Poprzednie częściBestia cz.1  Bestia cz. 2  Bestia cz.3  Bestia cz. 4  

Bestia cz. 5

- Tylko tyle wiem. Nie zabijaj - drżącym głosem w strugach łez, klęcząc przed stołem skomlał duchowny.

- Kiedy już uwolnisz się z więzów i wezwiesz pomoc, nie próbuj mnie szukać. Nie znajdziesz mnie.

- Nie mam zamiaru, już nigdy w życiu cię spotkać - wykrztusił z siebie duchowny, po czym spojrzał na swoja odciętą dłoń, leżącą na podłodze w kałuży krwi i znów zaczął histerycznie płakać.

Wtedy, ponownie jego usta zostały zalepione taśmą izolacyjną.

- Tacy jak ty wyglądają żałośnie jak ryczą. Ostrzegałem, że wszystko z ciebie wyduszę. Postąpiłeś słusznie, inaczej zabrał bym twoją odciętą część ze sobą. Ty dałeś mi informacje, w zamian ja zostawiam ci łapę, dzięki czemu będą mogli ci ją przyszyć. - powiedział mężczyzna, po czym zgasił światło w salonie i zniknął w ciemnościach.

***

 

Burza gwałtownie przybrała na sile. We wszystkich domach wzdłuż ulicy paliły się świece w oknach. W jednym z domów, przy oknie wychodzącym na główną ulice miasteczka, stała cała rodzina . Matka z ojcem obejmowali dzieci, stojące przed nimi. Wszystkie światła w pomieszczeniu, w którym stali były pogaszone. Z niepokojem patrzyli w kierunku ulicy.

Dwa stare bezlistne dęby, stojące tuż przed bramą wejściową na ich posesję, kołysały swoimi groźnie wyglądającymi gałęziami. Nawet podczas jasnego dnia, czuli się nieswojo przechodząc obok tych starych dębów. Teraz, podczas tej dziwnej burzy, budziły one u rodziny znacznie większy, niepokój i strach. Co chwile mrok rozjaśniały błyskawice a odgłosy grzmotów były inne, niż przy normalnej burzy, Jakby zwiastowały niepoznane jeszcze zło z innego świata.

Podczas jednego z błysków rodzina zobaczyła, że przed bramą do ich domu, między dwoma starymi dębami stoi dziwnie wyglądająca postać. Domownikom włosy się zjeżyły a po ich karkach i plecach, przeszedł zimny nieprzyjemny dreszcz. Rodzice mocniej objęli dzieci. Po chwili, tuż nad ich domem, usłyszeli przerażający grzmot a natychmiast potem błysk. Podczas tego rozbłysku, rodzina z przerażeniem zobaczyła, że miedzy dębami stoją dwie postacie a nie tak jak wcześniej, jedna. Szok był tym silniejszy, że postacie nie stały już przed, zamkniętą bramą, ale na terenie ich posesji.

 

Powoli z cichym skrzypieniem, uchyliły się drzwi do pokoju, w którym znajdowała się przerażona rodzina. Ojciec usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, odwrócił się i dostrzegł w ciemnościach przygarbiona postać. Krzyknął z przerażenia. Wszyscy zbledli ze strachu. Cofnęli się jeszcze bliżej, do okna opierając się o parapet. Ojciec spojrzał krótko przez okno i ujrzał że postacie są teraz tuż pod domem i spoglądają w górę, na rodzinę stojącą przy oknie.

 

Dziwna postać zaczęła się zbliżać do przerażonej, nie mogącej się ruszyć ze strachu ściśniętej razem, grupki domowników. W świetle błyskawic, widać ją było przez chwile dokładniej. Zbliżała się do nich, bardzo stara kobieta z upiornie bladą twarzą, całą pokrytą zmarszczkami. Spod podartych szat, przedzierało stare wychudzone, pomarszczone ciało. W jej oczach było widać pustkę i zdawały się martwe. Szaty sięgały mniej więcej do kolan kobiety, jednak nie było widać poniżej jej nóg. Zjawa wolno sunęła w kierunku rodziny. Matka zasłoniła oczy dzieciom trzęsącymi z przerażenia dłońmi, po czym sama zamknęła oczy i zaczęła się modlić, szybko wypowiadając słowa modlitwy, przez drżące wargi, które zalewały łzy. Gdy zjawa była już blisko wyciągnęła rękę, w której trzymała gromnice, w kierunku bladego ze strachu ojca rodziny.

- Zapalcie tą świecę i postawcie w oknie tak, żeby było ją widać ze dworu a tej nocy nic wam się nie stanie - powiedziała zjawa, po czym oddaliła sie i zniknęła za drzwiami.

 

***

 

Lekarz w białym fartuchu szedł korytarzem. Po obu stronach korytarza w równych odległościach były białe drzwi. Wszedł, przez jedne drzwi do sali. Sala była obszerna i jasna. Łóżka szpitalne ułożone były w dwóch rzędach, jeden rząd był pod oknami a drugi pod ścianą, naprzeciwko okien. Na wszystkich czterech ścianach, wysoko nad łóżkami, wisiały czerwone podłużne, pionowe flagi na których widniał czarny, równoramienny krzyż o załamanych ramionach, na okrągłym, białym tle.

Lekarz miał około trzydziestu lat. Był bardzo przystojny. Piastował stanowisko ordynatora. Chodził wzdłuż łóżek i uważnie przypatrywał się ciężarnym kobietą, leżącym na szpitalnych łóżkach. Przyglądał się również bliźniakom, w różnym wieku, od niemowlaka po kilkuletnie dzieci. Przechodził tez, obok łóżek z karłami i ludźmi ułomnymi. Podszedł do jednej kobiety z zaawansowaną ciążą i zapytał jak się czuje. Kobieta odpowiedziała, że czuje się dobrze i spytała co będzie dalej z nią i z jej jeszcze nie narodzonym dzieckiem.

- Najpierw urodzisz a potem zobaczymy - odpowiedział uprzejmym tonem. Po czym, poszedł dalej.

Zatrzymał się ponownie obok łóżka kobiety, która dopiero co, urodziła i karmiła dwójkę bliźniaków. Zawołał pielęgniarkę.

- Proszę mocno zabandażować jej piersi, tak żeby nie mogła karmić - również uprzejmym tonem powiedział lekarz.

Szedł dalej między łóżkami. Tym razem kazał, dwóm podwładnym lekarzom iść razem z nim. Zatrzymywali się na krótko, przy kolejnych łóżkach, podczas tych krótkich postojów, wydawał komendy:

- Te bliźniaki i te obok zabrać – powiedział spokojnym głosem, do swoich podwładnych.

- Ta już urodziła - powiedział jeden z nich, wskazując ręką łóżko stojące pod oknem.

- Jak się czujesz? - zapytał ordynator - Proszę rozpocząć podawanie jej zastrzyków.

Podwładni przekazali polecenie pielęgniarkom. Po chwili jedna z pielęgniarek, wstrzykiwała już do żyły kobiety lek. Na fiolce, z której pielęgniarka zaciągnęła lek, widniał napis "TYFUS".

- Teraz przejdźmy do pokoju ze zoperowanymi bliźniakami. Jestem ciekaw czy przeszczepy się przyjęły - powiedział i wraz z dwoma podwładnymi wyszli z sali.

Na korytarzu spytał, ile dni wytrzymały noworodki i kilkuletnie dzieci bez jedzenia. Odpowiedzi padały różne.

Gdy weszli do jednej z dziecięcych sal, nagle uświadomił sobie, że jest sam a sala z dziećmi, zaczęła zamieniać się w sale... pełną piasku.

 

Po chwili ordynator stał, na środku pustyni. Dookoła jak wzrokiem sięgnąć, nie było nic widać poza piachem. Stał sam w swoim białym fartuchu, pośrodku ogromnej pustyni. Po kolejnej chwili, zerwał się słaby wiatr a w oddali zobaczył ogromne, bardzo wysokie tornado. Bez wątpienia zbliżało się w jego kierunku. Im tornado było bliżej, tym wiatr wiał coraz mocniej. Tak jakby tornado i pustynna burza rozpętały się jednocześnie. Gdy tornado było już blisko, wiatr wiał z ogromną siłą, tak że lekarz z trudem utrzymywał równowagę. Dookoła zaczynało rozpętywać się piekło.

 

Szalejący wiatr zagłuszał myśli.

Nagle, słaniając się na nogach, spojrzał w górę i ku swemu przerażeniu, zobaczył, że nad jego głową, unosi się ogromny, czerwony smok. Smok patrzył się swoimi przerażającymi ślepiami w dół, na człowieka w białym kitlu, poszarpanym przez wiatr i piach, jednocześnie ze straszną siłą bijąc powietrze swoimi potężnymi skrzydłami. Siła podmuchu, wywołana przez skrzydła smoka była tak potworna, że wręcz przygniatała lekarza do piachu. Jego nogi i plecy nie wytrzymały potwornego podmuchu skrzydeł bestii. Runął na piasek, głęboko zakopując się w niego kolanami. Teraz wyglądał żałośnie. Wokół burza piaskowa, osiągnęła już swoje apogeum. Piasek z ogromną siłą uderzał w jego ciało, rozdzierając prawie doszczętnie lekarski fartuch. Skulony i przerażony spojrzał w górę na smoka, który nagle wydał z siebie przerażający ryk.

Ryk, tak głośny, że prawie zagłuszał świst pustynnej burzy i tornada, które było już bardzo blisko. Nic na tym świecie, nie było tak straszne i budzące grozę, jak ten długi i potworny dźwięk, który wydawał z siebie smok. Nie mógł wytrzymać siły i potęgi tego ryku. Czuł jakby w jego głowę wbijano tysiące gwoździ. Zakrył mocno uszy dłońmi i zamknął oczy, mocno ściskając powieki.

Po jakimś czasie ryk ustał. Otworzył oczy z trudem, przez wlatujący do nich piasek. Spojrzał jeszcze raz na smoka, który dalej unosił się nad nim. Za smokiem szalało olbrzymie tornado. Spojrzał w ślepia smoka, które wbite były w jego oczy. Dostrzegł że smok odchyla głowę ku górze, po czym szybko wyrzuca ją w dół, ziejąc ogniem w jego kierunku. Przeraźliwy ból, który poczuł, zająwszy się smoczym ogniem, powalił go na plecy, zaczął się wić i krzyczeć w potwornych męczarniach. Całe jego ciało pokryły płomienie.

 

Pułkownik nagle wybudził się z przerażającego koszmaru. Był cały zlany potem. Ciągle jeszcze widział smoka, przez płomienie, jednak szybko uświadomił sobie, że jest w swoim domu, w swoim łóżku. Bezpieczny. W jego pokoju było ciemno. Słychać było, jak ulewny deszcz uderza w szybę okna, zasłoniętego kotarą, oraz odgłosy burzy. Pułkownik zapalił lampkę nocną, żeby uspokoić nerwy po przerażającym koszmarze.

 

Gdy zapalił światło, znów poczuł się jak we śnie. Zaczął panicznie oddychać, szybko siadając na łóżku, opierając się z całej siły plecami o wezgłowie łóżka. To co zobaczył, spowodowało u niego paniczny strach przez, który nawet nie mógł krzyknąć po pomoc. Mógł tylko panicznie oddychać, prawie tracąc zmysły z przerażenia.

Nad jego łóżkiem stał wysoki mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i wojskowej czapce. Miał trupio bladą twarz a jego oczy, wydawały się nie znać litości, jednak bił z nich dziwny smutek. Były nie z tego świata. Trzymał w dłoni długi błyszczący nóż. Zdejmując z głowy czapkę, powoli podszedł do opartego o łóżko, przerażonego, trzęsącego się ze strachu pułkownika.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Katarzyna Chludzińska 3 tygodnie temu
    Mam wrażenie, że twojemu opowiadaniu bliżej jest do horroru niż do fantastyki. Ciekawi mnie jedno. Skąd wątek lekarza głodzącego niemowlęta?
  • Yourofsky 3 tygodnie temu
    Fantastyka zawiera w sobie i horror, fantasy, sci-fi itp. Fantastyka zatem może zawierać w sobie różne. Dobrym mprzykładem są książki Grzędowicza. Wszystkie są z gatunku fantastyki a można w nich znaleźć i horror i sci-fi i fantasy. Ale nie przejmuj się bo bardzo dużo ludzi kojarzy fantastykę z fantasy właśnie a tak w cale nie jest.

    Wątek z lekarzem wyjaśni się już w części szóstej :)

    Podobała ci się ta część ? Na ile byś ją oceniła ? I w ogóle całe dotychczasowe opowiadanie ? Tak jak pisałem, cz. 5 różni się znacznie od cz.3 i 4 ale musiała być ta długa rozmowa z księdzem.
  • Katarzyna Chludzińska 3 tygodnie temu
    Wypowiem się dopiero wtedy, kiedy przeczytam pozostałe części. Chociaż tytuł "Bestia" zwraca uwagę.
  • Agnieszka Gu ponad tydzień temu
    Witam,

    Kilka drobiazgów:
    - "na swoja odciętą dłoń" - swoją
    - "przyszyć. - powiedział" - bez kropki

    - "We wszystkich domach wzdłuż ulicy paliły się świece w oknach. W jednym z domów, przy oknie wychodzącym na główną ulice miasteczka, stała cała rodzina . " 1/ domach, domów, za dużo powtórzeń. może lepiej, jeśli w drugim zdaniu napiszesz: W jednym z nich, przy oknie... 2/ Po co spacja przed kropką na końcu zdania?

    - "Wszystkie światła w pomieszczeniu, w którym stali były pogaszone." - wcześniej pisałeś że paliły się we wszystkich domach. Może lepiej było by, gdybyś napisał np.: Jedynym źródłem światła w domach, jak okiem sięgnąć, były zapalone świece. - i wtedy nie ma tu słowa o tym, że we wszystkich domach się świeci i naturalnym będzie, że gdzieś może być ciemno.

    - "Nawet podczas jasnego dnia, czuli się nieswojo przechodząc obok tych starych dębów." - "bezlistne dęby", zaraz potem "starych dębów". A może byś napisał w drugim zdaniu "nich" tj. Nawet podczas jasnego dnia, czuli się nieswojo przechodząc obok nich.

    - "niż przy normalnej burzy, Jakby " - po przecinku - jakby z małej litery.
    A propos takich literówek itp drobiazgów - dlatego czytać trzeba by tekst kilka razy przed wrzuceniem tutaj, aby to wychwycić właśnie. Wiadomo, że literówki są nieuniknione, ale takie ich zagęszczenie może świadczyć o tym, że trochę odpuściłeś temu tekstowi.

    I teraz ten akapit z błyskami:
    Opisujesz chwilę grozy, zjawią się postacie - ta Rodzina się ich spodziewała, że tak stoją w oknie i czekają? Tylko oni czatowali przy oknie a inni nie?

    - "ojciec usłyszał", zaraz potem "ojciec spojrzał" - używaj synonimów np. głowa rodziny etc

    - "przez chwile dokładniej." - chwilę - tu znów brak ogonka

    - "ze strachu ojca rodziny" - może lepiej "rodzica"

    - "Po obu stronach korytarza w równych odległościach były białe drzwi. " - znajdowały się - brzmi trochę lepiej

    - "Lekarz miał około trzydziestu lat. Był bardzo przystojny. Piastował stanowisko ordynatora. " - trzydziestoletni ordynator? około 30'tki kończy się z reguły dopiero specjalizację i zostaje lekarzem. A ten od razu ordynatorem - jakiś wyjątkowo utalentowany musiał być.

    - "Przechodził tez, " - kropka nad z

    - Chyba rozumiem, do czego zmierzałeś, opisując, jak ordynator przechadza się po sali w szpitalu. Chciałeś nakreślić obraz złego, okrutnego miejsca. Gdzie przeprowadza się okrutne eksperymenty na ludziach, dzieciach. Wyszło to nie najgorzej, choć trochę można by tu jeszcze dopracować kilka szczegółów. - Ciekawie wyszło ci to przejście do sennego koszmaru.

    - "W jego pokoju było ciemno. " - wcześniej pisałeś "w swoim łóżku", "w swoim pokoju" a teraz "w jego pokoju". Tutaj może lepiej było by napisać: "wokół panował mrok".

    i dalej piszesz, że postanowił zapalić lampkę, a następne zdanie "Gdy zapalił światło, znów poczuł się jak we śnie." - zapalić, zapalił - znów blisko siebie dwa wyrazy zgrzytają - może lepiej to drugie zdanie napisać: "Gdy zrobiło się jasno, znów poczuł się jak we śnie."

    I dalej znów powtórzenia: "zaczął panicznie" - potem "paniczny strach" - coś ci podpowiem. wklep sobie w wyszukiwarkę hasło np. "panicznie synonim" i ci wyskoczy cała lista. Coś wybierzesz i zaraz zrobi się przejrzyściej. Podobnie w pozostały ch powtórzeniach, możesz śmiało z tego korzystać.

    Jeszcze raz napiszę - nie spiesz się z wstawianiem tekstu - przeczytaj kilka razy. Wyłap ile się da drobnostek - przecinków, niepotrzebnych spacji, literówek i powtórzeń.
    I oczywiście nie przejmuj się, widząc, jeśli mimo to nadal będzie ich sporo. To oznacza widać, że trzeba dłużej nad tekstem się pochylić.
    Czytam twoje opowiadanie od początku. Odnoszę wrażenie, że coraz lepiej i płynniej się je czyta. Widać niewielki, ale jednak progres.
    Fabuła jest ciekawa. Masz wyraźną wizję, obraz tego co chcesz opisać, a to bardzo ważne, i to duży plus. Stosujesz różne sposoby, jak np. przejście ze snu do rzeczywistości, które ma być częścią opisu twojego bohatera, a to też duży plus. Nie dajesz wszystkiego na tacy.
    Pisz dalej :)
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Yourofsky 6 dni temu
    Agnieszka Gu. Dziekuje bardzo za wartosciowy komentaż. Sorki że dlugo odpisywałem ale dostalem zlecenie i obecnie nie ma mnie w domu i mam kupe pracy. Zatem Bestie cz. 6 umieszcze dopiero za jakiś czas jak już będę mial czas żeby na spokojnie zasiąsc do poprawiania błedow i jeszczd musze troche zmienic jedna scene tzn... gruntownie ją przebudować.
    Dziekuje za slowa uznania ????
    Pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania