Poprzednie częściAlchemik cz.1  Alchemik cz.2  

Alchemik cz.3

- Co oni tu robią!

- Mistrzu, przecież...

- Nie do ciebie mówię Gal, tylko o nich!

Moyna wskazał palcem na Kana i Leis.

- Wiecie, co by się stało, gdyby wasza matka dowiedziała się, że tu jesteście, że was narażam?

- My tu przybyliśmy z własnej woli.

- Dina, zakwateruj ich gdzieś. Nie mogę ich puścić samopas.

Kan spojrzał na Moyne zrezygnowany.

- Myślałem, że będziemy mogli wam jakoś pomóc.

- I chciałeś zabawić się w wojnie. Nie tego cię uczyłem Kan. Idźcie już.

Kiedy wychodzili z Diną, Kan spojrzał na twarz człowieka stojącego obok mistrza. Połowa z niej pokryta była kamiennymi łuskami, a oczy wyglądały tak, jakby zachwalę miał ich zabić. Nie widać było w nich niczego, prócz szaleńczej chęci mordu.

- Kan, choć już - powiedziała do niego Leis.

 

* * * * * * * * * *

 

Haido tak bardzo różniło się od świata, który znał Kan. Nie widać było tu cierpiących ludzi i głodu. Zamiast tego wszyscy się uśmiechali i cieszyli życiem. Kochankowie spotykali się w restauracjach. Dzieci grały w piłkę. Starsza pani wieszała pranie. Pomimo tego, że Kan marzył o takim życiu, czuł się nie nieswojo . Może dlatego, że zbytnio przywykł do otaczających go zewsząd potworności? Wspomnienia z czasów, w których razem z siostrą kradli chleb z wojskowych magazynów, by przeżyć, wzmogły się. Przywołane spokojem, który aż sprawiał ból.

- O czym myślisz? - spytała Dina.

- Kim jest ten człowiek z kamienną twarzą?

- To Lioch, jeden z uczniów mistrza.

- Myślałem, że ten typek zabije każdego, kto się do niego zbliży.

- Lioch jest dość osobliwą osobą. To trzeba przyznać, ale ma dobre serce. Po prostu się trochę pogubił.

- Dlatego mistrz trzyma go na smyczy?

Dina zamilkła.

- Co się stało z jego twarzą?

- To skutek nieudanej, ludzkiej transmutacji.

Kan w jednej chwili poczuł, jakby dostał obuchem w głowę.

- Kogo próbował wskrzesić?

- Siostrę. Ty powinieneś rozumieć to najlepiej.

- Udało mu się?

- Nie. Stworzył w ten sposób homunkulus'a. Człowieka bez duszy. Alchemik może tylko stworzyć to, co materialne. Nigdy nie uda mu się stworzyć tego, co duchowe. Ceną za próbowanie wskrzeszenia siostry, było zamienienie części jego ciała w kamień.

- Zasada równowagi.

- Nic nie jest cenniejsze od ludzkiego życia. Właśnie dlatego nie można wskrzesić duszy. Nie ma czegokolwiek, czym można by było za nią zapłacić.

- Ten homunkulus, nadal żyje?

- Tak, pomaga teraz mistrzowi.

- Czyli Lioch oszalał, bo stworzył coś, co było zakazane. Dlaczego? W końcu wiedział chyba, czym to grozi.

- Ludzie bardzo często zapominają o rzeczach oczywistych. Niby o banałach nie należy mówić, ale to właśnie one są dla nich najbardziej niewidzialne, ponieważ wydają im się zbyt oczywiste, by przywiązywać do nich jakąkolwiek wagę. Największe klęski w życiu człowieka powstają najczęściej z błahych powodów.

 

* * * * * * * * * *

 

- Jesteśmy.

Kan spojrzał na olbrzymi, sześciopiętrowy budynek, pomalowany białą oraz pomarańczową farbą, z wielkim ogrodem, tarasem oraz dużym basenem.

- My mamy tu zamieszkać?

- Tak Leis. Generał Lakaryon powiedział, że udostępni wam całe piętro.

Kan nie mógł w to w ogóle uwierzyć.

- Nie wiedziałem, że Gal ma stopień generała.

- To nie o Galu mowa. To jego ojca.

Kiedy Kan ujrzał przepych tego miejsca, ten aż go przytłoczył. Nie, żeby nie był zadowolony z tego, że ugości go Gal. Raczej to, co się z tym wiązało. Jak bowiem mogło być to możliwe, że kogoś stać na coś takiego, a miasto dalej panuje głód?

Kiedy tylko zbliżyli się do domu, otworzyły się olbrzymie drzwi. Z ogromnego budynku wyszedł barczysty mężczyzna ubrany we frak.

- Pan Foihar Lakaryon czeka już w salonie.

Kiedy Kan wraz z Leis weszli do salonu, Foihar siedział na fotelu i czytał jakąś książkę. Było ich dość sporo w bibliotece generała, o czym Kan miał się przekonać sam w późniejszym czasie. Ściągnął okulary, po czym spojrzał w stronę gości,

- Witam. Proszę, usiądźcie.

Kan i Leis przyjęli zaproszenie.

- Nie wiedziałem, że Gal pochodzi z takiego rodu. Kiedy go spotkaliśmy, nie wyglądał jak panicz.

Foihar zaśmiał się.

- I dobrze. Niektóre z rodów myślą, że lepsze traktowanie należy się im z urzędu. Ja chciałem wychować syna tak. By dostrzegał coś więcej niż czubek własnego nosa.

- Ma pan wspaniały dom - oznajmiła Leis.

- Moja świętej pamięci małżonka się bardzo o niego troszczyła.

- Przepraszam, nie wiedziałam.

- Nie ma za co. Człowiek nie powinien przepraszać za niewiedzę, lecz za głupotę. Ja też nie wiem wszystkiego, młoda damo i wcale się tego nie wstydzę.

- Skoro Gal pochodzi z takiego rodu, to dlaczego nie poszedł w pana ślady? - spytał Kan.

- Nigdy niczego mu z góry nie narzucałem. Człowiek ma prawo do własnych wyborów nawet wtedy, gdy są one sprzeczne z dobrymi chęciami jego rodzica. To właśnie powoduje, że dzieci dorastają i nie trzymają się pończoszki mamusi w wieku trzydziestu lat. Mój syn zawsze był uczony podejmowania samodzielnych decyzji. Nie zawsze byłem z nich zadowolony, to prawda, ale zawsze były to jego decyzje. To on musiał ponieść ich skutki.

- A wie pan, dlaczego syn nie poszedł w pana ślady?

- Niestety nie, ale nie muszę w końcu wszystkiego wiedzieć i znać się na wszystkim. Nie jestem w końcu encyklopedią. Staram się jednak to, co robię, robić najlepiej jak tylko potrafię.

 

* * * * * * * * * *

 

Kiedy Gal przypominał sobie masakrę pod Joko, aż ciarki przechodziły mu po plecach. Dobrze pamiętał widok krwi na własnych dłoniach. W tamtej chwili nie było ważne dla niego, że była to krew wrogów. Dla niego była to krew ludzi.

Kiedy bitwa się skończyła, on stanął na pagórku znajdującym się nieopodal. Na polu bitwy leżeli nie tylko jego wrogowie, ale także znajomi i przyjaciele. Niektórych znał tylko z widzenia, ale znał. Widział, jak chodzą, oddychają, żyją. Na polu bitwy, wyglądało to przerażająco. Nie ważne czy byli to jego wrogowie, czy przyjaciele, wszyscy byli w tym samym stanie. Byli martwi. Gdzie podziała się wtenczas ich wielkość? Ich wyższość? Trup to trup. Nie ważne czy trup wroga, czy przyjaciela. Wszystkie wyglądały tak samo.

- W bitwie zginęło wielu żołnierzy. Bardzo dzielnych ludzi. Złożymy im właściwe honory.

Usłyszał za sobą. Był to głos jego dowódcy. Człowieka, który wysłał tych ludzi na śmierć. Gdzie on był, kiedy umierali ci ludzie?

- Co ich dzieciom po honorze, jaki im złożycie? Honory nie zwrócą im ojców.

Dowódca zamilkł.

Gal minął go i już wiedział, czego będzie unikał. Śmierci.

 

* * * * * * * * * *

 

Kan leżąc na łóżku, spoglądał w sufit.

- O czym myślisz?

- O tacie. Już nawet nie pamiętam, jaki był. Coraz trudniej przywołać mi jest jego twarz. Zupełnie tak jakby nigdy nie istniał. Jakby słowo "ojciec", było tylko słowem.

Leis odłożyła książkę.

- Ja go jeszcze pamiętam. Jego uśmiech na twarzy i to jak się z tobą bawił. Lubił, jak się śmiałeś.

Kan już się nie odezwał. Po poliku poleciała mu łza.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 2 miesiące temu
    Tekst trochę spokojniejszy. Wysublimowany. Pod płaszczem narracji starasz się przekazać sporo rzeczy, w które wierzysz.
    Nie każdemu to przypadnie do gustu.
    Napisane sprawniej, acz nieco (jak dla mnie) senne.
    Podoba mi się opis pola bitwy i tej równości na nim.
    Still 4
  • Nerd 2 miesiące temu
    Ja nie lubię łatwych tekstów. Przede wszystkim mają coś przekazać. A czy ktoś zrozumie... to już inna rzecz. Dzięki.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Canulas merytoryczo- technicznie uważam, że z sensem podsumował. Mimo kilku drobnych rzeczy, którzy zauważyłem powiem tylko o jednej, możesz to nazwać czepianiem ale, może też wyczulić na przyszłość. Chodzi mi o "nie jestem encyklopedią". Ogólnie nie przeszkadza mi, że jezyk nie jest jakoś mocno starodawny czy historyczny, ale akurat ten zwrot mógłbyś zmienic na jakiś "nie jestem księgą mądrości" czy jakos tak.
    Jako "oceniacz amator" dam w dalszym ciagu 5, bo mnie sie podobało, i tyle.
  • Nerd 2 miesiące temu
    Encyklopedie w 17 wieku już istniały :P
  • Nerd 2 miesiące temu
    Ps: ale będą jaja jak zacznę pisać o żołnierzach z muszkietami :P
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nerd niech se była, ale wątpię,aby zwykli ludzie ją tak nazywali. to luźna uwaga zrobisz jak uważasz, ja tylko napisałem jak taki szarak jak ja to widzi. A pewnie ewentualnymi odbiorcami Twojego opowiadania, będzie w zdecydowanej większości "banda" szaraków jak ja :) leci obiecane 5 :)
  • Nerd 2 miesiące temu
    Maurycy Lesniewski ale to nie jest zwykły człowiek :P To mówi generał, najbogatszy człowiek w mieście :P
  • Nerd 2 miesiące temu
    Takie książki nie były wtedy tanie. Za niejedną można było kupić małe państwo.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nerd spoko to z innej beczki, bo chyba Bogumił ci się znudził :) czary, demony, magia w użyciu daje do zrozumienia, że to jest gdzieś, nie wiadomo gdzie, w bardzo tajemniczym czasie i miejscu. Używając zwyczajnych nazw jak w naszych czasach (nie obchodzi mnie,że w 17 wieku były encyklopedie), odzierasz swoje opowiadanie z tajemniczości i magii. Nard czy sądzisz, że czepiam się aby się czepiać? Chyba już mnie na tyle znasz, powinieneś wiedzieć, że ja przynajmniej w to wierzę, że mówię to co moim zdaniem jest dobre dla twojego opowiadania. Jak mówiłem zrobisz po swojemu. Idź już do Bogumiła, bo ja mam jeszcze do poczytania :) Pozdro:)
  • Nerd 2 miesiące temu
    Maurycy Lesniewski tekst musi być przede wszystkim zrozumiały dla czytelnika. I tak Bogumiłnie już nudzi :P
  • Nerd 2 miesiące temu
    Tolkien też "Władcy pierścieni" nie pisał po Hobbicku :P
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Nerd dobra wygrałeś. Ludzie!!!
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    I tak wiem co wiem :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania