Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Chcę cię, na zawsze - Rozdział 37

Wchodzę do mieszkania. Rodzice siedzą już przy stole i jedzą śniadanie. Ledwo zamykam drzwi, a oni milkną. Biorę głęboki wdech i ściągam buty. Muszę się przebrać, zabrać parę rzeczy i pojechać na uczelnię. Chcę przejść obok kuchni niezauważona, ale ojciec zastawia mi drogę. Wywracam oczami i robię dwa kroki w tył. Mierzę go badawczym spojrzeniem. Ma zaciśnięte usta. Jest wściekły.

– Gdzie byłaś?

– W pracy.

– A potem?

– Gdzieś.

– To znaczy?

– To znaczy, że to nie twoja sprawa – odpowiadam stanowczo. – Koniec przesłuchania? Mogę już iść?

Chcę go minąć, ale łapie mnie za rękę i delikatnie ją wykręca.

– Nie jestem twoim kolegą, żebyś mówiła do mnie w taki sposób – syczy, zaciskając mocniej palce. – Myślałem, że choć trochę zmądrzałaś i...

– Ciągle ta sama śpiewka – warczę, wyrywając rękę z uścisku. – Dla ciebie nigdy nie będę dorosła.

– Wiktoria – wtrąca się matka, stając w progu kuchni. – Dlaczego nie możesz grzecznie odpowiedzieć na pytanie?

Łapię się za głowę i wybucham śmiechem.

– Bawi cię to?

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Ciągle wracamy do tego samego punktu. Nie potraficie zaakceptować, że nie jestem już głupią nastolatką i potrafię podejmować samodzielne decyzje. Nie muszę się wam tłumaczyć. Z czegokolwiek! I nie powinno was obchodzić, gdzie wczoraj byłam. Wróciłam do domu, chociaż nie wiem... czy to jeszcze jest mój dom.

Ojciec mrozi mnie wzrokiem.

– Znowu się zapominasz!

– Tak jak ty – mówię, odbijając piłeczkę.

– Gdzie byłaś? – pyta mama, patrząc na mnie ogromnymi oczami.

– Nieważne.

– Z kim? – drąży.

– Z chłopakiem.

Słyszę, jak gwałtownie wciągają powietrze do płuc.

– Spędzasz noc u obcego chłopaka i uważasz...

– Skończ, tato. Już dość. Nie pozwolę, żebyście go obrażali.

– Ojciec nie chciał...

– Tak, mamo! Oczywiście, że nie chciał! On nigdy nie chce – drwię, mijając ich.

– Gdzie idziesz?

Nie odpowiadam, tylko wchodzę do swojego pokoju i zatrzaskuję za sobą drzwi.

Biorę kilka głębszych wdechów i siadam na łóżku. Próbuję zrozumieć, dlaczego wciąż z nimi mieszkam, skoro nic się nie zmieniło. Wciąż uważają mnie za niedojrzałą gówniarę, która zniszczyła ich dobrą reputację. Zmusiła do wyprowadzki. Kazała się wstydzić. Zmienić plany na przyszłość.

Opuszczam bezradnie ramiona i wyciągam komórkę z kieszeni kurtki.

– Boże – wzdycham, widząc wiadomość od Marcina.

„Zawsze będę na ciebie czekał.”

Nie wiem, jak mam to interpretować. Czuję, że powinnam powiedzieć o tym Aleksowi, ale boję się reakcji. Nie chcę, żeby doszło do bójki. Marcin ma zbyt mocne plecy, aby ktokolwiek mu podskoczył bez konsekwencji. Myślę o słodkiej Laurze, a moje serce ściska strach. Nie zrobię jej tego. Nie ma mowy.

Usuwam smsa i pocieram dłonią czoło.

Dzieje się zbyt dużo.

 

 

Stoję przy automacie i czekam na kawę. Potrzebuję szybkiego rozbudzenia. Chowam zeszyty do torby i wyciągam kubek, który parzy mi palce. Dmucham w nie i kiedy już chcę pójść w stronę auli, przede mną pojawia się Kaja. Ma minę zbitego psa.

– Czego? – warczę, doskonale pamiętając, jak udawała moją koleżankę, żeby tylko pomóc Marcinowi.

– Przepraszam, naprawdę... Ja...

– Skąd znasz Marcina?

Ucieka wzrokiem w bok, szarpiąc palcami brzeg bluzki. O nie. Kolejna zakochana idiotka.

– Poznaliśmy się w zeszłym roku na imprezie sylwestrowej.

Kiwam głową, chociaż gówno mnie to obchodzi.

– Nie chciałam, żeby tak wyszło... Powiedział, że chce z tobą tylko pogadać. Był taki... smutny. Chciałam mu pomóc. Nie myśl o mnie źle.

– Cały on – prycham. – Przyznaj, że jakby kiwnął palcem, wskoczyłabyś mu do łóżka.

Kaja się rumieni. Jestem wściekła.

Kubek wciąż parzy mi palce, ale nie zwracam na to uwagi.

– Nieprawda, ja...

– Nie jestem ślepa! – przerywam jej ostro. – Możesz być jego kucharką, sprzątaczką, laską do pieprzenia czy towarzystwa... Gówno mnie to obchodzi! Ale nie radzę pogrywać ze mną w ten sposób. Skoro nie chciałam z nim gadać, to chyba miałam ważny powód, nie sądzisz? Chyba widziałaś, że nie skakałam z radości, gdy go zobaczyłam.

– Widziałam i przepraszam!

– Głupie przeprosiny niczego nie zmienią.

– Nigdzie z nami nie chodziłaś... Skąd mogłam wiedzieć, że...

Unoszę dłoń, a dziewczyna milknie.

– Dość! Nie będę tego słuchać. – Mrożę ją wzrokiem. – Nie wchodź mi w drogę. Dobrze ci radzę.

Dziewczyna wygląda, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Nie rusza mnie to. Mijam ją i idę w stronę bufetu, po drodze mordując wszystkich wzrokiem. Złość pożera mnie od środka. Muszę się szybko uspokoić. Nie mogą mną rządzić emocje. Zawsze, gdy im na to pozwalam, rzeczy idą nie po mojej myśli.

 

 

Stoję przed drzwiami mieszkania i zastanawiam się, czy powinnam tam wchodzić. Najchętniej poszłabym do Aleksa, ale jest w pracy.

Wzdycham cicho i naciskam klamkę. Od razu słyszę znajomy głos i zamieram.

– Znamy się z Wiktorią z uczelni. Pomagałem jej w projekcie z informatyki – mówi Remik.

Nie brzmi zbyt pewnie. Na pewno zaskoczyła go obecność moich rodziców. I zamiast uciec, prowadzi z nimi przemiłą pogawędkę. Wspaniale.

– Och, faktycznie!

Ekscytacja w głosie mamy rozkłada mnie na łopatki.

– To u ciebie wczoraj była? – pyta ojciec bez ogródek.

Wywracam oczami i zatrzaskuję drzwi. Rzucam torbę na ziemię i od razu idę do kuchni. Remik wstaje i odwraca się w moją stronę. Rodzice mają niezadowolone miny.

– Jego też zamierzacie przesłuchać?

Są w szoku.

– Jak...

– Remik o wszystkim wie. Nie musicie udawać kochanych i troskliwych. – Zaciskam mocno zęby, czując na sobie palący wzrok ojca. – I nie, nie cofnę tych słów.

– Wiki... – próbuje chłopak, ale rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie.

– Wychodzisz. Właśnie w tej chwili.

Chłopak wzdycha, ale posłusznie idzie w kierunku drzwi.

– Nie wrócę na noc. Nie wiem... czy w ogóle jeszcze tu wrócę – mówię, po czym wychodzę, ciągnąc za rękaw Remika.

Drzwi zamykają się za nami z hukiem. Chłopak wsuwa rozplątane sznurówki do butów i ubiera kurtkę, patrząc na mnie z rezerwą.

– Chciałem porozmawiać.

– Nie mamy o czym.

– Myślałem, że...

– Nie rozmawiałeś z Aleksem?

– Wkurzył się, że nic mu nie powiedziałem... Nasze kontakty ostatnio mocno się ochłodziły.

– Jak dowie się o... – Milknę, przygryzając wargę. – Chodźmy na zewnątrz.

Schodzimy w ciszy.

To nieoczekiwane spotkanie sprawia, że nie wiem co mam robić. Najchętniej kazałabym mu spadać. Okłamał mnie. Wystawił Brunowi na tacy. Już nie wspomnę o dilowaniu.

Ledwo otwieram drzwi, uderza we mnie zimny wiatr. Jest biało i pięknie. Wsuwam dłonie do kieszeni kurtki i idę za blok. Jest ciemno, bo w tym miejscu nie ma żadnej latarni. Różowe niebo i śnieg są wystarczającym źródłem światła.

– Dlaczego tu przyszedłeś? – pytam, wbijając wzrok w twarz Remika.

Odwraca głowę. Mimo to, dostrzegam sińce pod oczami.

– Wciąż bierzesz – szepczę.

– Nawet nie wiesz, jak mi cholernie źle, że... Nie chciałem cię okłamywać, okej? Miał minąć rok i wszystko wróciłoby do normy, rozumiesz?

– Jaki rok? O czym ty pieprzysz?

Chłopak bierze głęboki wdech, ubijając butami śnieg.

– Bruno sobie odpuścił.

– Co?

– Odpuścił sobie ciebie.

– Ale jak...? O czym ty mówisz?

Nie odpowiada. A kiedy nasze spojrzenia się spotykają, w moich oczach pojawiają się łzy.

– Nie! Powiedz, że to nieprawda! – krzyczę. – Powiedz mi, kurwa, że to jakiś pieprzony żart!

– Wiki, ja...

Z moich oczu zaczynają płynąć łzy.

– Przepraszam...

Nie potrafię nic powiedzieć.

– To była jedyna opcja. Inaczej... Doskonale wiesz, jaki jest i co potrafi. Nie miałem wyjścia... Nie chciałem...

– Jak to, kurwa, nie miałeś wyjścia?

– Nie mogę ci pewnych rzeczy powiedzieć. Ale zrobiłem to, żeby cię chronić.

– Chronić?! Narażasz się z mojego powodu! Ćpasz, dilujesz... – Przymykam na chwilę powieki, ścierając łzy z policzków. – Na jakiej zasadzie działa wasza umowa?

– Przez rok dla niego pracuję. Za darmo. A ty masz spokój.

– Dlaczego się na to zgodził?

Remik spuszcza głowę.

– Dlaczego?!

Niepewnie podnosi na mnie wzrok.

– To nie jest mój pierwszy raz.

Robi mi się słabo. Przełykam z trudem ślinę, próbując poradzić sobie z ciężarem, który osiada na moim sercu. To nie kamień, a cały pieprzony głaz.

– Boże! O czym jeszcze nie wiem?! I jak mogłeś... – Kręcę głową z niedowierzaniem. – Te wszystkie raniące słowa... Hipokryto, jak mogłeś je powiedzieć bez wyrzutów sumienia!

– To nie tak...

– A jak?! Remik, no jak?!

– Gdyby wcześniej zainteresował się twoją przeszłością, pewnie wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej! Myślałem, że byłaś niewinną dziewczyną, którą ktoś zmusił do brania tego świństwa! A potem... Potem poznałem prawdę i zrozumiałem, że możesz skrzywdzić Aleksa bardziej niż...

– Dowiedział się i jakoś nie uciekł – kpię. – O czym ty pieprzysz, do cholery?!

Odwraca się do mnie bokiem, zadzierając wysoko podbródek.

– Nasza przyjaźń wiele przeszła.

– Co to znaczy?!

Spuszcza głowę.

– Spieprzyłem kilka spraw. Niby rachunki są wyrównane, ale wciąż czuję, że zrobiłem za mało. Mogłem o wiele więcej... – Wzdycha ciężko. – Jesteś dla niego cholernie ważna. Dlatego...

Moje serce bije jak szalone. Czuję strach. Myśl, że za nimi również ciągnie się mroczna przeszłość, niczego nie ułatwia.

– Remik?

– Sam Bruno musiał uciszyć Romka na moją prośbę.

– Bruno? Poprosiłeś Bruna o pomoc?! Kiedy ja...

– Wiem, Wiki. I bardzo cię za to przepraszam.

Spuszczam wzrok na przemarznięte dłonie, które kurczowo zaciskam już od kilku minut.

– Boże – szepczę do samej siebie. – To się nie dzieje... Nie może...

Remik łapie mnie za ramiona, próbując spojrzeć w oczy.

– Hej! Wszystko jest pod kontrolą. Bruno cię nie skrzywdzi. Masz moje słowo!

Podnoszę głowę i przyglądam się uważnie twarzy chłopaka. Pierwszy raz zauważam, że jest przerażony. Chyba nawet bardziej niż ja.

– Wszystko się pieprzy – mamroczę. – Musisz zerwać tę cholerną umowę, rozumiesz? – Łapię go za kurtkę i przyciągam. – Rozumiesz?! Masz odwołać cały ten cyrk! Przestać być pieprzonym dilerem i truć ludzi! Remik, rozumiesz?!

Ucieka wzrokiem.

– Doskonale wiesz, że to niemożliwe.

Po moich policzkach płyną łzy. Wiem, że ma rację. I to jest najgorsze.

– A Aleks?

– Nie może się o niczym dowiedzieć. Nigdy!

Kręcę głową.

– Powinien...

– Wiki, nie. – Jego głos brzmi stanowczo. – To sprawa między mną a Brunem. Jesteś bezpieczna i wolna. Jeszcze parę miesięcy i ja również będę wolny. Cierpliwości...

Kłamie. Wiem to.

 

 

Siedzę u Ady.

Tuż po tym, jak Remik poszedł do domu, zadzwoniłam do niej z prośbą o dach nad głową. Nie miałam innego wyjścia.

– Powiesz mi, co się stało?

Podciągam kolana pod brodę, spuszczając wzrok na dywan w poziome paski. Próbuję je policzyć, ale przerywa mi głośne westchnięcie. Zerkam na Adę i kręcę głową.

– To popieprzone, a ja nie zamierzam wciągać cię w to bagno. Dziękuję, że mnie przyjęłaś, ale jeśli czujesz się niekomfortowo...

– Nie. Już ci mówiłam, że moja współlokatorka nie ma nic przeciwko...

– No tak, ale wiesz...

– Spokojnie. – Sili się na uśmiech. – Pójdę zrobić kolację. Zjesz z nami?

Nie czuję głodu, ale i tak kiwam głową.

Gdy dziewczyna znika za drzwiami, wyciągam komórkę z kieszeni spodni. Mam kilka nieodebranych połączeń od rodziców i jedno od Aleksa, który napisał dodatkowo dwie wiadomości.

„Jesteś w domu? Wpadniesz do mnie?”

„Wiki, coś się stało? Długo milczysz...”

Telefon wibruje mi w dłoni. Czuję ucisk w mostku, widząc smsa od Marcina.

„Tęsknię.”

Do głowy wpada mi pomysł. Bardzo głupi. Biorę kilka głębszych wdechów, zerkam przezornie w stronę zamkniętych drzwi i wybieram numer.

Z każdą kolejną sekundą, czuję się coraz gorzej. Aleks się wścieknie. Ola wpadnie w szał. Moje obietnice są nic nie warte.

– Wiktoria?

Głos Marcin na krótką chwilę ucisza moje wyrzuty sumienia.

– Tak, to ja.

– Jestem zasko... – ucina, wzdychając ciężko. – Masz problemy?

– Możemy się spotkać?

– Może ju...

– Dziś... Teraz. Proszę.

Po drugiej stronie zapada cisza. Słyszę miarowy oddech. Liczę w głowie do dwudziestu.

– Okej. Skąd mam cię zabrać?

– Adres wyślę ci smsem. Nikomu nie mów i...

– Domyślam się – kpi. – Już się ubieram i zaraz wsiadam do samochodu. Do zobaczenia.

Rozłącza się pierwszy. Biorę głęboki wdech i podnoszę się z łóżka. Wychodzę z pokoju i prawie wpadam na Adę. Niesie kubki z herbatą. Jest zaskoczona.

– Co ty robisz?

– Muszę na chwilę wyjść.

– Gdzie?

– Do godziny powinnam wrócić.

– Wiki...

– Wrócę. Obiecuję.

Uśmiecham się do niej, ale nie wygląda na przekonaną.

– Nic złego mi się nie stanie – zapewniam. – Muszę się z kimś spotkać. To ważne.

– Dość mało informacji... Widzisz, która jest godzina? – Mierzy mnie podejrzliwym spojrzeniem. – To nie może poczekać do jutra?

Wzdycham ciężko.

– Nie.

– A powiesz mi kiedyś, o co chodzi?

– Wątpię.

Kiwa głową, chociaż jej twarz mówi, że niczego nie rozumie. Przepuszcza mnie i patrzy w milczeniu, jak w pośpiechu wkładam buty i narzucam na siebie kurtkę.

– Uważaj, okej? – prosi.

– Nie masz powodu do zmartwień.

Ada kładzie kubki na podłodze i podchodzi do mnie.

– Przyszłaś tu w totalnej rozsypce... Płakałaś przez godzinę i chcesz mi wmówić, że nie mam żadnych powodów do zmartwień? Nie jestem głupia, Wiki. Widzę, że coś się spieprzyło. Kłamstwo w niczym ci nie pomoże.

Cofam się w stronę drzwi.

– Może kiedyś zrozumiesz, a teraz lecę. Niebawem będę.

Już otwiera usta, ale szybko wychodzę.

Ciężar na sercu daje boleśnie o sobie znać.

W swoje popieprzone życie wciągam coraz więcej niewinnych osób. Nie chcę, aby Ada znała moją ciemną stronę. Nie mogę stracić jej zaufania.

Zbiegam po schodach, jednocześnie pisząc smsa do Marcina. Po wysłaniu, komórka zaczyna wibrować mi w dłoni. Dzwoni Aleks. Spanikowana, w pierwszej chwili chcę odrzucić połączenie, ale rezygnuję. Nie chcę, aby się denerwował.

„Jestem u Ady i nie mogę teraz rozmawiać” – szybko piszę i wysyłam, łudząc się, że to uspokoi blondyna.

A miało być już dobrze. Bez tajemnic i kłamstw. Całkowicie nowe życie, bez przeszłości.

Telefon znów wibruje. Wpycham go głęboko do kieszeni kurtki i udaję, że nic złego się nie stanie, jeśli pomilczę godzinę dłużej.

Muszę dowiedzieć się prawdy. O Remiku, Aleksie i tej całej cholernej umowie. Muszę. Przeraża mnie myśl, że istnieją tajemnice, o których nie wiem. Jednocześnie powoli ogarnia mnie wściekłość, pomieszana z bezsilnością. Nie mam na nic wpływu. Mogę jedynie zdobyć informacje, suche fakty. Ale i tak będę miała związane ręce.

Komórka znów się odzywa. Wychodzę na zewnątrz, a zimny wiatr uderza mnie w twarz. Zaciskam mocno usta, naciągam kaptur na głowę i ruszam w stronę stacji benzynowej, gdzie czeka na mnie Marcin.

Chcę wrócić do mieszkania Ady, bo z każdym kolejnym krokiem, pomysł spotkania z byłym, staje się coraz głupszy. A nawet, robi się niebezpiecznie. Będę z nim sam na sam.

Boże, co ja wyprawiam?

Przechodzę przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Przyspieszam kroku, bo chcę mieć to jak najszybciej za sobą. Próbuję nie myśleć, co Marcin może zrobić. Ostatnim razem nie potrafił utrzymać rąk przy sobie, a co, jeśli tym razem... Nie. Wie, że jestem z Aleksem. Doskonale pamięta co czuł, gdy na jego oczach obściskiwałam się z innym. A może... Sam zechce być tym drugim?

Kręcę głową, wchodząc na teren stacji. Na końcu parkingu zauważam znajomy samochód. Podchodzę do niego i wsiadam. W środku jest ciemno. Marcin trzyma dłonie na kolanach i patrzy przed siebie, mocno zaciskając szczękę.

– Hej – mówię pierwsza, ściągając kaptur.

– Co się stało?

Jego głos jest zimny.

– Wiem, że nie powinnam...

– On wie?

Wzdycham ciężko.

– Kurwa, no przecież – prycha. – Wiesz, że się dowie? Prędzej czy później?

– Nie możesz...

– Nie ode mnie. Potrafię dotrzymywać obietnic w przeciwieństwie do ciebie.

Krzywię się, bo wiem do czego pije.

– Jeśli chcesz się pokłócić...

– Lepiej mów, o co ci chodzi. Nie mam zbyt wiele czasu.

Spuszczam głowę, czując się jak idiotka.

– Wiem, kto wstawił się za mną u Bruna.

Marcin gwałtownie obraca głowę, wbijając we mnie wzrok.

– Co?

– Wspominałeś niedawno o kolesiu, któremu na mnie zależy, bo postarał się, aby Bruno się odczepił. Pamiętasz?

– No, pamiętam.

– Nazywa się Remik. Jest kolegą Aleksa, mojego... – Odwracam wzrok. – Mojego chłopaka.

– Kurwa, nawet nie jestem zaskoczony... – Przeczesuje dłonią włosy. – Wiesz, w co się, kurwa, wpakowałaś? W kolejne bagno.

– O czym ty mówisz?

– Nie powiedział ci?

Przygryzam wargę.

– Wiem, że jest dilerem. I kiedyś też nim był. O niczym więcej nie wspomniał, więc...

– Nie. Nic ci, kurwa, nie powiem.

– Ale...

– Dlatego zadzwoniłaś? Żebym ci wyśpiewał przeszłość tego skończonego idioty? Za kogo ty mnie masz? Nie wsypuję swoich. Biznes to biznes. Nie wtrącaj się w to.

W oczach zbierają mi się łzy. Remik poświęcił się dla mnie, a Marcin... Jak może patrzeć na tę sprawę pod kątem biznesu? Ktoś traci zdrowie, ale to nic, bo kasa się zgadza?

– Nie zostawię Remika. Pomogę mu.

– Kurwa, niby jak? – Chłopak uderza dłonią w kierownicę. – Co ci, do cholery, strzeliło do głowy, aby pakować się w kolejne narkotykowe szambo? Przecież miałaś mieć nowe życie. Nowa ja i inne chujostwa. Gdzie to jest? Kim ty jesteś?

– Próbowałam! Starałam się, naprawdę! Chciałam mieć to za sobą, zapomnieć i zacząć nowe życie, ale... – Kręcę głową. – To niemożliwe! Tamta dziewczyna... wciąż we mnie jest. Nie pozbędę się jej, choćbym nie wiem, jak bardzo chciała.

– Mogłaś poznać normalnego chłopaka, wejść w normalny związek i mieć normalną przyszłość. A ty...

– Marcin, proszę, pomóż mi.

– Nie, kurwa. Nie ma opcji. Skreśliłaś mnie, jakbym był winny, chociaż sama weszłaś mi do łóżka. Nie powiedziałaś „nie”. Pozwalałaś się pieprzyć i nigdy nie miałaś nic przeciwko.

Czuję się tak, jakbym dostała w twarz. Wiem, że jest rozżalony, bo nie może mi wybaczyć tamtego rozstania. Kochałam go cholernie mocno, o czym zapomniał. Zrobiłabym dla niego wszystko, bez mrugnięcia okiem. Dlaczego nie pamięta o takich rzeczach?

– To przeszłość.

– Wciąż cię, kurwa, kocham.

Chcę otworzyć drzwi i uciec.

– Nie masz prawa mówić mi takich rzeczy!

– A ty masz prawo prosić mnie o pomoc? Tuż po tym, jak dałaś się wypieprzyć obcemu facetowi?

Z moich oczu zaczynają płynąć łzy. Obracam głowę w stronę szyby, próbując złapać oddech.

– Nie dawałeś mi spokoju...

– Zależało... zależy mi na tobie. Nie mogłem pozwolić ci odejść. Chciałem...

Komórka zaczyna wibrować mi w kieszeni. Wyciągam ją i wzdycham. Dzwoni Aleks. Znowu. A ja siedzę w samochodzie Marcina, który powiedział, że wciąż mnie kocha.

– To on, prawda?

Kiwam głową, bo w tej chwili żadne słowa nie potrafią przejść mi przez gardło.

– Gdybym chciał, mógłbym obić mu mordę.

– Zrobiłbyś to? – szepczę, połykając łzy.

– Nie. I w tym tkwi problem. – Zgrzyta zębami. – Kochasz go.

– To nie miało być tak – mówię, wpatrując się w migający ekran telefonu.

– Cóż, bywa.

Chowam telefon i wbijam lodowaty wzrok w Marcina.

– Pomożesz mi?

– Już ci powiedziałem, że nie.

– Dlaczego?

– Doskonale wiesz, że interesy są objęte tajemnicą. Bruno nie pozwoli, aby coś poszło nie po jego myśli. I tak też jest w tym przypadku. Remik należy do naszej paczki. Nie wydam go nikomu, nawet, jeśli za nim nie przepadam.

– Zrobił ci coś?

– To nie twoja sprawa.

– Przecież nikomu nie powiem!

Marcin wybucha śmiechem.

– Tak, jak ostatnim razem? – drwi. – Prosto spomiędzy twoich nóg trafiłem do aresztu.

– Nie miałam innego wyboru! Dobrze o tym wiesz!

– Chciałaś ochronić ćpunkę!

– Przestań! Dominika nigdy nie była żadną, pierdoloną ćpunką! Ufała mi! To ja ją zawiodłam!

Chłopak wywraca oczami.

– Kurwa, znowu to samo. Kiedy wreszcie do ciebie dotrze, że Domka nie była tak niewinna i bezbronna, jak myślałaś?

– Była moją przyjaciółką! Znałam ją!

– Kobieca przyjaźń jest zajebista – kpi. – Żadna o drugiej nic nie wie. Każda coś ukrywa. Wszystkie grają. Jakbym chciał wziąć udział w jakiejś szopce, to poszedłbym do pierdolonego teatru.

– Nie wiem, co ja sobie myślałam, gdy do ciebie dzwoniłam – mówię wzburzona. – Liczyłam na pomoc, jakieś zrozumienie! I jak zawsze się przeliczyłam!

– Mów sobie co chcesz, nie zmienisz prawdy. Domka była ćpunką i prawdopodobnie wciąż nią jest.

Sięgam po klamkę, ale Marcin łapie mnie za ręką.

– Odwiozę cię.

– Pieprz się!

Na twarzy Marcina pojawia się uśmiech. Chcę go zetrzeć pięścią, ale wiem, że nie masz szans.

– Za tą Wiktorią tęskniłem.

Gryzę się w język, a chłopak włącza światła i rusza.

Komórka znów wibruje mi w kieszeni. Jeśli Aleks dowie się o tym spotkaniu, prawdopodobnie mnie zostawi. Na całym ciele czuję nieprzyjemne dreszcze. Nie mogę go stracić.

 

 

Siedzimy na łóżku Ady. Ściskam w dłoniach ogromną poduszkę, na której mam spać. Dziewczyna nie spuszcza ze mnie wzroku od dobrych kilku minut. Niby nie chce być nachalna, ale wiem, że prędzej czy później zacznie zadawać niewygodne pytania. Będę musiała ją okłamać.

– Nic nie powiesz?

Zaczyna się.

– Nie mam ochoty na rozmowę.

– To był Marcin, prawda?

Otwieram szeroko oczy.

– Widziałaś go?

– Zerknęłam przez okno, kiedy zobaczyłam światła. – Zaciska mocno usta. – Aleks pewnie żyje w niewiedzy, prawda?

No tak. Przecież była ze mną na zmianie, gdy pod pizzerię przyjechał Marcin, aby pogadać o Brunie.

– Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.

– Kłamstwa nie rozpłyną się w powietrzu, jeśli nie będziesz o nich mówić.

Uderzam pięścią w poduszkę i mrożę Adę wzrokiem.

– Nic nie widziałaś, jasne?

– Myślisz, że możesz mi rozkazywać? Wpadać do mojego mieszkania i dyktować warunki? Albo mi powiesz, o co w tym wszystkim chodzi albo dzwonię do Aleksa.

Pocieram dłońmi czoło, próbując zebrać myśli. Dziewczyna stawia mnie pod ścianą, nie dając wyboru. Doceniam wszystko, co zrobiła, ale nie mogę... Myślę o Dominice, a żal ściska moje serce. Nie mogę zniszczyć życia kolejnej osobie. Tym razem pożarłyby mnie wyrzuty sumienia.

Aleks odpuścił i przestał dzwonić, ale nie jestem z tego powodu zadowolona. Wiem, że następnego dnia zrobi mi awanturę. Znowu się pokłócimy.

Gwałtownie odchylam się do tyłu, dotykając łopatkami ściany.

– Ada, słuchaj...

– Nie będziesz mi mydlić oczu. Mów albo...

Zerkam na nią kątem oka. Właśnie wzięła komórkę do ręki, patrząc na mnie znacząco.

– Jesteś cholernie uparta.

– Dokładnie tak samo jak ty.

Wypuszczam powoli powietrze z płuc.

– Dobra, powiem ci.

– Wszystko?

Wzdycham.

– Tak, ale pod jednym warunkiem. Nikt nie może się o tym dowiedzieć, rozumiesz? Nikt!

Kiwa posłusznie głową i pochyla się do przodu.

Nie dopuszczam do siebie głosu rozsądku, bo świetnie zdaję sobie sprawę, że łamię kolejną obietnicę. Ale potrzebuję przyjaciółki. Kogoś, kto mnie wysłucha i będzie poza całym tym syfem, w którym znowu się znalazłam.

Biorę głęboki wdech i zaczynam mówić.

Przed nami długa noc.

Następne częściChcę cię, na zawsze - Rozdział 38  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 2 tygodnie temu
    Nowa ja i inne chujostwa. - heh, to ja w 2019

    No to nieźle się porobiło. Remik taki ... hmm, szlachetny? Jakby to inaczej ująć... Ciekawe, co na to wszystko powie Aleks, bo na pewno się w końcu dowie, a znając jego wybuchowy charakter, to nie będzie miło. Ci rodzice mnie wnerwiają. Nigdy nie zrozumieją, że dzieci też mają uczucia i że nie mogą się zachowywać tak jakby dziecko było ich własnością...
  • Elorence 2 tygodnie temu
    Nie wiem czy szlachetny, chce zadośćuczynić. Mniej więcej zrobić to samo, co zrobiła Wiki ze swoimi rodzicami, słuchając ich przez tyle lat. Fakt, teraz się buntuje, ale ciężko im cokolwiek wytłumaczyć... :( Oni nic nie rozumieją. Jakby pochodzili ze średniowiecza xD
  • Paradise 2 tygodnie temu
    Wiki, Wiki, Wiki...
    Remik mnie zaskoczył, Wiki wkurzyła swoją głupotą, a jej rodzice... bez komentarza.
    Po jaką cholerę odzywa się do niej Marcin? Przecież wie, że jest z Aleksem. Po co te smsy? Tak, tak, wciąż ją kocha, ale no szlag mnie trafia xD Czemu Wiki nie zmieni numeru telefonu? A może wcale nie chce? Podobają się jej te wiadomości? Nie chce utracić kontaktu z Marcinem?
    Aleks się dowie prędzej czy później i będzie armagedon.

    Buziaki <3
  • Elorence 2 tygodnie temu
    Ale Wiki zmieniła numer :) Marcin dowiedział się wszystkiego, jaki ma numer, gdzie pracuje i mieszka... Nie wiem, ale chyba jest gorszy niż Bruno xD
    Nieźle Cię wkurzyła :D Ale to dobrze.
    Oj, pewnie będzie.
    Nic więcej nie piszę, bo jeszcze coś zaspoileruje :D

    <3 <3 <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania