Dasz radę 184

Witaj, Basiu!

Zaskoczę Cię dzisiaj, moja droga koleżanko. Przysiadłem do Twojego pierwszego opowiadania, a przynajmniej najbardziej dziewiczego jak sama zauważyłaś, czyli " Zero, jedynkowa". Swoją droga to ciekawe, że będąc na dorobku miałaś większa swobodę na kreatywne pisanie, niż obecnie, gdy masz - jakkolwiek by to nie zabrzmiało - nazwisko.

Przez moment sądziłem, że pomyliłem opowiadania, bo po kilkunastu stronach, oczekiwałem rozwinięcia sytuacji u Natalii po wakacyjnych słoneczno-rozrywkowych chwilach, że nastąpi dorosłe przygotowanie do bycia razem. Nastawiłem się na ukazanie twardej rzeczywistości, którą ci młodzi ludzie postarają się ujarzmić, a my czytelnicy dostaniemy tekst do przemyśleń, czy warto stawiać na spontaniczność i podejmować w takim tempie decyzję. A Ty nakreślisz nam albo wariant optymistyczny z dorosłym podejściem, mocnymi postaciami, które umieją wejść w życie i brać odpowiedzialność za siebie, partnera, gdzie miłość wygra. Albo pozostawisz nas z uczuciem brutalności życia, gdzie słoneczko, wodzia i dotyk nie będą na tyle mocnym ogniwem, by uczucie przetrwało do zimy. W każdym razie zasugerowałem się tym słomkowym kapeluszem, zalewem, który nie był w moim przekonaniu afirmacją ich decyzji, a miał tylko wprowadzić do dalszych dni.

Ale najwidoczniej, adekwatnie do tytułu muszę poczekać na finałową część, gdzie poszczególne epizody złączy jakiś klucz, schemat, bądź same osoby ujednolicą kulminację. A może się przejadę jak w poprzednim opowiadaniu i wszystko będzie jak zwykle proste, bo świat jest mały, jak i u Ciebie, tak i u mnie takie same są ludziska i nie ma, co deliberować, tylko czytać, a na końcu i tak zrobię….face-palm na własną indolencjię, co do prawidłowego odczytywania treści.

Dobra, czas przejść do części kulminacyjnej…..Hm, hm, zgłupiałem, bo chłopaki mają takie cechy, które skłaniają by się nimi zainteresować i gdybym był kobietą, to obojętnie, którego bym nie wybrał, musiałbym trochę nad nim popracować. Nad Łukaszem mimo wszystko nieco dłużej, bo choć szanuję ludzi prawych i cenię, to wyczułem pomiędzy wersami jego apatyczność. Tak jak nas uprzedziłaś, wręcz nastawiłaś, że Łukasz to już teraz tylko ogranicza się do posłuchu, jemu już przeszło, osiągnął…co chciał? Nie wiem, czy to był Twój zabieg, ale on naprawdę zachowuje się jakby odcinał kupony, a na dodatek przyjął rolę mentora Wiktora. Robi to jednak jak tatuś, przedstawiając suche fakty o zakochaniu, kolejnych krokach, jakby mówił o sklejaniu samolotu. No mnie osobiście nie przekonał, że jest szczęśliwy, nie ma w tym zachłanności na jutro, entuzjazmu na myśl o powrocie do rodziny. Mieszkająca z nim kobieta musi być pewna jego, cieszyć się jego podejściem do życia, odpowiedzialnością, ale czy nie brakuje jej czasem takiej spontaniczności, elementu zaskoczenia i nie mówię tu o bukieciku goździków. Ale kij z nim, nie ja z nim mieszkam, może ma taką dziewuchę, co wyszalała się po obozach, skautkę, autostopowiczkę, co wiele widziała, przeżyła i na dziś to jej ład, skład, ciumaczek, jakiś sylwestrowy bal wystarcza, jest happy.

Wiktor, gość dla mnie jak z innej epoki, facet jak z powieści Lorda Byrona, konserwatywne podejście do tradycji, rodziny, do przyjaźni. Nie doczytałem się o jego relacjach z ojcem ,ale podejrzewam, że musiały być pozytywne i to w głównej mierze zadecydowało, że bardziej z sentymentu niż profitów utrzymywał zakład zegarmistrzowski. Bo jak zaznaczyłaś, lwia część czasu była poświęcona co prawda na manualne zdolności, ale jednak własnego pomysłu, z dołożeniem kreatywności i jak to zwykle bywa elastycznością na potrzeby klienta.

Być może Cię to dziwi, co w powyższym akapicie przeczytałaś, ale nie mogę nie docenić tego, co nie podlega dyskusji, jest rozsądny w pracy, zaradny, ustawiony, nie żeruje na matce.

Oczywiście, że jestem przeciwnikiem rozwiązłości, instrumentalnego traktowania kobiet, przez pryzmat zawartości stanika, z przeproszeniem rozłożystego podwozia. Bo nie wierzę, by największy erotoman nawet z nimfomanką stworzyli cudowny związek, oparty li tylko na sferach erogennych. Ale wierzę, że prędzej z Wiktorem kobieta stworzy ciekawszy, pobudzający, ekstatyczny, związek( oczywiście, po wieeeeelu burzliwych rozmowach, rozstaniach i powrotach) niż z jego poukładanym kolegą. Bo na przekór może regule, ja zawsze bardziej wierzę tym, co są nieidealni, muszą się sparzyć, wyhasać, poprowadzić złu, poczuć ten zew natury.

Pozostało zakończenie i mam obiekcje Basiu, bo jest kwestia, która jest niekompatybilna z resztą przynajmniej dla mnie. Zaznaczyłaś na wstępie przy opisie Wiktora, jego zapędy seksualne, które potwierdzał z rozrzewnieniem poprzez rozmowę telefoniczną, wygłaszając bez ogródek, jak wielkie ma to dla niego znaczenie. Zachwycał się żoną Łukasza, która to ma ponoć wszystko na miejscu i nagle to „ coś”? Przez chwilę obsadziłem w tej roli kobietę po mastektomii( wiem, wiem, moja fantazja powala) ale nie pozostawiasz złudzeń pisząc, cytuję: - nie miał. Dlaczego mam wątpliwości, a bo mam w pamięci program o tej ….chorobie i wypowiedź chłopaka z Zabrza, który próbował na siłę być hetero i opowiadał, że nie umiał czerpać radości z dotyku. Chyba Nagórska pisała też o najlepszym przyjacielu kobiety, przy którym nie musi się obawiać o seksualny aspekt, więc….A może dopiszesz do tego suplement, a w nim wyjaśnisz, że jak to się mówi, lubi…hm, hm, na dwoje babka wróżyła…Fuj!

Przepraszam, że tyle wywlokłem słów, można było krócej, ale trochę twoja też wina, za bardzo intrygujące postacie wymyśliłaś, zbyt plastycznie i wizualnie to widziałem, a resztę między słowami zobaczylem. Postaram się następnym razem streszczać….

Pozdrawiam, Kacper.

Następne częściDasz radę 185  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania