Dawno, dawno temu.... Rozdział 3

Wspomnienia wracały do mnie w zastraszającym tempie. Widziałam przed oczami wszystko, czego dokonałam, kogo uratowałam, pokonałam. Z jakimi królestwami współpracowałam, a których jeszcze nie poznałam. Z kim się przyjaźniłam, a kogo omijałam szerokim łukiem... Widziałam także dla mnie najważniejsze rzeczy: poznanie Robin Hooda, ślub z nim przy pełni księżyca, poród naszego kochanego synka Rolanda....

Poczułam jak opadam na kolana głęboko łapiąc powietrze. Czułam jak mój mózg powoli przyswaja te wiadomości. To było dosyć ciekawe doświadczenie. O wiele lepsze niż dotyk Mrocznego. Mrok nie może dotykać światłości, bo wtedy ma się piękne rany tak jak ja koło ucha. Podniosłam powoli głowę i spojrzałam na mamę, która była minimalnie przerażona. Pierwszy raz widziała lewitującą osobę w świetle.

- Czemu to zrobiłaś? Chciałam powoli przyswajać informację i spędzić ten ostatni dzień z tobą - powiedziałam spokojnie wstając z kolan.

- Oni ciebie bardziej potrzebują niż ja ciebie. Na serio, skarbie. Poradzę sobie sama bez ciebie. Twój brat przyjedzie dopiero za miesiąc, kiedy ty.... Nie wiadomo co będziesz robić.

- Będę pracować i mieć na oku Reginę. Złą Królową. I będę na razie bez żadnych mocy uspokajać, kiedy dojdzie do niepotrzebnych zamieszek i walk - odparłam siadając koło niej - Mamo... Zdajesz sobie sprawę, że jak Emma lub ja zrzucimy klątwę, to nie będziesz mogła mnie odwiedzić.

- Wiem. Wszyscy będą mieć moce i będą mieć na oku osobę ze Świata Bez Magii - odparła płacząc - Wszystko mi powiedziałaś w snach. Dlatego chciałam, byś obiecała mi, że będziesz do mnie codziennie dzwonić i opowiadać, co się dzieje.

- Obiecuję - odparłam chwytając ją za dłoń - Jak mój mąż i syn wrócą z Zaczarowanego Lasu lub przed moją wyprowadzką tam, to ciebie odwiedzimy. Roland bardzo chciał poznać dziadków od mojej strony....

- Jest do ciebie podobny. I to bardzo. Tylko te oczy.... Ty masz zielone oczy, a Robin niebieskie. Skąd wzięły się brązowe oczy u niego?

Wzruszyłam tylko ramionami. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Cicho westchnęłam.

- To chyba już będę się zbierać.

- Pomóc ci się spakować? - zaproponowała z nadzieją.

- Mam już wszystko spakowane - odparłam - Wszystko było przygotowane, gdy pierwszy raz przekroczyłam próg tego mieszkania.

Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy wyciągając moją żółtą walizkę. Położyłam ją na miejscu, gdzie wcześniej siedziałam. Otworzyłam ją i wyciągnęłam 10 tysięcy w gotówce. Odliczyłam 5 000 i dałam mamie.

- Tobie przyda się bardziej niż mi. Tam już wszystko jest przyszykowane - odparłam poważnie - Wierz mi, z Mrocznym nawet dobrze żyłam nie licząc ściąganych klątw, walk.... Był też moim mentorem, który sprawdzał moje moce. W dziwnych, ale ciekawych przypadkach.

Wzięła je niepewnie i miętoliła banknoty w palcach. Znowu podeszłam do szafy i wyciągnęłam strój do jazdy. Brązowe, skórzane spodnie, biała bluzka i na to zielona wojskowa kurtka. Odwróciłam się do mamy, która szperała w mojej walizce. Wyciągnęła athame, parę moim notatek na temat magii i parę ciuchów.

- Masz gust. Lepszy od mnie - przyznała z bladym uśmiechem - Odprowadzę ciebie do paszczy lwa.

Uśmiechnęłam się pod nosem i zawiązałam sznurówkę w moich adidasach. Wzięłam walizkę i zjechałyśmy windą na sam dół. W międzyczasie zadała mi pewne pytanie, na które bardzo czekałam.

- Ty też przyjaźniłaś się z bogami greckimi?

- Z Zeusem i Posejdonem. Też byli moimi nauczycielami. Najlepszymi. Nauczyli mnie, jak mam się z nimi kontaktować i byłam ich dziewczyną na posyłki.

- Co? - spytała zaskoczona.

- Byłam ich wysłańcem z Olimpu. Razem obserwowaliśmy wszystkie krainy i wybieraliśmy najsilniejszych wojowników. Tych, którzy mieli dobre serce i byli mężni i walczyli o to, co dobre, czyniłam z nich Strażników danego królestwa. Te tatuaże, które miałam w twoich snach to znaki królestw. Mam ich mało na rękach, ale została rzucona klątwa - wyjaśniłam wychodząc z windy.

- A mieli tam dzieci? - spytała zainteresowana.

Położyłam walizkę na tyle motoru i zastanawiałam się nad odpowiedzią.

- W tamtych świecie bogowie są inni. …. Tam mieli tylko po jednym dziecku. Zeus miał Herkulesa, a Posejdon Urszulę. Bóg piorunów był dobrym ojcem, kochanym. Posejdon na początku też, ale.... kiedy zmarła mu żona, zmienił się. Rzadko chodził na zebrania, nie dawał rad, nie uczył. Za to zaczął zabijać piratów, którzy zamordowali mu żonę. Każdy statek, każdy pirat nie wychodził z tego żywo. Próbowaliśmy mu pomóc, tłumaczyć, ale nie słuchał. Zrobił za to okropną rzecz swojej córce. Chciała pomóc piratom swoim śpiewem, ale on... ukradł jej za to głos. Stała się zła do szpiku kości i zmieniła w morską wiedźmę. Po tym incydencie, zamknął się w sobie i od tamtego momentu ja i Zeus wybieraliśmy kolejnych Strażników.

Słuchała tego bardzo zdziwiona i poruszona. Usiadłam na motorze zamyślona.

- Ciągle myślę, że gdybym tam była, gdybym go powstrzymała, to przekonałabym go do tego, że źle robi. Ale... tego nie zrobiłam. Urszula jest na mnie przez to wściekła i mnie nienawidzi. Wcześniej się przyjaźniłyśmy, a teraz.... Kolejny wróg.

- Patty. To nie twoja wina. TY nie wybierasz ścieżek, który dana osoba podąża. To ICH wybór. Ty tylko dajesz wskazówki i to ich wybór czy ktoś się nimi posłuży czy nie - powiedziała przytulając się do mnie.

Ostatnia matczyna rada przed wyjazdem zawsze się przydaje. Zrobiło mi się lżej na sercu, kiedy powiedziałam historię bogów.

- A są tak przystojni władcy i ich synowie?

- Tak, ale mam swojego złodziejaszka z dobrym sercem - odparłam z uśmiechem. - I synka, który chce zobaczyć mamę.

- Jeszcze coś.... Dwa pytania... A czy był tam jakiś zły książę, który źle ciebie traktował?

Zwiesiłam głowę, by nie zobaczyła strachu w moich oczach.

- Tak, był. Nie chcę o tym rozmawiać. Zbyt bolesne. Ostatnie pytanie?

- Twoje prawdziwe imię to nie Patricia, prawda? Więc jak się nazywasz?

- Emily. Nazywam się Emily Hood - odparłam z uśmiechem nakładając kask na głowę - Ale dla ciebie będę Patricia Light.

- Masz rację, córeczko - odparłam z uśmiechem pełnym miłości chwytając mnie za dłoń - Leć ratuj świat jak prawdziwa Strażniczka.

- Zrobię to. Wyślę pocztówkę - odparłam z uśmiechem opuszczając szybę w kasku.

Mama się odsunęła, kiedy odpaliłam motor. Tak, właśnie na ten moment naprawiałam tego staruszka. Wyjechałam z garażu i jechałam do mojego przeznaczenia. Do Storybrooke.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania