Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dezercja-Fragment

Połowa dzieciństwa spędzona na marzeniach o wojaczce, lata cholernego treningu i opowieści instruktorów, wszystko to przydatne niczym dupie mrowisko. Taktyki taktykami, a bitwa to pierdolony chaos - mawiał dziesiętnik, i miał racje. Szaleńcze krzyki rozchodziły się powietrzu w akompaniamencie bolesnego brzęku stali, gdzieniegdzie zagłuszany hukiem wybuchu kolejnej beczki z gazem. Timor jednak niewiele z tego słyszał, bębenki wybijały mu dzwonem a oczy zdawały się biegać w kółko. Pierwsza próba powstania spalona jeszcze przed startem, po próbie podparcia się prawą ręka do ziemi szybko sprowadził go przeszywający ból. Z twarzą ponownie wlepioną w gęste błocko zmieszane z juchą i najpewniej odchodami, postanowił spróbować ponownie. Szczęśliwie druga ręka okazała się w miarę sprawna, na tyle by podnieść się na kolana.

 

Siedząc w tej pozycji niewiadomo ile, oczekiwał na odzyskanie zmysłów, mijały sekundy, minuty, nie wiedział ile tam siedział, pośród szalejących wojaków, ale zdawał sobie sprawę że musi uciekać. Kiedy tylko sytuacja wydawała się poprawiać podniósł się gwałtownie, zbyt gwałtownie. Zwymiotował w miejsce w którym jeszcze chwile temu leżał, ból w głowie zdawał się nie do zniesienia ale udało się, wstał.

 

Niedosłyszący, posiadający rozeznanie na nie dalej niż kilka metrów wokół siebie, zgięty wpół wpatrujący się w swoje rzygi i najpewniej swoją krew.

 

Ale żywy.

 

Odzyskując część słuchu zaczął ponownie dostrzegać niebezpieczeństwo, wciąż był gdzieś na polu bitwy, otoczony przez wrogów i sojuszników, nie był tylko pewien którzy byli którzy.

 

Timor nie zastanawiał się nad tym co robi, nawet gdyby chciał miał na to ani czasu ani energii, jego nogi poruszały się mimochodem a mocno upośledzona wizja starała się wyszukiwać potencjalne zagrożenia. Powoli omijał jeszcze ciepłe ciała przyozdabiające glebę, powoli dzwonienie w uszach ustępowało narastającemu bólowi złamanej ręki.

 

W końcu ujrzał płomyk nadziei którego szukał, nie dalej niż sto metrów na wprost, las, gęsty, potężny las. Mur drzew przyozdabiał trakt kupiecki z obydwu stron, to właśnie ta cholerna gęstwina umożliwiła bandytom napad na ładunek gazu.

 

I ta sama gęstwina pozwoli mu teraz przeżyć.

 

Jakoby zapominając o bólu, jego nogi zaczęły nabierać prędkości, z każdym krokiem zwiększał tempo już prawie przechodząc do biegu.

 

-Żołnierzu!- usłyszał krzyk, ale nie zatrzymywał się -Z tej drogi już nie ma odwrotu!- Kontynuował głos kapitana Augusta. Ale Timor się nie zatrzymał, nie miał najmniejszego zamiaru, -Chędożony tchórz!-Zdawał się słyszeć, nieważne jak go nazywali, nie liczył się wtedy honor czy rozsądek.

 

Liczyło się tylko przeżycie.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nerd 2 miesiące temu
    "z juchą" - słowo z języka potocznego, w literaturze się takich nie używa. Lepiej napisać krwią.

    Po za tym nieźle oddana atmosfera pola bitwy. Jak dla mnie mocna 4.
  • Karawan 2 miesiące temu
    Jakoby zapominając o bólu, - zazgrzytało w mojej łepecie. "1/Jakoby -wyraz łączący z członem nadrzędnym zdanie będące jego rozwinięciem (dopełnieniem), lecz nadający mu odcień nierzeczywistości, nieprawdopodobieństwa...2/partykuła wyrażająca zastrzezenie co do prawdziwości przytaczanej relacji..."SJP Skorupki.
    Nie zaczynałbym więc tego zdania od "jakoby". Cała reszta łącznie z juchą imho OK! Duży piątal i czekam na CD.;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania