Asaro Erhetia Część 5. Star Wars

Tunel którym teraz podróżowali zaczął się gwałtownie wznosić. Nic dziwnego skoro do wyjścia mieli coraz bliżej a przez ostatnie kilometry szli tylko w dół. Często musieli łapać się występów skalnych, stalagmitów czy niskich stalaktytów by nie ześlizgnąć się po wilgotnej skalnej posadzce. Co jakiś czas było słychać pomrukiwanie żołnierzy, którzy przy źle postawionej nodze zjeżdżali po mokrym gruncie i w efekcie musieli nadkładać drogi.

Według odczytów skanera, trzymanego przez kapitana Pike’a, został im niecały kilometr mozolnej przeprawy. Ciężkie kroki czołgu odbijały się echem od ścian jaskini. Asaro zazdrościła w tym momencie klonom, których pancerz był przeznaczony do działania w trudnych warunkach i pozostawał suchy w odróżnieniu od jej przemoczonej, ciężkiej od wody szaty.

Po parunastu minutach marszu dotarli do pionowej ściany. Jedi popatrzyła w górę. Było zbyt wysoko by użyć mocy do wybicia się i pokonania przeszkody jednym prostym skokiem. Z torby wyciągnęła spakowaną przed wylotem kotwiczkę. Wycelowała w sklepienie jaskini. Długa lina wystrzeliła a haczyk na jej końcu z brzdękiem wbił się w skalny strop. Urządzenie zaczęło zwijać linę, windując kobietę. Kiedy zawisła na odpowiedniej wysokości rozhuśtała się i przeskoczyła na gładką powierzchnię na szczycie wzniesienia. Reszta siedemset czterdziestego siódmego zrobiła to samo a sześcionożny czołg rozpoczął mozolną wspinaczkę po ścianie.

Na górze pozwoliła odpocząć zmęczonym żołnierzom. Nie chciała jednak by ich postój trwał zbyt długo gdyż wsparcie powietrzne mogło nadciągnąć w każdej chwili. Podeszła do Pike’a i poprosiła by podał jej holonośnik ze skanami terenu. Według danych na urządzeniu zostało im tylko dwieście metrów do wyjścia. Asaro spojrzała przed siebie. Faktycznie na ścianach jaskini było widać świetliste refleksy kropelek wody, co oznaczało, że do jaskini wpadało światło słoneczne.

Spojrzała na siedzące klony. Nie była tak zmęczona jak oni. Nie musiała w końcu taszczyć ciężkiego sprzętu czy karabinów blasterowych. Podeszła do kapitana.

- Pike. Według danych zaraz powinniśmy dojść do wyjścia. Zostań tutaj z resztą oddziału a ja pójdę zobaczyć jak wygląda sytuacja. Jeśli uda mi się nawiązać łączność z generałem Skywalkerem natychmiast was zawiadomię. Na razie odpoczywajcie.

- Jest pani pewna, że nie będzie pani potrzebować pomocy? – spytał klon. Asaro zastanowiła się przez chwilę.

- Nie, dam sobie radę. Jak was zawiadomię macie niezwłocznie ruszyć. – Zdanie zakończyło głośne stęknięcie silników czołgu, który właśnie wgramolił się na szczyt. Jedi odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia.

Kiedy oddaliła się nieco od grupy zapaliła swój zielony miecz w celu oświetlania drogi. W prawej ręce trzymała wyświetlaną mapę. Droga do wyjścia była już prosta. Nie minęło wiele czasu, kiedy ujrzała blask słońca. Natychmiast zasłoniła oczy ręką gdyż po tak długim przebywaniu w ciemnościach jej oczy nie były przystosowane do takiej ilości światła.

Ostrożnie wyjrzała na zewnątrz. Wejście do jaskini było otoczone wysoką trawą. Jej szary płaszcz z kapturem doskonale maskował ją wśród gęstej roślinności. Przeklęła sama siebie, że nie wzięła lornetki. Nie miała teraz jak zobaczyć nadlatującej pomocy. Była zdana tylko na komunikator. Spojrzała na urządzenie. Zielona lampka przy nadgarstku informowała, że znów ma zasięg. Wolała nie ryzykować nadania łatwej do przechwycenia przez wroga transmisji i zdecydowała się spokojnie zaczekać na atak z powietrza.

Usiadła na skraju wejścia do jaskiń, będącego sporą dziurą w powierzchni łąki. Zgadywała, że podczas ulewnych deszczy jaskinia była zalana wodą. Zamknęła oczy i oczyściła umysł. Znów myślała o wizji, którą miała po powrocie z archiwum do domu. Znów przypomniała sobie cierpienie i ból jakiego doświadczyła. Przypomniała sobie również mrok. Mrok, który jest oznaką ciemnej strony mocy. Czuła jej potęgę. Czuła łatwość w jej pozyskaniu. Wydawało się, że mogłaby być niezwyciężona. Obraz dookoła był czarny. Zdawało się jej, że znów podróżuje przez podziemne korytarze. Nagle zobaczyła światło. Na tle łuny stała ona sama, ale wiele lat starsza. Zaczęła biec. Wyciągnęła rękę by pochwycić swoją kopię, lecz ta odwróciła się i odeszła w świetliste przejście ostatni raz odwracając się by popatrzeć na Asaro smutnym spojrzeniem. Jedi poczuła jak ziemia pod nią się zapada. Spadała, by w końcu wylądować na miękkiej trawie na brzegu jaskini. Po przeciwnej stronie wejścia stała dziewczynka. Mała dziewczynka o szarych włosach i dużych zielonych oczach. Była cała zapłakana. Otworzyła usta a głos, który się z nich wydobył był głosem dobrze kobiecie znanym.

- Generał Asaro… generał Asaro… - powtarzał.

- Generał Asaro!

Otworzyła oczy. Z jej komunikatora odzywał się głos generała Skywalkera. Szybko przybliżyła urządzenie do ust.

- Tu Asaro Erhetia.

- Nadciągamy. Zaraz powinnaś zobaczyć szwadron myśliwców. Mamy plan. Parę kilometrów od wschodniej granicy miasta rozstawimy czołgi i działa tak by były poza zasięgiem wroga i jednocześnie tak by były w stanie go ostrzelać. Będzie on musiał wysłać do nas swoje wojska, aby zlikwidować zagrożenie. Wtedy będziecie mieli czas na atak na twierdzę położoną na zachodniej ścianie.

- Doskonale. Dziękuję. – Rozłączyła się. Zmieniła częstotliwość fal nadawanego sygnału. – Pike! Mamy wsparcie. Ruszaj!

Kiedy oddaliła komunikator od ust na niebie pojawiło się parędziesiąt punkcików. Był to zapowiedziany szwadron myśliwców. Asaro widziała jak ze stolicy Arsunamy wylatują statki wroga. Schowała się w gęstej trawie.

Po chwili na niebie rozpoczęło się prawdziwe piekło. Oddział pięćset pierwszy znany był ze swoich umiejętności pilotażu a wśród Jedi jedynie mistrz Plo Koon przewyższał umiejętnościami Anakina Skywalkera. Statki wroga co chwila spadały na ziemię, wzniecając pożary na łąkach. Wszechobecne odgłosy strzałów i rozbijanych się maszyn ogłuszały.

Jedi zobaczyła jak z niecki wynóża się lufa, potem przód i ostatecznie cały czołg. Pod nim stała dwudziestka czwórka żołnierzy. Asaro wydała rozkaz do ataku.

Przemykali niezauważeni przez łąkę szybko zbliżając się do twierdzy. Korzystając z chaosu ATTE zestrzelił stojące na murach miasta wieże z działami. Wróg nie był gotowy na atak z trzech stron. Musiał teraz jednocześnie bronić wschodu, zachodu i powietrza. Kolejny strzał czołgu zrobił wyłom w murze fortecy. Asaro wpadła do środka. Dwa zielone ostrza rozbłysły w jej dłoniach. Bez chwili zwłoki zaatakowała stacjonujące w bazie droidy separatystów. Siedemset czterdziesty siódmy wbiegł do twierdzy zaraz za generał. Rozpoczęła się ogromna strzelanina. Jedi przy użyciu mocy powywracała stojące na środku pomieszczenia stoły i ustawiła je w barierę przed pociskami. Szybkim skokiem znalazła się za osłoną. Klony od razu zajęły pozycje.

- Dawać granaty! – Zakomenderował Pike. Trójka żołnierzy wyrzuciła niewielkie kulki w stronę wroga. Fala uderzeniowa przesunęła stoły, za którymi byli schowani. Asaro nie czekała. Używając mocy, wyskoczyła zza osłony i wylądowała pośrodku zdezorientowanych droidów. Szybkim piruetem przecięła roboty na pół. Jej oddział doskonale radził sobie z wrogiem. Jedi zobaczyła jak po schodach przybywają posiłki separatystów. Widziała, że jeden z robotów celuje w stronę Pike’a. Maszyna wystrzeliła. Asaro zgasiła miecze i wyprostowała ręce w stronę kapitana. Klon pchnięty mocą upadł na ziemię a pocisk przeleciał tuż nad nim. Droid nie oddał kolejnego strzału. Przeciął go nadlatujący zielony miecz.

Kobieta zaatakowała. Biegła po schodach w górę rozcinając bezduszne maszyny. Wpadła do głównego pomieszczenia. Znajdowało się w nim dużo jednostek wroga. Szybko zaczęła odbijać nadlatujące pociski. Jej zielone miecze zdawały się zlewać. Pod naporem ognia została zmuszona się wycofać. Oparła się plecami o ścianę na klatce schodowej. Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi windy w pokoju głównym.

- Niespodzianka blaszaki! – Grupa klonów wybiegła z dźwigu rozpoczynając morderczy ostrzał. Asaro nie czekała dłużej. Wskoczyła do pokoju. Zobaczyła pięciu żołnierzy w tym kapitana Pike’a. Skupiła się na cięciu robotów. Usłyszała krzyk jednego z klonów i łoskot upadającego ciała. Cięła z jeszcze większą pasją.

Zgasiła miecze kiedy pokój został oczyszczony z wrogów. Szybko podbiegła do leżącego żołnierza. Nie dawał znaków życia.

W budynku zapanował spokój. Wyłom w murze został zastawiony przez czołg a drzwi wejściowe zaryglowane. Podczas całego ataku straciła dwóch klonów. Wyjrzała przez okno. Dookoła miasta nadal trwała bitwa. Myśliwce przecinały niebo niczym wielkie metalowe ważki. Co chwila widać było czerwone, zielone lub niebieskie rozbłyski pocisków rozpędzonego i mocno ogrzanego gazu - rozbłyski dział statków.

Asaro podeszła do Pike’a.

- Zacznijcie zakładanie bomb. Detonacja nastąpi, gdy wszyscy opuszczą budynek.

- Tak jest! – Klon w zielono-szarym pancerzu odszedł zająć się powierzonym mu zadaniem.

Jedi skontaktowała się z generałem Skywalkerem.

- Jak idzie dywersja?

- Doskonale – głos przedzierał się przez odgłosy walki – cała armia wroga została wyciągnięta poza miasto. Jak u was?

- Zakładamy ładunki. Za chwilę zlikwidujemy twierdzę. Przekaż na krążownik żeby wysłali po nas transport. – Transmisja została zakończona. Asaro zeszła schodami do pierwszego pomieszczenia.

- Wszystko rozmieszczone! – Zawiadomił jeden z żołnierzy.

- Dobrze. Opuszczamy bazę. Wszyscy do wyjścia!

Asaro wyszła pierwsza. Liczba statków na niebie zmalała. Część pięćset pierwszego już się wycofała. Jeden z myśliwców leciał podejrzanie nisko. Było zbyt późno by Jedi mogła cokolwiek zrobić.

Czas jakby się zatrzymał. Płonący wrak przeleciał kobiecie tuż nad głową. Śledziła jego trajektorię swoimi zielonymi oczami. Wiedziała, że nie wszyscy z jej oddziału zdołali opuścić twierdzę. Myśliwiec wroga otarł się o dach czołgu by ostatecznie wbić się w budynek. Asaro zobaczyła tylko błysk. Potężna fala uderzeniowa wyrzuciła ją w powietrze. Wirowała. Nie wiedziała jak długo i jak daleko leciała. Upadła plecami na trawę nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. W uszach słyszała tylko pisk. Na błękitnym niebie widziała statki Republiki. Jeden zbliżał się do nich. Jakaś niewidzialna siła pomogła jej wstać. Obraz nieba zniknął wraz z zamknięciem drzwi kanonierki. Ktoś machał jej ręką przed oczami. Było to jednak nieistotne.

„Wojna odbiera wszystko” myślała. Odebrała jej matkę, rodzinny dom, przyjaciółkę i wierny oddział.

Następne częściAsaro Erhetia Część 6. Star Wars  

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik wczoraj o 15:41
    Ok - WTF?!

    1. Teraz się zorientowałem - czy separatyści są tak głupi by nie zabezpieczyć jaskiń - nawet PO ATAKU REPUBLIKI?
    2. W jaki sposób droidy NIE ZAUWAŻYŁY ATTE?? To cholerny CZOŁG! Dodatkowo do nich STRZELAŁ!!! - co to? Pierwsza generacja droidów czy co?
    3. "Kilkadziesiąt punkcików na niebie" - to nie SZWADRON, do tego SZWADRON TO NIE JEDNOSTKA LOTNICZA - a eskadry i dywizjony!
    Szwadrony to możesz mieć kawalerii nie samolotów czy kosmicznych myśliwców.
    4. "Myśliwiec wroga otarł się o dach czołgu" - BULLSHIT - ATTE ma cholerne działo na dachu - gdyby wrak by o niego zahaczył to by je urwał, albo wybuchł.

    2/5, nie umiem wskazać czy cokolwiek mi się bardzo podobało. Strasznie naginasz uniwersum i robisz to niepoprawnie.
    Zamiast epickości i poszerzania skali tejże wojny, pomniejszasz ją dramatycznie.

    Bardzo mi się to nie podoba. Wyginasz uniwersum Star Wars bardziej niż Disney z nową trylogią i EA z Battlefront 2
  • Pontàrú wczoraj o 16:18
    Zabieram się za wyjaśnienia
    Z góry dziękuję za komentarz. Jak wiadomo strona jest przeznaczona dla początkujących twórców i każda krytyka wpływa na poprawę następnych opowiadań :)

    Nie było wcześniejszego ataku przez jaskinię. Manewr wykonany przez Asaro jest na tej planecie pierwszym w historii. Poza tym jaskiń nie trzeba było zabezpieczać ze względu na mieszkające w nich stworzenia oraz, że żadne wejście nie znajdowało się na terenie miasta. Wyjście z którego skorzystała Asaro było oddalone od granic miasta.

    Droidy nie zauważyły ATTE gdyż cała ich obrona skupiła się na dywersji zorganizowanej przez generała Skywalkera. Czołg zastrzelił działa dopiero gdy byli dostatecznie blisko twierdzy a wtedy dla droidów było już za późno.

    Szwadron może się tyczyć maszyn latających. Określenie to zostało zaciągnięte do lotnictwa jako pozostałość po kawalerii.

    ATTE ma działo na dachu ale nie zajmuje ono całej jego powierzchni. Oś obrotu znajduje się mniej więcej w połowie czołgu co oznacza, że za lufą jest jeszcze sporo miejsca. Poza tym jeśli działo jest obrócone o 90° prawie cała powierzchnia dachu jest odsłonięta. W tekście nie jest powiedziane w jakim ustawieniu znajduje się działo.

    Co do naginania uniwersum. Nie jestem w stanie z tym argumentować gdyż zarzut jest zbyt ogólny. Jeśli mógłbyś przytoczyć konkretny fragment, znalazłaby się podstawa do rozmowy.
    Wydaje mi się, że wizje, używanie mocy i bitwy są naturalną częścią uniwersum Star Wars.
    Mógłbyś również wyjaśnić co znaczy "pomniejszanje wojny"?

    Dziękuję za komentarz i za w sumie nie bardzo konstruktywną krytykę.
  • Kapelusznik wczoraj o 17:05
    Pontàrú

    Ok, z ATTE że nie zauważyły droidy, niech będzie, trochę naciągane, ale niech będzie - choć nadal mnie nie przekonałaś - są setki planet z jaskiniami przez które siły republiki i separatystów atakowały, choćby geonosis gdzie klony i droidy stoczyły przeciw sobie pierwszą bitwę. Generałowie separatystów znają mocne i słabe strony klonów, także ich pomysłowość - a pamiętaj - nie każdy dowódca armii droidów jest droidem.

    Szwadron - niech będzie.

    Co do "zachaczenia" - trochę naciągane - ale niech będzie - nie wskazałaś jak ATTE stało kiedy myśliwiec się o niego otarł.

    Naginanie uniwersum - odnosi się również do twoich poprzednich prac i ostatniej.
    1. Jedi która ma kontakt z rodziną
    2. Jedi która ma apartament
    3. Jedi która ma apartament który nie jest zabezpieczony
    4. Jedi z prywatnymi środkami pieniężnymi
    5. Jedi która ma rodzinę na courusant i tam mieszka, kiedy przez zasady zakonu powinna być na innej planecie.
    6. LEGION klonów który ma 50 żołnierzy i dwa czołgi
    7. Brak samodzielnego myślenia klonów w czasie desantu (obniżenie lotu) - to nie droidy, nie muszą zawsze czekać na rozkaz czy tłumaczyć się ze swoich akcji kiedy jest to dla dobra operacji wojskowej.
    8. Brak czujników w jaskiniach - żeby pilnować by bestie nie wybiegały i nie polowały na mieszkańców
    9. Spotkanie z Yodą i brak akcji przeciw przesunięciu się na ciemną stronę jednego z członków zakonu.
    10. Pomniejszanie bitew - gdzie brało udział setki i tysiące klonów i droidów, czołgów i pojazdów - Tu kilka przykładów byś sama zobaczyła - wcale nie chodziło mi o używanie Mocy czy miecza, a o SKALĘ.
    https://pl.pinterest.com/pin/529102656212098938/?lp=true
    https://imgur.com/gallery/g73pY
    11, Upadek i rozwiązanie LEGIONU po stracie około 50 żołnierzy
    12. Czemu wróciła na courusant skoro, jako generał, powinna polecieć na Kamino i "odebrać" nowy legion?

    i wiele innych, ale wydaję mi się że ta lista ci na razie wystarczy.
    Odpowiedz na każde pytanie to uznam że wiesz co robisz, bo jako dawny fan Star Wars nie jestem pod wrażeniem.

    Pozdrawiam
    Kapelusznik

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania