Dolina Lodowego Wichru

Fanfic do Dungeon & Dragons.

Zainspirowane tematem LBnP.

***

 

Dolinie Lodowego Wichru nie dane było poznać pór roku. Tereny te od zawsze przykrywała gruba warstwa białego puchu, w którym czaić się mogły wygłodniałe stwory. Zdradliwe gleczery w słońcu lśniły niczym diamenty, zupełnie jak przemienione w lodowe pomniki niegdyś żywe istoty.

Tak jak niektóre powstałe tam osady zdołały rozwinąć się do rangi miast, tak po innych pozostały ukryte pod śniegiem gruzy. Niewielu miało odwagę przemierzać te ziemie, szczególnie że terenów tych strzegli barbarzyńcy, a niektórzy z nich wyznawali Mroźną Pannę — boginię Auril.

Trzech umięśnionych, uzbrojonych w topory mężczyzn zadawało ostatnie ciosy w nieruchome, leżące na ziemi ciało, ubrane w strój strażnika miasta Bryn Shander. Śnieg w tym miejscu zabarwił szkarłat; nietrudno było się domyślić, że barbarzyńcy muszą pospieszyć się ze zabieraniem łupów, jeśli nie chcieli walczyć z wygłodniałymi bestiami. Zbliżała się noc, do której ludzki wzrok nie był przyzwyczajony.

Żaden z mężczyzn nie zdawał sobie sprawy, że obserwowała ich para oczu idealnie przystosowanych do widzenia w świetle i w mroku.

 

Zdecydowanie za bardzo oddalili się od obozu. Zapadł już zmrok, a płonące w oddali ognisko zdawało się oddalać z każdym krokiem barbarzyńców. Kryjąca się w cieniu osoba słyszała ich przekleństwa, gdy brnęli przez zaspy. Ich trasa pokrzyżowała jej nieco plany, ale Lumiel Baenre nie uważała tego za problem. Nie musieli wpadać w zastawioną na nią pułapkę, by zginąć.

Zmarznięte dłonie dziewczyny zacisnęły się na łuku i naciągniętej na cięciwie strzale. Zdawała sobie sprawę, że żaden z mężczyzn nie uzna jej za zagrożenie; byli wyżsi od niej o jakieś pół metra i ważyli trzy razy tyle co ona.

Ale uzbrojona w łuk i dwa sejmitary Lumiel żyła już w gorszym miejscu niż północ. Ostatecznie pochodziła ze świata, gdzie roiło się od potworów, a sztylet w plecy można otrzymać od każdego — a w szczególności od własnej rodziny.

Trzech barbarzyńców przy podmroku to jak niedźwiedź przy smoku — obie strony są silne, ale wiadomo, która wygrałaby starcie.

W kilka sekund z trzech barbarzyńców został już tylko dwóch. Ostatecznie żaden nie spodziewał się, że wzmocniona magią strzała przeszyje oko jednego z nich, a grot przejdzie na wylot czaszki. Tak samo jak nie przewidziali, że na drugiego spadnie pantera, rozrywająca kłami kark i rozcinająca pazurami ścięgna i żyły przeciwnika.

Lumiel założyła łuk na plecy i wyjęła z pochew dwa starannie wykonane sejmitary. Zeskoczyła z lodowego odłamka, na którym czekała wraz ze swoim najlepszym przyjacielem — Noirem, panterą, której ciemnoszara sierść zdobiły czarne cętki i aktualnie krew śmiertelnie rannego barbarzyńcy.

Trzeci z mężczyzn rzucił toporem w kota, który zdołał odskoczyć w ostatniej chwili. Wtedy też dwa cięcia przeszyły poziomo plecy mężczyzny. Jednak Lumiel nie zamierzała go zabić — w końcu ktoś musiał rozpowiedzieć dalej, kto strzeże tych rejonów.

Mężczyzna jęknął, ale obrócił się do dziewczyny. Zaatakował instynktownie, rzucając się na nią całym swoim ciężarem. Zdecydowanie nie docenił Lumiel, której unik w prawo i zadanie serii kilku cięć w bok przeciwnika, zajęło zdecydowanie zbyt mało czasu, by barbarzyńca zdążył się przed nimi uchronić. Równocześnie było to zbyt mało, by go spowolnić.

Silny coś pięścią zabolałby jeszcze bardziej, gdyby nie blok sejmitarami. Atak skończył się na tym, że krew z kikuta mężczyzny oślepiła Lumiel. Cios, który częściowo sięgnął celu, niemal wybił jej kilka zębów. Ale przeciwnik był pozbawiony dłoni, a jego krzyk ostatecznie pokrzyżował plany Lumiel.

Obudził smoka, który łapą zgarnął skrywający jego jaskinię śnieg. Zobaczywszy dwóch przeciwników zionął w nich stożkiem mrozu, który zmienił barbarzyńcę w lodowy pomnik.

Noir był poza zasięgiem ataku, kończąc rozprawianie się z przeciwnikiem. Lumiel też. W końcu smok nie wiedział, że ona również może mieć skrzydła. Wystrzeliły z jej pleców i wzniosły ją w górę. Setny raz w ciągu swego krótkiego życia dziewczyna poczuła, że tym razem naprawdę mogła zginąć. Na oko smok ledwo co dorósł do samotnego życia, jednak nawet on stanowił wielkie zagrożenie. Białe smoki są najsłabsze ze wszystkich, ale i najszybsze. I na szczęście dla Lumiel — głupie.

Pantera ruszyła na smoka z głośnym warknięciem i dopadła do jego łapy. Usiłowała zrobić na łuskach gada kilka rys, przez co skończyła ze zmiażdżoną czaszką pod kończyną stwora.

Asmodianka nie miała zamiaru pozwolić, by śmierć jej przyjaciela poszła na marne. Otarła rękawem płaszcza krew z oczu i ruszyła do walki.

Była szybka. W chwili, gdy smok zabił panterę, Lumiel dostała się na plecy nowego przeciwnika. Cięła ostrzami jego plecy, obracając się niczym baletnica. Usilnie próbowała uszkodzić smocze łuski. Smoki miały dużą odporność na magię, ale jej miecze zostały zaklęte przez Aithiel Baenre — pierwszą maginię władającą osłabiającym światłem księżyca. Nawet smocze łuski nie były w stanie tego znieść i powstało między nimi pęknięcie.

Smok nie miał zamiaru się poddawać i z głośnym rykiem ruszył w przestworza, wykonując beczki, by pozbyć się napastnika. Lodowy wiatr utrudniałby Lumiel latanie, więc chwyciła się gada, obejmując go nogami i w miarę możliwości dłońmi. Trzymane w nich miecze, a także przeszywające zimno utrudniały to zadanie. Nie była aż tak przyzwyczajona do mrozu; palce zaczynały jej drętwieć, więc zadanie stało się jeszcze trudniejsze.

Całe szczęście miała sposób na ogrzanie się. Zaczęła szeptać słowa zaklęcia, a smok zaczął lecieć na ziemię, by zacząć się tarzać. Chciał swoim ciężarem zmiażdżyć asmodiankę. Po chwili jednak w miejscu przeciwnika poczuł gorąco, aż zawył z bólu. Sama Lumiel wyglądała jak istota zrodzona z ognia, wykorzystując umiejętność przemiany w ucieleśnienie ognia — potrafiła to każda istota z jej rasy, mieli to we krwi.

Gorąc zniszczył już i tak uszkodzone łuski smoka, zwiększając pęknięcia. Lumiel z całej siły przytrzymała się nogami bestii, wspomagając się też czarnymi skrzydłami. Odchyliła się i zatopiła ostrza w ciele smoka aż po rękojeść. Przelała całą posiadaną przez nią magię ognia w sejmitary, które wypalały gada od wewnątrz. Stwór wierzgał z bólu i nawet nie patrzył, że leci prosto na jeden z lodowych pomników pobratymca.

Asmodianka w sekundę wyszarpnęła sejmitary i odbiła się od ciała smoka, wykonując salto w tył. Po chwili odzyskała równowagę i zaczęła szybować w dół, patrząc jak ciało smoka nadziewa się na ostro zakończone skrzydła twardej jak kamień statuy. Smok zawył jeszcze, zatrząsł się i wydał ostatnie tchnienie.

Lumiel wylądowała i przybrała normalną postać, kierując się w stronę miasta. Schowała sejmitary i wyjęła z kieszeni płaszcza obsydianową figurkę pantery. Zacisnęła na niej dłonie i przycisnęła do piersi, a z kamienia biło przyjemne ciepło. Następnego dnia znowu będzie mogła przyzwać swojego przyjaciela, Noira. Była wdzięczna Aithiel, że podarowała jej panterę na urodziny. Gdyby nie kot, Lumiel zapewne już dawno temu postradałaby zmysły. A tak zawsze miała kogoś, kto się do niej przytulił, pocieszył czy też ocalił życie.

Nie miało dla niej znaczenia, że to właśnie Aithiel Baenre wydała na nią wyrok śmierci.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya 5 miesięcy temu
    "Trzech barbarzyńców przy podmroku to jak niedźwiedź przy smoku — obie strony są silne, ale wiadomo, która wygrałaby starcie." - można by przecinek po - podmroku...
    "Zdecydowanie nie docenił Lumiel, której unik w prawo i zadanie serii kilku cięć w bok przeciwnika zajęło zdecydowanie zbyt krótko, by barbarzyńca zdążył się przed nimi uchronić." - nie bardzo mi wyraz - zajęło - może lepiej - trwało?

    Niby smoki zawsze w modzie, ale trochę mi już nie za bardzo taka stylizacja fabuły. Rozumiem, że fan fiction, więc teges :) Pzdr
  • Ellie Victoriano 5 miesięcy temu
    Co do przecinka mam wątpliwości, później sprawdzę i poprawie lub zostawię. Co to drugiego zdania raczej zostawić "zajęło", ale dziękuję za propozycję poprawy :D Za przeczytanie też dziękuję!
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Jedyną osobę, która władała osłabiającym skwarem słońca i najpotężniejszą maginię, którą Lumiel było dane poznać. - Sens oczywisty, konstrukcja zdania?? Albo którą Lumiel kiedys poznała, albo najpotężniejszą, którą Lumiel dane było poznać, maginię. Proszę jednak pamiętać, że to sugestia tylko a tekst Twój .5 ;)
  • Ellie Victoriano 5 miesięcy temu
    Przerobiłam trochę to zdanie, mam nadzieję, że teraz lepiej. A sugestie mile widziane, dziękuję!
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Ellie Victoriano Przyjemność czytania zostawię sobie, to j a dziękuję! ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania