Chłopak z pociągu

Łup, łup, łup, młot mi czaszkę rozbija od środka, czy mnie to boli? Nie wiem, lecz czuję, że kości jej ledwo trzymają się, dzięki bardzo zmęczonej już skórze. Krzyczę, lecz nikt mnie nie słyszy, gdy milcząc jak zombie idę ulicą. Płynę w zasadzie, tym życiem, jak rdzawym strumykiem, co krewi z żył otwartych żyletką. Szaroczarną masą cieknę, jedną z kropel jej jestem, mimo, że nie chcę. Niczego już nie chcę.

Teraz znów w pociągu, tym bezbarwnym siedzę, docierają do mnie myśli, dźwięki, młotem rozbijanej głowy, by się nie porzygać, zagłuszam je muzyką z iPhone.

Wciąż się uśmiecham, bo trzeba, bo powinienem. Kiedyś tak wybrałem, nie chcę tego zmieniać. Cienie poszarzałe wsiadają kolejne, nie widzę ich, nie chcę, w okno tylko patrzę.

Boże, ty, co ciebie nie ma, dlaczego nie ześlesz jakiegoś anioła? Nie dasz mu farb by świat ten ożywił, i dźwięki te w głowie, co mam, w muzykę je zmienił, lub chociaż sprawiłby, by tak znikły po prostu? No tak przecież Cię nie ma...

No, co jest?! Pcha się na mnie baba, z dzieciakiem ze dwanaście lat może, co przystanek wcześniej do przedziału wsiadła. Myślę sobie; Kurwa, uważaj kobieto!

- Bardzo pana przepraszam - odpowiedź słyszę.

Odwracam się do niej, nie wiem, o co chodzi. Słyszy moje myśli? Patrzę się na nią, zdziwiony, jak cielak od krowiego cyca oderwany siłą.

- To przez to szarpnięcie, nie jestem przyzwyczajona do jazdy pociągiem.

Ona do mnie mówi? Kogo to obchodzi?

- Nic się nie stało - mówię, i skończyć próbuję rozmowę.

W okno się patrzę, znów mnie tu nie ma, mimo, że słyszę, jak gnojka do pionu, wciąż babka próbuje postawić. I ciągle stęka, wiem, że nie jest stara, nie puszczę jej, niech stoi. W końcu jednak wstaję. Wskazuję jej miejsce.

- Proszę niech pani siądzie.

- Jaki kawaler uprzejmy, bardzo dziękuje.

Uśmiecham się tylko, nic nie odpowiadam.

- Siadaj Franiu, zobacz, jaki uprzejmy kawaler.

Kurwa! Sadza gówniarza! W tym wieku matce siedzenie zabierać! Z resztą, za piętnaście minut, ja i tak już wysiadam. Gościu, co siedzi obok, krzyczy wzrokiem do mnie. Frajer! I dobrze, niech jestem frajerem. Patrzę znowu w okno ponad ich głowami.

- Franiu podziękuj panu, że cię tutaj wpuścił.

- Dziękuję- ledwo słyszę gada.

No kolego tak bez przekonania!

- Miły chłopiec, prawda kawalerze?

Do mnie to pytanie? Nie ja stąd muszę odejść, nim zrobię mu coś złego!

- Tak bardzo. I bardzo dobrze wychowany.

Pojechałem sarkazmem. Gościu, ten od frajera, brecha, na głos tym razem, niczym rozjechana żaba.

- A kawaler, to gdzie tak rano jedzie?

Kobieto litości, gdzie można jechać o szóstej trzydzieści rano? Chyba nie Gdańsk zwiedzać?

- Do pracy - mówię - chyba jak wszyscy?

Babka się patrzy oczami szklanymi, nim mówi w końcu.

- My do szpitala, Franio jest chory. Dawca się znalazł będzie miał przeszczep, krew mu choruje.

O ja pierdolę! Teraz to widzę, chłopak jest blady jak kartka papieru. Coś mnie od środka za gardło złapało.

- To bardzo przykre - nie wiem co mówić.

- Nie. Czemu? On będzie zdrowy. W zeszłym miesiącu umarł mu ojciec. Teraz Bóg znalazł dawcę, by Franio mógł zostać.

Kobieto przestań! Nie mów mi tego! Teraz dostrzegam, w jej ręku różaniec. Bóg? Przecież go nie ma! Muszę stąd wysiąść nim coś jej powiem. Nim odrę ją z wiary. Nim prawdą ją walnę niczym obuchem.

Do kieszeni sięgam, wyciągam marsa, by winy odkupić, za swoje myślenie, wzrokiem się pytam czy mogę dać chłopcu, skinęła głową.

- Masz mały i zdrowiej. Ja zaraz wysiadam.

Kobiecie na pożegnanie też kiwam głową.

- Do widzenia i powodzenia życzę.

Tym razem ona na mnie zdziwiona spojrzała.

- Przecież się modlę, musi być dobrze.

Chce abym potwierdził, pyta mnie wzrokiem. Nic już nie mówię po prostu odchodzę.

Przepycham się do wyjścia. Tam ją spotykam. Wysoka piękność, zielone oczy krzyżuje z moimi. Wiem tylko jedno, muszę ją poznać. Lecz ona patrzy na mnie tym wzrokiem, tak jakoś dziwnie, inaczej jakoś. Nie wiem jak, jakoś... W moich myślach czytać chyba potrafi. Więc wie już wszystko, pewnie mną gardzi.

Za trzy przystanki, będę wysiadał, widzę ja z tyłu. Ona już tu?! Już teraz będzie wysiadać?!

Wiem, że muszę iść za nią, by jej nie stracić, chociaż jej nie znam. Wiem to na pewno, nie spotkam jej znowu.

Jeśli wysiądę nie zdążę do pracy, tym razem mnie zwolni, mój szef psychopata.

Muszę coś zrobić...

 

- Dzień dobry panu. Czym mogę służyć?

Wyrwany z zadumy, widzę kelnera. No tak, tamtego świata przecież już nie ma.

- Czerwonego wina butelkę poproszę. I dwa kieliszki. Czekam na kogoś.

- Tak oczywiście, zaraz przyniosę.

Leżą na stole czerwone róże. W kieszeni czuję kształt pudełeczka. Muszę ją o coś zapytać, myślę, wiem, że powie tak.

Wchodzi w końcu ona, sens mojego życia. Podchodzi radosnym krokiem, witamy się, wręczam jej kwiaty podsuwam krzesło.

- A ty coś taki odświętny i poważny, urodziny masz? Zapomniałam? Nie, to nie jest ten dzień. Co się w takim razie stało?

Śmieje się wesoło, patrząc na mnie tymi swoimi cudownymi, zielonymi oczami.

- Kochanie, bo wiesz ja chcę się zapytać... Powiedzieć... Ważnego coś ...

Brakuje mi słów, brakuje tchu. Jedną rękę zaciskam kurczowo na pudełku w kieszeni, drugą po lampkę z winem sięgam i duszkiem wypijam.

- Dawid, o co chodzi? Wiesz, że możesz pytać mnie o wszystko. Nigdy tak się wcześniej nie zachowywałeś, no może poza tym pierwszym razem, gdy cię poznałam, i prosiłeś o numer mojego telefonu.

Widzę w jej oczach radość zmieszaną z niepokojem. Pudełko w mojej kieszeni wrzeszczy, że je zabijam, rozluźniam, więc uścisk. Moja pewność rozpływa się niczym duch we mgle. A jeśli odpowie inaczej? A jeśli odpowie nie? W myślach robię krok wstecz, nim zadam to najważniejsze pytanie.

- Moniko no właśnie, powiedz mi coś najpierw jak to się stało, że dałaś mi twój numer. Przecież wtedy, trzy lata temu, zupełnie mnie wtedy nie znałaś?

Widzę, że przywołuje wspomnienia. Odpowiada w końcu.

- Wybiegłeś za mną jak wariat z pociągu, przez chwilę się bałam, i nie chciałam z tobą w ogóle rozmawiać. Potem jednak, po chwili dotarło do mnie, że byłeś tym chłopakiem z pociągu. Rozumiesz?

Zbaraniałem zupełnie.

- Chłopakiem z pociągu? Nie, zupełnie nie rozumiem. Przecież pierwszy raz zobaczyłaś mnie na peronie, możesz trochę jaśniej?

- Ja cię widziałam wcześniej, już tam w wagonie. Wtedy tam, w tym pociągu, ta matka z synem, pamiętasz? On jej tam mdlał, nikt jej nie pomógł, nikt tego nie widział. I wtedy ty wstałeś. Wszyscy ludzie byli jak znieczulona masa, a ty, wiedziałam wtedy, i teraz to wiem, ty jesteś inny. Widziałam tylko, że ty tak zwyczajnie, jak człowiek powinien. Ty coś zrobiłeś. Rozumiesz?

Patrzyła na mnie tak jak pierwszy raz w pociągu.

- A co jest jeszcze takiego ważnego? O chciałeś mnie spytać?

Myślę przez chwilę. Teraz to zrobię…

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • refluks 6 dni temu
    Infantylne, pretensjonalne, żenujące.
    Nawet mi się nie chce kliknąć w jeden na okoliczność mojego zniecierpliwienia literackiego.
    Po prostu dupa, dupa, dupa.
  • Maurycy Lesniewski 5 dni temu
    No dzięki za kom :) pozdrawiam :)
  • riggs 5 dni temu
    Wspaiała, wzruszająca opowieść o tym jak trudno nam odnaleźć w sobie człowieczeństo, o tym jak mało wiemy, o tym, że karma wraca - ta dobra też. Taka Twoja "Opowieść Wigilijna" 5
  • Maurycy Lesniewski 5 dni temu
    Dzięki Riggs, dokładnie to chciałem pokazać, to o tej karmie... Pozdrawiam :)
  • pasja 5 dni temu
    Opowieść o codziennej przeprawie przez życie. Takie zwykłe ludzkie odruchy. Każdy powinien wiedzieć, gdzie jest granica naszej ludzkiej przyzwoitości. Pozdrawiam serdecznie:)

    Tym życiem
    Co krew
    Porzygać i spacje!
  • Maurycy Lesniewski 5 dni temu
    Pasjo błędy poprawione, a jeśli chodzi o spacje, to robię coś konkretnie ciągle źle? Bo nie mogę wyłapać, a chciałbym na przyszłość tego uniknąć. Mogłabyś mi z jeden "spoacjowy" błąd wskazać cobym zajarzył co źle robię?
    Dzięki za refleksje, i za wskazanie błędów. Bardzo dzięki :)
  • pasja 5 dni temu
    Maurycy w dialogach przed i po np. Przepraszam – odpowiedź, stało – mówię, przykre – nie,
    Ale może nie powinnam? Miłego
  • Maurycy Lesniewski 5 dni temu
    pasja no dobrze, teraz będę wiedział. To jutro już sobie po poprawia :) jeszcze raz wielkie dzięki:)
  • D4wid 5 dni temu
    Jednak było warto przeczytać. Podoba mi się sposób przedstawienia sytuacji w pociągu z obu perspektyw.
  • Margerita 5 dni temu
    pięć podoba mi się pewnie takie uczucie ludzie właśnie mają jak ich ktoś morduje młotkiem aż mnie przeszedł dreszcz
  • Maurycy Lesniewski 4 dni temu
    dzięki Marg pozdrawiam :)
  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    Treść mi się podoba. Sposób przedstawienia - też. Ale coś mi tutaj nie pasi. Minimalnie. Nie potrafię powiedzieć co. A może akurat dzisiaj tak oceniam. Pozdrawiam - 4
  • Maurycy Lesniewski 4 dni temu
    Dzięki DD za pochylenie się i refleksje. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania