Błogosławiona

Abellin, mała galilejska wioska położona pomiędzy Hajfą a Nazaretem, należy do melchickiej archieparchii Akki. Z niewielkiego wzniesienia, na którym znajduje się jej położenie, rozlega się wspaniały widok na Galileę. Niedaleko na północ od miasta ciągną się góry aż po ośnieżony szczyt góry Hermon, od wschodu zalegają wzgórza, za którymi ukrywa się miasto Nazaret, a na południu leży dolina Jezreel, z której nagle wyrasta pasmo górskie Karmel.

W tej oto skromnej wiosce, pod początek stycznia 1846 roku niejaka Libanka imieniem Miriam Shahine urodziła jej pierwszą córkę. Ojcem dziecka był mieszkaniec Damaszku Giries Baouardy. Sakrament chrztu i bierzmowania dziecko przyjęło według tradycji dziesiątego dnia po narodzinach. Podczas chrztu córka otrzymała matczyne imię Miriam. Miriam nie była pierwszym dzieckiem Libanki i mieszkańca Damaszku zaś była jedynym. Miriam miała jeszcze dwunastu braci zmarłych w wieku niemowlęcym.

Ponad dwa lata po narodzinach córki małżeństwu urodził się syn. Syn podczas chrztu otrzymał imię Boulos. Szczęście rodziców i dzieci nie trwało długo. Gdy Miriam miała zaledwie trzy lata, straciła oboje rodziców. Dziećmi zaopiekowali się stryjowie. Jeden z nich, mieszkający w Abellin, zaadoptował Miriam, drugi, zamieszkały w Tarshiha, jej brata. Rozdzielone rodzeństwo już nigdy nie spotkało się.

Z biegiem czasu rodzina stryja i Miriam przenieśli się do Aleksandrii w Egipcie. Miriam rosła pod czujnym okiem rodziny stryja traktowana przez nich jak ich własna córka. Nie mieli nic do tego jak rozwijało się jej życie religijne. Od siódmego roku życia spowiadała się co tydzień. W ósmym roku życia przystąpiła do sakramentu I Komunii św.

Zgodnie z tradycją, stryj obiecał wydać Miriam za żonę jednemu z krewnych zamieszkałego w Kairze. Gdy ukończyła dwanaście lat, zrozumiała, że będzie musiała zobowiązać się do wyjścia za mąż. Gdy zaczęły się przygotowania do uroczystości weselnych Miriam zaskoczyła stryja odmawiając małżeństwa. Na nic nie zdały się naciski proboszcza, a nawet zaprzyjaźnionego z rodziną biskupa, którzy usiłowali nakłonić dziewczynę do posłuszeństwa rodzinie. Nic nie zdołało jej skłonić do małżeństwa. Za karę stryj potraktował ją jak służącą i polecił zmywanie naczyń w kuchni. Miriam wiedziała, że ma brata. Wrześniem 1958 roku postanowiła szukać u niego pomocy. Pogrążona w rozpaczy napisała do niego list, w którym opisała mu jej obecną sytuację. O doręczenie tego listu poprosiła znajomego muzułmanina, który dawniej pracował u stryja, a teraz miał udać się do Nazaretu. Wdała się w nim, także w dyskusję o chrześcijaństwie. Ten zgodził się udzielić jej pomocy pod warunkiem, że przyjmie islam. Gdy Miriam zdecydowanie odmówiła, w porywie gniewu ciężko zranił dziewczynę nożem w szyję podrzynając jej gardło, a następnie porzucił ciało zranionej na drodze. Dziewczynę podczas, gdy się wykrwawiała znalazła pewna zakonnica, która miała się nią opiekować przez cztery kolejne tygodnie. Miriam nie dowiedziała się kim jest tajemnicza osoba. Po czterech tygodniach zakonnica zaprowadziła dziewczynę do franciszkańskiego kościoła św. Katarzyny. Miriam nie miała zamiaru wrócić z powrotem do domu stryja. Zarabiała na życie pracując jako służąca w różnych rodzinach. Z Aleksandrii udała się do Jerozolimy, stąd gdy chciała trafić do Akki trafiła do Bejrutu. Podczas pracy w Bejrucie straciła wzrok. Po wielu wizytach u różnych okulistów stwierdzono, że jej wzroku nie da się wyleczyć. Po niezliczonej liczbie modlitw jednak powrócił jej wzrok. Przeżyła również bardzo ciężki upadek z wysokości, po którym całkowicie wróciła do zdrowia. Po zdarzeniu na jej temat zaczął się rozgłos lokalny i zaczęto rozmyślać nad tym czy Miriam jest święta.

Majem 1863 roku wyjechała do francuskiego miasta Marsylia, gdzie w rodzinie imigrantów asyryjskich była kucharką. Tam zaczęła popadać w pierwsze ekstazy. W czasie jednej z nich zapadła w sen na cztery dni. Na msze święte uczęszczała do kościoła św. Karola oraz do melchickiego kościoła św. Mikołaja. Tutaj poznała księdza Filipa Abdou, rektora kościoła, znającego język arabski. Wybrała go sobie na spowiednika i kierownika duchowego.

Mając dziewiętnaście lat, Miriam wyglądała jak trzynastoletnia dziewczynka. Jej rozwój fizyczny został zahamowany na skutek cierpień i niedostatecznego odżywiania się. Jedyną własnością Miriam było ubogie ubranie, które miała na sobie. Mieszkając w domu arabskim bardzo słabo poznała język francuski.

Był już czas, aby podjąć decyzję o przyszłości. Dawniej odrzuciła narzucane jej małżeństwo, tymczasem postanowiła wstąpić do klasztoru. Pierwszą próbę udaremniła jej gospodyni, Najjiar, która nie chciała utracić dobrej służącej. Prosiła wówczas o przyjęcie do Zgromadzenia Córek Miłości, zajmującego się opieką nad biednymi. Z kolei klaryski odmówiły jej przyjęcia z powodu słabego zdrowia. W roku 1865 została przyjęta do postulatu w zgromadzeniu sióstr św. Józefa w Capelette w pobliżu Marsylii. Tu ponownie została skierowana do służby w kuchni. Wkrótce w zwyczajność każdego dnia wkroczyły niezwykłe zjawiska mistyczne, jak ekstazy i stygmaty, uważane przez Mariam za objawy trądu. Wzbudziły one niepokój we wspólnocie. Aby zapobiec ekstazom, powierzano Mariam przede wszystkim prace fizyczne. Ponieważ mimo to powtarzały się, większość wspólnoty uznała, że ta postulantka nie nadaje się do ich zgromadzenia, a powinna raczej wstąpić do klasztoru ze ścisłą klauzurą. Po postulacie rada zgromadzenia zdecydowała się ją odesłać, argumentując, że jej nadprzyrodzone dary nie są właściwe w zakonie czynnym. W tej sytuacji przyszła Mariam z pomocą jej mistrzyni, s. Weronika, która przygotowywała się do wstąpienia do karmelitanek bosych w Pau. Zaproponowała Mariam, aby jej tam towarzyszyła i ta zgodziła się. I tak w maju 1867 roku Mariam opuściła Zgromadzenie św. Józefa. Przez dwa tygodnie zatrzymała się u matki księdza Abdou. W połowie czerwca przybyła do Pau. Niedługo po wstąpieniu do karmelitanek w Pau pojawiły się u niej pierwsze stygmaty. Karmelitanki przyjęły Mariam na siostrę konwerskę, ponieważ nigdy nie uczęszczała do żadnej szkoły i była analfabetką. Pracowała w kuchni. Po krótkim postulacie 27 lipca 1867 roku otrzymała habit karmelitański i imię siostry Marii od Jezusa Ukrzyżowanego. Biorąc pod uwagę cnoty nowicjuszki, zgromadzenie postanowiło uczynić z niej siostrę chórową. Zlecono obowiązek nauczenia jej czytania brewiarza po łacinie. Nowicjuszka, mimo usilnych starań, miała wielkie problemy z czytaniem nie tylko po łacinie, ale nawet po francusku, zwłaszcza z czytaniem samodzielnym. Widząc, że sobie z tym nie poradzi, wielokrotnie prosiła o zgodę, by mogła znowu być siostrą konwerską. Stało się to dopiero po czterech latach, w roku 1871.

Lipcem 1868 roku w klasztorze zaczęły dziać się niewytłumaczalne zjawiska, które coraz bardziej ją martwiły. Ponadto słabe zdrowie było przyczyną stawiania sobie pytań, czy tu jest jej miejsce. Współsiostry nie miały jednak takich wątpliwości, zwłaszcza mistrzyni nowicjatu, która po latach zeznała: "Trzeba by bardziej doświadczonego pióra niż moje, by przedstawić tę piękną duszę, jej szlachetność, prostotę, pokorę, miłość Boga i ludzi, jej siłę ducha w przeciwnościach, zaufanie Bogu, jej zdecydowanie w walce z szatanem, który ciągle ją napastował, jej umiłowanie życia ukrytego, zwyczajnego. Trzeba ją było widzieć i być z nią, by ją poznać. Czy wszystko to, co w jej życiu było lub jest nadzwyczajnego pochodzi od Boga? Nie do nas należy odpowiedzieć na to pytanie. Tylko to możemy powiedzieć, że jeżeli to nie Bóg był w niej sprawcą tych zjawisk, nasza nowicjuszka jest tym bardziej godna podziwu, że będąc w mocy szatana, pozostała wierna Bogu, w pełni Mu ufała, była pokorna i mała, nie szukając nigdy uznania dla siebie ze strony stworzeń, szukając tylko woli Bożej i Jego większej chwały. Dokładnie badałam jej uczucia i stwierdzam, że ona nigdy nie zeszła z drogi życia tylko dla Boga". Pod koniec lipca zdiagnozowano jej opętanie. Szatan męczył ją przez czterdzieści dni czyli tyle samo co samego Jezusa Chrystusa.

21 sierpnia 1870 roku ona i pięć innych karmelitanek bosych z Pau wyruszyło okrętem w drogę do Indii, by tam założyć klasztor w Mangaluru. Inicjatorem fundacji był biskup Lucien Garrelon, karmelita bosy, w zakonie Maria-Efrem od Najświętszego Serca Jezusa. W czerwcu 1871 przeżyła kolejną ekstazę. 21 listopada 1871 złożyła w Mangaluru śluby wieczyste. 5 listopada 1872 r. powróciła do Pau, gdzie znów została skierowana do prac fizycznych.

Do Suezu podróż przebiegała spokojnie. Na Morzu Czerwonym karmelitanki pochorowały się, skutkiem czego w Adenie musiały opuścić okręt. Dwie z nich zmarły, pozostałe dotarły do Kalkuty na 22 października. Pozostałym przy życiu przybyły na pomoc następne siostry z Pau i siostry z Bayonne. Pod koniec 1870 roku w klasztorze w Mangaluru można było rozpocząć regularne życie zakonne.

Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego kontynuowała nowicjat. Po śmierci matki Elii jej mistrzynią była siostra Maria od Dzieciątka Jezus z klasztoru w Bayonne. Biskup Garrelon wyznaczył jej na spowiednika ojca Lazare'a od Krzyża, swojego wikariusza generalnego. To on ostatecznie wpłynął na to, że siostra Maria znowu została konwerską. Uwolniona od obowiązków chórowych mogła poświęcić się umiłowanym przez siebie zajęciom fizycznym.

Po upływie roku nowicjatu siostra Maria ponownie złożyła śluby 21 listopada 1871 roku. Rozpoczął się przykry dla niej okres nieporozumień spowodowany regularnym powtarzaniem się zjawisk nadzwyczajnych. Siostra Maria rozmawiała o nich wyłącznie ze swoim spowiednikiem, ojcem Lazare'em. Jak długo pozostawała pod jego opieką, wszystko było dobrze. Niestety w styczniu 1872 roku ojciec Łazarz opuścił Mangalore i siostra Maria straciła oparcie. Między nią a biskupem i zgromadzeniem zrodził się brak zaufania. Sytuacja pogorszyła się, gdy niektóre zjawiska nadzwyczajne w jej życiu zaczęto przypisywać działaniu szatana. Doszło do tego, że ona sama uważała swoją profesję za nieważną. W takiej sytuacji biskup odesłał siostrę Marię do klasztoru macierzystego w Pau.

Pod koniec 1872 roku, niedługo po powrocie z Mangaluru, siostra Maria zaczęła mówić o potrzebie fundacji klasztoru karmelitanek bosych w Betlejem. Zgromadzenie przyjmowało to chłodno. Przecież dopiero co wróciła upokorzona z nieudanego udziału w fundacji w Indiach. Mimo to raz rzucona myśl nie umarła. Potrzebny był jednak czas na pozyskanie środków materialnych. Dostarczyła je Berthe Dartigaux, jedyna córka przewodniczącego trybunału w Pau, spokrewniona z hrabią Saint-Cric, ministrem za Karola X. Jej spowiednikiem był ojciec Pierre Estrate, ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa, który popierał ideę siostry Marii. Teraz trzeba było uzyskać zgodę Stolicy Apostolskiej na osiedlenie się karmelitanek w Ziemi Świętej. Sprawą zajął się biskup Lacroix, ordynariusz diecezji Bayonne. Pierwsza odpowiedź Kongregacji Rozkrzewiania Wiary była negatywna, ponieważ patriarcha Jerozolimy nie był w stanie zapewnić utrzymania klasztorowi klauzurowemu. Kongregacja zmieniła zdanie, gdy ją zapewniono, że klasztor ma zagwarantowane środki utrzymania z innych źródeł.

Mniszki wyjechały z Pau 20 sierpnia 1875 roku. Towarzyszyła im fundatorka, Berthe Dartigaux. Po drodze zatrzymały się w Lourdes, następnie w Marsylii, gdzie siostra Maria odwiedziła swoich znajomych z czasu pierwszego pobytu we Francji, przede wszystkim księdza Abdou i siostry ze Zgromadzenia świętego Józefa. 26 sierpnia wsiadły na okręt, 6 września przybyły do Jaffy, 12 września dotarły do Betlejem, gdzie zamieszkały w prowizorycznym klasztorze. Siostra Maria była jedyną zakonnicą, która znała arabski, stąd też nic dziwnego, że to właśnie ona przede wszystkim zajęła się budową klasztoru. Ona wybrała miejsce budowy, ona czuwała nad robotnikami, kontrolowała dostawców, zażegnywała spory. "Paprała się w wapnie i piasku", jak to sama określiła obrazowo. Serdecznością, prostotą i usłużnością pozyskała sobie sympatię pracowników.

Budowa szybko postępowała naprzód. 24 marca 1876 roku poświęcono kamień węgielny, a już 21 listopada tego samego roku w klasztorze zamieszkały zakonnice. Prace wykończeniowe trwały jeszcze w następnych latach.

Od chwili przyjazdu do Betlejem s. Maria mówiła głośno, że karmelitanki powinny założyć również klasztor w Nazarecie. Rozmawiała o tym z patriarchą Jerozolimy, Vincenzo Bracco, przekonując go, że popierając tę fundację, będzie miał okazję zadośćuczynić za początkowy sprzeciw wobec projektu założenia klasztoru w Betlejem.

W maju 1878 roku s. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego z przełożoną klasztoru w Betlejem odwiedziły Nazaret, by zobaczyć miejsce pod przyszły klasztor. Przy okazji odwiedziły tamtejsze miejsca święte, zwłaszcza długo modliły się w grocie Wcielenia. Siostra Maria, która tyle lat spędziła w kuchni, z wielkim rozrzewnieniem zwiedzała grotę, zwaną popularnie "kuchnią Najświętszej Dziewicy".

Po powrocie do Betlejem siostra Maria w dalszym ciągu doglądała pracy robotników przy wykańczaniu klasztoru, chociaż wyraźnie ubywało jej sił i zbliżał się kres jej życia. W lipcu bóle się nasiliły, coraz trudniej oddychała. Jej nogi były opuchnięte, męczący kaszel uniemożliwiał sen. Mimo to każdego ranka stawała na swoim posterunku pracy.

12 sierpnia mistrzyni nowicjuszek zanotowała: "Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego ciągle jest bardzo cierpiąca, mimo to z wielkim wysiłkiem i zaparciem się siebie pracuje. Kilkakrotnie mówiła nam: Czynię wszystko, by pchnąć prace do przodu, żebyście po mojej śmierci mogły żyć spokojnie i odpoczywać. Dzisiaj rano była bardzo słaba. Mimo to czuwała przy robotnikach ze zdwojoną energią. Dwukrotnie przewróciła się w ogrodzie".

Tego dnia, niosąc dwa dzbany świeżej wody dla robotników, po raz trzeci przewróciła się, łamiąc sobie wielokrotnie lewe ramię. Cierpiała bardzo. Lekarze nie potrafili ulżyć jej bólom. Następnego dnia pojawiła się gangrena. W niedzielę, 25 sierpnia chirurg z Jerozolimy stwierdził, że gangrena objęła ramiona i szyję. Zastosowane przez niego środki nie przyniosły żadnej poprawy, lewe ramię było martwe.

Chorej udzielono sakramentów świętych. Wśród wielu odwiedzających kapłanów, u łoża umierającej zjawił się również patriarcha Jerozolimy Vincenzo Bracco. Siostry czuwały przy niej w nocy. Oddychała coraz trudniej. Kiedy zadzwoniono na Anioł Pański, przeżegnała się. Jedna z sióstr podpowiedziała jej wezwanie: "Mój Jezu, miłosierdzia!" "O tak, miłosierdzia!" - powtórzyła za nią. To były jej ostatnie słowa. Umarła cicho, bez agonii. Było 10 minut po godzinie piątej rano 26 sierpnia 1878 roku. Miała 32 lata, z których 12 spędziła w Karmelu. Pogrzeb odbył się następnego dnia.

 

Proces beatyfikacyjny, otwarty w roku 1919, zakończył się uroczystą beatyfikacją, której dokonał Jan Paweł II 13 listopada 1983 roku w Rzymie.

 

17 maja 2015 r. w Rzymie papież Franciszek zaliczył ją w poczet świętych.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Robert. M 4 dni temu
    Pierwszy akapit wprowadził mnie w opowieść, pobudził wyobraźnię. Nastawiłem się
    na dłuższą historie, gdzie nie zabraknie cytatów, faktów popartych dialogami i przede
    wszystkim spostrzeżeń czy własnej interpretacji autora.
    Ale najwidoczniej miało to mieć taką postać, referatu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania