Chcesz cukierka?

Mam dość nietypowy sposób na rozładowanie stresu.

 

Przynajmniej kilka razy w miesiącu, po pracy, wyjeżdżam na miasto. Zwykle unikam centrum - popołudniowe korki są mi do niczego potrzebne - i podróżuje mniej uczęszczanymi drogami.

Nie jeżdżę sobie ot tak, bez celu.

Szukam dzieci.

Z doświadczenia wiem gdzie najczęściej można znaleźć najmłodszych. Co prawda, każdy przeciętny kowalski jest wstanie domyśleć się, że sporą grupę można spotkać w pobliżu osiedlowego placu zabaw.

Właśnie dlatego, dorosły ja , udałem się w to miejsce.

Mrużę oczy. Słońce nie oszczędza dziś nikogo. Na domiar złego na niebie nie ma ani jednej chmurki...

 

Już w domu zdjąłem przeciwsłoneczne okulary. Te dwa ciemne szkiełka zasłaniające oczy, zawsze wzbudzają podejrzliwość, sprawiają, że człowiek zaczyna czuć się niepewnie.

Z nieznanych mi przyczyn ludzie wolą widzieć oczy, czują się wtedy z jakiegoś powodu bezpieczniej. Według mnie to idiotyczne, ale pewnie jak wszystko na tym świecie ma to jakieś nieznane mi logiczne uzasadnienie opisane w grubych księgach przez dumnych doktorów psychologii czy innego podobnego ustrojstwa. Zawsze jest jakieś wytłumaczenie.

 

Teraz, w czasie wakacji, place zabaw są wręcz oblegane przez młodych przedstawicieli naszego gatunku. Dużo tu rabanu. Dużo tu dzieci.

Powstrzymuję się od skrzywienia, gdy mały chłopiec przebiega koło mnie z wrzaskiem. Nie jestem miłośnikiem hałasu.

Cóż, każdy hobbysta musi czasami poświęcić się dla pasji.

 

Wybieram ławkę pod drzewem, w cieniu. Po części dlatego, że jest naprawdę gorąco, a po części, ponieważ zanim dokonam wyboru chcę się wtopić w tłum. Chwilę rozglądam się po okolicy, muszę przyznać, że nie odstaję zbytnio od tłumu. Szorty i koszulka z krótkim rękawem prezentują się zwyczajnie

Może jedynie moja postawa się wyróżnia. Większość rodziców wydaje się znudzona. Pewien mężczyzna nawet położył się na ławce i zakrył twarz kapeluszem. Prawdopodobnie śpi.

Ja z pewnością nie czuję się sennie. Wręcz przeciwnie, jestem ogromnie podekscytowany.

 

Wybór nie zajmuje mi zwykle więcej niż 10 minut. Tak naprawdę, nie obchodzi mnie kim będą dzieci. Ich wygląd, wiek, płeć - to wszystko nie ma znaczenia. Lubię załatwić sprawę szybko i w miarę satysfakcjonująco.

Skanuje wzrokiem plac zabaw. Dwie huśtawki, tyrolka, zjeżdżalnia połączona z jeszcze jedną huśtawką, pajęczyna do wspinania, piaskonica, tor przeszkód, dwa drewniane domki, dziwny samochodzik na sprężynie i karuzela

Tyrolka jest tu chyba największą atrakcją. Dzieci ustawiają się w długą kolejkę by móc, choć raz zjechać na siodełku.

Co w niej jest takiego niesamowitego?

Nie wiem, ale widzę, że huśtawki cieszą się niewiele mniejszym powodzeniem. Może fakt, że liczba miejsc jest ograniczona czyni je bardziej wyjątkowymi. Im mniej osób może z czegoś korzystać, tym bardziej prestiżowe się to staje.

Najbliżej mnie stoi drewniany tor przeszkód, na którym bawi się trójka dzieci.

Dwie dziewczynki zażarcie kłócą się o coś na drewnianym mostku.

Młodszy od nich chłopiec siedzi i znudzony obserwuje całą sytuację. Spór musi trwać już dłuższą chwilę.

Na moich oczach, wymiana zdań przestaje przypominąć rozmowę i wygląda na to, że któraś z nich wkrótce przekroczy granicę.

Jedna z dziewczynek, ubrana w dżinsowe szelki, co chwile rzuca ukradkowe spojrzenia w stronę chłopca. Chyba chce żeby ją poparł. Ostatecznie pyta go o coś, a gdy ten wzrusza ramionami wraca spojrzeniem do swojej przeciwniczki...

Wtedy właśnie dochodzi do rękoczynów. 

 

Dziewczynka w szelkach wybucha głosnym płaczem, nic dziwnego, ta druga porządnie szarpnęła ją za włosy. Nawiasem mówiąc, bardzo sprytnie z jej strony, wykorzystała to, że dziewczyna skupiła uwagę na chłopcu i zaatakowała...

 

Ouć... To musiało boleć.

 

Na szczęście dla pokrzywdzonej, dorośli postanawiają interweniować. Do dziewczynek podchodzą ich mamy, a może raczej podbiegają. 

Coś co zaczęło się od kłótni dzieci przeradza się w awanturę z udziałem dorosłych.

Ale to nieważne.

Ważny jest fakt, że chłopczyk postanowił przeczekać całą sytuację na mojej ławce.

Patrzy na mnie niepewnie. Włączam sobie jeden z kilkudziesieciu ebooków i  udaję nagłe zainteresowanie fabułą książki, tak naprawdę nawet nie czytam tych ciągów znaków. Cały czas kątem oka śledzę poczynania chłopca.

W końcu - po kilku długich minutach przyglądania się mi w milczeniu - siada.

Odczekuję dokładnie dwie minuty i dwadzieścia sekund.

- Hej - zaczynam rozmowę. - To twoja mama?

Wskazuje głową miejsce, z którego dochodzą podniesione głosy.

Malec po dłuższej chwili milczenia kiwa głową.

- Co się stało?

- Siostra pokłociła się z Beatą o królestwo.

- Naprawdę? O królestwo? - udaję zaskoczonego.

- Beata chciała być królową i siostra też chciała być królową - chłopiec wzrusza ramionami. - No i się pokłóciły. A Beata się wkurzyła i przywaliła Zuzie.

* Zuzi* - automatycznie poprawiam chłopca w mojej głowie.

 

- A tym kim chciałeś być? - pytam.

- Królem - mówi z żalem. - Ale dziewczyny zrobiły ze mnie rycerza.

- To chyba nie aż tak źle?

- Lepiej jest być królem niż rycerzem

Chłopiec spogląda w stronę kobiety, która uspokaja dziewczynkę.  Prawdopodobnie jego mamy.

Rzucam przelotne spojrzenie płaczącej dziewczynce. Zarówno ona jak i jej brat mają te sam brązowy odcień włosów co ich matka.

- Jak masz na imię? - postanawiam przejść do działania.

- Hubert

- No więc panie Hubercie... Chciałby pan cukierka? - wyciągam z czarno-białej nerki torebkę z logo znanej marki. Nawiasem mówiąc taka nerka to bardzo przydatny wynalazek.

Zerkam w stronę chłopca i mimowolnie unoszę kąciki ust.

Oczy chłopca zdają świecić.

Udaję, że otwieram opakowanie i prezentuję mu mój najbardziej życzliwy uśmiech. Chłopiec jeszcze chwilę się waha, ale szybko się przełamuje i wyciąga rękę po cukierka.

 

- NIECH PAN ZOSTAWI MOJEGO SYNA W SPOKOJU! - kobiecy wrzask przerywa naszą miłą pogawędkę.

Matka wreszcie zauważyła moją obecność...

- Proszę pani, spokojnie. Chciałem tylko... - nie dane jest mi dokończyć.

Zgodnie z moimi przewidywaniami,  matka Huberta wścieka się jeszcze bardziej.

- Spokojnie?! Mam być SPOKOJNA, gdy zboczeniec napastuje mojego syna! - piekli się dalej kobieta.

Widocznie szybko zapomniała o ryczącej córce. Zerkam ponad jej ramieniem w poszukiwaniu jej starszego dziecka.

O proszę.... Wygląda na to, że mała zapomniała już o wcześniejszej zwadzie i teraz grzecznie bawi się z koleżanką w piaskowicy.

- Proszę pani... - wracam do rozmowy z matką dzieci - Chciałem tylko poczęstować pani syna cukierkiem. Niech pani spróbuje i sama powie czy jest w nich coś szkodliwego...

- Niech pan w d**ę sobie wsadzi te cukierki! - przerywa mi.

- W takim razie ja go zjem - mówię i zjadam cukierka.

Usta przybyłej rozchylają się w wyrazie niemego zaskoczenia.

To częsta reakcja. Rodzice mniej więcej w połowie przypadków są zawstydzeni, gdy zjadam cukierka na ich oczach. Nie robię tego bez powodu. Udowodniam w ten sposób, że nie był on groźny dla zdrowia ich pociechy.

Kobieta milczy. Cieszę się, że już nie wrzeszczy. Cieszy mnie również jej reakcja. Nie zawsze reagują zgodnie z oczekiwaniami...

 

Uśmiecham się uprzejmie do stojącej wciąż przedemną matki Huberta. Wygląda na to, że sytuacja jest dla niej odrobinę niezręczna.

- Niech się pani nie przejmuje. To nic takiego. Dobrze pani uczy swoje dziecko. W końcu podejrzanych typów nie brakuje. Ehh... To moja wina - udaję zażenowanie. - Nie powinienem go częstować. Przepraszam.

- Nie, niee - zaprzecza. W chwili, gdy nasze spojrzenia się spotykają ona odwraca wzrok. - Pan nie zrobił nic złego. To ja zbyt gwałtownie zaaregowałam.

Wspominałem już, że jestem dość przystojny?

Kolejna rzecz pomocna w takich sytuacjach. Tych, których cechuje duża atrakcyjność rzadziej się podejrzewa. Łatwiej się też im wybacza.

- Może zechce pani też spróbować? - wysuwam torebkę w jej stronę.

- Och... dziękuję - z niewielkim wahaniem bierze cukierka.

- Mamo, ja też chcę!

- Hubert - kobieta rzuca mu karcące spojrzenie.

- Dobrze, proszę weź - kucam i pozwalam mu wyjąć upragnioną słodycz. Chłopiec niemal natychmiast wkłada ją do ust.

 

Akcja zakończona sukcesem.

●●●

 

Właśnie to  między innymi robię w wolnym  czasie. Bawię się reakcjami dorosłych. Ich zażenowaniem i zastydzeniem, gdy dociera do nich, że nie zrobiłem nic "złego". Przyznaję, nie zawsze wszystko się udaje. Czasami osoba maskuje zażenowanie i wstyd wybuchem złości. Jednak jestem w stanie trochę zaryzykować, ponieważ nic nie może się równać temu dziwnemu uczuciu.

Emocji, dla której nie potrafię znaleźć nazwy. Jest ona dziwnym połączeniem satysfakcji, wyższości i dumy.

Osobliwe uczucie...

Poza tym, może i forma rozrywki jest trochę nietypowa, ale nie można mnie nazwać zboczeńcem, prawda?

 

●●●

Zawsze po obdarowaniu kogoś cukierkiem, wracam do domu.

Pierwszą rzeczą jaką robię po przekroczeniu progu  jest wyrzucenie otwartej torebki. Na zewnątrz panuje taki ukrop, że cukierki już z pewnością się roztopiły. Śmietnik znajduje się tuż obok blatu roboczego. W ten sposób łatwiej jest sprzątnąć odpadki, które tworzą się podczas procesu wytwarzania.

Chociaż i tak za najbardziej męczące uważam samo rozwijanie i późniejsze zawijanie cukierków w papierki. Na poczatku jeszcze jakoś to idzie, ale po kwadransie palce zaczynają już trochę boleć. Samo wstrzykiwanie dodatku trwa krótko. Jeden ruch strzykawką i po wszystkim.

Tyle dobrego, że na razie nie muszę się z tym wszystkim męczyć. W lodówce mam przygotowanych jeszcze kilka opakowań.

 

Przezorny zawsze ubezpieczony.

 

Kieruje swe kroki do łazienki.

Kolejna - o wiele mniej przyjemna, ale konieczna - rzecz do zrobienia.

Wymioty.

Nie ma tu wielkiej filozofii.

Pozbywam się ubrań i w samej bieliźnie, siadam przed muszlą. Z niewielką pomocą szczoteczki pozbywam się zawartości żołądka.

Okropność. Zawsze jest to tak samo nieprzyjemne.

Do tego dochodzą jeszcze odpryski...

Właśnie dlatego ściągnąłem wcześniej ubranie. Teraz wystarczy, że wezmę prysznic i woda spłucze ze mnie wszystkie nieczystości.

Całe szczęście, nie muszę robić tego często.

 

Że też akurat dzisiaj musiało skończyć się antidotum.

 

◇◇◇◇◇

 

No więc...

Spróbowałam napisać coś mniej magicznego i bardziej realistycznego.

 

Oceńcie sami jak mi to wyszło

 

(opowiadanie opublikowane również na blogu Tylko To Wszystko

Link: totylkotowszystko.blogspot.com/2018/08/chcesz-cukierka.html?m=1

)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania