Poprzednie częściBez celu cz. 1  

Bez celu cz. 2

2.

Co tu się stało? Nie pamiętam deszczu dudniącego o parapet ani nawet mżawki. Nic z tych rzeczy.

Brodzę po kolana w wodzie, a moje buty przyklejają się do czegoś na dnie. Nie wiem co to za maź, ale utrudnia chodzenie, jakbym na nogach miała brudne przyssawki z łazienkowych haczyków, które przyczepiają się wszędzie, tylko nie do ścian.

Z trudem wydostaję się z parkingu przed blokiem i docieram do głównej ulicy starego miasta. Widok ludzi kroczących po wodzie odbiera mi dech. Co, to kurwa ma być? Czy to sen? Jak to możliwe, że oni wszyscy z taką lekkością i obojętnością przechadzają się po gładkiej tafli niczym leniwe obłoki po niebie, tylko ja ledwo przestawiam stopy wsiąkające w podłoże. Czy nagle sami mesjasze chodzą po ziemi? Gdzie byłam, kiedy świat się zmieniał w świątobliwy cyrk?

Twarze. Strasznie dziwne, niby wilgotne niby spokojne, jakby uśmiechnięte na widok leniwego wschodu słońca. Niektórzy idą z zakupami, choć sklepy jeszcze zamknięte, inni wyprowadzają psy na spacery. Po wodzie! Psy chodzące po wodzie! Paranoja! I te drzewa, gdzie zamiast liści wiszą słowa. Nie potrafię ich odczytać, ale wiem, że to obietnice, życzenia i nadzieje. Niektóre ociekają krwią, inne zapisane na pachnących kartkach roznoszą woń perfum, a jedna z nich… to skrawek zielonej tapety. Niestety nie sięgam, nie potrafię odczytać napisu, a poziom wody się podnosi. Ludzie coraz wyżej, a ja coraz głębiej. Jeszcze chwila i się utopię, a jeszcze nawet nie wyjechałam z miasta. Gdyby tak oderwać podeszwy od podłoża i popłynąć, skoro nie mogę chodzić po powierzchni jak reszta. Pomyśleć, że jako dziecko marzyłam o lataniu, teraz chcę tylko iść. Opuścić to miasto, zapomnieć o wszystkim. Iść przed siebie bez celu, bo wbrew pozorom jest to możliwe, tak samo, jak oglądanie filmu w nieznanym języku ze zrozumieniem. Moja wielka podróż nie może przecież skończyć się w bagnie. Kurwa, dlaczego zawsze jestem niżej od wszystkich? Nawet dziś.

Już chyba za późno, woda sięga mojej brody. Biorę głęboki wdech i nurkuję. Zanurzam się w ciemność. Błotnista maź oblepia mi włosy, wlewa się do uszu, uniemożliwia widzenie, jak wtedy kiedy podstawił mi nogę i wpadłam twarzą w błoto. Ziemisty smak na języku u swoich korzeni nie ma i nie miał nic wspólnego ze zbliżaniem się do natury. Sukienkę ubrudziłam, nie uszanowałam, więc musiałam zostać ukarana. Miałam tylko pięć lat, kurwa, pięć lat! Teraz rozumiem, że to była zbrodnia na moim dzieciństwie. Wykroił mi z niego swobodę, chęć do beztroskiego biegania po łące, do skakania po kałużach. Podłożył nogę mojej kiełkującej pewności siebie. Brakuje mi tchu. To już koniec. Koniec? Jak to koniec? Przecież dopiero miałam zacząć żyć. To musi być sen, jakiś jebany koszmar. Obudź się! Obudź! Miałam już wiele złych snów. Snów ukrytych pod kołdrą, które czasem wyłaziły poza łóżko i pełzły na okno, oblepiając szybę, zasłaniając wschód słońca, zasłaniając chmury, które kocham, koszmary zabierające nadzieję, obrywające zieloną tapetę, sprawiające, że kwiaty więdły. Nocne zmory. Zawsze jakoś je przepędzałam. Spokojem, strachem, inną zmorą, tabletką na uspokojenie, wódką. Zawsze coś działało. I teraz przepędzę. Wygonię. Jeszcze nie wiem jak, ale muszę poderwać do góry nogi. Kiedyś zasypał mi je w piaskownicy. Myślałam, że to świetna zabawa, że mnie kocha, że poświęca swój cenny czas na wspólną zabawę. Ze mną! Zasypał mnie niemal po pas. Śmiałam się, a on poszedł do domu.Jakby nigdy nic. Nie potrafiłam się ruszyć. Ubił piasek i odrzucił łopatki daleko ode mnie. Było gorąco. Rozbolała mnie głowa, próbowałam ruszać nogami, ale bez rezultatu. Zaczęłam odgrzebywać piach rękami. Długo to trwało, ale w końcu wyszłam. A on czekał w domu z obiadem. Zimnym obiadem. Wystygł przeze mnie. Musisz nauczyć się przetrwania, powiedział. Byłam zmęczona i głodna przez cały dzień, ale dałam radę, teraz też dam.

Przecież to zatopione miasto, moje miasto nie może być prawdziwe, drzewo słów – nie może być prawdziwe i ci ludzie łażący po wodzie, przecież to kpina. Błoto wlewa się do ust. Biorę wdech. To koniec. Ciemność. Przed oczami, pod palcami pustka delikatnie gładząca opuszki…

– Olcia, wstawaj kochanie. Śpisz już tyle godzin… – znam ten głos; ciepły, miły. – Chodź kochana. Kakao ci przygotowałam.

Przecież to babcia. Ale jak to możliwe, babcia Franciszka… przecież ona…

– No nareszcie otwarłaś oczy! Moja kochana wnusia! – Unosi ręce do nieba i składa je pod piersiami, zaplatając palce.

Jej uśmiech jest jak dla umierającego zastrzyk z adrenaliny.

– Babciu, ale jak to możliwe. Tato mówił, że ty…

– A tam, słuchaj ojca. Nieważne co mówił, ważne, że jesteś teraz u mnie. A o nim zapomnij. Są tacy, co się nim zajmą – jest zdecydowana. Mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Pij kakao.

Jest pyszne. Słodki, czekoladowy smak roznosi się po całym ciele. Od zawsze mogłam je pić tylko u babci. On nie pozwalał. Słodycze są dla słabych i dla tych, co chcą mieć zniszczone zęby, powtarzał. Raz przyłapał mnie na kłamstwie. Wyczuł w moim oddechu zapach czekolady zjedzonej pośpiesznie z koleżanką w windzie. Przez godzinę musiałam płukać usta jakąś dziwną mieszanką. Nie wiem, co to było, ale wiem, że dziąsła piekły mnie przez kilka dni, co zdecydowanie obrzydziło mi jedzenie słodyczy na kilka lat. Życie mi obrzydziło. Ale to nie ważne, nie będę teraz tego wspominać. Jak dobrze, że był to sen, że jestem u babci. Podnoszę gorący napój do ust i spostrzegam, że moje palce są całe z błota. Dotykam włosów. Są sztywne. Nie. To nie może być prawda. Okna są pozasłaniane. Dlaczego? Przecież jest dzień. Pytam babci, ale nie odpowiada. Ma dziwny wyraz twarzy. Obcy. Współczujący. Wszystko naraz. Kręci mi się w głowie.

– Babciu, gdzie idziesz? Czemu okna są zasłonięte?

Nie odpowiada. Znika w łazience. Rozglądam się po salonie. Niby wszystko jest normalne, ale zbyt idealne. Zbyt poukładane, odkurzone, wyprasowane. Podchodzę do okna. Boję się odsunąć kraciaste, ciężkie kotary. Dreszcz przeszywa mnie na wskroś. Podobny do tego, który nawiedzał moje ciało w chwilach strachu spędzanych pod kołdrą. Drżę. Nie dam rady. A co, jeśli miasto jest zatopione, a niebo czerwone? Co jeśli moja podróż nigdy się nie zacznie? Jeśli tkwię w tym koszmarze i nigdy się nie obudzę? Szczypię się po rękach, krusząc zaschnięte błoto na czyściutki dywan. Zaciskam brudne dłonie na tkaninie. Pot czarnymi kroplami spływa po skroniach. Zamykam mocno powieki jak zawsze, kiedy bił mnie po brzuchu, żeby nie było śladów. Nic nie chciał ukryć. Po prostu sińce są nieestetyczne.

Naprężam mięśnie rąk i jednym zdecydowanym ruchem odsłaniam okna. Wciąż jednak boję się otworzyć oczu. Pod powiekami zaczyna tańczyć światło. Serce wali jak oszalałe, wypełnia całe ciało swym dudnieniem. Otwieram. Nie ma ludzi chodzących po wodzie, nie ma nic. Tylko woda, po sam horyzont czerwonego nieba.

Następne częściBez celu cz. 3  Bez celu cz.4  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Justysko→Przeczytałem jednym tchem. Bardzo mi tekst podszedł. Podziałał na mą wyobraźnię. I takie...niedopowiedziane!!! Pozdrawiam→5
  • Justyska ponad tydzień temu
    Dziękuje pięknie Dekaosie!
    pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Zakończenie można by przyrównać do ocalonej w arce w czasie potopu. A ten ładny pokój i Babcię...to już trochę do innego świata.
    No dobra, bo zacznę wymyślać.
  • Justyska ponad tydzień temu
    Mam trochę pokręcony pomysł na tę serię, więc wymyślanie pasuje:)
  • Keraj ponad tydzień temu
    Zapowiada się ciekawie zakręcona seria 5
  • Justyska ponad tydzień temu
    Dzięki Keraj. Taki plan, a co wyjdzie to zobaczymy :)
  • Canulas ponad tydzień temu
    "Pomyśleć, że jako dziecko marzyłam o lataniu, teraz chce tylko iść." - chcę

    "Kurwa, dlaczego zawsze jestem niżej od wszystkich." - znak zapytania.

    "Śmiałam się, a on poszedł do domu.Jakby nigdy nic." - odstęp.

    "Wystygł przeze mnie.Musisz nauczyć się przetrwania, powiedział." - odstęp.

    "– No nareszcie otwarłaś oczy! Moja kochana wnusia! – unosi ręce do nieba i składa je pod piersiami, zaplatając palce." - unosi z wielkiej.

    "Zamykam mocno powieki jak zawsze wtedy, kiedy bił mnie po brzuchu, żeby nie było śladów." - można usunąć " wtedy".


    c.d.n.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ok. Treść świetna. Pięknie odmalowana podróż. Onirycznie.
    Powtorze się, ale znów mi tu J. Carroll zapachniało.
    Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec.
  • Justyska ponad tydzień temu
    Ale nasadzilam.... Dzięki wielkie za wylapanie. Później będę naprawiać :) ciąg dalszy nastąpi. Następna część bardziej "normalna" :) miło ze siadlo :)
    Pozdrawiam serdecZnie!
  • Maurycy Lesniewski tydzień temu
    No dobra chyba mnie przekonujesz do tego tekstu coraz bardziej. To zawieszenie miedzy światem jaźni, mar sennych i koszmarów... hm...
    Dawaj następna część :)
    Gwiazdki wyreguluje pózniej, w obu częściach oczywiście.
    Pozdrowienia :)
  • Justyska tydzień temu
    Dzięki i tu Maurycku. Seria będzie trochę przeplatana. Mam nadzieję, że się nie zanudzisz:)
    Pozdrawiam i tu
  • KarolaKorman tydzień temu
    ,, Błotnista maź oblepia mi włosy, wlew się do uszu,'' - wlewa
    Pięknie mnie wciągnęłaś w ten świat. Dziecięce koszmary są ciągle gdzieś blisko i nie dają o sobie zapomnieć i nawet, kiedy wydaje się, że odchodzą pojawiają się kolejne. Mroczny świat, ale intrygujący i chce się już wiedzieć, co będzie dalej.
    5 wstawione, pozdrawiam :)
  • Justyska tydzień temu
    Witaj i tu. Literówka poprawiona. Cieszę się, że się wciągnęłaś. Mam nadzieję, że jeszcze zajrzysz i się nie znudzisz:)
  • KarolaKorman tydzień temu
    Czyżbyś miała taki cel, by znudzić czytelnika? Ha, ha :)
  • KarolaKorman tydzień temu
    Matko, dopiero teraz przeczytałam ,,nie znudzisz'' - szybkościowe czytanie zawsze spłata mi jakiś psikus :), ale może i Ty się zaśmiałaś z mojego wpisu :) Pozdrawiam :)
  • Justyska tydzień temu
    Karola haha, mi się to też zdarza, za szybko wszystko:):))
  • pasja 6 dni temu
    Dobry wieczór
    Senne koszmary dziewczynki powracają jak bumerang. pomiędzy kawą, a snem kakao kochanej babci i obraz człowieka złego.
    Deszcz i przykre wspomnienia spod kołdry.
    Bardzo obrazowo przedstawiony lęk dziecka przed ojcem.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Justyska 6 dni temu
    Dzięki piękne Pasjo. Wszyscy miewamy koszmary...
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Elorence 5 dni temu
    No, nie zawiodłaś mnie! Utrzymałaś poziom pierwszej części, na dodatek, uchyliłaś trochę rąbka tajemnicy głównej bohaterki i powodu, dlaczego w taki refleksyjny sposób wszystko rozkłada na części pierwsze. Bardzo fajny rys psychologiczny. Dawkujesz emocje i wiesz, kiedy przystopować, a kiedy podkręcić tempo.
    Lecę dalej, bo widzę, że mam zaległości!
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Justyska 5 dni temu
    Dziękuję pięknie Elorence. Cieszę się, że siadło, to moja pierwsza seria i tak ze strachem wrzucam części. Także miło mi niezmiernie!
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania