Do not let me stop loving—Rozdział 4

Weekend nareszcie. Tak długo czekałam. Zero pracy...zero telefonów. Siedzę na dworze pod dużym wiśniowym drzewem. Otacza mnie tylko cisza i spokój. No z wyjątkiem tego, że wokół mnie rozbrzmiewają śpiewy ptaków. Piękna wiosna. Roślinność... Zwierzęta... Budzą się do życia. Ach jak ja uwielbiam tę porę roku. Chociaż jesień też nie jest taka zła. Cudowne jesienne spacery, a potem ciepła czekolada i oglądanie jakiejś komedii pod kocykiem. Za oknem krople deszczu pukają, o szybę, a liście zmieniają z zielonego na piękne złociste kolory. Przyjechałam, do rodzinki na cały Weekend, a z rozmyślań oderwał mnie głos mojego bratanka.

— Ciociu chodź szybko — Leoś podbiegł, do mnie a ja od razu odwróciłam wzrok od książki.

— Co się stało maluchu?—zapytałam z ciepłym uśmiechem i poczochrałam go po jego czuprynie.

— Babcia zrobiła ciasto czekoladowe. Chodź szybko — maluszek zaczyna ciągnąć mnie za rękę, a ja wybuchnęłam cichym śmiechem.

— Spokojnie maluchu już idę — mówię ciepłym głosem.

***

Siedzimy wszyscy przy stole w rodzinnym gronie. Uwielbiam moją rodzinkę. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tata cały czas częstuje się ciastem, gdy tylko mama nie patrzy, a gdy ta zauważy, że kawałek zniknął, z talerza mierzy ojca morderczym wzrokiem. Widząc, mamę i tatę w mojej głowie pojawia się myśl, że ja też bym chciała przeżyć taką miłość. Są już ze sobą tyle lat i widzę, jak darzą się niesamowitym uczuciem. Ich miłość nigdy nie wygasła, to jest cudowne... Takie piękne. Posłałam im ciepły uśmiech, przewracając oczami.

— I jak córcia w nowej pracy? — mama pyta, z delikatnym uśmiechem co jakiś czas spogląda na ojca.

— Dobrze, całkiem okej — cicho westchnęłam i wzięłam kolejny kęs pysznego ciasta.

Leoś siedział na kolanach mojego brata i cały czas się śmiali. "Cudowny ten maluch" pomyślałam, a na moich ustach pojawił się szerszy uśmiech.

—Mark już wystarczy tego ciasta — mama skarciła ojca wzrokiem. On od razu cicho mruknął cos pod nosem, a ja tylko cicho zachichotałam.

— Ciociu chodź — chłopiec podszedł do mnie i zaczął ciągnąć za rękę.

— I jak ja mam ci odmówić? — cicho westchnęłam i przewróciłam oczami.

***

Siedzę już z tym maluchem jakieś trzy godziny, a on cały czas jest pełen energii. Jestem wykończona. No cóż, muszę się poświęcić dla tego malucha i jakoś przezwyciężyć zmęczenie.

— Ciekawa jestem z kąt w tobie tyle energii Leoś — śmieje się lekko i zaczynam łaskotać malucha.

— Cio...ciociu...prze... przestań — mały śmieje się, próbując się wyrwać.

— Nie ma tak łatwo — zachichotałam, dalej go łaskocząc.

Resztę popołudnia spędziliśmy całą rodziną, siedząc na kanapie i oglądając albumy ze zdjęciami. Poczułam, jak dawne wspomnienia wracają. Cudownie Jest mieć taką rodzinę...

 

Nathan

— Dobrze mamo tak obiecuje to do zobaczenia — rozmowa z mamą to tak jak bym miał biec Maraton na kilkanaście kilometrów. Ciągle ta sama rozmowa... ciągle te same pytania... Zmęczony rozmową usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem telewizję. Po chwili po mieszkaniu rozległ się dźwięk telefonu.

— Kto tym razem? — warknąłem do siebie i odebrałem — Tak słucham? — mruknąłem z niezadowoleniem.

— Hej stary masz ochotę iść dziś do klubu na jakiegoś drinka czy coś? — gdy usłyszałem głos przyjaciela, cicho westchnąłem.

— O której? — pytam, spoglądając na zegar wiszący na ścianie.

— Może tak o 20:00? — spytał z nadzieją w głosie, że jednak się zgodzę.

— No dobrze to widzimy się później—odpowiedziałem i zakończyłem rozmowę.

***

Godzina 20:00 siedzę, w klubie z kumplem popijając zamówionego przeze mnie drinka. Po całym pomieszczeniu rozlegała się głośna muzyka a cały parkiet wypełniały piękne dziewczyny o zgrabnych sylwetkach.

— To, co stary może jakąś dzisiaj wyrwiesz hmm? — Mike spojrzał na mnie i poruszył znacząco brwiami.

— Nie mam dzisiaj ochoty... Nie mój dzień—mruknąłem, będąc gdzieś daleko myślami.

— Ej stary co się dzieje, jesteś dzisiaj jakiś nieobecny...taki inny — spojrzał na mnie, biorąc łyk swojego drinka.

— To przez rozmowę z matką —cicho westchnąłem — znowu toczyła ze mną rozmowę, że powinienem wreszcie się ustatkować... Ale to nie dla mnie, nie jestem taki jak mój brat... Nie kręcą mnie stałe związki... A tym bardziej życie rodzinne. Co prawda lubię mojego bratanka, ale na ojca bym się nie nadawał.

— A jak tam ta twoja nowa asystentka? Seksowna? — spytał z zadziornym uśmiechem.

— I to jak...jest piękna... Taka delikatna... Taka inna — mówie bawiąc się serwetką uśmiechając się pod nosem.

— O, czyli coś jednak jest na rzeczy? — śmieje się lekko.

— Zamknij się — mruknąłem.

— Już stary... Spokojnie — chłopak wypił do końca swojego drinka i ruszył na parkiet.

Cały wieczór myślałem o tym wszystkim... Może matka ma rację? Eh... Nie na pewno nie... Nie jestem taki jak moi bracia... Kobiety są nic nie warte, liczą się dla nich tylko pieniądze i nic więcej...

***

Siedziałem w klubie jeszcze jakiś czas, nie przestając rozmyślać. Wróciłem do domu po 1:00. Wziąłem zimny prysznic, aby chociaż trochę się odprężyć i zmyć z siebie złe myśli. Zmęczony zasnąłem. Starając się, chociaż na chwilę zapomnieć o rzeczywistości.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania