Poprzednie częściBez celu cz. 1  

Bez celu cz. 2

2.

Co tu się stało? Nie pamiętam deszczu dudniącego o parapet ani nawet mżawki. Nic z tych rzeczy.

Brodzę po kolana w wodzie, a moje buty przyklejają się do czegoś na dnie. Nie wiem, co to za maź, ale utrudnia chodzenie, jakbym na nogach miała brudne przyssawki z łazienkowych haczyków, które przyczepiają się wszędzie, tylko nie do ścian.

Z trudem wydostaję się z parkingu przed blokiem i docieram do głównej ulicy starego miasta. Widok ludzi kroczących po wodzie odbiera mi dech. Co to ma być? Czy to sen? Jak to możliwe, że oni wszyscy z taką lekkością i obojętnością przechadzają się po gładkiej tafli niczym leniwe obłoki po niebie, tylko ja ledwo przestawiam stopy wsiąkające w podłoże. Czy teraz sami mesjasze chodzą po ziemi? Gdzie byłam, kiedy świat zmieniał się w świątobliwy cyrk?

Twarze. Strasznie dziwne, niby wilgotne niby spokojne, jakby uśmiechnięte na widok leniwego wschodu słońca. Niektórzy idą z zakupami, choć sklepy jeszcze zamknięte, inni wyprowadzają psy na spacery. Po wodzie! Psy chodzące po wodzie! Paranoja! I te drzewa, na których zamiast liści wiszą słowa. Nie potrafię ich odczytać, ale wiem, że to obietnice, życzenia i nadzieje. Niektóre ociekają krwią, inne, zapisane na pachnących kartkach, roznoszą woń perfum, a jedna z nich… to skrawek zielonej tapety. Niestety nie sięgam, nie potrafię odczytać napisu, a poziom wody się podnosi. Ludzie coraz wyżej, a ja coraz głębiej. Jeszcze chwila i się utopię, a jeszcze nawet nie wyjechałam z miasta. Gdyby tak oderwać podeszwy od podłoża i popłynąć, skoro nie mogę chodzić po powierzchni jak reszta. Pomyśleć, że jako dziecko marzyłam o lataniu, teraz chcę tylko iść. Opuścić to miasto, zapomnieć o wszystkim. Iść przed siebie bez celu, bo wbrew pozorom jest to możliwe, tak samo, jak oglądanie filmu w nieznanym języku ze zrozumieniem. Moja wielka podróż nie może przecież skończyć się w bagnie. Dlaczego zawsze jestem niżej od wszystkich? Nawet dziś.

Już chyba za późno, woda sięga mojej brody. Biorę głęboki wdech i nurkuję. Zanurzam się w ciemność. Błotnista maź oblepia mi włosy, wlewa się do uszu, uniemożliwia widzenie, jak wtedy, kiedy podstawił mi nogę i wpadłam twarzą w błoto. Ziemisty smak na języku u swoich korzeni nie ma i nie miał nic wspólnego ze zbliżaniem się do natury. Sukienkę ubrudziłam, nie uszanowałam, więc musiałam zostać ukarana. Miałam tylko pięć lat, kurwa, pięć lat! Teraz rozumiem, że to była zbrodnia na moim dzieciństwie. Wykroił mi z niego swobodę, chęć do beztroskiego biegania po łące, do skakania po kałużach. Podłożył nogę mojej kiełkującej pewności siebie.

Brakuje mi tchu. To już koniec. Koniec? Jak to koniec? Przecież dopiero miałam zacząć żyć. To musi być sen, jakiś koszmar. Obudź się! Obudź! Miałam już wiele złych snów. Snów ukrytych pod kołdrą, które czasem wyłaziły poza łóżko i pełzły na okno, oblepiając szybę, zasłaniając wschód słońca, zasłaniając chmury, które kocham, koszmary zabierające nadzieję, obrywające zieloną tapetę, sprawiające, że kwiaty więdły. Nocne zmory. Zawsze jakoś je przepędzałam. Spokojem, strachem, inną zmorą, tabletką na uspokojenie, wódką. Zawsze coś działało. I teraz przepędzę. Wygonię. Jeszcze nie wiem jak, ale muszę poderwać do góry nogi. Kiedyś zasypał mi je w piaskownicy. Myślałam, że to świetna zabawa, że mnie kocha, że poświęca swój cenny czas na wspólną zabawę. Ze mną! Zasypał mnie niemal po pas. Śmiałam się, a on poszedł do domu. Jakby nigdy nic. Nie potrafiłam się ruszyć. Ubił piasek i odrzucił łopatki daleko ode mnie. Było gorąco. Rozbolała mnie głowa, próbowałam ruszać nogami, ale bez rezultatu. Zaczęłam odgrzebywać piach rękami. Długo to trwało, ale w końcu wyszłam. A on czekał w domu z zimnym obiadem – wystygł przeze mnie. „Musisz nauczyć się przetrwania”, powiedział. Byłam zmęczona i głodna przez cały dzień, ale dałam radę, teraz też dam.

Przecież to zatopione miasto, moje miasto, nie może być prawdziwe, drzewo słów nie może być prawdziwe i ci ludzie łażący po wodzie – przecież to kpina. Błoto wlewa się do ust. Biorę wdech. To koniec. Ciemność przed oczami, a pod palcami pustka delikatnie gładząca opuszki…

– Olcia, wstawaj, kochanie. Śpisz już tyle godzin… – znam ten głos; ciepły, miły. – Chodź, kochana. Kakao ci przygotowałam.

Przecież to babcia. Ale jak to możliwe?! Babcia Franciszka…! Przecież ona…

– No nareszcie otwarłaś oczy! Moja kochana wnusia! – Unosi ręce do nieba i składa je pod piersiami, zaplatając palce.

Jej uśmiech jest jak zastrzyk z adrenaliny dla umierającego.

– Babciu, ale jak to możliwe? Tato mówił, że ty…

– A tam, słuchaj ojca. Nieważne co mówił, ważne, że jesteś teraz u mnie. A o nim zapomnij. Są tacy, co się nim zajmą – mówi zdecydowanie, tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Pij kakao.

Jest pyszne. Słodki, czekoladowy smak rozpływa się po całym ciele. Od zawsze mogłam je pić tylko u babci. On nie pozwalał. "Słodycze są dla słabych i dla tych, co chcą mieć zniszczone zęby", powtarzał. Raz przyłapał mnie na kłamstwie. Wyczuł w moim oddechu zapach czekolady zjedzonej pośpiesznie z koleżanką w windzie. Przez godzinę musiałam płukać usta jakąś dziwną mieszanką. Nie wiem, co to było, ale wiem, że dziąsła piekły mnie przez kilka dni, co zdecydowanie obrzydziło mi jedzenie słodyczy na kilka lat. Życie mi obrzydziło. Ale to nieważne. Jak dobrze, że był to sen, że jestem u babci. Podnoszę gorący napój do ust i spostrzegam, że moje palce są całe z błota. Dotykam włosów. Są sztywne. Nie. To nie może być prawda. Okna są pozasłaniane. Dlaczego? Przecież jest dzień. Pytam babci, ale nie odpowiada. Ma dziwny wyraz twarzy. Obcy. Współczujący. Wszystko naraz. Kręci mi się w głowie.

– Babciu, gdzie idziesz? Czemu okna są zasłonięte?

Nie odpowiada. Znika w łazience. Rozglądam się po salonie. Niby wszystko jest normalne, ale zbyt idealne. Zbyt poukładane, odkurzone, wyprasowane. Podchodzę do okna. Boję się odsunąć kraciaste, ciężkie kotary. Dreszcz przeszywa mnie na wskroś. Podobny do tego, który nawiedzał moje ciało w chwilach strachu spędzanych pod kołdrą. Drżę. Nie dam rady. A co, jeśli miasto jest zatopione, a niebo czerwone? Co, jeśli moja podróż nigdy się nie zacznie? Jeśli utknę w tym koszmarze? Szczypię się po rękach, krusząc zaschnięte błoto na czyściutki dywan. Zaciskam brudne dłonie na pachnących płynem do płukania zasłonach. Pot czarnymi kroplami spływa po skroniach. Zamykam mocno powieki. Robiłam tak zawsze kiedy, bił mnie po brzuchu. Wiedział jak to robić, by uniknąć nieestetycznych śladów w postaci sińców.

Naprężam mięśnie rąk i jednym zdecydowanym ruchem odsłaniam okna. Wciąż jednak boję się otworzyć oczy. Pod powiekami zaczyna tańczyć światło. Serce wali jak oszalałe, wypełnia całe ciało dudnieniem. Otwieram. Nie ma ludzi chodzących po wodzie, nie ma nic. Tylko woda, po sam horyzont czerwonego nieba.

Następne częściBez celu cz. 3  Bez celu cz.4  Bez celu cz. 5  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Justysko→Przeczytałem jednym tchem. Bardzo mi tekst podszedł. Podziałał na mą wyobraźnię. I takie...niedopowiedziane!!! Pozdrawiam→5
  • Justyska 3 miesiące temu
    Dziękuje pięknie Dekaosie!
    pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Zakończenie można by przyrównać do ocalonej w arce w czasie potopu. A ten ładny pokój i Babcię...to już trochę do innego świata.
    No dobra, bo zacznę wymyślać.
  • Justyska 3 miesiące temu
    Mam trochę pokręcony pomysł na tę serię, więc wymyślanie pasuje:)
  • Keraj 3 miesiące temu
    Zapowiada się ciekawie zakręcona seria 5
  • Justyska 3 miesiące temu
    Dzięki Keraj. Taki plan, a co wyjdzie to zobaczymy :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    "Pomyśleć, że jako dziecko marzyłam o lataniu, teraz chce tylko iść." - chcę

    "Kurwa, dlaczego zawsze jestem niżej od wszystkich." - znak zapytania.

    "Śmiałam się, a on poszedł do domu.Jakby nigdy nic." - odstęp.

    "Wystygł przeze mnie.Musisz nauczyć się przetrwania, powiedział." - odstęp.

    "– No nareszcie otwarłaś oczy! Moja kochana wnusia! – unosi ręce do nieba i składa je pod piersiami, zaplatając palce." - unosi z wielkiej.

    "Zamykam mocno powieki jak zawsze wtedy, kiedy bił mnie po brzuchu, żeby nie było śladów." - można usunąć " wtedy".


    c.d.n.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Ok. Treść świetna. Pięknie odmalowana podróż. Onirycznie.
    Powtorze się, ale znów mi tu J. Carroll zapachniało.
    Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec.
  • Justyska 3 miesiące temu
    Ale nasadzilam.... Dzięki wielkie za wylapanie. Później będę naprawiać :) ciąg dalszy nastąpi. Następna część bardziej "normalna" :) miło ze siadlo :)
    Pozdrawiam serdecZnie!
  • Maurycy Lesniewski 3 miesiące temu
    No dobra chyba mnie przekonujesz do tego tekstu coraz bardziej. To zawieszenie miedzy światem jaźni, mar sennych i koszmarów... hm...
    Dawaj następna część :)
    Gwiazdki wyreguluje pózniej, w obu częściach oczywiście.
    Pozdrowienia :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Dzięki i tu Maurycku. Seria będzie trochę przeplatana. Mam nadzieję, że się nie zanudzisz:)
    Pozdrawiam i tu
  • KarolaKorman 3 miesiące temu
    ,, Błotnista maź oblepia mi włosy, wlew się do uszu,'' - wlewa
    Pięknie mnie wciągnęłaś w ten świat. Dziecięce koszmary są ciągle gdzieś blisko i nie dają o sobie zapomnieć i nawet, kiedy wydaje się, że odchodzą pojawiają się kolejne. Mroczny świat, ale intrygujący i chce się już wiedzieć, co będzie dalej.
    5 wstawione, pozdrawiam :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Witaj i tu. Literówka poprawiona. Cieszę się, że się wciągnęłaś. Mam nadzieję, że jeszcze zajrzysz i się nie znudzisz:)
  • KarolaKorman 3 miesiące temu
    Czyżbyś miała taki cel, by znudzić czytelnika? Ha, ha :)
  • KarolaKorman 3 miesiące temu
    Matko, dopiero teraz przeczytałam ,,nie znudzisz'' - szybkościowe czytanie zawsze spłata mi jakiś psikus :), ale może i Ty się zaśmiałaś z mojego wpisu :) Pozdrawiam :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Karola haha, mi się to też zdarza, za szybko wszystko:):))
  • pasja 2 miesiące temu
    Dobry wieczór
    Senne koszmary dziewczynki powracają jak bumerang. pomiędzy kawą, a snem kakao kochanej babci i obraz człowieka złego.
    Deszcz i przykre wspomnienia spod kołdry.
    Bardzo obrazowo przedstawiony lęk dziecka przed ojcem.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Justyska 2 miesiące temu
    Dzięki piękne Pasjo. Wszyscy miewamy koszmary...
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Elorence 2 miesiące temu
    No, nie zawiodłaś mnie! Utrzymałaś poziom pierwszej części, na dodatek, uchyliłaś trochę rąbka tajemnicy głównej bohaterki i powodu, dlaczego w taki refleksyjny sposób wszystko rozkłada na części pierwsze. Bardzo fajny rys psychologiczny. Dawkujesz emocje i wiesz, kiedy przystopować, a kiedy podkręcić tempo.
    Lecę dalej, bo widzę, że mam zaległości!
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Justyska 2 miesiące temu
    Dziękuję pięknie Elorence. Cieszę się, że siadło, to moja pierwsza seria i tak ze strachem wrzucam części. Także miło mi niezmiernie!
    Pozdrawiam!
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    Akurat udalo mi sie zlapac odpowiednie natezenie i skupienie, czas wiec na drugą czesc "Bez Celu", bo juz po swietnej jedynce obiecalam sobie nie czytac tego opowiadania na kolanie, ani miedzy paczkiem, kawa, i radosnym ludzkim pierdoleniem.
    Jest spokoj, jestem i ja.
    Czas na poetycki seans.

    "Co, to kurwa ma być" - wydaje mi sie, ze przeklenstwo traktujemy jako wtracenie. Wiec; 'Co to, kurwa, ma byc?'

    "I te drzewa, gdzie zamiast liści wiszą słowa." - zrobilabym; 'na ktorych zamiast lisci wisza slowa'.
    Piekny pomysl swoja droga. Bardzo obrazowa metafora.

    "Niektóre ociekają krwią, inne zapisane na pachnących kartkach roznoszą woń perfum" - 'zapisane na pachnacych kartkach' - ten fragmencik jest wtrąceniem, trzeba go oddzielic przecinkami.

    "Gdyby tak oderwać podeszwy od podłoża i popłynąć, skoro nie mogę chodzić po powierzchni jak reszta. Pomyśleć, że jako dziecko marzyłam o lataniu, teraz chcę tylko iść." - bardzo ladny, chwytajacy za serduszko, bogaty w tresc wyimek.

    "wbrew pozorom jest to możliwe, tak samo, jak oglądanie filmu w nieznanym języku ze zrozumieniem." - a to moja absolutna perelka z tego tekstu, czy wrecz diamencik, sugerujacy mi specyficzne, piekne spojrzenie autorki. Niezwykle natezenie wzroku. Ciekawe spojrzenie.

    Fragment ten urzeka mnie tak bardzo (niemozebnie bardzo xd), bo zdaje sie miec moc zniesienia jednym, mocnym, wyrazistym obrazem wielu nastawianych przez swiat zewnetrzny barier.
    Przy odpowiedniej wrazliwosci, przy czynnikach splatajacych sie korzystnie i szczegolnej percepcji patrzacego - da sie przeniknac na druga strone wszystkiego i zrozumiec. I zobaczyc.

    Tak obrazowo, cudownie to ujelas przy pomocy jednego, celnego zdania, ze jestem naprawde urzeczona.

    Dodam komentarz i zaraz bede kontynuowac w kolejnym, bo obawiam sie, ze nim skoncze moze pasc mi bateria, wiec zapobiegne drobnej katastrofie.
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    "uniemożliwia widzenie, jak wtedy kiedy podstawił mi nogę i wpadłam twarzą w błoto. " ja bym; 'uniemozliwia widzenie jak wtedy, kiedy...' - ale uprzedzam, ze nie mam pewnosci interpunkcyjnej w tym wypadku. To tylko intuicja. Bardzo mozliwe, ze sie tu myle. Jednynie niesmialo sygnalizuje watpliwosc tym razem.

    "Podłożył nogę mojej kiełkującej pewności siebie." - piekne. Gra slow z podkladaniem nogi - tutaj w sensie metaforycznym, chociaz przeciez tak uderzajace jest, ze mialo to miejsce rowniez w formie brutalnej, doslownej.
    No dla mnie majstersztyk.

    "Snów ukrytych pod kołdrą, które czasem wyłaziły poza łóżko i pełzły na okno, oblepiając szybę, zasłaniając wschód słońca, zasłaniając chmury, które kocham, koszmary zabierające nadzieję, obrywające zieloną tapetę, sprawiające, że kwiaty więdły." - znow. Piekne. Duzo cytuje, byc moze odstraszajac juz Ciebie laczna objetoscia obu komentarzy, ale ten fragment tez zasluguje w moim odczuciu na wyroznienie, zwrocenie na niego uwagi.

    "Śmiałam się, a on poszedł do domu.Jakby nigdy nic." - uciekla spacja miedzy pierwszym, a drugim zdaniem, po kropce.

    "Przecież to zatopione miasto, moje miasto nie..." - 'moje miasto' tez jest wtraceniem, trzeba po nim tez przecinek.

    "Jej uśmiech jest jak dla umierającego zastrzyk z adrenaliny." - w kwestii szyku ja bym; 'Jej usmiech jest jak zastrzyk adrenaliny dla umierajacego.'

    "Wciąż jednak boję się otworzyć oczu" - *oczy


    Boze, no. Skonczylam czytac i dalej nie moge wrocic, dalej jestem zafascynowana. Wraz z ta czescia zaczelam miec do tego tekstu bardzo szczegolny, święty stosunek, czuc z nim jakas troche nadprzyrodzona wiez (pewnie dlatego tak szczegolowo staralam sie tez odnaleźć jakies drobniutkie bledy, czytajac dwa razy, prosze, nie przejmuj sie tym, ani nie pomysl, ze to ze zlosliwosci, bo przeciwnie, uwazam, ze tekst zasluguje na to, by dopiescic kazda kosmetyczna drobnostke).

    Dla mnie to opowiadanie jest nie tylko swietnie poprowadzone - powoli, ostroznie i stopniowo wprowadzajac w trudne bagno przeszlosci glownej bohaterki. Nie tylko narracja jest delikatna i lagodna, choc traktuje o rzeczach tak bolesnych i nieprostych...To buduje piekny, ciekawy kontrast. Nie tylko mamy cudowne, obrazowe metafory i pelnie srodkow uzytych z wyczuciem i gracja. Nie tylko swietnie poprowadzony aspekt psychologiczny, dobry grunt pod rozmyslania analityczne, snute na klimacie surrealistycznym, sennym, podkreslajacym innosc opowiesci i swoista 'dziwnosc rzeczy'.
    Jest w tej historii jakas kameralnosc, prywatnosc, osobistosc, tajemniczosc i magia, ktore bardzo mocno czuje.

    Mysle, ze bede taką czytelniczka "Bez Celu" jakim Canulas byl dla mnie czytelnikiem moich "Deformacji", a przynajmniej postaram sie przekazac Ci podoba wiare w ten tekst i swoje poczucie jego niezwyklosci.

    Bo jestem po prostu nieskonczenie urzeczona.
    Dalsze czesci bede sobie dozowac, wybierajac zdatne u siebie momenty na czytanie ich.

    Pozdrawiam Cie i bardzo, bardzo Ci dziekuje za stworzenie czegos takiego.
  • Justyska 2 miesiące temu
    E make bardzo, bardzo dziękuję za tak wnikliwe czytanie. To ogromna nagroda dla autora! Poprawki oczywiście już naniosłam. Nawet nie wiem co napisać. Mam kopa, żeby pisać dalej i walczyć z interpunkcją:)
    Pozdrawiam ciepło i zapraszam w wolnej chwili do dalszych części. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz:)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Zajrzałam zupełnie przypadkiem, bez żadnych zasadniczo intencji, ale pierwszy akapit wszedł mi w kadr i zainteresował na tyle, że już jakoś tak zostałam do końca. No, a teraz spotęguj sobie znaczenie powyższego zdania, mniej więcej do kwadratu, a może zdołasz sama sobie oddać siłę tego mojego “zainteresowało”. Mocna piątka z postawionym bez zadumy plusikiem na rzecz trudnej sztuki wzbudzania w czytelniku zainteresowania i przyciągania jego uwagi. Lecę czytać kolejną część. :)
  • Justyska 2 miesiące temu
    A to miła niespodzianka zobaczyć kogoś nowego pod tekstem:) Rozumiem, że jedynkę przeczytałać, bo wydaje mi się dość ważna w stosunku do całości, nieskończonej jeszcze całości hehe, ale pracuję nad tym:)
    Dziękuję serdecznie i pozdrawiam!
  • Nachszon 2 miesiące temu
    przeżyłem szok
  • Justyska 2 miesiące temu
    Czemu szok?
  • Blanka 3 tygodnie temu
    "Brodzę po kolana w wodzie, a moje buty przyklejają się do czegoś na dnie. "-woda zawsze kojarzy mi się z czymś okropnym. Z totalnym zagubieniem, samotnością i tak dalej, a biorąc pod uwagę część pierwszą, to wszystko świetnie. Współgra. Pasuje. No, idę dalej:)
    " te drzewa, na których zamiast liści wiszą słowa. Nie potrafię ich odczytać, ale wiem, że to obietnice, życzenia i nadzieje. Niektóre ociekają krwią, inne, zapisane na pachnących kartkach, roznoszą woń perfum, a jedna z nich… to skrawek zielonej tapety. " - czytam. Wracam. Czytam i znowu wracam. To jest naprawdę... Bardzo dobre.
    "Sukienkę ubrudziłam, nie uszanowałam, więc musiałam zostać ukarana."
    Obłęd, koszmar, wracający koszmar.
    Brawo, Justyś.
  • Justyska 3 tygodnie temu
    Witaj Blanko. Uwielbiam wędrówki po lesie i górach, podróże. Ale na samą myśl o jakiejś wielodniowej czy nawet wielotygodniowej wyprawie przez wielką wodę mam dreszcze. Niby tyle przestrzeni, ale można tylko ją podziwiać przecież z łodzi na spacer nie można iść. I jakoś tak ta woda mnie zainspirowała. Dziękuję Ci za obecność, i miłe słowa! Mam nadzieję, że ciąg dalszy Cię nie rozczaruje.
    Pozdrawiam!
  • Adam T 3 tygodnie temu
    Witam. NA początek jak zawsze tech-aid:

    „Nie wiem[,] co to za maź...”

    „...roznoszą woń perfum, a jedna z nich… to skrawek zielonej tapety.” – czy ta „jedna z nich” dotyczy woni perfum? Bo w sumie to nie wiem, czego dotyczy to „jedna z nich”.

    „Zimnym obiadem. Wystygł przeze mnie. Musisz nauczyć się przetrwania, powiedział.” – jest tu trochę zamieszania. Dlaczego? Uciekł Ci po prostu pomiot i wyszło, że to obiad powiedział ;) Wystygł przeze mnie. […], powiedział. Aa gdyby to uprościć i dać tak:
    A on czekał w domu z zimnym obiadem – wystygł przeze mnie. „Musisz nauczyć się przetrwania”, powiedział.

    „Musisz nauczyć się przetrwania, powiedział.” – mogłoby tak zostać, ale musiałabyś w całym tekście w ten sam sposób ujednolicić zapis dialogów czy pojedynczych wypowiedzi.. Ja jednak jestem za jasnością zapisu i dałbym tu cudzysłów, czyli: „Musisz nauczyć się przetrwania”, powiedział. Albo: Powiedział: „Musisz nauczyć się przetrwania”.

    „Przecież to zatopione miasto, moje miasto, nie może być prawdziwe, drzewo słów – nie może być prawdziwe i ci ludzie łażący po wodzie, przecież to kpina.” – to zdanie trochę niepotrzebnie zmieniło się w potok słów i nie wiadomo za bardzo, co z czego wynika. Sugerowałbym je poskracać na przykład tak:
    Przecież to zatopione miasto, moje miasto, nie może być prawdziwe[.] (potraktowałem tu „moje miasto” jako dopowiedzenie/wtrącenie). [D]rzewo słów nie może być prawdziwe i ci ludzie łażący po wodzie [–] przecież to kpina.
    Tak bym to zapisał.

    „Olcia, wstawaj[,] kochanie.” – „kochanie” jest takim samym wołaczem jak Olcia, więc konieczne jest oddzielenie go przecinkiem.

    „Śpisz już tyle godzin… – [Z]nam ten głos; ciepły, miły.” – tu mam wątpliwść. Niby jest „głos” w komentarzu, czyli komentarz powinien się małą literą zaczynać, ale z drugiej strony, komentarz nie dotyczy osoby mówiącej. Zapisałbym to wielką literą, ale trzeba by to jeszcze dokładniej zbadać.

    „Chodź[,] kochana.” – „kochana” to wołacz, więc przecinek musi być.

    „Ale jak to możliwe, babcia Franciszka… przecież ona…” – tu się złączyły pytania z oznajmieniami. Zapisałbym to tak: „Ale jak to możliwe[?!] [B]abcia Franciszka…[!] [P]rzecież ona…”. Po wielokropku wielka litera, chyba że wyraźnie widać zawahanie w myśli bohatera, wypowiedzi, narracji. Tu mamy wyraźnie dwa odrębne zdania. Wykrzykniki uwypukliłyby zaskoczenie bohaterki.

    „Babciu, ale jak to możliwe[?!]” – ewidentne pytanie, tyle że bez pytajnika. Wykrzyknik dla uwypuklenia emocji/zdziwienia.

    „...jest zdecydowana. Mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.” – to „jest zdecydowana” aż się prosi o pytanie „na co ?”, a przecież nie o to chodzi. Zapisałbym to inaczej:
    ...mówi zdecydowanie, tonem nieznoszącym sprzeciwu.”

    „... czekoladowy smak @roznosi się@ po całym ciele” – roznosić można pocztę, zarazki; tu powinno być „rozpływa się”.

    „Słodycze są dla słabych i dla tych, co chcą mieć zniszczone zęby, powtarzał” – nadal jestem za cudzysłowem: „Słodycze są dla słabych i dla tych, co chcą mieć zniszczone zęby”, powtarzał.

    „Nie wiem, co to było, ale wiem, że dziąsła piekły mnie przez kilka dni, co zdecydowanie obrzydziło mi jedzenie słodyczy na kilka lat. Życie mi obrzydziło. Ale to nie ważne, nie będę teraz tego wspominać.” – niekonsekwencja. Skoro bohaterka nie zamierza wspominać, dlaczego wspomina z upodobaniem całe zajście? Samo „Ale to nieważne” wystarczyłoby w zupełności. Przy okazji ortgraf „nie ważne”.

    „Co[,] jeśli moja podróż nigdy się nie zacznie?”

    „Jeśli tkwię w tym koszmarze i nigdy się nie obudzę?” – tu jest tak: to, że bohaterka tkwi w koszmarze, widać z opisy sytuacji. Zmieniłbym to zdanie i jednocześnie je skrócił, np.: „Jeśli utknę w tym koszmarze?”. To do razu załatwi sprawę nigdy-nie-obudzenia-się.

    „...na czyściutki dywan. Zaciskam brudne dłonie na tkaninie.” – o jaką tkaninę chodzi? O ten dywan? Jeśli tak, to może lepiej dać: „Zaciskam na nim brudne dłonie”.

    „Zamykam mocno powieki jak zawsze, kiedy bił mnie po brzuchu, żeby nie było śladów.” – tu też się trochę zamieszało. Zamyka mocno powieki, żeby nie było śladów(sic!)? Czy też On bił bohaterkę po brzuchu, żeby nie było śladów. Dziwne to wyszło. Propozycja:
    „Zaciskam powieki, jak wtedy, kiedy bił mnie brzuchu tak, żeby nie było śladów.”
    Ale tu z kolei dochodzimy do pytania, czy kiedy bił bohaterkę tak, żeby ślady były, to wtedy powiek nie zaciskała? Zostawiam Ci to pod rozwagę.

    „Nic nie chciał ukryć. Po prostu sińce są nieestetyczne.” – aha, już mi się rozjaśnia. W takim razie może tak cały fragment:
    Zaciskam powieki, jak wtedy, kiedy bil mnie po brzuchu. Robił to tak, żeby nie było śladów – sińce były według niego nieestetyczne.

    „Serce wali jak oszalałe, wypełnia całe ciało @swym@ dudnieniem.” – zaznaczyłem słowo do usunięcia. Jeśli zostanie: „Serce wali jak oszalałe, wypełnia całe ciało dudnieniem.”, czy będzie gorzej? Wywalisz przy okazji natrętny archaizm.

    Treść nadal uważam za świetną. Pisałaś poprzednio, że następne części będą gorsze. Na razie to nie jest prawda. Cały czas żeglujemy w konwencji ponurego snu pełnego wspomnień i symboli. Atmosfera jest ciężka, tekst przez to niełatwy w odbiorze,ale nadal zawiera mnóstwo ciekawych zdań, choć chyba mniej niż część poprzednia. Nie ma tu opisów typowych sytuacji, akcji, jest tyko wewnętrzna podróż. Powiem szczerze, na dłuższą metę takie teksty mogą zniechęcać. Literatura traktowana jest dzisiaj na równi z ramówką komercyjnych telewizji: ma być lekko, niezobowiązująco, rozrywkowo po dniu w ciężkiej pracy. U Ciebie nie jest. Tym sposobem Twój target mocno się zawęża. Książkę kupią koneserzy, smakosze i snoby (którzy nigdy jej nie przeczytają, ale ładnie będzie wyglądać na półce i tak dostojnie nobilitować gospodarzy w oczach gości). Ja się zaliczę w tym momencie do wygodnego kółka smakoszy, bo mnie się podoba ;)) Chętnie posmakuję następnej części. A potem następnej, i następnej, i następnej...
    Pozdrawiam ;)
  • Justyska 3 tygodnie temu
    Troszkę się podłamałam jak zwykle, no ale jestem już duża więc ogarnięte :D
    A więc:

    Co do drugiej uwagi "jedna z nich" odnosi się do kartek, czytałam to z dziesięć razy przed chwilą i nie wiem, jakoś dla mnie to jasne jest i zwyczajnie nie wiem. Narazie zostawiłam, muszę chyb dojrzeć do tego:)

    Zostawiła też potok słów, bo jakoś go lubię.

    "Zaciskam brudne dłonie na tkaninie" chodziło o te zasłony. Zmieniłam, bo faktycznie nie jasne to było. Więc jest tak:
    "Zaciskam brudne dłonie na, pachnących płynem do płukania, zasłonach."

    Resztę cennych uwag zastosowałam. Zazdroszczę Ci takiego oka.
    A co do tego, że może być trudne w odbiorze itp. Zawsze chciałam napisać coś o "wewnętrznej podróży" Także to, że tak to właśnie odbierasz bardzo mnie cieszy. A czy ktoś by to kupił? Raczej nic nigdy nie wydam więc mam pełne pole do grafomaństwa:D

    Bardzo Ci dziękuję i pewnie jeszcze ze sto razy to zrobię!
    Pozdrawiam!
  • Adam T 3 tygodnie temu
    O zasłonach ok, tylko to zdanie, które wstawiłaś nie powinno mieć tych przecinków, tylko po prostu: "Zaciskam brudne dłonie na pachnących płynem do płukania zasłonach". To pojedyncze zdanie i przecinki są niepotrzebne.
    Cieszę się, jeśli pomogłem ;)
  • Ritha ponad tydzień temu
    „Twarze. Strasznie dziwne, niby wilgotne niby spokojne, jakby uśmiechnięte na widok leniwego wschodu słońca. Niektórzy idą z zakupami, choć sklepy jeszcze zamknięte, inni wyprowadzają psy na spacery. Po wodzie! Psy chodzące po wodzie! Paranoja! I te drzewa, na których zamiast liści wiszą słowa” – ładny fragment

    Dalej też ładnie, kurde, pamiętasz jak Ci mówiłam, żebyś serię napisała? No właśnie.

    „Dlaczego zawsze jestem niżej od wszystkich? Nawet dziś.
    Już chyba za późno, woda sięga mojej brody. Biorę głęboki wdech i nurkuję. Zanurzam się w ciemność. Błotnista maź oblepia mi włosy, wlewa się do uszu, uniemożliwia widzenie, jak wtedy, kiedy podstawił mi nogę i wpadłam twarzą w błoto. Ziemisty smak na języku u swoich korzeni nie ma i nie miał nic wspólnego ze zbliżaniem się do natury” - o jacie, świetne, ten moment „Biorę głęboki wdech i nurkuję”, ach

    „Brakuje mi tchu. To już koniec. Koniec? Jak to koniec? Przecież dopiero miałam zacząć żyć. To musi być sen, jakiś koszmar. Obudź się! Obudź! Miałam już wiele złych snów. Snów ukrytych pod kołdrą, które czasem wyłaziły poza łóżko i pełzły na okno, oblepiając szybę, zasłaniając wschód słońca, zasłaniając chmury, które kocham, koszmary zabierające nadzieję, obrywające zieloną tapetę, sprawiające, że kwiaty więdły. Nocne zmory. Zawsze jakoś je przepędzałam. Spokojem, strachem, inną zmorą, tabletką na uspokojenie, wódką. Zawsze coś działało. I teraz przepędzę. Wygonię” – kurwa mać. Przepraszam. Po pierwsze flow, takie flow u Ciebie widzę pierwszy raz. Po drugie jest mi to w pewnym stopniu bliskie, choć to może uniwersalne, takie stany, ale no, czułam, że to opko będzie dobre, masz tu ruch, ale kurde, mega dobre jest póki co

    Cudnie pociachane zdania <3
    „Robiłam tak zawsze kiedy, bił mnie po brzuchu. Wiedział jak to robić, by uniknąć nieestetycznych śladów w postaci sińców” to plus babcia, kakao, wspomnienia, sankcje za słodycze, łapie za serducho. Wiesz, lubię taki myk – wywołanie emocji zdaniami bez emocji. Czyli, podajesz informacje, opowiadasz coś, nie mówiąc, ze było smutno, źle, ale człowiek to wie, nie sposób tego nie wywnioskować. Kumasz, o co mi chodzi? Na pewno. To taki sposób pisanie, który bardzo w me gusta, signiora Justyska
    Jest bardzo git.
  • Justyska tydzień temu
    Ojej Ritho, dziękuję cudnie. Dodają skrzydeł takie komentarze:)
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania