Asaro Erhetia Część 10. Star Wars

Weszła pierwsza. Przypomniał jej się zapach wilgotnych jaskiń, przez które nie tak dawno przeprawiała się z siedemset czterdziestym siódmym. Ta była zdecydowanie szersza. Nic dziwnego, że łowca mógł tu bez obaw wlatywać statkiem.

Usłyszała kroki reszty kompanii. Odwróciła się.

- Lightning, ty zostań na statku. Być może będziemy potrzebowali szybkiego odwrotu.

- Tak jest! Co powiedzieć gdyby przyszedł do mnie ktoś ze stolicy?

- Powiedz, że mamy ćwiczenia. Poza tym nikt nie przyjdzie, bo Shaak Ti powinna była poinformować Arsunamę o naszych działaniach.

- A to nie my mieliśmy poinformować – spytał Pike? Asaro zastanowiła się chwilę.

- W takim razie ty pójdziesz z Lightningiem i zawiadomisz o naszych ćwiczeniach a potem do nas dołączysz.

- Z całym szacunkiem, ale to generał ma w tym oddziale władzę nad jego poczynaniami…

- Agrrrr – warknęła Asaro. – Będziemy tu tylko chwilę. Zamelduj i z głowy. Powiedz… że udzieliłam ci pozwolenia czy coś tam. – Odwróciła się i powędrowała w głąb jaskini.

- Ona tak zawsze? – spytał Lifted.

- Nie. Najwyraźniej ta senator musi być wyjątkowo ważna – odpowiedział Pike i podbiegł do zmierzającego do wyjścia Lightninga.

*

Siedziała zamknięta w celi już trzydzieści dni. Znaczy, chyba. Nie była pewna. W ciemnym pokoju trudno się doliczyć; traci się rachubę czasu. Nie widziała wschodzącego słońca. Jedyne co było zauważalne to zmiana natężenia dźwięku dobiegającego z klatki schodowej oraz zmiana temperatury. Jeśli na korytarzu było cicho a w stopy zimno, to najpewniej była noc. Próbowała skrobać kreski na ścianie celi, ale nie miała ku temu odpowiednich narzędzi. Nawet wsuwkę do włosów jej zabrali.

Popatrzyła na niegdyś białą sukienkę, delikatnie rozciętą od wysokości uda. Teraz była szara. A może już czarna? W słabym świetle nic nie widać. Na pewno była natomiast podarta.

Siedziała oparta o zimną, kamienną ścianę wsłuchując się w dźwięk spadających kropli wody i myślała. „Jak on mógł to zrobić? Dlaczego zachował się właśnie w taki sposób?”

Znów robiło się zimno. Thirs podkuliła nogi. Szybko zasnęła. Sen, jak się już przekonała, to najskuteczniejsze lekarstwo na przenikliwy chłód.

*

Asaro o mało się nie wywróciła na mokrej powierzchni. Może jaskinia była szeroka, ale i strasznie stroma. Już raz złapała spadającego Q4, wypełniającego cały korytarz przerażonym piskiem. Lifted, Pi i Shad dawali sobie radę. Byli w końcu przeszkoleni do pracy w wielu rozmaitych warunkach.

Po niedługiej wędrówce Jedi zobaczyła metalową ścianę. Szybko podbiegła w jej kierunku. Tak jak przypuszczała były to grodzie, przez które spokojnie przeleciałaby nawet ich kanonierka.

Zaczęła iść wzdłuż bariery w poszukiwaniu jakichś drzwi. Nic nie znalazła. „Najwyraźniej łowca wlatuje tu zawsze statkiem” pomyślała. Nie chciała dłużej czekać. Złapała za swoje miecze a zielona poświata rozświetliła jaskinię.

- Pani generał, proszę zaczekać! – krzyknął Pi. – Ja z Q4 możemy spróbować otworzyć to grodzie. – Asaro zgasiła miecze i przypięła do paska. Wykonała ruch ręką pozwalający klonowi spróbowania swoich sił. Z niewielkiego plecaka jaki Pi miał na plecach, wyciągnął coś podobnego do holonośnika. Przeszedł kawałek wzdłuż drzwi w poszukiwaniu konsoli. Znalazł ją pod samą ścianą, lekko ukrytą za skalnym występem. Podłączył trzymane w ręku urządzenie do sterownicy.

- Q4! Chodź tu i podłącz się! – krzyknął do droida. Szaro-zielony astromech podjechał spiesznie we wskazane miejsce. Asaro zajrzała Piowi przez ramię. Nie rozumiała nic z cyfr i liter wyświetlanych na nośniku. Odeszła kawałek by dać żołnierzowi trochę przestrzeni. Zaczęła rozmawiać z Liftedem.

- Czy pracując z mistrzem Tesharkiem też byliście oddziałem na polecenia senatu?

- Nie proszę pani. Pracowaliśmy tylko dla Rady Jedi. O tym, że teraz senat nami zarządza dowiedzieliśmy się dopiero po wtórnym uformowaniu, czyli po przyłączeniu Lightninga i kapitana Pike’a. – Asaro zmrużyła oczy.

- To bardzo ciekawe. Mówi się o tym, że Skorolle powstało dla samego Palpatine’a.

- Tak jest pani generał – powiedział właśnie przybyły Pike – ale wiem też, że nie jest to prywatny pomysł kanclerza. – Asaro powoli domyślała się, kto stoi za przydzieleniem jej do tego oddziału.

- Rozumiem – mruknęła. Usłyszała za sobą dźwięk otwieranych, hydraulicznych drzwi.

- Zrobione – oznajmił z zadowoleniem Pi a stojący obok Q4 dumnie bujał się na boki. Cała szóstka weszła do środka.

Pomieszczenie było mniejsze, niż można się było spodziewać. Znajdowała się tu właściwie jedynie platforma lądownicza, komputery i szafy najpewniej z ekwipunkiem łowcy. Samego łowcy jednak nie było. Asaro nie ucieszyła się z tego powodu, gdyż miała nadzieję na przesłuchanie go, by dowiedzieć się, gdzie znajduje się jej przyjaciółka.

Pi od razu podszedł do komputera.

- Nie ma tu żadnych trwałych danych na temat samego łowcy. Cwaniak wie, co robi. Nie zostawia śladów – mówił wpatrzony w monitor. – Stąd nie dowiemy się kim jest, jak wygląda oraz dokąd zabrał senator Anusmi.

- To chyba nie do końca prawda – powiedział Shed. – Ta platforma lądownicza wydaje się przekazywać dane ze statku do komutera.

- I co z tego. Możemy co najwyżej poznać jego parametry takie jak szybkość, masę lub… - zamyślił się.

- Lub co? – spytała Jedi.

- Lub sprawdzić pamięć paliwową. Szed, genialne! – Pi znów szukał czegoś na monitorze.

- Ktoś mi wyjaśni co to jest pamięć paliwowa?

- To lądowisko jest sparowane ze statkiem i przekazuje jego statystyki na komputery w bazie. Z tych danych, znając moc silników i inne parametry, jesteśmy wstanie odczytać długość skoków nadprzestrzennych, które wykonał łowca nagród – wytłumaczył Shed.

- Bingo! Mamy to! – krzyknął Pi. – Jest tylko jedno możliwe ułożenie parsekowe tych skoków, chyba, że nasz poszukiwany wykonywał bezsensowne skoki w nicość a w to wątpię.

- Gdzie jest Thirs? – Asaro zapomniała już o grzecznościowej formie „senator” przed imieniem. Była zbyt pochłonięta myślą o przyjaciółce.

- Dane pokazują Tatooine.

Asaro znała Tatooine. Pustynna planeta należała do przestrzeni Huttów i w celu uniknięcia konfliktu z nimi, Republika nie podejmowała tam działań. Wiedziała już, że razem ze swoim oddziałem nie będzie mogła tam polecieć. Będzie musiała zrobić to samotnie tak by nikt nie zauważył. Teraz jednak nie myślała o tym, jak to zrobi. Liczyło się tylko odnalezienie przyjaciółki. Euforię zakłócił sygnał z komunikatora przy prawym nadgarstku. Asaro przybliżyła urządzenie do ust.

- Tak?

- Generał Asaro. Odebrałem wieści od mistrzyni Shaak Ti. Mamy niezwłocznie przerwać ćwiczenia i wrócić na Kamino. Przyznano nam pełną operatywność i znaleziono nam pierwsze zadanie.

Cała radość, która uzbierała się w Asaro, nagle przerodziła się w złość. Jeszcze nigdy nie była tak blisko odnalezienia przyjaciółki a znów musiała odwlekać jej poszukiwania. Chętnie złamałaby rozkaz, ale nie mogła naruszać i tak już zszarpanej opinii w zakonie.

- Dobrze, Lighting. Już idziemy.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 8 miesięcy temu
    spytał Pike- bez ?,
    "Powiedz…, "-z tego co mówili tylko 3 kropki
    były, to grodzie. Tak myśle, że nie było.
    Ale tak to przyjemnie się czytało
  • krajew34 8 miesięcy temu
    No i mi mówili, by używać pauz, zamiast myślników.
  • jolka_ka 8 miesięcy temu
    krajew34 Dobrze mówili:)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Dziękuję. Błędy poprawione
  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Tu daję 4
    Oddział klonów pod bezpośrednią kontrolą zakonu?
    Trochę mi nie pasuje.
    Reszta Ok
    Lecę dalej

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania