Poprzednie częściDawno, dawno temu.... Rozdział 1  

Dawno, dawno temu.... Rozdział 2

- Chciałabym kupić auto, ale nie mam pieniędzy - przyznałam z uśmiechem wstając i idąc do łazienki.

- Bo całą kasę wydajesz na różne kartki, kredki i farby. Plus na narzędzia do motoru - odparła.

- Trzeba dbać o hobby i marzenia. Ja właśnie to robię kosztem zdrowia i czystych ubrań - powiedziałam z uśmiechem zamykając drzwi.

Słyszałam jej chichot. Sama uśmiechnęłam się pod nosem ściągając ubrania. Miałam już wejść pod prysznic, kiedy zobaczyłam coś dziwnego w swoim odbiciu. Otóż zobaczyłam, że na ranie koło ucha pojawiło się jakieś dziwne, niebieskie i złote światło. Dotknęłam je delikatnie i zobaczyłam z przerażeniem, że przechodzą na moje dłonie. Na prawej pojawił się znak błyskawicy, a na lewej Trójząb. To jest dziwne i niepokojące. Wzięłam szybko prysznic i poszłam do pokoju zgarniając po drodze moje rysunki. Położyłam je na biurku i poszłam spać.

 

Sen nie trwał długo, bo przerodził się w koszmar. Widziałam otóż Mrocznego, Zeusa i Posejdona, którzy mi mówią, że jutro odmieni się całe moje życie. Na lepsze. Przyjadą do mnie jutro pewne osoby. Chłopiec i jego matka. Pokazali mi ich zdjęcia i zniknęli, a ja obudziłam się cała zlana zimnym potem. Na zegarku była godzina 2 w nocy. Więcej już nie zasnę. Wzięłam z biurka czystą kartkę, kredki i ołówek. Z tym sprzętem usiadłam na parapecie i zamiast patrząc, co rysuję, patrzyłam na piękny księżyc w pełni. Ręka sama rysowała to, co podświadomość chciała, a ja myślałam nad tyloma rzeczami. Co się ze mną dzieję? Czy ja tracę rozum czy ktoś robi mi jakiś nieśmieszny kawał? Co znaczą te znaki na rękach? Czemu rysuję baśniowe postacie? Jeszcze rok temu tego nie miałam, a teraz potrafię narysować je z zamkniętymi oczami i potrafię wyrecytować wszystkie ich przygody i to inaczej niż w bajkach Disney'a. Co to wszystko znaczy? Cicho westchnęłam i dopiero teraz spojrzałam na swoje dzieło. Zamarłam po tym, jak to zobaczyłam. Narysowałam siebie, ale bardziej w … leśnej i wojowniczej postaci. Miałam na sobie biały gorset, czarne spodnie, w których były schowane noże i wygodne kozaki. Na plecach miałam pelerynę, na której były powieszone łuk i strzały. Miałam groźny wyraz twarzy. Wydawało mi się, że moje zielone namalowane oczy zaświeciły na złoto. Z tyłu były też zwierzęta : sowa, lis, lew i klacz. Na dole w lewym rogu było napisane "Storybrooke, 21 kwietnia 2012 rok, 23:00". O cholera, to się dzieje naprawdę. Żeby się przekonać reszty, to muszę poczekać , aż przyjadą Henry Mills i Emma Swan. O tych osobach mówił Zeus.

 

Była godzina 7 rano i cicho wyszłam z pokoju ubrana w ciuchy robocze, czyli brudne rybaczki, stary podkoszulek i glany. Zostawiłam dla mamy wiadomość, że jestem w paszczy lwa. Tak nazywa nasz garaż. Wzięłam po drodze skrzynkę z narzędziami i poszłam. Zjeżdżając na dół, wybierałam playlistę na telefonie, by umilić mi bardziej ten czas. Wzięłam sobie tym razem piosenki leśne, bardziej tradycyjne. Nałożyłam słuchawki, położyłam obok motoru narzędzia i zaczynałam zabawę w lekarza. To bardzo mnie rozluźniało i relaksowało. Jak muzyka jak i majsterkowanie. Od zawsze się tym interesowała, a od 4 latach zaczęłam gotować. Zastąpywałam mamę, kiedy szła na wywiadówki do szkoły brata i często w weekend gotuję, kiedy mamie się nie chce. Mam dziwne zainteresowania, ale mi to nie przeszkadza.

 

Straciłam rachubę czasu, ale kiedy zobaczyłam żółtego garbusa, a w nich TE osoby to wiedziałam już, że nie zwariowałam. Zatrzymali się koło mojego motoru. Gdy wysiedli z auta ściągnęłam powoli słuchawki z uszów i patrzyłam na nich pewnie, a już zwłaszcza na Henry'ego, który wierzy w to bardziej niż jego matka.

 

- Pani to Patricia Light? - spytał z uśmiechem.

- Tak. A wy pewnie Henry Mills i Emma Swan - stwierdziłam dobitnie.

- Skąd to pani wie? - spytała zaskoczona Emma.

- Ona już sobie prawie wszystko przypomniała - odpowiedział za mnie jego syn szczęśliwy - Pamięta pani Zaczarowany Las? Że jesteś Strażniczką Zaczarowanego Lasu?

- To ostatnie pytanie …. Nie, nie wiem. Ale wiem za to, że dużo rysowałam baśniowe postacie i rozmawiałam z …

- Prawie pamiętasz - przerwał zachwycony Henry - Ściągnięcie szybciej klątwę.

- Henry, chyba powinniśmy już jechać do....

 

- Storybrooke - przerwałam jego matce - Tak, też to pamiętam ze snu, co mnie minimalnie przeraża.

- Nie tylko ciebie - mruknęła Emma otwierając drzwi od strony pasażera dla syna.

- Do zobaczenia jutro. Chętnie panią oprowadzę.

Po tym wsiadł do auta i pojechali. Patrzyłam jak wyjeżdżają zostawiając mnie z uczuciem, że jednak nie zwariowałam tak jak wcześniej myślałam. Zbierałam narzędzia drżącymi rękami i lekko piekącymi. Te znaki zaczynają coraz bardziej dawać o sobie znak. Pora tam pojechać i dowiedzieć się paru ważnych informacji o tym miasteczku i mieszkańcach. Pojechałam windą na nasze piętro i poszłam do mieszkania.

- Mamo, musimy porozmawiać. Pewnie powiesz, że zwariuję, ale....

Przerwałam moją wypowiedź, bo zobaczyłam otwarte drzwi do mojego pokoju i mamę, która trzyma rysunek narysowany dzisiaj w nocy. Bardzo płakała przytulając go do swojej piersi i patrząc na mnie z bólem w oczach.

- Mamo... Co się dzieje? Ty coś wiesz o tym, prawda? - spytałam niepewnie wchodząc do pokoju.

- Tak, wiem. I to nawet dużo. Może lepiej usiądź. To będzie dość historia, a raczej... przywidzenia.

Usiadłam na łóżku, a ona koło mnie. Widzę, że się bardzo bała.

- Więc, te sny... Zaczęły się miesiąc temu. Pokazywałaś mi się ty ubrana w strój jak tutaj. Miałaś nawet tatuaże. Byłaś bardzo poważna, troskliwa... Wszystko mi tłumaczyłaś, pokazywałaś... Te twoje przygody były piękne i czasami groźne. Mówiłaś, że nadejdzie taki dzień, kiedy sobie wszystko przypomnisz i wrócisz ratując rodzinę, przyjaciół... Wszystkich. I właśnie ten dzień nadszedł. TO wszystko jest prawdą. Baśniowe postacie, ich przygody... TY należysz do ich świata, ale zawsze będziesz moją córką, bez względu na wszystko. Obiecaj mi, że cokolwiek zrobisz, cokolwiek zdecydujesz, wrócisz cała i zdrowa do domu - dodała na końcu patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.

- Obiecuję - odparłam przytulając się do niej - Czyli nie zwariowałam widząc w snach...

- Nie, nie zwariowałaś. Patricia.... Powiedziałaś też, że przypomnisz sobie, kiedy złożę pocałunek matczynej miłości. To prawda? - spytała przejęta.

- Tak. Ale nie rób tego. Chcę spędzić ten dzień z tobą. Zanim pojadę - odparłam poważnie.

- Ale klątwa....

- Cóż.... Dadzą radę jeszcze jeden dzień bez swojej Strażniczki.

- Nie wydaje mi się, kochanie - szepnęła.

Chciała mnie pocałować w policzek, ale się odsunęłam i wstałam.

- Mamo, proszę. Chcę spędzić ten dzień z tobą. Jak mama z córką. Wiem, że Percy…. - zaczęłam niepewnie - Wiem, że miałaś romans z Posejdonem.... Też miałam sen, w którym mi się pokazał.

Zrobiła wielkie oczy ze strachu.

- Wiem o Obozie Półkrwi. Dlatego chcę zostać dzień dłużej, byś nie czuła się samotna...

- Ale musisz ściągnąć klątwę. Nie dadzą rady bez ciebie...

- A ja nie chcę, byś w moje urodziny cierpiała. Nie taką chcę cię zapamiętać - przyznałam spokojnie.

Mama niepewnie wstała i mnie przytuliła. Oddałam radosna uścisk, kiedy nie naciskała więcej.

- Wybacz mi za to - szepnęła.

Chciałam się wyrwać, ale pocałowała mnie w policzek i wszystko sobie przypomniałam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania