Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Anna

Ten zapach przywodził mi na myśl złe pomysły, guzy mózgu, złamane obietnice, umarłe nadzieje, starą skórę. Obłęd. W takim miejscu ludzie porzucali swoje rodziny. Większość leżała na wąskich łóżkach z poplamionymi od moczu materacami.

Zaczęło się od jelita. Jakieś cztery lata temu. Brałem proszki i zastrzyki jak grzeczny chłopiec. To było gdzieś w La Riviera. Ale po tych świństwach... rzygałem dalej, niż widziałem. Po kątach, ławkach, wszędzie. Kiedyś zwymiotowałem w łóżku i nawet tego nie poczułem. Obudziłem się zaschniętą plamą na koszuli, a pielęgniarka tylko wzruszyła ramionami.

— Nie mamy już czystych.

Leżałem tak trzy dni, dopóki Charlie nie przywiózł mi nowej. Patrzył na mnie z politowaniem pomieszanym ze szczyptą obrzydzenia. Ubranie wyrzucił do kosza. Nie rozmawialiśmy za wiele. Na koniec rzucił:

— Gdybym mógł, zabrałbym cię ze sobą, ale tu masz lepszą opiekę. — Rozejrzał się po sali. Dwóch chłopaków z wystającymi obojczykami kaszlało i pluło krwią. Ktoś znów zasikał prześcieradło. W oddali słychać było nerwowe stukanie drewnianych obcasów. Białe klapki sunęły po zimnych płytkach. Potem był zapach kawy i irytujące brzęczenie łyżeczek obijających się o szklankę. Ten dźwięk rozsadzał napuchniętą od prochów głowę.

— To pa, synu. — Podrapał się w skroń i wyszedł.

Niejednokrotnie wyobrażałem sobie wtedy, że popycham go do wielkiego, paskudnego kanału. Ojciec wpadłby do wody z krzykiem, wymachując w obłędzie rękami, a ja, jego dziecko, patrzyłbym na to z góry. Stałbym tam i krzyczał: To za mnie! Kiedy już trafisz do piekła powiedz diabłu, że żałujesz!

To się, jednak nie wydarzyło. Charlie przychodził co kilka dni, przynosząc mi czyste koszule i słone paluszki. Chodził po sali, szukając gdzieś w ścianach słów, którymi mógłby nakarmić moją zbolałą duszę. Matka nie pojawiała się wcale. Podobno nie mogła patrzeć na takie cierpienie. Kiedyś zdjęto kraty w oknach, bo był generalny remont. Wtedy za nią zatęskniłem. Nie mogąc spać, dreczony przez koszmary, stanąłem przy jednym z nich. Świat opływał w szarości i różu. Był cichy jak kot, który delikatnie stąpa po białym dywanie. Wszystko spowite było gęstą mgłą, a to z kolei sprawiało, że rzeczy najzwyklejsze nabierały dziwnego, obcego, a nawet odrobinę złowieszczego posmaku. Słyszałem samochody, ale nie dostrzegałem ich, nie potrafiłem określić, czy są blisko, czy daleko. Dopóki nie wyłoniły się z upiorną poświatą rzucaną przez reflektory. Wyobrażałem sobie, że gdzieś tam, w jednym z nich siedzi moja matka. Poprawia w lusterku makijaż, szukając nerwowo zapalniczki w torebce. Śpieszy się. To było coś, co towarzyszyło jej zawsze. Pośpiech, bo trzeba do pracy, bo z pracy do szkoły, potem obiad, a jeszcze sprzątanie. Podejmowała wiele decyzji pochopnie. Myślę, że oddanie mnie tu, do śmierdzącego lizolem przybytku ochłapów życia, było jedną z takich decyzji. Chciałem w to wierzyć.

Potem ktoś w białym kitlu, biegnący z podejrzaną szybkością stwierdził, że wydobrzałem. Dali mi porcję zupy i kilka żółtych pastylek. Trafiłem sam nie wiem gdzie. Wszędzie czuć było tłamszący zapach tłustego rosołu. Byłem otępiały i mocno zamroczony. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co się dzieje, ale nic mnie to nie obchodziło. Chciałem jednego: uciec od tego bólu. To był parter. Obok mała kuchnia. Brzęczenie sztućców i wózków z jedzeniem rozpieprzało każdą cząstkę mózgu. Pod łóżkiem były dwie plamy skrzepnietej krwi, a po mojej prawej stronie ktoś ciężko oddychał.

— Czyli tobie też się nie udało?

Zamrugałem oczami. Dziewczyna z czarnymi włosami spiętymi w koński ogon, równie czarnymi brwiami i podkreślonymi mocno oczami przewracała plik kartek w rękach. Mierzyła mnie dziwnym wzrokiem. Patrzyła dokładnie tak jak Charlie.

— Stąd się już nie wychodzi — dodała. — Wczoraj zabrali jedną pacjentkę. Była wycieńczona po "niebieskich". Ale na mnie to nie działa.

Później nie odezwała się już wcale. Której nocy zabrali ją i przywieźli w to miejsce kościstego chłopaka z góry. Jego obojczyk był jeszcze bardziej wystający, a oczy wyłupiaste. Nadal pluł krwią. Kilka razy nasze spojrzenia się skrzyżowały, ale żaden nic nie powiedział. Charlie przyszedł późnym wieczorem.

— Przyniosłem ci paluszki — zaczął nerwowo. — I masz jeszcze gościa.

Zza ściany wyjrzała matka. Trzymała w ręce torebkę, zaciskając palce na niej tak mocno, jakby spadała w przepaść i chciała się czegoś uczepić. Niewiele się zmieniła. Usiadła na skraju łóżka. Nie, nie mojego. Tego obok. Czystego. Ze świeżą pościelą.

— Jak się masz?

To było pytanie z rodzaju takich, które padają na spotkaniu klasowym, kiedy z dawno niewidzianą przyjaciółką siadacie obok siebie i każda z was zastanawia się jak przerwać milczenie. Wszystko zabrzmi wtedy infantylnie.

— Dobrze, Anno — odpowiedziałem akcentując dokładnie każdą literę.

Matka spojrzała za siebie, w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał ojciec.

— Czemu tak się do mnie zwracasz?

— Bo to twoje imię — odparłem zgodnie z prawdą, a potem się rozpłakałem. Pierwszy raz od kilkunastu miesięcy. Czułem się jak włóczęga, którego przypadkowi przechodnie dostrzegli w nędznej dziurze. Jak pijak, który zasnął na ławce w parku, a ludzie stają wokół niego i zastanawiają się czy tylko się zapił, czy może nie żyje. Nikt go nie dotyka, nie budzi. Lecą gdzieś dalej, zrzucając z rąk odpowiedzialność. Błędne koło się zamyka.

Wyłem. Siedziałem na łóżku bez ruchu, ale wyłem. Cierpienie wylewało się gorącym potokiem.

— Leżałem w zarzyganej koszuli dwa dni. Przez te wszystkie prochy nie mogłem się podnieść, ale nikt nie pomógł mi się umyć. Rozumiesz?! — wykrzyczałem jej w twarz. — Rozejrzyj się. Nie spędziłabyś tu nawet dnia, ciągle ktoś pluje, wyje, drapie ściany. Wszystko cuchnie. Ocieka krwią i brudem. Przychodzisz tu pachnąca z tymi pieprzonymi paluszkami, jakby to miało cokolwiek zmienić.

— Nie mogę na to patrzeć — szepnęła.

— Jasne. Idź. Jak ktoś zapyta gdzie jest twoja matka to wiesz co powiem? No była, była, przychodzi raz na rok i pyta jak się mam. Ale siada zawsze gdzieś daleko. Tak, czasami mówi, że mnie zabierze, ale chyba tylko po to żebym się nie zajebał. Żebym nie wyrył dziur w ścianach, nie złamał zębów na kratach. Później zrobię krótką pauzę i dodam: Nigdy mnie nie dotyka. Jakbym był skażony. Nie poda mi ręki.

Nazywam ją Anna. Jest jak setki innych, obcych mi kobiet. Po prostu Anna. Cztery nic nieznaczące litery.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marian 3 miesiące temu
    Smutny tekst. Jest w nim dużo prawdy i zrozumienia dla trudnych sytuacji.
    Podobał mi się.
    Mała literóweczka: "Świat opływał w szarości i rożu." -> "Świat opływał w szarości i różu.
    Pozdrawiam
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Dzięki za wyłapanie błędu. A co do tekstu, no różne rzeczy się widziało i słyszało :)
    Pozdrawiam
  • Elorence 3 miesiące temu
    Zaraz tu wpadam, bo znów tekst wyparuje :D
  • Elorence 3 miesiące temu
    Bardzo, ale to bardzo smutne :( Nie wiem, jak mam to ugryźć. Własna rodzina z jednej strony cierpi, ale z drugiej... separuje się od tego cierpienia. Chyba liczą na cud.
    Masakra.

    Pozdrawiam :)
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Elorence Mniej więcej tak. Dziękuję:)
  • e make i ka pololi 3 miesiące temu
    Bolesny, smutny, krancowy tekst.
    Tak ciezko mi ostatnio sie pozbierać w slowa uznania, wiec tez tylko niesmialo zaznacze swa obecnosc. Przypomnial mi sie "Oskar i pani Roza", ale tu jest mocniej, bardziej gorzko.
    Plus ja sie swoje nalezalam w szpitalach, a ze zawsze na chirurgii choc mnie nie rozcinaja, to mam prawdziwa minitraume, bo zawsze naokolo sa porozcinane baby po jakichs drobnych zabiegach, ale blade i ledwo sie wlokące.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Też mam różne przeboje ze szpitalami i widziałam średnio ciekawe rzeczy. To jak traktują niektórych pacjentów. Jaka jest rotacja i.. a temat rzeka ;) Dziękuję za komentarz.
  • jesień2018 3 miesiące temu
    O rety, naprawdę dobry tekst. To zdanie "Trzymała w ręce torebkę, zaciskając palce na niej tak mocno, jakby spadała w przepaść i chciała się czegoś uczepić" - świetne. Jestem pod wrażeniem całości. (Jeeeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do stwierdzenia "wykrzyczałem jej w twarz" - zazgrzytało mi banalnością, jako jedyne).
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Hej. To nie jest najnowszy tekst, choć nie wiem czy cokolwiek się na lepsze zmieniło w tych, które dodaję teraz, stąd mogą być różne błędy i masa powtórzeń. Pomyślę nad tym zdaniem, ale na razie nic innego nie przychodzi mi do głowy. Dziękuję pięknie.
  • jesień2018 3 miesiące temu
    jolka_ka powoli się wgryzam w to miejsce, bardzo ogranicza mnie czas, ale na pewno dotrę do Twoich innych opowiadań. Pozdrawiam!
  • Alexa333 3 miesiące temu
    Moim zdaniem ładnie napisane i dobre opisy :) lubię czasem przeczytać coś, co nie jest wesołe, ale bardzo życiowe. Zostawiam 5 i pozdrawiam
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Życie boli. Często ;) Pozdrawiam i dziękuję.
  • Blanka 3 miesiące temu
    Strasznie smutne i tak samo strasznie prawdziwe. Niestety. Cieszę się, że tym razem zdążyłam przeczytać;) Pozdrawiam
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    A no niestety. Trochę się napatrzyłam, a trochę dopowiedziałam i tak to wyszło. Dziękuję;)
  • Freya 3 miesiące temu
    "odpowiedziałem akcentując dokładnie każda literę." - każdą
    "Cierpienie wylewałało się gorącym potokiem." - wylewało

    Trzeba mieć zdrowie żeby móc chorować. Dla wielu pacjentów obecność bliskich jest uzdrawiającym placebo. Pielęgniarki i lekarze z czasem znieczulają się na cierpienia ludzi, ponieważ w przeciwnym razie nie potrafili by sprawnie funkcjonować w sytuacjach ekstremalnych. A do takich w każdym szpitalu dochodzi bardzo często.
    Byłem tylko raz - naprzeciwko był zakład pogrzebowy, fajne wrażenia. I jeszcze umarł nam jeden pan na sali - ciekawa akcja. Trafił się także jeden gościu, który był w czasie wojny dzieckiem poddanym doświadczeniom medycznym - stracił nogę. A w sąsiedniej sali był jeden zaburzony, który rozmawiał z oknem po zmierzchu. No ogólnie było gites :) Pozdro
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Byłam kilka razy, ale najgorzej wspominam patologię. Już nawet nie chodzi o mnie. Napatrzyłam się jak podchodzą do kobiet. Teksty typu: "już wszystko wyczyściliśmy, dzisiaj idzie do domu", były na porządku dziennym. A zdarzały się i krzyki. No, ale Ty... hm ciekawie miałeś.

    Pozdrawiam
  • Justyska 3 miesiące temu
    Taki tekst co wali w serducho. Dziesięć lat temu towarzyszyłam bliskiej mi osobie w ostatniej drodze. To był koszmar, ale opieka w szpitalu... w zwykłym miejskim szpitalu, była wzorowa. Pielęgniarki, były cudowne. Ale wiem, że bywa bardzo różnie, byłam i w strasznych miejscach. Świetnie oddałaś ten ból.
    Pozdrawiam!
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Zależy jak się trafi. Dobrze, że trafiłaś "dobrze". Pozdrawiam również :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    "Większość leżała na wąskich łóżkach z poplamionym od moczu materacem. " - nieśmiało się dopytam, czy jak łóżka, to nie materace? Moze: poplamionymi od moczu materacami?

    "Kiedyś zdjęto kraty w oknach, bo był generalny remont. Wtedy za nią zatęskniłem. Nie mogąc spać, dreczony przez koszmary, stanąłem przy jednym z nich. Świat opływał w szarości i różu. Był cichy jak kot, który delikatnie stąpa po białym dywanie. Wszystko spowite było gęstą mgłą" – dość dużo słowa "było".

    "Później zrobię krótką pauzę i dodam: Nigdy mnie dotyka. " -zabrakło słowa Później zrobię krótką pauzę i dodam: Nigdy mnie dotyka" – zabrakło słowa "nie".

    Ok. Tyle z wątpliwości. Tekst smutny, a mnie zasmucić jest, no, chyba ciężko. Twój tekst przypomina jeden mój, ale ja spieprzyłem sprawę. Ty nie. Ty napisałaś naprawdę dobry tekst, choć przebić "Zoe" będzie Ci niezwykle ciężko.
    Ładnie to namalowane od strony opisu. Zazdraszam, bo ja zawsze wplatam jakieś durne heheszki.
    Pozdrówki.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Co tam się komu podoba :D Ja nie uważam żeby tamten był aż tak dobry, ale w sumie, ja to ja i piszę subiektywnie. Błędy to może już jutro rozpatrzę. To staroć, ale odnalazłam gdzieś tam i wstawiłam.
    Dziękuję pięknie.
  • Szalokapel 3 miesiące temu
    Ach, świetny tekst. Robi wrażenie. Klimat, który stworzyłaś, jest kapitalny. Opisy odegrały cudowną robotę, przeniosłam się do szarego świata bohatera. Paskudnie cierpieć i mierzyć się z obojętnością innych, to jest koszmar. Mocne, dosadne opowiadanie. Takie jak lubię.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Dziękuję za wizytę ;) I za komentarz. No tak, ja to zazwyczaj o cierpieniu, śmierci i takie tam. Z wesołymi tematami mi nie podrodze.
  • Maria Bodnar 3 miesiące temu
    Podoba mi się!
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Dziękuję:)
  • pocztapolska 3 miesiące temu
    genialne. 5 ode mnie...
    Historia mi niestety coś przypomina...
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Dziękuję;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania