Asaro Erhetia Część 16. Star Wars

Po raz drugi przeszli się po dachu północnej Dopeltur, zaglądając za każdy wentylator, patrząc pod każdą zardzewiałą i zniszczoną obudowę klimatyzatora, szukając śladów Jedi nawet w małych pęknięciach starej, wiekowej budowli. Wcześniej sprawdzili już teren dookoła budynku, przejrzeli wszystkie piętra oraz weszli do południowej wieży. Sprawdzali nawet w rozsianych po okolicy ruinach niegdyś domów mieszkalnych.

Ktoś mógłby pomyśleć, jak strasznym wydarzeniem jest wojna. Wydarzeniem, które pewnym czyniło tylko nadejście śmierci. Wojna, która na swojej drodze niszczyła wszystko i wszystkich. Treeke teraz jednak tak nie myślał. Podniósł komunikator do ust.

- Pike, czy Mistrzyni Asaro się odezwała?

- Nie sir.

Padawan stanął na krawędzi dachu. Po raz kolejny uważnie obserwował wypalone przez blastery dziury w metalowej obudowie starego klimatyzatora. Spojrzał na horyzont. Czerwona tarcza zachodzącej gwiazdy, o nazwie takiej samej jak planeta, barwiła chmury na krwawy kolor tworzący bajeczny kontrast z rozrzuconymi po całej powierzchni globu seledynowymi kryształami. Gruzowisko niegdyś wspaniałego miasta wyglądało, jak zalane zielonymi kroplami morze ruin.

Treeke usłyszał głos w komunikatorze.

- Generale, wzywają nas na Coruscant.

- Na Coruscant?! – niemalże wykrzyczał ze zdziwienia.

- Tak – mówił dalej Pike – dopiero tam mają nam przydzielić nową sprawę. Powiedziano mi również, że mają ważną informację dla generał Asaro. Mówili, że chodzi o jakąś senator Thirs Anusmi.

Treeke nie miał pojęcia kim była wspomniana senator. Zastanawiał się jednak, co powie Rada Jedi na zniknięcie jednego z członków zakonu.

- Dobra, powiedz Lighningowi, niech grzeje silniki. Zawijamy się stąd. – Odjął komunikator od ust i spojrzał na Shada, który zrezygnowany opierał się o stary wentylator. Gdy tylko spostrzegł, że generał na niego patrzy natychmiast się wyprostował. Chłopak podszedł do niego.

- Skoro i tak Rada Jedi dowie się o zniknięciu Mistrzyni Asaro, to możecie mi w końcu powiedzieć, jaki był plan – powiedział do klona i razem z nim skierował kroki do zejścia z dachu. Shad zamyślił się na chwilę. Doszedł jednak do wniosku, że padawan i tak się tego dowie, gdyż oddział będzie musiał zdawać raport.

- Generał Asaro – zaczął niepewnie – chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zanim przylecieliśmy na Kamino, gdzie do oddziału dołączył pan, byliśmy na Arsunamie w celach treningowych. Pani generał, jak się okazało miała tam jednak sprawę do załatwienia. – Treeke z zaciekawieniem patrzył na klona, co jakiś czas potykając się na zdezelowanych schodach wieży. Mieli do pokonania około czterdziestu pięter. – Na Arsunamie odkryliśmy bazę łowcy nagród, który jest odpowiedzialny za porwanie senator Anusmi.

- To ta senator, o której mówił przed chwilą Pike – wykrzyknął Treeke.

- Jak zrozumieliśmy, generał Asaro prowadziła własne śledztwo w sprawie jej zaginięcia. Z tego co znaleźliśmy w kryjówce łowcy, udało nam się ustalić, gdzie prawdopodobnie zabrał panią senator. Ślady wskazywały na Tatooine. Teraz, kiedy przylecieliśmy tutaj generał Asaro pragnęła za wszelką cenę dorwać tego łowcę. Razem z Pi’em nadali zdeformowany, możliwy do rozszyfrowania sygnał. Generał liczyła, że przechwycą go i separatyści i łowca nagród.

- Zaraz – przerwał chłopak – żeby łowca mógł odebrać sygnał, musiał wiedzieć o naszym położeniu. Skąd wiedział, że będziemy na Cristophis?

- Pani generał zostawiła u niego w bazie, niby przez przypadek, komunikator, dzięki któremu łowca znał nasze położenie. Oczywiście zabezpieczyła go z Pi’em tak, że aktywny był tylko w odpowiednim momencie. – Przystanął, by złapać oddech. Do końca budynku zostało jeszcze z dziesięć pięter. – Teraz jej celem było zwabienie łowcy na dach wieży, naprowadzenie na niego armii droidów i pojmanie go w ostatecznym momencie, gdyż zgodnie z jej przewidywaniami łowca miał wezwać na dach wieży swój statek.

- Kiedy miałaby łowcę, zmusiłaby go, żeby zabrał ją na Tatooine – dokończył Treeke. Wyszli przez czarne drzwi z budynku i poczęli zmierzać w stronę wzniesienia, za którym stał ich statek.

- Dokładnie taki był plan. Pani generał kazała panu nie mówić ze względów, jak to ona nazwała, fachowych. Mówiła, że użytkownik mocy nie może się o tym dowiedzieć. Nie rozumieliśmy o co chodzi, ale wykonaliśmy polecenie.

- Znaczy to tyle, że miała coś do ukrycia – powiedział bardziej do siebie niż do klona Treeke.

 

*

 

Głowa ją ćmiła. Czuła się jak po nieznośnie wyczerpującym treningu, jaki nieraz przeżyła, jako adeptka Świątyni Jedi. Kiedy otworzyła oczy zobaczyła tylko mgłę. Śnieżnobiała kołdra spowijała wszystko dookoła. Bez większego namysłu ruszyła przed siebie.

Nagle, nie wiadomo skąd, usłyszała znane jej powarkiwanie.

- Chiyiwey! – krzyknęła. Odpowiedziała jej seria pomrukiwań. – Dlaczego mamy być cicho? – Dopiero teraz zrozumiała. Popatrzyła na swoje miecze. Złapała za srebrne matowe rękojeści i zapaliła ostrza. Lewe rozbłysło żywą zielenią, prawe, nieprzeniknionym błękitem. Rozejrzała się dookoła. – O nie… - wyszeptała sama do siebie. Dopiero teraz zobaczyła, że znajdowała się w lesie. Stały obie, w gęstej mgle w dolinie jezior zlokalizowanej na Kashyyyk; domu rasy Wookiee. Spojrzała w brązowe oczy przyjaciółki.

- Chiywey – czuła jak łzy napływają jej do oczu – Chiywey, przepraszam… Ja… - nie była w stanie mówić. Futrzasta padawanka złapała ją za obie ręce w serdecznym i mocnym, jak na Wookieego przystało, uścisku. Asaro patrzyła jej prosto w oczy. Pamiętała ten dzień. Dzień, w którym ich statek został zestrzelony a Mistrz Plo Koon starał się przybyć z odsieczą. Chiywey nie mogła wiedzieć, że z bazy droidów, obok której się rozbili, zostaną wysłani robotyczni zabójcy.

To nie była ich pierwsza misja razem. Miała być prosta. Ich zadaniem było zniszczenie ukrytej bazy droidów próbujących przejąć kontrolę na Kashyyyk. Miał to być kolejny etap ich szkolenia. Pierwsza duża misja z oddziałem szturmowym klonów.

Pamiętała upadek ich kanonierki. Pamiętała jak cała załoga statku zginęła. Przeżyły tylko one wynurzając się z płonącego wraku. Stały tak samo jak teraz, w gęstej mgle pośród stumetrowych drzew. Doskonale wiedziała, że w gęstym lesie nie jest bezpiecznie. Jednak i tym razem okazało się, że największym niebezpieczeństwem nie są dzikie zwierzęta, a wojna.

Usłyszały strzały z blasterów. Czerwone pociski śmignęły tuż nad głowami. Asaro usłyszała niski dźwięk zapalanego miecza o poszarpanym, zielonym, piorunowym ostrzu. Przyjęła defensywną postawę. Stały obie zwrócone do siebie plecami. Droidy zabójcy wyskoczyły jak zwykle nagle; bez żadnych ostrzeżeń. Rozległy się odgłosy walki.

Gdyby ktoś z daleka spróbowałby przeniknąć wzrokiem mgłę, zobaczyłby niebiesko zielony punkt i chmarę czerwonych przecinków.

Asaro szybko wbiegła po pniu drzewa i w zwinnym salcie zrzuciła siedzące na niskiej gałęzi roboty. Widizła jak Chiywey w pięknym obrocie rozcina wrogów. Szarowłosa zeskoczyła na ziemię siekając stojącego za przyjaciółką droida. Wrogów przybywało. Asaro czuła pot ściekający jej z czoła do oczu. Usłyszała krótkie porykiwanie.

- Dobra! – krzyknęła. Odbiła się od pnia a niewidzialna moc wyrzuciła ją w powietrze. Spadła na wroga niczym cień. Zaatakowała niby sorlik z nieba, który wypatrzył swoją ofiarę i teraz wdzierał w nią szpony. Spojrzała za siebie. Przez gęstą mgłę prześwitywało zielone ostrze. Nagle usłyszała ryk. Ryk bólu. Wiedziała, że to się stanie. Pamiętała ten śmiertelny skowyt. Widziała jak srebrna rączka miecza leci bezwładnie by po chwili odbić się od twardych korzeni drzew. W tym samym momencie zobaczyła światła a przed nią pojawiła się lina, zdająca się wisieć w białej nicości. Wyciągnęła rękę. Ciężka rękojeść więżąca kryształ kyber o dużej mocy, podleciała w stronę kobiety. Złapała się za linę i poczuła jak się wznosi. Pamiętała ten obraz. Obraz spowitego mgłą lasu będącego grobem Chiywey.

Potrząsnęła głową. Siedziała związana, zamknięta w swego rodzaju klatce. Znów była w magazynowni na statku łowcy nagród. Otarła spływającą po policzku łzę.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik miesiąc temu
    Ok. Ładna reyrospekcja. 4
    Przy okazji - miłoby było gdybyś sama od czasu do czasu do mnie wpadła.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Ja wiem i czytam twoje opowiadania ale boję się oceniać. Obiecuję, że coś napiszę :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania