Asaro Erhetia Część 17. Star Wars

Na początek pragnę jedynie przeprosić za mą dłuższą nieobecność. Wpadło mi trochę rzeczy do zrobienia, ale myślę, że Asaro Erhetia powraca i będzie pojawiać się częściej (acz nie obiecuję) i jeżeli jest tu ktoś, kto czekał z niecierpliwością na kolejną część przygód szarowłosej Jedi, to właśnie nadszedł ten dzień :)

 

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu. Głowa ją ćmiła. W magaznowni było chłodno. Spojrzała na metalowe kraty oddzielające ją od reszty pokoju. Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Do środka wszedł łowca nagród. Spojrzał na nią i paskudnie zmarszczył czoło. Asaro nie była pewna, z jakiej był rasy. Miał brązową skórę i ciemne duże oczy. Stał naprzeciwko niej ubrany w długi brązowy płaszcz a u pasa wisiał mu ciężki blaster.

Spojrzała mu prosto w oczy, ale ujrzała w nich jedynie chłód i czerń. Patrzyła jak kosmita podchodzi do jednej ze skrzyń znajdujących się w magazynie i podnosi z niej niewielki przedmiot. Asaro poczuła złość, kiedy zielone, gładkie ostrze odbijało się jasnymi refleksami od metalowych elementów. Łowca zamachnął się a miecz wydał charakterystyczny dźwięk. Odłożył broń na miejsce i podniósł drugi miecz. Kiedy tylko rozbrzmiał niski ton poszarpanego ostrza Asaro rzuciła się w stronę przestępcy i wyciągnęła w jego stronę związane ręce. Srebrzysta rękojeść wypadła z łap draba i przeleciała niewielką odległość, po czym upadła na podłogę. Jedi zwinęła się z bólu a w przed oczami zrobiło jej się biało.

- To specjalny środek – powiedział z lekką drwiną w głosie łowca. – Spowalnia działanie organizmu i osłabia zdolność skupienia powodując mikro zaniki świadomości przy każdej większej aktywności fizycznej lub psychicznej – postawił krótką pauzę. – Przy okazji atakuje układ nerwowy wywołując ból. Spokojnie, nie jest niebezpieczny – zawahał się. – No, przynajmniej ty nie jesteś niebezpieczna. Dla mnie.

Ostentacyjnie podszedł do leżącego miecza. Podniósł go i pomachał przed zmęczonymi oczami leżącej Asaro. Wyprostował się, podrzucił w dłoni urządzenie i skierował swoje kroki do drzwi, pogwizdując znaną tylko jemu melodyjkę. Kobieta wyciągnęła błagalnie rękę w ślad za znikającym skórzanym płaszczem, lecz nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Z trudem podniosła się do klęczek. Popatrzyła na skrzynię, na której leżał jej miecz. Skupiła się. Metalowa rączka drgnęła, ale przeszywający ból nie pozwolił na dalsze działania. Asaro legła na zimnej podłodze statku.

*

- Jak dokładnie zniknęła Asaro Erhetia? – spytał Mistrz Windu.

- Nie wiem dokładnie – mówił zakłopotany Treeke. – Rozdzieliliśmy się. Każdy postępował według określonego planu…

- Mówiłeś, że nie znałeś planu swojej mistrzyni.

- Nie znałem, bo nie życzyła sobie żebym go znał, ale…

- Czy wiesz może, dlaczego nie życzyła sobie abyś poznał szczegóły?

- Ponoć, dlatego że jestem użytkownikiem mocy a to mogłoby zaszkodzić. – Kiedy skończył mówić zapanowała chwila ciszy. Brązowe oczy Treeke szukały jakiegokolwiek wsparcia ze strony członków zakonu. Sala była dość pusta. Nadal wielu Jedi walczyło na licznych frontach wojny. Młokos spojrzał na czarnoskórego mężczyznę, który to z kolei wymienił spojrzenia z siedzącym obok Mistrzem Yodą.

- W takim razie nie zostaje nam nic innego jak rozpocząć śledztwo w sprawie zaginięcia Asaro Erhetii. Dziękuję padawanie Fadar. Jesteś wolny. Na razie.

Chłopak ukłonił się i opuścił pomieszczenie rady. Zaraz za nim wyszedł również Mistrz Windu. Położył młodemu Jedi rękę na ramieniu. Odeszli kawałek od drzwi.

- Posłuchaj mnie. Dotarły do nas wieści o senator Anusmi. Być może nie wiesz kto to, ale jest związana z twoją mistrzynią. Puki co rada zaakceptowała twoją wersję wydarzeń a pierwszym podejrzeniem będzie porwanie Erhetii przez łowcę nagród. Nie jest to jednak jedyna wersja i według mnie już można stwierdzić, że jest nieprawdziwa. Asaro była mocno związana ze wspomnianą senator i jak się domyślam zrobiłaby wszystko, żeby jej pomóc. Według mnie udało jej się odkryć, kto porwał jej przyjaciółkę i teraz, pomimo jasnych rozkazów Rady Jedi, stara się ją odnaleźć. Może być zła na Republikę, że nasze rządy zbyt pochopnie podjęły decyzję o umorzeniu sprawy ze względu na brak jakichkolwiek poszlak – przystanął i spojrzał przez okno na pędzące pod nimi śmigacze. Treeke próbował rozgryźć, o co może chodzić i do czego zmierza ta cała wypowiedź. – Ale to nie powód by narażać misję i sprzeciwiać się rozkazom rady.

- Przepraszam mistrzu, ale chyba nie rozumiem.

- Chcę tylko, żebyś wiedział, że jeżeli próbujesz ukrywać swoją mistrzynię i tak naprawdę doskonale znałeś jej plan…

- Ale skądże znowu…

- Nie przerywaj! Jeśli tak naprawdę doskonale znałeś jej plan i zataiłeś faktyczny przebieg wydarzeń, to wiedz, że możesz podzielić taki sam los, jaki niedawno spotkał padawana Tano – w tym miejscu zrobił pauzę. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Treeke czuł gulę w gardle. - Mogę się oczywiście mylić – po chwili podjął mężczyzna. – Nikt nie jest nieomylny.

Stali chwilę w milczeniu wpatrzeni w ruch uliczny. Za ich plecami po czerwonym dywanie co chwila śmigały różne postacie. Treeke słyszał rozmowy gdzieś na końcu korytarza. W końcu przełamał się i zapytał.

- A jak teraz będzie wyglądać śledztwo?

- Rada Jedi myśli, czy przydzielić cię do tej sprawy. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

- Kiedy byliśmy na Christophsis powiedziano mi, że są jakieś informacje na temat senator Anusmi. Co to było?

- Dowiedzieliśmy się, że została wyznaczona za nią cena i ma zostać sprzedana separatystom. Według naszych danych umowa nie została jednak zawiązana. Nieznany jest sprzedawca oraz miejsce jego pobytu. Uznaliśmy, że taka informacja mogłaby być pocieszająca dla Jedi Erhetii – skończył mówić. Treeke znów spojrzał przez okno. Mistrz Windu pożegnał się i skierował swoje kroki z powrotem do pomieszczeń rady. Padawan nie do końca wiedział jak odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.

*

- I co my mamy z tobą zrobić – zachrypiał strażnik przez metalowe kraty. Brązowowłosa kobieta nie odpowiedziała. Nie znała z resztą odpowiedzi. – Niby taka senator a szmalczyku zań to dać nie chcą! – krzyknął. – Poczekaj! Poczekaj aż przyleci Kasani! Wtedy będziemy bogaci – wartownik ostatnie słowo wyśpiewał, zatoczył się i złapał krat by utrzymać równowagę. Thirs nawet nie spojrzała w jego stronę. Nie pierwszy raz widziała tu upitego strażnika wygadującego jakieś dyrdymały i o ile słyszała, że została za nią wyznaczona cena, o tyle nie spodziewała się, że szybko zostanie dobity targ. Była po prostu zbyt mało znacząca dla separatystów, więc ci pewnie nie przystaną na propozycje składane przez łowcę nagród.

Dzisiejszego dnia był tu przedstawiciel wysłany przez separatystów, ale po jego minie poznała, że nie jest dla niego nic warta. Teraz pewnie skończy na targu niewolników.

Strażnik zaśmiał się i uderzył pustą szklaną butelką o metalowe kraty. Kiedy tylko usłyszał brzdęknięcie odkrył w sobie talent muzyczny. Po chwili w całym bloku więziennym słychać było wspaniałą symfonię.

- Karalash! CICHO TAM! – wrzasnął ktoś z góry. Osobnik nazwany Karalashem zaśmiał się głupkowato.

- I co chcesz? Ja jestem arytsm… artsm… tystą! – Po schodach zszedł kolejny ze strażników i przywalił pierwszemu pięścią w twarz. Pijany legł jak długi i stracił przytomność.

- Ty? Artysta? Z taką twarzą?

Thirs przywykła już do takich sytuacji. Czasami bywało nawet gorzej zwłaszcza, gdy któryś ze służbistów zaczynał się do niej przymilać. Raz nawet chciała wykorzystać podobną sytuację by ucieć, ale nie za bardzo wiedziała, co zrobić jak już opuści celę.

Zamknęła oczy. Znów przyszło jej tylko czekać.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania