Detektyw z Bostonu #1

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym dlaczego człowiek może sądzić człowieka za jego czyny bądź słowa? To pytanie od lat pojawia się w głowie detektywa z Bostonu, Charlsa Meedweniego. Pracując w lokalnej policji spotkał się z wieloma sprawami i sprawcami, lecz ta miała być dla niego wyjątkowa choć on sam jeszcze o tym nie wiedział.

 

***

Dień zaczął się dla niego jak każdy inny. Przychodząc na komisariat zamówił kawę ze swojego ulubionego baru. Zawsze zamawiał również swojej partnerce Candy, ale od tygodnia nie pojawiła się w pracy bez żadnej wyprzedzającej wiadomości. Nie było to do niej podobne i bardzo martwiło Charlsa.

-Dzień dobry Charls, zostałeś przydzielony do bardzo dziwnej sprawy. Wyruszaj natychmiast na ul.Midnight 21.-powiedział pułkownik rzucając mu akta sprawy i szybko odchodząc. Zajrzał do akt, które dał mu pułkownik, potrójne morderstwo. Ktoś zamordował całą rodzinę, matkę oraz ojca wraz z dzieckiem. Jak najszybciej udał się na ul.Midnight 21. Była to ulica na przedmieściach Bostonu, spokojna i miła okolica, nikt by nie pomyślał że dojdzie tu do takiej zbrodni. Zatrzymał samochód przy domu o numerze 21. Dom był dość ładny i duży jak na trzyosobową rodzinę. Ściany pomalowane na biało dawały świetny efekt komponując się z czarną cegłówką na dachu. Okna były zasłonięte, a na ogródku stało pełno radiowozów i ludzi. Charls wszedł przez bramkę i podszedł do niego jeden z policjantów stojących przy ogrodzeniu.

-Detektywie cieszymy się, że dotarł pan tu tak szybko. Okropna sprawa, nie widziałem jeszcze takiej rzezi. Ciała są w ogrodzie, technicy właśnie je badają.-powiedział pierwszy policjant i pokazał palcem na grupkę ludzi pochylających się nad czymś.

Jak najszybciej ruszył w tamtą stronę, minął wielu policjantów, którzy skupiali na nim swój wzrok. Gdy dotarł na miejsce owej zbrodni, nie uwierzył swoim oczom. Ciała całej rodziny były rozczłonkowane, każda część ciała znajdowała się w innym miejscu. Trawnik lepił się od krwi, a twarze matki i ojca wykrzywione były w grymasie cierpienia. Najgorszy widok przyniósł Charlsowi zmarły chłopiec, odcięto mu nóżki i rączki i zostawiono na pewną śmierć. Jaki potwór mógł dokonać takiej rzezi?

-Ile chłopiec miał lat?- spytał technika.

-Nie był starszy niż 4 lata, okropna śmierć. Nie było mu nawet poznać smaku życia.- odpowiedział mu technik.

-Znaleźliście coś, co mogłoby mi posłużyć jako poszlaka?- zapytał młodszego asystenta, dopiero uczącego się zawodu technika.

-Tak, znaleźliśmy taką broszkę. Nie należała do żadnej z ofiar.- powiedział podając mu przy tym piękną ozdobną broszkę w kształcie motyla. Charls widział już tą broszkę, taką samą nosiła jego partnerka Candy. Odwrócił broszkę do góry nogami by przyjrzeć się napisowi na dole. Przeczytał go w głowie: ,,Dla drogiej Candy”. Już nie miał żadnych wątpliwości co do pochodzenia broszki. Skąd Candy wzięła się na miejscu zbrodni? Czy to ona mogła dokonać tej rzezi? Nie mógł w duchu odpowiedzieć sobie na te pytania. Najwyższy czas znaleźć Candy....

Następne częściDetektyw z Bostonu #2  

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Melanie Reyes miesiąc temu
    Okej, może zacznę od błędów:
    Po pierwsze, leżą odrobinę dialogi. Co prawda są naturalne, ale problem leży w zapisie. Posłużę się może nieśmiertelnym przykładem, którego zawsze używam, kiedy komuś tłumaczę, jak poprawnie je zapisywać:
    Kiedy opisujesz czynność po zakończeniu zdania, dajesz kropeczkę i z wielkiej litery. Czyli:
    — Muszę się dowiedzieć, co takiego tu zaszło. — Podniosłam wzrok na zgromadzonych.
    A jeśli po prostu określasz, w jaki sposób ktoś coś powiedział, nie dajesz kropeczki i zostawiasz z małą literą:
    — Muszę się dowiedzieć, co takiego tu zaszło — mruknęłam pod nosem.
    Przy okazji, stawia się spację pomiędzy znakami (nie mówię oczywiście o kropkach, przecinkach, pytajnikach, wykrzyknikach, średnikach czy wielokropkach; one są przyklejone do ostatniego wyrazu jak dwulatek do mamy).

    Po drugie, momentami nie zagrała interpunkcja tak jak powinna. Tutaj warto zapamiętać kilka zasad:
    Kiedy w wypowiedzi pojawia się jej adresat, traktujesz to jako wtrącenie, więc wydzielasz imię przecinkami:
    — Czy mógłbyś, Krzysztofie, podać mi długopis?
    — Krzysztofie, podasz mi długopis?
    — Podasz mi długopis, Krzysztofie?
    Używając imiesłowów przysłówkowych współczesnych ("używając") i uprzednich ("używszy") wskazujesz kolejność wykonywania czynności, jak również powinieneś zachować odpowiednią interpunkcję:
    "Używając imiesłowów, dbam o przecinki." <- czynności wykonywane jednocześnie.
    "Używszy imiesłowu, postawiłam przecinek." <- czynności wykonywane jedna po drugiej.
    Już chyba nie muszę wspominać o stawianiu przecinków przed "choć", :chociaż", "choćby", "że" i innych tego typu wyrazów.

    Po trzecie, nazwy ulic, numery domów.
    O ile dobrze mi wiadomo w tym temacie, unika się wszelkich skrótów. Opowiadanie to nie list (chyba że jakiś cytujesz), numery pisze się zazwyczaj słownie, a skróty rozwija. Zamiast "np" -> na przykład, zamiast "ul." -> ulica, zamiast "itd." -> i tak dalej, etc.

    Po czwarte, prędkość akcji.
    Tutaj wydawało mi się, że nie czytelnik nie zdążył zaznajomić się z bohaterem, a już akcja popędziła na łeb na szyję. Zabrakło opisów, uczuć, emocji, charakterystyki głównej postaci. Nie mówię, żeby od razu wklejać długi i szczegółowy opis, jak to ów mężczyzna wygląda, ale wpleść chociaż gdzieś pomiędzy zdania, jak on wygląda (coś jak "przeczesał dłonią swoje ciemne włosy").

    W piątym punkcie, pozwolisz, że zacytuję, ponieważ nie mogę dobrać tych pojedynczych przypadków do odpowiedniej kategorii:
    1) "Dom był dość ładny i duży jak na trzyosobową rodzinę." <- hmm, nie jestem pewna, dlaczego przymiotnik "ładny" się tutaj pojawił. Idąc tym tokiem myślenia, czy dom każdej rodziny wieloosobowej musi być mało ładny ze względu na ilość mieszkańców? Co w takim razie z willami, chociażby rodziny królewskiej? Co do dużego się zgodzę, ponieważ każda, że tak powiem, familia może mieć różną wielkość działki.
    2) "Ściany pomalowane na biało dawały świetny efekt komponując się z czarną cegłówką na dachu. Okna były zasłonięte, a na ogródku stało pełno radiowozów i ludzi." <- w pierwszym zdaniu zmieniłabym szyk. Coś na styl: "Białe ściany komponowały się z czarną dachówką, dając niesamowity efekt". W drugim natomiast nie ma logicznego powiązania pomiędzy zasłoniętymi oknami, a stojącymi w [wydaje mi się, że "na" jest błędne, chociaż jest to może element gwary] ogródku radiowozami. Po prostu jedno nie wynika z drugiego.
    3) "Charls wszedł przez bramkę i podszedł do niego jeden z policjantów stojących przy ogrodzeniu." <- ponownie nie zagrał szyk. Myślę, że lepiej by brzmiało, gdyby było tak: "Kiedy Charls wszedł przez bramkę, podszedł do niego jeden ze stojących przy ogrodzeniu policjantów". Ponadto nie jestem pewna, czy poprawnie bohater nie powinien nazywać się "Charles", nic mi nie wiadomo o "Charls". W każdym razie, jest to fikcja literacka, więc imię może być zmyślone. Mówię tylko, co rzuciło mi się w oczy. ;)

    To większość błędów, które wyłapałam. Co do samej fabuły:
    Zaczyna się ciekawie i będę śledzić dalsze losy detektywa z Bostonu, ponieważ już w pierwszym rozdziale wysunęła się sprawa zahaczająca o życie prywatne policjanta, co mnie niezmiernie zaintrygowało.

    Całuski,
    Mela
  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Oj, ja bym dorzucił więcej uwag:
    "Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym[,] dlaczego"

    "Dień zaczął się" - dzień

    Nie stawiasz spacji po myślnikach i innych znakach interpunkcyjnych (a tak w ogóle to masz łączniki "-" zamiast myślników "–" albo "—" )
    "-[ ]Ile chłopiec miał lat? [ ]- spytał technika."
    "-[ ]Dzień dobry Charls, zostałeś przydzielony do bardzo dziwnej sprawy. Wyruszaj natychmiast na ul.[ ]Midnight 21.[ ]-[ ]powiedział"

    "rzucając mu akta sprawy" - wszystkie te książkowe "akta sprawy" które przewijają się w kryminałach, to po prostu teczki z raportami, protokołami oględzin, przesłuchaniami itp. Gromadzą się one w czasie śledztwa. Siłą rzeczy własnych akt nie ma jeszcze sprawa świeża, której właściwie nie zaczął prowadzić dopiero co przydzielony śledczy. Szef mógł mu najwyżej rzucić kartkę ze zgłoszeniem i informacją od pierwszych przybyłych techników.

    "Wyruszaj natychmiast na ul.Midnight 21.-(...)Jak najszybciej udał się na ul.Midnight 21.(...) Zatrzymał samochód przy domu o numerze 21." - nie uważasz, że powtórzenie adresu trzeci raz jest zbędne? W tak krótkim tekście nie trzeba czytelnikowi przypominać numeru.

    "nikt by nie pomyślał[,] że dojdzie tu"

    "Ściany pomalowane na biało dawały świetny efekt komponując się z czarną cegłówką na dachu." - dachy kryje się dachówkami, cegłówka to stara, zmurszała cegła lub jej duży odłamek:
    https://sjp.pwn.pl/sjp/ceglowka;5569592.html


    "a na ogródku stało pełno radiowozów i ludzi." - radiowozy stały w ogródku, na trawie obok zwłok? W tym otoczonym ogrodzeniem, do którego wchodzi się przez furtkę? Chcieli rozjechać ślady?

    "Tak, znaleźliśmy taką broszkę. Nie należała do żadnej z ofiar." - a wiedzą to wkrótce po przyjeździe na miejsce stąd, że...?

    Widzę tu dużo schematów zaczerpniętych z seriali kryminalnych, warto by trochę bardziej przemyśleć fabułę, czy coś nie jest ze sobą sprzeczne.
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    W Bostonie nie ma ulicy Midnight.
    Zawsze możesz trafić na takiego szaleńca, który to sprawdzi:-)
  • Canulas miesiąc temu
    Dobór narracji ciekawy, ale... (cała reszta). Po łebkach, zbyt szybko. Pułkownik nie jest chyba adekwatnym stopniem dla przełożonego w tej pracy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania