Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cień

Te pochmurne, ciemne późne popołudnia są dla mnie tak samo konieczne jak jedzenie i picie. Są jak prysznic dla duszy, która musi zmyć z siebie całodzienny kurz. Te chwile na kanapie, przy cichej, kojącej muzyce, zapachu czarnej, mocnej kawy i w pokoju przykrytym mrokiem dają ¬czasami więcej, niż dobry ośmiogodzinny sen w wygodnym łóżku.

Nie myślę wtedy o niczym szczególnym. W głowie przewijają się tysiące chaotycznych, nieuporządkowanych myśli, pojawiają się z nagłym błyskiem i równie nagle znikają dając się zepchnąć gdzieś daleko pozostawiając po sobie pożądane wyciszenie i gęstą pustkę, która jak leczniczy balsam wlewa się w zakamarki duszy.

To wtorkowe popołudnie było zimne, mokre i wietrzne. Świat tonął w ciemnościach przykryty grubą pierzyną listopadowych chmur, wiatr ciskał tumanami pożółkłych liści i świszczał w balustradach balkonów. Zgodnie z codziennym rytuałem cieszyłem się miękkością kanapy i smakiem gorącej kawy. Siedząc w ciemnym salonie niewidzącym wzrokiem obserwowałem światła w oknach na osiedlu, które natrafiwszy na pokręcone i szarpane podmuchami wiatru gałęzie drzew tworzyły fantastyczne cienie na podłodze przy drzwiach balkonowych. W głowie – jak co dzień – myśli błyskały i gasły wskakując na swoje miejsca, przegrupowując się i reorganizując. Cisza i spokój wlewały się we mnie z każdym łykiem z hołubionego w moich dłoniach kubka z kawą.

Nagle zorientowałem się, że już nie gapię się bezmyślnie przez okno ale patrzę. Patrzę na coś konkretnego. Na drugim piętrze, tuż naprzeciwko, zauważyłem postać. Mogłem dostrzec tylko kontury, okno zasłonięte było roletą, ale w środku paliło się światło. Postać niewątpliwie była kobietą, zdradzały to cienie i sposób, w jaki się poruszały. Pomieszczenie, w którym się znajdowała musiało być kuchnią bowiem powtarzające się ruchy, jakie wykonywała przywodziły na myśl zmywanie. Gdy postać obracała głowę można było zauważyć, że włosy ma spięte w długi ogon. Nagle ze strachem uświadomiłem sobie, że wyobrażam sobie jak te włosy błyszczą w świetle (jakimś sposobem byłem pewien, że są kasztanowe) i jak rozsypują się na nagich ramionach. Pospiesznie wziąłem łyka kawy parząc sobie język. Zły na siebie za tak głupie i płoche myśli zakląłem pod nosem. Mój codzienny rytuał został zakłócony. Nie odrywałem jednak wzroku od okna.

W pewnej chwili do kobiety dołączył drugi cień i te dwa połączyły się. Przytulenie, pewnie pocałunek. Poczułem jeszcze większą złość i jakby ukłucie zazdrości – oto ktoś zakłócił moje przedstawienie, moją chwilę. Ktoś zabrał mój Cień. Świadomość tego, jak bardzo absurdalne było to uczucie zwiększyła tylko moją frustrację. Humor miałem zepsuty aż do końca dnia.

Kolejnego dnia, po rozpoczęciu popołudniowego rytuału siedziałem na kanapie udając, że wcale nie obchodzi mnie to, czy Cień się pojawi. Piłem kawę, słuchałem muzyki i z najwyższym wysiłkiem starałem się uporządkować myśli. Szło nawet nieźle dopóki nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego dnia. Zmywanie naczyń, hipnotyzujące ruchy. Tym razem nawet było lepiej, bo ten drugi się nie pojawił. Gdy wreszcie mój Cień zniknął niedopita kawa była już całkiem zimna.

Tak było przez ponad tydzień. Nie udawałem już, że siadam na kanapie po to, by odbyć swój rytuał. Albo raczej to charakter rytuału się zmienił – teraz codziennie czekałem aż pojawi się Cień i syciłem oczy jego widokiem. Jeszcze nigdy ruch nie wydawał mi się tak fascynujący, jeszcze nigdy pozbawione kolorów kontury nie były tak interesujące. Aż wreszcie nadszedł przełom. To było w czwartek lub piątek, już nie pamiętam. Zaczęło się tak jak zawsze. Kawa, oczekiwanie. Potem był Cień. Ale tym razem coś się zmieniło. Po paru minutach zjawił się ten drugi. Cienie połączyły się, by zaraz potem Mój pochylił się do przodu (musiała opierać się o parapet albo zlew jeśli akurat był w tamtym miejscu) a ten drugi stanął za nim. Ich ruchy z początkowo powolnych stawały się coraz szybsze. Nie wierzyłem własnym oczom. Zalała mnie fala zazdrości, wstydu, poczucia nierealności i podniecenia. Nawet o tym nie myśląc włożyłem rękę w spodnie. Był całkowicie twardy.

Obserwując, chłonąc ruchy dwóch cieni zacząłem się masturbować. Widziałem, jak co chwilę włosy mojego Cienia podskakują, jak rzucała głową na boki. Zdawało mi się, że parę razy zadrżała roleta – ten drugi musiał ją brać naprawdę gwałtownie skoro napierała tak mocno na okno.

Skończyłem z głośnym westchnieniem – orgazm był niesamowicie mocny. Nie pamiętałem, bym nawet z Natalią przeżył coś takiego. Poczułem lepkie ciepło na mojej ręce i udach. Trzęsąc się nieco wyjąłem dłoń i otarłem ją o spodnie – i tak musiały iść do prania.

W tej chwili szalony galop w oknie naprzeciwko osiągnął swoje apogeum. Niemal usłyszałem przeciągły krzyk, kiedy mój Cień wyprężył się zasłaniając niemal całe okno. Potem odwrócił się i wtulił w ten drugi. Zawstydzony odwróciłem wzrok.

Później, wieczorem, leżąc w łóżku długo nie mogłem zasnąć. Masturbowałem się jeszcze dwa razy wierząc, że spełnienie da mi spokój myśli i pozwoli oczyścić umysł. Nic z tego. Z rosnącym przerażeniem zacząłem sobie uświadamiać, że zostałem ogarnięty obsesją i nie miałem pojęcia, jak ją opanować.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania