Asaro Erhetia Część 13. Star Wars

- Podchodzimy do lądowania – powiedział Lightning. Asaro i reszta zespołu wstali z siedzisk i złapali się wiszących z sufitu uchwytów. Przestrzeń dookoła zciemniała, gdy statek opuścił nadprzestrzeń. Przez okno Jedi widziała seledynowy glob otoczony statkami handlowymi, które przylatywały tu, by wymieniać cenne kryształy i sztukę na kredyty, nie patrząc na podejmowane tu często ostatnimi czasy działania wojenne. Obecna sytuacja polityczna nie mówiła jednoznacznie, do kogo należy planeta. Republika mówiła swoje, separatyści swoje a na niebieskozielonej powierzchni stacjonowały zarówno oddziały droidów jak i armia klonów.

Kanonierka weszła w atmosferę. Teraz Asaro widziała przez okna niebieskawe kryształy, które to nadawały planecie oryginalnej barwy. Niektóre okazy przewyższały rozmiarem wieżowce na Curuscant, licząc oczywiście od zewnętrznego poziomu.

Zbliżali się do wytypowanej wcześniej przez Shada strefy lądowania. Według danych, jakimi dysponowali, powinni być blisko miejsca spotkania zdradzieckiej senator Rallin i przedstawicieli separatystów.

Asaro jeszcze raz sprawdziła swoje wyposażenie. Na szyi wisiała jej zielona wizyjna chusta, na ochraniaczu prawego przedramienia widniały dwa komunikatory – jeden standardowy i jeden Skorolle, przy pasku krótkich ciemnoszarych spodni wisiały dwa miecze a przez ramię przerzucona była mała, wisząca na ukos, torba z minikotwiczką, specjalnym zestawem do oddychania pod wodą i lornetka z noktowizorem.

Treeke właśnie przyglądał się swej nowej brązowej pelerynie. Asaro zauważyła, że ma zdecydowanie mniej sprzętu od niej. „Może to i dobrze” pomyślała. Po co mieć tu w końcu filtr do oddychania pod wodą?

Jedi podeszła do szafy na końcu statku i wyciągnęła z niej kotwiczkę.

- Hej, łap! – rzuciła urządzenie kształtem przypominające blaster. Treeke odwrócił się i w ostatnim momencie chwycił nadlatujący przedmiot.

- Możesz brać co chcesz, ale kotwiczkę to lepiej miej – powiedziała pouczająco.

- Kotwiczkę? A po co?

- Nawet nie wiesz jak często się przydaje. – Chłopak wzruszył ramionami i przymocował urządzenie z tyłu spodni do pasa.

Kanonierka wylądowała wzniecając dookoła pył. Drzwi otworzyły się i członkowie Skorolle wysiedli. Asaro nałożyła chustę, by sprawdzić położenie oddziału na wyświetlanej przed oczami mapie. Według współrzędnych byli niedaleko swego celu.

- Shad!

- Tak pani generał – odpowiedział klon w fioletowo-białym pancerzu.

- Idź i zrób jak najdokładniejszy zwiad. Musimy wiedzieć gdzie konkretnie mają się spotkać separatyści, jakie mają siły i … i ogólnie musimy wiedzieć wszystko, co mogłoby być przydatne, nawet ukształtowanie terenu, pozycje snajperskie a co najważniejsze idealne miejsce do zbierania materiałów dźwiękowych i filmowych. Ruszaj!

- Tak jest! – Klon odbiegł. Asaro widziała jak jego pancerz przybiera kolor kryształów i po chwili żołnierz staje się praktycznie niezauważalny.

- Treeke! Zajmujesz się kontaktowaniem z Shadem. Reszta ma rozstawić w pełni operacyjny obóz z niezakłóconą łącznością z Rad… z Senatem. Jak tylko zdobędziemy dowody zdrady senator Rallin, mają natychmiast zostać wysłane. – Pike, Lifted, Lightning i Pi zasalutowali i pobiegli do kanonierki wyciągać potrzebny sprzęt.

- Pi! – krzyknęła na znikającego w statku klona. – Chodź do mnie. Musimy coś załatwić. Weź Q4-S4! – Klon skinął głową na znak, że zrozumiał.

Treeke oparł się o wystający z ziemi turkusowy kryształ. Patrzył na, wyciągających z kanonierki sprzęt, żołnierzy. Podniósł komunikator do ust.

- Shad, jesteś już na miejscu? – spytał.

- Chyba widzę obóz separatystów, ale został mi niemały kawałek – odpowiedział głos z urządzenia.

- Dobra, pracuj dalej – opuścił rękę z nadajnikiem. Spojrzał na swoją mistrzynię, która z pomocą ambitnej gestykulacji tłumaczyła coś Pi’owi a Q4 stał z wysuniętą anteną. – A co oni tam wymyślili?

- Generale Treeke, możemy prosić o pomocną dłoń? – spytał Pike zza skrzyni wynoszonej z kanonierki.

- Tak, już lecę.

 

*

 

- I wtedy ja mu mówię „Naprawdę sądzisz, że twoje życie jest warte chociażby grama tego ładunku”. – Zbiorowisko przy stole wybuchnęło śmiechem a z kufli polał się pienisty napój. W barze grała skoczna muzyka przedstawicieli rasy Bith.

- I może powiesz, że go oszczędziłeś? – spytał chrapliwy, ale wysoki głos.

- No pewno! Inaczej kto by opowiadał? Niech się boją! – Znów głośny brecht.

- Daję kufel dla tego pana! BARMAAAN!

Do stolika na jednym kole podjechał droid. Widać było, że lata służby w tej knajpie nie przysłużyły się mu. Prawe oko nie świeciło, z nad lewego ramienia wystawała część, która najprawdopodobniej powinna być w środku maszyny albo w ogóle nie powinno jej być. Nad kołem, na jednej nodze widać było ślady po przestrzeleniu a na poszyciu widniały wgłębienia idealnie pasujące do rozmiarów metalowych prętów porozrzucanych po podłodze, o które czasami się ktoś potykał.

- Przynieś tu więcej rezotu, ale migiem! – Na pożegnanie droid dostał mocnego kopniaka. – No, Alassh, opowiadaj dalej!

- Kiedy ja skończyłem. Opijam tu właśnie triumf i swoją wypłatę! O wiem, niech Thok coś powie! – Wszyscy popatrzyli się na humanoidalną postać, o nadwyraz białym kolorze skóry i rzędzie kolców sterczących z pleców. Kosmita uśmiechnął się groźnie pokazując duże białe zęby.

- A co mam mówić? Misja nie była zbyt ciekawa a o ucieczce przed statkiem separatystów już słyszeliście…

- Ta ucieczka to była jakaś porażka, Thok! Prawie was rozgruchotali! – towarzystwo znów się zaśmiało. Wszyscy zamilkli, kiedy biały łowca nagród złapał za kufel, który właśnie przywiózł kelner i roztrzaskał go na głowie Alassha tak, że ten zachwiał się na krześle i przeleciał przez oparcie na plecy.

- Ktoś jeszcze ma ochotę naśmiewać się z moich metod pracy?! – warknął. Towarzystwo spojrzało na nieprzytomnego zbira, dookoła którego na podłodze powstała czerwona plama.

- Weź nie rzucaj się tak! Wszyscy już słyszeliśmy o twoich zuchwałych ucieczkach. Ty lepiej powiedz, co stało się z Rejdakiem!

Thok przeciągnął się na krześle bez oparcia, które wyłamał jak tylko przysiadł się do stolika, bo zawadzało mu o kolce na plecach.

- A z nim to głupia historia! – machnął ręką. - Pamiętacie jak żem z nim oplądrował statek kupiecki? Ten wielki, co leciał na Jakku…

- A co jest na Jakku? Przecież to pustynia! – krzyknął ktoś z naprzeciwka stołu pokonując muzykę i wrzaski pijanych klientów baru „Mama Hutta”.

- Mnie nie obchodzi, po co wiózł tam, to co wiózł. Mnie obchodzi jedynie to, że było to cenne. Z obstawą nie było problemu. Poczekaliśmy aż wylądują a potem ich znienacka. Wchodzimy następnie na statek i zabieramy się za wyciąganie skrzyń. Kiedy już opróżniliśmy z Rejdakiem wszystko, załadowaliśmy skrzynie na nasz statek. Nie wiedzieliśmy dokładnie, co tam jest, ale byliśmy pewni, że coś cennego. I teraz słuchajcie. Ten imbecyl wpadł na pomysł, żeby otworzyć i sprawdzić zawartość. Kiedy tylko rozchylił pierwszy kanister, statek, z którego wyciągnęliśmy zawartość, zawył alarmem! Chyba wszyscy w okolicy by się zbiegli! Ja mu mówię na to, że jest taka nowa rozrywka, która nazywa się myśleniem. Powinieneś czasem spróbować. I on mi wziął zamach i chciał przylutować w twarz…

- Osz ty gnido! – krzyknął Alassh, który właśnie się ocknął. – Zaraz roztrzaskam ci kufel na twojej głowie! – łowca wziął zamach. Biały kosmita szybko wstał, zrobił dynamiczny unik i kopnął Alassha, który właśnie przebiegł po stole, przewracając kufle z czerwoną zawartością, wpędzając biesiadujących w gniew, w krocze. Mężczyzna upadł i skulił się pod ścianą.

- I właśnie tak samo dostał Reidak, tyle, że on jest jednak twardszy. Zero rozumu, ale krzepy niemało. Zaczęliśmy się przepychać i tak oto wylądowaliśmy na skraju góry, na której stał nasz statek. Kiedy byliśmy na samym klifie szybka kalkulacja powiedziała mi, że lepiej się dzieli łup na jedną niż na dwie części i zrzuciłem go. – Cała widownia w tym samym momencie wciągnęła powietrze. – Ale skubany jest żywotny! Nie uwierzycie, ale końcami palców się złapał i wskoczył z powrotem. Bilibyśmy się dalej gdyby nie straże nadbiegające z wioski. Momentalnie nam przeszło, załadowaliśmy się na statek i zwialiśmy – nagle dostał w twarz. – Nie możesz odpuścić!? – wrzasnął i złapał Alassha za koszulę. Przyłożył mu lewego sierpowego w skroń. Reszta biesiadników patrzyła na oddalających się w walce łowców nagród. Wkrótce nie było ich widać wśród siedzących w „Mamie Hutta” gości. Kompania wróciła do rozmów, kiedy barman przywiózł nowe kufle rezotu.

- A ta ta populistka została złapana przez Aurrę Sing, nie? – ktoś zaczął nowy wątek.

- Coś ty. Przecież Aurra wylądowała w więzieniu!

- Akurat! Zabili ją ostatnio! Nie każdy jest nieśmiertelny.

- Jak zabili jak widziałem ją w pierścieniach Ssifary!?

- Zostawcie jej temat! Wszystko to pewnie kłamstwa! A ty co tak nie pijesz, Kasani? – Pytanie padło w stronę brązowoskórego kosmity z rasy Ezaraa.

- Mam zaraz sprawę do załatwienia – odpowiedział ochrypłym głosem.

- A jak ta senator, którą niepotrzebnie porwałeś? – Osobnik nazwany Kasanim obrzucił pytającego nienawistnym spojrzeniem.

- Ona jest nieważna. Zaraz będę miał córkę Yvala Erheti a wtedy on mi się już nie wymknie.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 8 miesięcy temu
    maił popraw błąd na końcu, przypomnij mi o czym mówi ta druga sekwencja opowiadania, bo można się lekko zgubić. Ale tak fajne i dość ciekawe :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Nie było nigdy wcześniejszych części z tą drugą częścią. To jest pierwszy raz wprowadzona knajpa
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Pontàrú to się można łatwo zgubić, zepnij to jakaś klamrą, coś w stylu tymczasem w kantynie czy coś w tym rodzaju, na końcu masz małe przestawienie liter, jak sądzę miało być miał, a jest maił
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    krajew34 specjalnie staram się unikać takich opisów
    "tymczasme w innej części galaktyki " bo uważam je za kiczowe. Czytając wiedźmina łatwo można nauczyć się radzić z takimi skokami gdzie jedna kropką oddzielone są fragmenty oddalone czasowo. To jest celowy zabieg i nie ma się czym martwić, że nagle pojawia się nowa sytuacja. Błędy poprawię troszkę później a są jeszcze z przynajmniej dwa
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Pontàrú no to zrób chociaż trochę więcej odstępu :) zawsze to chociaż coś
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Czytelnik wtedy lepiej zauważy ten przeskok miejsc
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    krajew34 a to to racja. Osobiście też nie zauważam czasami tej gwiazdki
  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    trochę słabszy odcinek
    kwestia łowcy nagród bardzo myląca
    tym razem 3
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Co znaczy, że kwestia Łowców jest myląca?
  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Pontàrú
    Te rozmowy a następnie tak z czterech liter ta istotna informacja - po cholerę się nią dzieli?
    Republika pewnie zapłaciłaby za senatora, a łowcy nagród obchodzi zapłata. Skoro separatyści jej nie potrzebują - republika zapłaci. Inni mogli by się pokusić na jego zdobycz - nie dość że mają senator to jako bonus - zmniejszają konkurencję na rynku.
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Tu się zgadzam w stu procentach, że łowca z chęcią odstrzeli drugiego, szczególnie jeśli na tym może zyskać kredyty, większość z nich była zwykłymi łotrami zdolnymi odstrzelić kumpla za garść zarobku
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    krajew34 i Kapeluszniku, to można potraktować jako zwykle przechwałki. Mało to było przestępców, którzy mówili swój plan bo byli święcie przekonani, że im się powiedzie? Pomnijcie też na, że tak powiem, lekki stan upojenia biesiadujących. W rozmowach Łowców nagród nie można doszukiwać się sensownych, logicznych opowieści a jedynie gburowate przechwałki
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    I jeszcze, skoro republika nie zapłaci, to nie spoilerując,może ktoś bardzo nie chce aby sprawa zaginionej senatorki była nagłaśniana...
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Ale wiesz łowca, który nawet po pijaku nie trzyma jezyka za zębami, długo nie pożyje i nie zarobi. Kwestia charakteru postaci i jak długo chcesz by żyła :) Zależy jak to poprowadzisz, ja tylko powiedziałem, że zgadzam się z charakterystyką łowców o której wspomniał kapelusznik. Ale dzięki zwróceniu na to uwagi, możesz wykorzystać to w przyszłości, w końcu ściany mają uszy
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Ach, nieostrożność Kasaniego zostanie szybko ukarana :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    To jest też tak, że ja mam plan na parę części do przodu i nawet jak czsami coś wydaje się mylne to zazwyczaj wystarczy poczekać. Tak jak to było z historią Asaro, te postacie też będą miały swoje uzasadnienia. Wystarczy trochę poczekać a wiem, że przecież nikt nie będzie czytał dziesięciostronowych opowiadań. Nie wiem ile stron będzie zawierać Asaro Erhetia ale myślę, że będzie rozmiarów małej książki. Teraz liczy około 26 stron A4 czcionką 12 a nic nie mówiąc to jest początek, także wystarczy trochę czasu do rozwiania wszelkich wątpliwości :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania