Poprzednie częściCmyk cz.1  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cmyk cz. 2

Pokora zwykła być cnotą niedocenianą, myślał. W całej swej waleczności starał się pamiętać, żeby nie umniejszać jej wartości. Uznanie własnych ograniczeń wpływało zbawiennie na trzeźwy osąd sytuacji. Na przeliczenie szans. Na podjęcie rozważnych kroków. Najbardziej martwił się porą roku. Jesień dojrzewała z każdym kolejnym wschodem słońca, serwując szarość, chłód i wilgoć. Noce coraz dłuższe i ciemniejsze.

 

Supermarket przy wschodniej obwodnicy. Wokół pustka, krzaki, równina. Trzy opuszczone domy na krzyż. I krzyż. W zasadzie kapliczka. Figurka osobnika uznanego przez kler za świętego, kilka sztucznych kwiatów wokół, wypalona świeca. Plastikowe roślinki utrzymały się wyjątkowo dobrze. Nadal były kolorowe, nadal wyglądały, jakby kwitły. Sztuczne rzeczy są pozbawione tej pięknej i kruchej naturalności, ale tym samym zyskują na wytrzymałości. Coś kosztem czegoś innego. W dzieciństwie jego matka zwykła mawiać “albo rybki, albo akwarium”. Już wtedy tłumaczył, że rybki bez akwarium zdechną, a pusty baniak mu niepotrzebny. Polemizowała, że tak tylko się mówi i żeby nie analizował tego dosłownie. Jedenastoletni Max oświadczył wówczas, że to powiedzenie jest wyjątkowo głupie i nielogiczne. A teraz surowa prawdziwość tamtej sentencji nagle stała się jasna. Zawsze coś za coś. Sztuczne, kolorowe kwiaty pod posążkiem świętej postaci, a za nimi wysuszona łąka i jedyne co pozostało po tych prawdziwych, to podejrzenie, że tam były. Cassie wciąż miała w sobie tę naturalność, on natomiast stawał się plastikowy. Być może się uzupełniali. Być może nie miało to już znaczenia.

 

Jedynym powodem, dla którego pomyślał właśnie o tym sklepie, było jego odosobnienie. Miejscówka raczej dla zmotoryzowanych, przejezdnych, niż dla spacerowiczów. Kompletne zadupie. Drzwi otwarte na oścież. Zdjął pusty plecak i już miał poinstruować dziewczynę, co ma zapakować do swojego, jednak zatrzymał się, nim zdążył wydobyć słowo. Gestem uniesionej dłoni zastopował Cassie, która już, już, właśnie w tej chwili chciała o coś zapytać. Zgasił latarkę, wsłuchując się w przestrzeń przed sobą. Dominującym dźwiękiem był szum wiatru za plecami. Max zrobił kilka ostrożnych kroków w ciemność. Przeklął w duchu, że nie zaczął właśnie w ten sposób, zamiast omiatać regały wiązką, mrugającego światła. Baterie - przyszło mu do głowy. Oprócz jedzenia muszą znaleźć baterie. Z każdym kolejnym krokiem, to co zdążyło go zaniepokoić już w drzwiach, stawało się wyraźniejsze. Muzyczka. Cicha, brzęcząca, wesoła melodia. Piosenka jak z radia nastawionego na komercyjną stację, puszczana w godzinach pracy, dla umilenia dnia wszystkim słuchaczom. Im dalej w głąb zapuszczał się chłopak, tym Cassie czuła się bardziej nieswojo. Uczucie uzależnienia od jego bliskości wręcz przerażało. Nie potrafiła już sama funkcjonować, podejmować decyzji, okiełznać najdrobniejszych lęków. Zderzyła się z myślą, że gdyby stało mu się coś złego, ona zostałaby tu sama, w drzwiach ciemnego budynku, gdzieś daleko od starej drukarni - jedynego miejsca, w którym potrafiła jeszcze czuć się dobrze. Być może czuła się tam w miarę komfortowo, tylko dlatego, że Max był zawsze w zasięgu ręki. Nieprzyjazne scenariusze zaciskały się w jej głowie niczym podczaszkowa klamra. Odszukała wśród pokręconych myśli te najrozsądniejsze, powtarzane przez niego cyklicznie, że bezczynność jest wrogiem usypiającym wewnętrznych żołnierzy, jest jak pavulon i tachykardia w jednym. I że czasami najdrobniejsze działanie wystarczy, żeby otworzyć nowe drzwi, w realnych sytuacjach lub jedynie w głowie. I że często to drugie jest nawet cenniejsze. Mówił też, żeby zawsze go słuchała, bo wie, co robi. Tym razem jedno wykluczało drugie. Weszła w ciemność, kurczowo ściskając plecak w jednej ręce i wyłączoną latarkę w drugiej.

 

Max obszedł w tym czasie sporą część wielkopowierzchniowego sklepu, podążając cały czas za muzyczką. Wiatr na zewnątrz wydawał się teraz odległy, a dźwięki wnętrza dużo wyraźniejsze. Zanim oczy przyzwyczaiły się do mroku, słuch stał się dominującym zmysłem. Coś kosztem czegoś, pomyślał znowu. Poza bzyczeniem radia wyłapał też jednostajny, powtarzający się zgrzyt. Nie kroki, nie szuranie, czy jęki. Zgrzyt. Metaliczny, tępy, jednostajny. Jak nienaoliwiona huśtawka. Przy kolejnej alejce skręcił w lewo, ostrożnie stawiając każdy krok. Nim zdążył ponownie zmienić kierunek, ciszę wokół przerwał dźwięk puszki uderzającej o posadzkę, a tuż po tym przeraźliwy krzyk Cassie. Chłopak odruchowo włączył latarkę i przez do połowy splądrowane półki zobaczył jak spanikowana dziewczyna odgania się od czegoś, strącając przy okazji resztki asortymentu na podłogę. Dostrzegł źródło paniki. Odetchnął.

 

Jedli ryby w pomidorach, siedząc na zimnych płytkach o wyjątkowo brzydkim, popielatym odcieniu. Max zaopatrzył ich nawet w sztućce, a dokładnie łyżki, gdyż wydawały mu się bardziej uniwersalne. Nosił je zawsze, w ilości sztuk dwie, na dnie plecaka. Cassie pociągała nosem, przełykając z obrzydzeniem każdy kolejny kęs. Zmusił ją, żeby zjadła. Były dobre, z długą datą przydatności, bynajmniej nie zepsute. Interesowało go, żeby nie była głodna, bo kiedy już zapakują plecaki do pełna, czeka ich spacer powrotny.

- Przestań płakać - rzucił sucho, wymieniając baterie w latarce i pałaszując ostatnie kawałki ryby. - Nie masz powodu.

- On tam... wisi - szepnęła, akcentując każde słowo i zerkając w stronę drugiego końca sklepu. - Zaplątałam się w jego nogi...

Trup mężczyzny bujał się nieznacznie ruchem wahadłowym, powieszony na pasku podczepionym do jednej z rur konstrukcji sufitu. Skrzypienie było wręcz uspokajające. Na półce obok niego radio cichutko zawodziło głosem Alannah Myles o chłopcu z aksamitnym uśmiechem.

- Ten akurat nie jest już groźny. - Max wytarł twarz w rękaw i z ulgą odpalił papierosa. Wyciągnął go przed kwadransem z kieszeni nieobecnego duchem pana. - Bardziej mnie martwi, kto go tak urządził. - Zaciągnął się głęboko, przymrużając z zadowoleniem oczy.

Cassie odsunęła niedokończone ryby metr od siebie.

- Nie zrobił sobie tego… sam? - zapytała, nie kryjąc zdziwienia. - Wygląda jak samobójca.

- A widzisz gdzieś krzesło? Drabinę? Cokolwiek?

Spojrzeli w stronę nieszczęśnika. On też patrzył, a przynajmniej jego nieobecne, martwe oczy nadal spoglądały w kierunku, w którym akurat obróciła się głowa. Regały były rozstawione na tyle szeroko, że nie zdołałby skorzystać z nich, planując podróż bez powrotu.

- Ktoś go powiesił - stwierdził chłopak.

- Ale czemu… - Cassie skrupulatnie przyglądała się swoim dłoniom, próbując wyartykułować wątpliwości.

- A czy musiał być jakiś powód? - Max dogasił papierosa, zasuwając plecak pełen konserw. - Czas na nas.

Następne częściCmyk cz. 3  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan ponad tydzień temu
    Zostawił i pognał dalej czekając na CD ;)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Dzięki za brzdęknięcie dyszlem ;)
  • Agnieszka Gu ponad tydzień temu
    Oooo i jest kolejna część :) Super!
    Czytamy ...

    "Pokora zwykła być cnotą niedocenianą, myślał. W całej swej waleczności starał się pamiętać, żeby nie umniejszać jej wartości. Uznanie własnych ograniczeń wpływało zbawiennie na trzeźwy osąd sytuacji. " - o majn god pierwsze zdania - mocarne wielce
    "Trzy opuszczone domy na krzyż. I krzyż. " - majstersztyk
    "Gestem uniesionej dłoni zastopował Cassie, która już, już, właśnie w tej chwili chciała o coś zapytać. " - już...już - użyte z fenomenalnym wyczuciem
    "Nie kroki, nie szuranie, czy jęki. Zgrzyt. Metaliczny, tępy, jednostajny. " - tak żeś to opisała że sama zaczęłam go słyszeć...
    "planując podróż bez powrotu." - bez powrotu... trafne
    Bardzo, bardzo... zresztą, co ja ci będę pisać. Sama wiesz.
    Twoja "pisanina" ma hm... bardzo dojrzały, profesjonalny charakter.
    Pozwolę sobie na "podglądactwo" twojej twórczości w celach dydaktycznych ;)
    Pozdrawiam :)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Ależ bardzo proszę :) Miło mi niezmiernie, już po raz kolejny zresztą. Gdzieś miałam niedostyt kończąc ten rozdział. Pomyślałam, że może zbyt spokojnie i refleksyjnie. No ale skoro odbiór taki, a Twoje zdanie bardzo cenię, to radam :)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ja jutro. Na razie ganiam ducha sportu. Jutro jakoś, choć cieszę się, że jest.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Spoko, bez napinki. Ja mam jutro randke z sędzią kurdę w samo połednie, więc po pirsze czym kciuk, po drugie moge byc mniej reagująca na opowijskie ruchy. Pozdro
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha, ok. Pozdro
  • KarolaKorman ponad tydzień temu
    ,,- A czy musiał był'' - być
    Akurat musieli trafić na coś takiego, ale są dwa powodu, dla których taki scenariusz dla nich był lepszy. Pierwsze nie pogonił ich i drugie, zabrali co chcieli :)
    Super część :) 5 :)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Właśnie... Zdaje mi się, że mieli za łatwo :D
    Dowalę im zmartwień w przyszłości. Dzięki Karolcia :)
  • Elorence ponad tydzień temu
    Przywiało mnie aż tutaj! :D
    Kurczę, Max troszczy się o Cassie. Uważa się za plastikowego, ale przecież troska świadczy o czymś przeciwnym. Naturalność Cassie sprawia, że jeszcze nie zwariował.
    Fajny ten świat, chociaż nie. Oni muszą uciekać. Biegać. To nie jest fajny świat.
    Czekam na kolejną część, bo mam nadzieję, że to pociągniesz dalej :)
    Pozdro (poćwicz) :D
  • Ritha ponad tydzień temu
    No proszę, faktycznie - aż tu Cię przywiało <3
    Max troszczy się o Cassie na swój własny sposób, przynajmniej tak to widzę w głowie.
    Pociągnę dalej, ale dużo pary mnie to kosztuje, więc na spokojnie.

    Pozdrawiam Cię cieplutko :*
  • Canulas tydzień temu
    Pierwszy fragment idzie wprowadzajacą melancholią. Jest bardzo ładny.
    Dalej: " Trzy opuszczone domy na krzyż. I krzyż." - No tu zabieg, że aż dech przygasa. Ty się robisz ścisły top. Ty byłaś dobra, rokująca, ale Ty nie byłaś ścisły top. Gdyby Adam T. był (chlip, chlip) Gdyby mógł se przedczytać.

    Ej, kurwa. Co się dzieje? " Być może się uzupełniali. Być może nie miało to już znaczenia." - tak bym właśnie napisał. Jakoś tak czuję się z tym swoisko. Drugie zdanie tak inne i dopełniające zarazem. Hmmm... ciekawe.

    Szkicujesz bardzo detalicznie. Oznacza to, że myślisz o tym w większym wymiarze. To dobrze. Bardzo dobrze.

    "- On tam... wisi - szepnęła, akcentując każde pojedyncze słowo i zerkając w stronę drugiego końca sklepu. - Zaplątałam się w jego nogi..." - każde pojedyncze, hmm, bo ja wiem. Jakby zbieżne. Może akcentując wolno każde słowo?

    Umiesz kolejną rzecz. Umiesz kończyć.

    "- A czy musiał być jakiś powód? - Max dogasił papierosa, zasuwając plecak pełen konserw. - Czas na nas." - kończenie jest ważne. Ładny koniec.

    WIem, że inna sceneria, ale... widać, że Drogę czytałaś. Zresztą, kurwa. Czytasz dobre, książki, myślisz. Nic dziwnego, że zapierdalasz windą na szczyty Opowi.

    Czy część jest gorsza. Nie. Jest inna.
  • Canulas tydzień temu
    ale jedynka to pierdolony kosmos.
  • Ritha tydzień temu
    Macam to na razie, dlatego inna ta dwójka, hm, wyhamowana deczko. Obchodzę to dookoła, przygladam się, próbuję się wgryźć. Zabrakło mi odwagi pociągnąć tak jak w jedynce, nie wiem czemu. Zabrakło takiego "pierdole wszystko, jade z koksem".

    Ścisły top... heh, chyba zbyt chaotycznie zasuwam na topy i podia. Najbardziej zależy mi być lepsza od siebie z przedwczoraj, niż od innych. Przesunąć granicę wyobraźni. Pójść krok dalej z tworzeniem fabuły, ogarnianiem technicznych spraw typu pieprzony przecinek, budowaniem emocji, motywacją, konsekwencją itp. Serio kocham pisać. Serio, serio, serio. To jest jakieś głupie, ale po prosto w nic tyle serducha i siebie nie wkladam. I nic mnie aż tak nie cieszy. A jak się to ma do tego co dzieje się wokół i stawiania się w szeregu, to sprawa drugorzędna.

    "Szepnęła akcentując każde słowo" dam, racja.

    "Droga" wytargała mną najbardziej. Dziewczyna z sasiedztwa - ok, owszem, ale nie mam ochoty jej czytać drugi raz. Do Drogi na pewno kiedys wrócę. Urzekl mnie minimalizm, emocje, wszystko.

    Nom, chyba tyle refleksji. Jestem jakaś przytrzymana dziś :D
    Dzięki Can :)
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, ok. Na posterunku.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania