie słyszała. Ale... jej drobne stopy unosiły się nad powierzchnią głębokiego błota.

- Wiedźma - wyszeptał Agiux i ruszył szybko z ukrycia.

Nie widział nigdy wiedźmy, więc opierał się na różnicy w ubiorze w porównaniu do wioskowych chłopek. No ale najważniejsze, że wyczuł w niej magię, a on jedynie wiedzy związanej z nią potrzebował.

 

Po paru następnych krokach potknął się o korzeń i zarył się cały w śmierdzącym błocie. Komiczna sytuacja, lecz nikomu nie było do śmiechu. Zmysły mu szwankowały, ale podniósł się lekko, z gniewem na szpetnej twarzy. Spojrzał w stronę dziewczyny, a ona na jego oczach rozpłynęła się w niedostępnej gęstwinie gołych drzew. Żadne słowa ani myśli nie wypłynęły ze zmęczonego i obolałego demona. Nie był to czas na takie bzdury przecież. Agiux wyciągnął kapelusz z błota, nałożył go, wyłowił sierp i pobiegł w stronę zbiorowiska martwych roślin. Towarzyszyło mu mlaskanie podmokłego podłoża od szybko stawianych kroków. Udało mu się przeskoczyć dwa korzenie oraz jedną kłodę i dotarł pod ścianę nienaturalnej koloni drzew. Demona przywitało wibrujące powietrze i ciepły dreszcz przy przekraczaniu niewidzialnej bariery.

 

Agiux zatrzymał się i docisnął przedramię do brzucha, dysząc z okropnego wyczerpania. Pustkę w głowię zastąpiły mu sztylety zadające pulsujące rany. Nic nie widział, ale zielono-czarną skórę otoczył przyjemny chłód. Niewidzialna siła przycisnęła go z góry i opadł na kolana, upuszczając sierp. Dzięki ostatniemu płomieniowi świadomości podniósł z trudem ciężkie powieki i ujrzał stojącą przed nim dziewczynę w białej sukience. Ich spojrzenia się spotkały. Nieznajoma miała zielone, patrzące z ciekawością oraz troską oczy. Błogi sen wreszcie otulił rannego Agiuxa.

 

Demon usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.

- Unis. I jak z nim? - zapytał dziewczęcy głos.

- Opatrzyłem rany - zabrzmiał sztuczny ton - Wstrzyknąłem antybiotyk. Zaszyłem to co trzeba. Jego stan jest w normie.

Agiux spróbował otworzyć oczy, ale coś go skutecznie powstrzymywało. Ruszyć też jakoś się nie mógł, a nawet już o wyduszeniu najmniejszego jęku nie wspominając. Istniał jakby tylko myślą i słuchem.

- Czyli mogę go już obudzić? - powiedziała zniecierpliwionym głosem.

- Tak. Ale. Meg. Pamiętaj, że może być niekoniecznie mile nastawiony.

- Dobra, dobra. - Zbliżyła się pewnym krokiem i położyła dłoń na czole potwora. - Pobudka - szepnęła do szpiczastego ucha. - Obudź się mój drogi żniwiarzu. Czas żebyś opowiedział swoją opowieść.

Agiux zdołał wreszcie otworzyć wężowe oczy, a pierwszą rzeczą, którą zobaczył, była gładka twarz z zielonymi oczami i lekkim uśmiechem.

- Masz jakieś imię? - rzuciła na wstępie Meg.

Czucie w kończynach wracało powoli w towarzystwie mrowienia. Demon zignorował pytanie i postanowił usiąść, lecz powstrzymała go mała dłoń na klatce piersiowej, która z łatwością przygwoździła go do wygodnego łoża. Niby drobna istota bez mięśni...

- Ty masz leżeć żniwiarzu. Bo jak nie, to znowu się rozlecisz. - Pogroziła palcem. - Zdradź swoje imię.

- Agiux - powiedział ochrypniętym głosem. - Jesteś wiedźmą? - dodał po krótkim milczeniu.

Meg zmarszczyła gniewnie czoło.

- Nie przepada zbytnio za tytułem "wiedźma" - sprostował ktoś nienaturalnym, jakby metalicznym głosem.

Agiux zainteresowany dodatkowym rozmówcą spojrzał w głąb niezwykle dobrze oświetlonego pokoju. Obok drewnianej komody o białą ścianę opierał się czarnawy, masywny szkielet połyskujący metaliczną powłoką. Po środku pustej klatki piersiowej do kręgosłupa przyłączona była czerwona kula wielkości pięści. Ten sam kolor posiadały także martwe oczy wpatrzone bez emocji w demona. Widział już o wiele dziwniejsze wariacje natury, więc po prostu uradował się w myśli, że w tym świecie nie występują tylko miękkie i słabe kreatury w niepotrzebnych ubraniach.

- Mów mi Agiuxie Meg - przedstawiła się dziewczyna spokojnym tonem i znów się uśmiechnęła - Powiedz, z jakich odległych krain pochodzisz, bo nie przypominasz żadnej znanej nam istoty... A już na pewno nie człowieka - zaśmiała się uroczo.

- Ze świata, z którego nie da się uciec, ani nawet do którego nie można się dostać!- warknął gniewnie demon. - A ty - wskazał palcem na Meg - odkryjesz co się stało, albo... - Nie zdołał wymyślić dobrego zakończenia.

W sumie nawet nie wiedział, czy groźba da mu cokolwiek. On jest w złym stanie, a ona... ma w sobie coś dziwnego. Może jednak odrobina beznadziejnej uległości pomoże - z żałością pomyślał.

- A ty po prostu zrób co się da, jeśli potrafisz. - Popatrzył prosto w jej oczy, a ona nawet nie drgnęła. Nie bała się.

- Hmm. - Zamyśliła się.

- Nie Meg - powiedział prędko Unis. - To nie nasza sprawa. Nie skupiamy się na przyziemnych problemach i bardzo dobrze wiesz dlaczego.

Meggi ciągle siedziała zamyślona na swoim zydlu obok łóżka, nie zwracając uwagi na towarzysza. Jej zielony wzrok był wpatrzony w coś niedostrzegalnego dla innych.

- Inkwizytorium, pamiętasz?

Meg pstryknęła palcami na te słowa i okrążyła powoli mały pokój z dłonią na podbródku. Agiux i Unis gapili się na nią zdziwieni.

- Nie mów, że chcesz posłuchać jego niezwykle miłego rozkazu, w którym wcale nie wyczułem nutki groźby.

- To jest dla niego normalne - stwierdziła Meg dziwnie troskliwym głosem. - A tłumacząc na nasze, boi się i prosi nas o pomoc w powrocie do swojego wymiaru.

Agiux aż zadławił się śliną, przez co musiał odkaszlnąć dwukrotnie.

- Strach? - wykrzyknął groźnie demon. - Na róg kustosza! To jest domena chowańców, miękka istoto. Nie waż się nawet nadawać mi takiej nędznej cechy! - Na jego ponowną próbę podniesienia się, niewidzialna siła naparła na niego tak, by grzecznie leżał.

Miał też niemały mętlik w głowie. Z tego co wiedział, mieszkańcy innych światów nienawidzili i bali się bezwzględnie wszystkich gatunków demonów. Skąd więc taka dobroduszność u tej właśnie osoby?

- Jak wyzdrowiejesz, spróbujemy wykonać skok do twojego wymiaru - wypowiedziała powoli dziewczyna. - A jeśli się nie uda, to poprosimy o pomoc Neda.

- On pomógłby tylko, gdyby sprawa dotyczyła w stu procentach ciebie - westchnął sztucznie Unis, opuszczając pokój.

- Czyli zrobimy co się tylko da, abyś wrócił do domku żniwiarzu! - podsumowała z błyskiem w oczach.

Agiux kiwnął głową i poczuł nagłe zmęczenie.

 

Obudził się znowu po kilku godzinach. Czuł się już o wiele lepiej, a gdy spróbował usiąść, nie napotkał żadnego oporu. Na środku pokoju siedziała Meg z zamkniętymi powiekami. Żywego szkieletu tym razem nie było, co radowało demona z niewiadomych przyczyn.

 

Patrzył się tak wężowymi oczami na dziewczynę i zastanawiał się nad ironią losu. Mała, drobna kreaturka, która z własnej woli wyciągnęła rękę do nieznajomego demona, który bez mrugnięcia mógłby zabijać dziesiątki niewinnych, nie wspominając już o niej samej. Choć... coś mu mówiło, żeby lepiej nawet nie próbował podnosić na Meg pazura. Tylko dlaczego?

 

- Nudno mi Agiuxie - powiedziała niespodziewanie. - Chciałam ci pomóc, bo mi nudno - przerwała. - Nie mogę zawierać żadnych przyjaźni, ani z kimkolwiek zamienić choć zdania.

Teraz umilkła na dłuższą chwilę. Agiux rozejrzał się po pokoju i podrapał się po uchu. Wreszcie postanowił, że zapyta.

- Dlaczego?

- Rozniecam aurę strachu i jestem zbyt niebezpieczna - brzmiało to jakby powtarzała wyuczoną kwestię. - A te całe inkwizytorium - zaakcentowała ostanie słowo - ściga mnie od samego początku. Ubzdurali sobie... - Położyła się na podłodze z uniesionymi do góry rękoma. - Iż władam nieczystymi mocami i że trzeba mnie schwytać, a potem spalić na stosie ku chwale Feliss. Barbarzyńcy!

Agiux cierpliwie słuchał, bo opowieść wydawała się ciekawa. A gdy za oknem (przysłowiowo, bo w pokoju nie było okna) nie szaleją mordercze burdy, można spokojnie raczyć się pieczonym mięsiwem. Demon lubił te powiedzenie.

- A gdyby nie inkwizytorium, nadal spędzałabym dużo czasu nad nauką magii - odezwała się, a w jej głosie nie znalazł się oskarżycielski ton. - A jak jest u was z magią? - zwróciła się do Agiuxa i znowu usiadła oplótłszy rękoma nogi. Jej oczy były szeroko otwarte.

- Istnieje - westchnął.

- Jakieś szczególiki? - zachęciła Meg.

Dostała w odpowiedzi dosyć negatywne spojrzenie. Milczeli tak do momentu, aż Agiux przypomniał o obiecanej dla niego pomocy. Meg przewróciła oczami, ale zgodziła się ostatecznie.

 

Wąskim korytarzem dostali się do okrągłej sali, której metalowe ściany nosiły liczne plamy rdzy. W centrum stał komputer połączony grubymi kablami do sufitu, a wokół niego w znacznej odległości do podłogi doczepione były krzesła z pasami bezpieczeństwa. Agiux rozglądał się badawczo, zastanawiając się, gdzie jest krąg teleportacyjny, albo coś do niego podobnego. Nie znalazł. Meggi natomiast rozsiadła się na jednym z siedzeń, nucąc cicho piosenkę.

 

Unis pojawił się nagle przy komputerze tak niespodziewanie, że aż demon odskoczył z zaskoczenia. Rudowłosa dziewczyna zachichotała na ten zabawny ruch. Szarawy szkielet w skupieniu wstukał skomplikowaną kombinację klawiszy i gestem kazał Agiuxowi się zbliżyć.

- Idź, idź - zachęciła Meggi.

Demon usłuchał, a dzięki zbliżeniu zobaczył na ekranie ciągi nieznanych znaków, którym towarzyszyły poruszające się rysunki. A jeśli chodzi o sam komputer, nie widział nigdy takiej skomplikowanej struktury i wielce się zdziwił, nie wyczuwając w niej ani kapki magii. Cóż, inny świat, inne dziwy.

 

- Ręka - Unis zwrócił się do Agiuxa.

Tamten nie zrozumiał intencji i tylko stał bez ruchu wgapiony w szkielet. Po chwili jednak przyjrzał się swojej jedynej ręce, nie zauważając niczego niezwykłego. Ostre pazury, trzy czarne linie i płonący nietoperz, zielona reszta.

- Ech - westchnął Unis, szybkim ruchem łapiąc za nadgarstek demona.

Silny uścisk skutecznie uniemożliwiał ruch drugiemu, bo oczywiście drugi próbował się uwolnić. Gdyby tylko miał lewą do pomocy... Ile jeszcze będzie mnie trzymał - pomyślał, gdy kolejne sekundy mijały.

- Pobiera od ciebie szybkość drgania cząsteczek. - wyjaśniła Meg po chwili.

Agiux odwrócił na nią głowę, a ona lekko się uśmiechnęła. Drgania? Zniknął zimny dotyk i dźwięk klawiszy znów zabrzmiał w ciszy pomieszczenia.

- Siadaj - Unis wydał kolejny rozkaz.

Tym razem demon posłuchał i zajął posłusznie fotel obok Meg.

- A teraz zacznie się wielka magia - zachichotała dziewczyna, a Agiux kątem oka zobaczył, że zbielałe palce zaciska na oparciach.

 

Z góry i dołu zabrzmiał brzęczący dźwięk, który rósł w miarę upływu czasu. Doszło do tego, iż głowa demona zaczęła niemile boleć i na szczęście tylko na małym bólu się skończyło. Meg zamknęła szybko powieki, gdy otoczenie zaczęło drgać. Hmm, kolejny element rytuału jak mniemam - pomyślał nerwowo Agiux.

- Skok za... trzy... dwa... jeden...

Wszystko rozmyło się w białawym świetle, a ledwo widoczne żółte wyładowania ogarnęły całe okrągłe pomieszczenie. Powietrze zdawałoby się, że zgęstniało, utrudniając oddychanie. Silny wstrząs i nagle wszystko wróciło do normy. Cisza. Ciszę przerwał piskliwy dźwięk.

 

- I co? Udało się? - zapytał urywanym głosem demon.

Nikt nie odpowiedział. Meg miała nadal zamknięte oczy, a na jej twarzy rysował się grymas bólu. Unis gapił się w bezruchu w ekran, studiują liczne wykresy i dane.

- Jeszcze raz - zaszeptał szkielet tak cicho, że nieźle wyczulony słuch Agiuxa miał problemy z dosłyszeniem czegokolwiek.

Metalowy palec uderzył o klawisz i znów zapanowało białe rozmycie. Tym razem trwało jeszcze krócej, a wstrząsy wywołane po skoku były znacznie silniejsze, przez co z sufitu spadło kilka szarawych okruchów.

- Alarm, alarm! Przegrzanie rdzenia! - poinformował głos dobiegający z każdej strony.

Agiux usłyszał krótki jęk po lewej. Obrócił głowę. Meg siedziała na krześle, lecz jej ciało zwiotczało. Nie czuł u niej oddechu.

- Ej, co z nią? - zapytał Unisa.

- Zemdlała - Szkielet nawet nie zaszczycił go swoim wzrokiem.

- Wygląda jak martwa - powiedział Agiux, dziwiąc się, że w jego głosie znalazł się niepokój.

Żółty piorun przeciął najonizowane powietrze, a komunikat ponownie zaalarmował o przeciążeniu. Zapach spalenizny opanował pomieszczenie. Unis zacisnął metalowe palce i poszedł w stronę drzwi, ale zielono skóry go uprzedził, stając pod drzwiami. Zdrowie mu wracało jak widać, bo wykonał ten ruch w zaledwie moment. Oparł się o ciepły metal, a tamten się zatrzymał.

- Co się dzieje Unisie? - demon zaakcentował każde słowo osobno.

Unis postąpił o krok, a w odpowiedzi Agiux uniósł rękę, by ukazać swoje ostre pazury. W rzeczywistości były jeszcze ostrzejsze niż na to wyglądały, aczkolwiek sytuacja nie potrzebowała ukazywania brutalnej siły. I tak wszystko na razie wyglądało nie za ciekawie.

- Jesteśmy poza rzeczywistością - wyjaśnił metalicznym głosem. - Pójdę teraz jeśli łaskawie pozwolisz zresetować statek i wracamy do naszego wymiaru.

- A co ze mną! - Agiux poderwał się spod drzwi, chcąc przestraszyć tamtego groźną i gotową do ataku postawą.

Unis jednak zaskoczył towarzysza. Złapał go za szyję, podnosząc jego ciało tak łatwo, jakby podnosił szmacianą lalkę.

- Jakby ci to powiedzieć - głos miał niepokojąco spokojny - żebyś zrozumiał. Próbowałem, ale nie da się przekroczyć twego świata. Może za którymś razem by się udało...

Agiux tracił siły przez duszenie, a jego ciało ledwo co mogło się ruszać. Unis był o wiele silniejszy niż myślał.

- Ale nie zaryzykuję stanu mojego statku dla niekoniecznie wartej dla mnie osoby - dokończył i ostrożnie odstawił Agiuxa na ziemię.

Zielono-skóry niby chciał coś zrobić z gniewu, ale oddychanie było ważniejsze i potrzebniejsze. Pewnie szkielet z łatwością mógł zakończyć życie niższego demona, ale nie zrobił tego na wzgląd na Meg.

- Mam nadzieję, że uszanujesz moją decyzję. - Ominął towarzysza i zniknął za rozsuwanymi drzwiami.

 

- Parszywy... - zaklną Agiux, masując piekącą z bólu szyję.

Warknął cicho. Może to lepiej, pomyślał. Po co niby miał wracać do Tessinug. I tak swoją dumę już stracił, swoją pozycję w plemieniu, pewnie i swój honor... bo jakby wrócił, to stwierdzono by, że uciekł z pojedynku. Jedyną opcją byłoby życie w samotności. Albo tutaj... ale tutaj też nie chciał żyć! No cóż, może ten cały Ned chociaż powie co się stało. Jeśli on był planem B, to musiał czymś na to zasłużyć.

 

Podszedł do krzesła i spojrzał na Meg. Dziewczynie powrócił oddech, a serce biło normalnym rytmem.

- Zemdlała, hmm? - cicho mruknął.

Gdy siadał, kątem oka zobaczył białą postać. Szybko skupił wzrok w tamto miejsce, ale nikogo nie znalazł. Przywidzenie? Raczej tak.

- Aj, źle z tobą niższy demonie. - Zamknął powieki. - Źle, źle, źle.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania