Anioł

Anioł

W tym roku wieczór 1 listopada był niezwykle ciepły, korzystając ze sprzyjającej pogody postanowiliśmy udać się jeszcze raz tego dnia na cmentarz.

Powietrze przepełnione było wonią topniejącego wosku i przypalającego się plastiku co w połączeniu z zapachem wilgotnej ziemi wraz z tysiącami migoczących dookoła zniczy nadawało cmentarzowi niezwykłego uroku.

Dziś nie było tu pusto, alejkami przechadzali się powoli ludzie, już bez pośpiechu towarzyszącego im jeszcze rano. Teraz przybierało to raczej postać niedzielnego spaceru po lesie.

Odurzeni zapachem iglaków i steryny powoli przemierzaliśmy kolorowe morze płomyków. Naprzeciwko nas w niestabilnym półmroku rysowała się grupa osób, spośród której wyróżniała się dziewczyna o kruczoczarnych włosach i porcelanowej cerze, poruszała się z niezwykłą gracją.

Na jej widok serce zabiło mi mocniej, a wszystko wokół zdawało się rozmazanym na tle ostrości jej piękna.

Chyba każdy z nas zna to uczucie ogromnego zachwytu zakrawającego o uwielbienie kompletnie obcej osoby, które pojawia się pod wpływem chwili i towarzyszących temu okoliczności.

Oczywiście zauroczenie to zawsze mija po przejściu kolejnej przecznicy, ale nadaje tym minutom niepowtarzalny smak.

Tego dnia była to właśnie miłość chwili, która miała rozgorzeć żywym ogniem w moim sercu, a już po chwili zgasnąć i nie zaistnieć nigdzie indziej poza mną.

W drodze powrotnej moje myśli wciąż były zajęte jej osobą.

Jak zwykle w takich sytuacjach prowadzi się rachunek:ile ja bym dał, jakie byłoby to szczęście, gdyby ona odwzajemniła to samo, a w niewiadomy sposób los połączył nas faktycznie.

I tym razem zdawało się, że będzie to krótka historia miłości mijających się oczu.

Kiedy wyszliśmy już za bramę cmentarza postanowiliśmy zapalić i zastanowić się gdzie udamy się dalej. Po podjęciu decyzji dogaśliśmy papierosy i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Byliśmy już na prostej , z daleka ujrzeliśmy postać łapiącą okazje, ponieważ mieliśmy jedno wolne miejsce ,postanowiliśmy że zabierzemy ze sobą dodatkowego pasażera.

Ów miłośnikiem autostopu okazała się wcześniej mijana dziewczyna, potraktowałem to jako zwykły, przy czym przyjemny zbieg okoliczności.

-Cześć zabierzecie mnie ze sobą, strasznie mi się śpieszy, a autobusu ciągle brak

-Jasne wsiadaj.

Przedstawiła nam się jako Ola.

W trakcie drogi mogłem przyjrzeć się jej z bliska i faktycznie nie myliłem się była zjawiskowa, lekko skręcone włosy opadające na delikatną twarz co chwile odgarniane smukłą dłonią razem tworzyły wspaniały teatr,w którym nie tylko ja byłem widzem co dało się zaobserwować po spojrzeniach pozostałych.

-To tutaj dzięki wielkie, może jeszcze kiedyś się spotkamy.

 

Następnego dnia rano, kiedy wsiadałem do samochodu zauważyłem portfel, który był własnością poznanej wczoraj dziewczyny.

Nie zastanawiając się dłużej postanowiłem udać się po południu pod adres widniejący na dowodzie. Dziewczyna mieszkała w małej miejscowości blisko naszego miasta.

Niestety nie zastałem jej, ale kobieta, której przekazałem portfel poprosiła, żebym zostawił swój numer.

W drodze powrotnej, kiedy już się ściemniało na horyzoncie pięknie rysowało się czerwone słońce a do samochodu wpadał zapach dymu wydobywającego się z kominów okolicznych wsi,był to zapach zbliżającej się zimy.

Nazajutrz zadzwoniła do mnie Ola i zaproponowała spotkanie.Zgodziłem się z miłą chęcią.

Byliśmy umówieni w kawiarni w centrum miasta,ponieważ spóźniłem się kilka minut ona była już w środku. Przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmowę.

Ola okazała się nie tylko piękną, ale też wyjątkowo miłą i uroczą w całym swoim sposobie bycia dziewczyną.

Spotkanie przebiegało we wspaniałej atmosferze, banalnym byłoby powiedzieć,że dawno z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze,ale tak było.

Rozmowa była ogromnie wciągająca chłonąłem każde jej słowo nie zwracając uwagi na upływający czas. Ola tworzyła w okół siebie magiczną atmosferę jej ruch,głos,spojrzenie to jak piła kawę, jak bawiła się uszkiem filiżanki budowało cudowny obraz na,którym malarz świata zdołał umieścić całe jego piękno.

Było to niczym podmuch wiatru na żarzące się ognisko,który nagle wznieca żywy ogień. W ciągu dwóch godzin potrafiła znów rozbudzić uczucie,które zagościło we mnie w momencie kiedy pierwszy raz ją ujrzałem.

Nie była to oczywiście miłość, był to zachwyt nad cudem jej piękna.

W drodze powrotnej było mi błogo wracałem bardzo zadowolony wszystko zdawało się być przyjemniejsze niż zwykle nawet chłód listopadowego wieczoru był jakby pieszczotliwy.

 

Mijały tygodnie życie toczyło się normalnie. Czasem zdarzało mi się pomyśleć o nowo poznanej dziewczynie,rozważałem zaproponowanie jej kolejnego spotkania,ale brakowało mi czasu a przede wszystkim chyba odwagi wynikającej z braku pretekstu; nie chciałem być nachalnym.

W końcu nastał ten dzień było już bardzo blisko świąt Bożego Narodzenia.Postanowiłem napisać do Oli SMS-a o następującej treści

Cześć,pamiętasz mnie jeszcze,

gdybyś miała dzisiaj ochotę moglibyśmy się spotkać.

 

Chwile potem zadzwoniła do mnie Ola. Umówiliśmy się w tej samej kawiarni.

Był delikatny mróz,śnieg pięknie skrzył się w świetle lamp, miasto było już pełne świątecznych akcentów.

Spotkaliśmy się przed wejściem do lokalu,Ola zaproponowała żebyśmy trochę zmienili plany i udali się na spacer korzystając ze sprzyjającej aury.

 

W czuły sposób poprawiła mój szalki opatulając nim dokładniej moją szyje. Gest ten wprawił mnie w delikatne zakłopotanie,była w nim swego rodzaju bliskość nie pasująca mi do sytuacji w związku z krótkim terminem naszej znajomości,ale było to naprawdę przyjemne.

-Chodźmy

Powiedziała Ola,złapała mnie za rękę i ruszyliśmy.

Wciąż nie mogłem wyjść ze zdumienia wynikającego z mojego zaskoczenia całością jej zachowania tym jaki charakter przynajmniej dla postronnego obserwatora przyjęło nasze spotkanie. Czułem się z lekka skołowany,ale szybko stwierdziłem,że to przecież o niczym nie świadczy.

Po chwili drogi,która odbyła się w milczeniu dotarliśmy do parku,znaleźliśmy ławkę i usiedliśmy.

-Pozwól,że usiądę na twoich kolanach tak będzie nam cieplej.

Zgodziłem się bez słowa. Ola spojrzała mi głęboko w oczy i obdarowała długim pocałunkiem.

Czułem się jak zaczarowany ciepło i smak jej ust oszołomiły mnie kompletnie. Byłem ogromnie skołowany szybkością przebiegu zdarzeń, to wszystko wydawało się nieprawdziwym, po prostu snem. Nie wiedziałem co powiedzieć, o co zapytać a przede wszystkim jak to rozumieć tak naprawdę nie znaliśmy się byliśmy sobie kompletnie obcy,a takie historie znałem tylko z tanich książek i filmów.

-Olu...

-Nic nie mów, cieszmy się chwilą

Chciałem ją o coś spytać,ale nie pozwoliła mi dokończyć.

Byłem pod wpływem jej czarów.

Patrzyła mi głęboko w oczy i delikatnie obdarowywała pocałunkami.

Czułem się naprawdę wspaniale,było to połączenie spokoju, spełnienia i radości. Straciłem poczucie czasu.

Niestety nic nie trwa wiecznie,Ola pożegnała mnie czułym pocałunkiem

-Muszę już iść,proszę Cię nie szukaj mnie,czekaj na wiadomość ode mnie.

Scisnąłem ją mocniej podejmując nieudolną próbę zatrzymania jeszcze kilku minut.

Rozeszliśmy się w swoje strony,wiedziałem,że nie powinienem, a nawet nie mam prawa oczekiwać żadnych wyjaśnień.

Przyjąłem jej informację będąc wdzięcznym za tą chwile choćbym więcej miał jej nie spotkać i musiał żywić się już zawsze wspomnieniem tylko tych kilku godzin.

Całą noc śniłem o niej. Kiedy obudziłem się rano jeszcze przez chwilę miałem na powiekach realność wyśnionego obrazu jej cudowności wzmaganego wczorajszymi doznaniami.

 

Od dnia, kiedy ostatni raz ją widziałem czułem się jak w poczekalni, ciągle nie mogąc doczekać się swojej kolei.

Każdy dźwięk telefonu przyśpieszał bicie serca, a w głowie pojawiała się nadzieja, czy to ona.

Czas mijał a poczekalnia zamieniła się w celę tęsknoty. Z każdym kolejnym dniem wszystko zdawało się tracić swój kolor.

Nadszedł dzień Wigilii Bożego Narodzenia.

W domu panowało świąteczne zamieszanie. Każdy starał sie wyprzedzić czas i zdążyć do końca zrealizować powierzone mu tego dnia zadanie za nim przybędą goście.

W końcu przyszła upragniona chwila spokoju i wszyscy zasiedliśmy do stołu.

Śmialiśmy się jedliśmy i cieszyliśmy atmosfera wigilijnego wieczoru.

Przed północą kiedy już wybierałem sie na pasterkę zakładając kurtkę poczułem w kieszeni wibrację telefonu,pomyślałem,że to SMS z życzeniami świątecznymi,ale ku mojemu zaskoczeniu okazała się być to wiadomość od Oli

Nie trać nadziei,wkrótce mnie ujrzysz

 

Ileż w tych kilku słowach było czułości i pokrzepienia serca,niestety jej obietnica trochę rozmyła się z moim wyobrażeniem o sposobie realizacji.

Dwa dni później w skrzynce na listy znalazłem kopertę,w której umieszczone było zdjęcie Oli.

Anioł,to pierwsze co przyszło mi na myśl gdy zobaczyłem jej fotografię. Brak było mi słów,które byłby w stanie oddać chociaż w połowie to jak piękną była kobietą.

Na odwrocie zdjęcia widniał napis "Wszystko ma swój czas".

Zastanawiałem się nad sensem zawartym w tych słowach,czy chciała dać mi do zrozumienia,że ten czas już minął czy może jednak,że to dopiero początek wspaniałej historii,naszej wspólnej historii,która czeka na dogodny moment do kontynuacji.

Pragnąłem trzymać się tej drugiej możliwości,która jednak z każdym dniem zdawała się tracić na rzecz mniej zadowalającego mnie wyjaśnienia.

Zgodnie z jej prośbą nie podejmowałem żadnych działań w kierunku skontaktowania sie z nią.

Postanowiłem,że jeśli uda mi się z nią spotkać, choć jeszcze jeden raz to przedstawię swój punkt widzenia i będę oczekiwał jej ustosunkowania się do niego.

 

Przyszła wiosna świat odtajał, wieczory jeszcze chłodne, a jednak swym wiosennym zapachem ciepłe przepełnione były śpiewem ptactwa.

W powietrzu unosił się zapach ziemi pomieszany z zapachem traw i drzew, które uwolnione od mrozu oddawały cudowny aromat zwiastujący początek czegoś nowego. Ogarniał mnie jak zwykle o tej porze roku przyjemny niepokój, wszystko zaczynało oddychać.

 

Zdarzyło się, spotkałem w końcu Olę.

Nie wiedziałem, od czego miałem zacząć tyle pytań, mógłbym powiedzieć,że nawet pretensji,mając jednocześnie świadomość ich bezpodstawności.

Przecież tak naprawdę nic się nie stało czego ja od niej chciałem. Poprosiłem o chwilę rozmowy.

Wzięła mnie za ręce i spojrzała głęboko w oczy,

-Pamiętasz wieczór kiedy pierwszy raz mnie ujrzałeś? To nie tylko Ty mnie zauważyłeś,ale i ja Ciebie,a bardziej to co było wtedy w Tobie. Nie mogłam pozwolić żeby tyle gorąca tak po prostu uciekło w powietrze. Postanowiłam spełnić twoje pragnienie. Tak już mam lubię spełniać marzenia. To wszystko.

Pocałowała mnie i odeszła. Była piękna,przepiękna.

Kim była Ola,czy tamtego wieczoru zobaczyła moje myśli. Tego już się nie dowiedziałem. Może faktycznie była aniołem.

 

Ola

Była noc, całe szczęście księżyc był w pełni a jego białe światło pozwalało mi iść pewniejszym krokiem, droga wiodła mnie przez pole, dojrzewające zboża oddawały swój słodkawy zapach. Mogła to być kolejna wspaniała piękna noc, było cudownie w powietrzu unosiła się atmosfera lata, ale niestety nie we mnie.

Bolała mnie dusza, nie mogłam oderwać myśli od jego osoby wciąż w głowie przenikały mi jego obraz przeplatane pytaniem, dlaczego, dlaczego mnie odrzucił. Smutek zabijał mnie wewnętrznie nie mogłam znaleźć nic co mogłoby mnie pocieszyć.

Kiedy przyszłam dzisiaj do niego od razu wiedziałam, że nie czeka mnie nic dobrego.

Był bardzo chłodny uciekł ustami od moich ust , kiedy rzuciłam mu się na szyję nie objął mnie czułam się jak obca. Weszłam do środka w pokoju siedziała dziewczyna, znałam ją.

Nie można było odmówić jej urody, była piękna. Z dostępnych mi informacji nie należała do osób zbyt stałych w uczuciach, dość często dokonywała zmian w swoim życiu. Ten dzień miał się okazać również kolejną zmianą lokacji jej miłości o ile słowo to może znaleźć tu zastosowanie. Niestety tym razem zmiana ta miała również dotyczyć mnie.

Spotykamy się od miesiąca, powinnaś o tym wiedzieć, nie chcę i nie będę się tłumaczył nasz czas minął, rozumiesz.

Kiedy to usłyszałam miałam wrażenie jakbym umarła, wyszłam bez słowa zalewając się łzami. Ból był nie do opisania, żadne słowa nie są w stanie w sposób dostateczny oddać, chociaż połowy emocji szargających moim sercem, zrozumieć może to tylko ten, kto to poczuł.

Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyjść bez słowa.

Wracając do domu cały czas płakałam, wybrałam okrężną drogę.

Zmęczona nieustającym płaczem a przede wszystkim potwornym, bólem,żałością nie wiem jak to nazwać ; usiadłam na stojącym przy drodze kamieniu. Patrzyłam jak kapiące łzy wpadają w kurz polnej drogi. Po trzech latach związku, chociaż nie lubię tego słowa, nasza relacja przynajmniej do dzisiaj wydawała mi się być komunią dusz, było to tak żarliwe uczucie, nie było dla nas dnia bez nas, tak w kilku słowach odrzucił mnie.

Zatraciłam poczucie czasu. Siedziałam tak może godzinę, może dwie, kiedy trochę udało mi się opanować, chociaż samo ciało postanowiłam wrócić do domu.

Była to najgorsza noc w moim życiu, spałam nie więcej jak dwie godziny, miałam sen tak lekki i przyjemny byliśmy w nim razem, z przebudzeniem wróciła pamięć wczorajszego wieczoru. Znów przeszył mnie ból, nie chciałam wstawać z łóżka całe szczęście była sobota.

Po godzinie wewnętrznej walki postanowiłam do niego zadzwonić, może się rozmyślił może to wszystko pomyłka. Niestety nie dodzwoniłam się.

Wysłałam SMS-a Proszę Cię, chociaż o sekundę rozmowy, o nic więcej nie proszę błagam

Niestety i ta próba kontaktu okazała się bezskuteczna.

Wszystko straciło sens, świat wyblakł ,nie mogła znaleźć sobie miejsca. Byłam pijana rozpaczą. Cały dzień zleciał pod znakiem cierpienia i oczekiwania na jego odzew.

Pod wieczór pojawiła się zdawkowa wiadomość To jest koniec nie szukajmy wytłumaczeń nie tragizujmy fajnie było ale się skończyło z każdą kolejną literą tego jakże wulgarnego dla mojego serca SMS-a zamierałam w sobie.

Zaczęłam analizować ostatni miesiąc , doszukiwać się zdarzeń które mogły go skłonić do takiej decyzji przecież mogłam być winna dużo bardziej niż on. Może czymś go zraniłam to nie mogło stać się tak nagle bez powodu.

Moja miłość do niego była tak ogromna i ślepa,że gotowa byłam obarczyć siebie winą, mając jednocześnie świadomość sytuacji i pełen obraz jego brutalności wobec mnie.

Tygodnie mijały. Każdy dzień był nocą, wciąż oczekiwałam wschodu słońca, który przyniesie ciepło i radość do pustelni mojego cierpienia. Miałam pretensje do całego świata błagałam Boga o pomoc, uleczenie mojej duszy.

Wykończona ciągłym zatruwaniem się wewnętrznie w amoku smutku siedząc na balkonie i patrząc w gwieździste niebo zadałam sobie pytanie, jak długo jeszcze, przecież na świecie jest zbyt dużo zła i smutku, ja nie mogę obciążać tego rachunku swoją zgorzkniałością. Nie ja jedyna jestem w takiej sytuacji. Miliony kobiet i mężczyzn na świecie cierpi z tego samego powodu, a często też z braku tej miłości. Przecież ja miałam to wspaniałe szczęście mogąc obcować jakiś czas z miłością, będąc największym pragnieniem świata od jego początków. A tylu ludzi nie doświadczyło nawet tych kilku chwil posiadania tego owocu słodyczy.

W jednym momencie olśniło mnie, serce zabiło złapałam nowy oddech. Wiem ,wiem co zrobię dam temu świata trochę szczęścia.

Postanowiłam odnaleźć kogoś, kto mnie zapragnie niekoniecznie ja jego, ale wiem, że dam mu to szczęście dam poznać mu ten cudowny smak miłości. Może to zabrzmieć źle, ale postanowiłam nieograniczać się do jednego uszczęśliwionego oczywiście wszystko w ramach przyzwoitości i jakiegoś umiaru w rozwoju sytuacji.

Kochałam go nadal, bo prawdziwie kocha się tylko raz, wiedziałam, że będę na niego czekać przecież może wróci. To wszystko wydaje się snem wariata w oparciu o plan uszczęśliwiania, ale na jakie pomysły się nie wpada w szale cierpienia. Teraz należało tylko czekać. Potrafiłam dostrzegać żar uczucia do mnie w oczach mężczyzn,szczególnie ten przeplatany smutkiem.

Spróbuję odrobinę wyrównać bilans szczęścia i smutku na świecie. A może mnie ktoś swoim uczuciem wyleczy i odzyskam radość życia. Przekonam się....

 

Po ostatnim spotkaniu z Olą byłem zawiedziony nie chciałem tak tego ucinać, nie teraz kiedy jej widok I otaczająca ją aura utwierdziły mnie w przekonaniu,że moje szczęście, którego od swoich pierwszych dni świadomości każdy z nas poszukuje odnalazłem w niej.

Jak ją zdobyć, jak pozyskać chociaż odrobinę jej uczuć...

W końcu jakiś ostatni nie jestem powiedziałbym nawet,że kobiety mnie lubią I w sumie chyba mogę określić się jako mężczyzna atrakcyjny.

Ta świadomość jednak w tej sytuacji nie jest w stanie być pomocną.

Naprawdę nie była zwyczajną dziewczyną, jej piękno miało mistyczny charakter, cała ona była...

Właśnie o tym jaka była miałem się dopiero przekonać.

Postanowiłem zwrócić się do niej z prośbą o spotkanie, w momencie kiedy uda mi się stworzyć sensowny plan mojego działania. Trwało to jakiś czas, brak dobrych pomysłów postawił mnie przed najprostszym rozwiązaniem sytuacja. W końcu życie stwarza nazbyt wiele sytuacji stawiających nam znaki zapytania będących przyczyną niepewności wypalającej wewnętrzną radość. Zaproponuję jej wspólny wyjazd na kilka dni, wiem jest to bzdurne dlaczego miałaby się zgodzić byłoby to nielogiczne, ale zaryzykuję.

Umówiłem się z nią , nie stawiała oporów,których w głębi serca się obawiałem.

Nadszedł dzień spotkania byłem podekscytowany. Wybiła ta godzina jest, widzę ją zbliża się do mnie, co to był za widok zwiewna,ciemno bordowa spódniczka w połączeniu z lekką lnianą koszulą odsłaniającą delikatnie dekolt czyniły ją bardzo dziewczęcą. Miała piękny przerzucony przez ramię warkocz.

Rzuciła mi się na szyję, jej żywiołowa rekacja na mój widok, wzbudziła we mnie poczucie wiary w pozytywny wynik postawionej sobie samemu misji.

Pachniała zniewalająco subtelnie.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania