Do ostatniego gwizdka-Rozdział 1-Telefon niespodzianka

Napastnik biegł w stronę pola karnego,obrońcy nie mogli go zatrzymać. Podążałem w stronę bramki przeciwnika u jego boku,widziałem zmęczenie na jego twarzy,drobne krople potu widniały wyraźnie na jego twrazy. Nazywa się Marcus,od kiedy przeprowadziłem się z mamą do USA,jest moim kumplem i wspiera mnie od zawsze. Gramy w jednym klubie-w juniorach Chicago Fire. Turniej był ciężki,strzeliłem kilka bramek i grałem dobrze,ale przeciwnicy stawiali mocny opór. Musieliśmy wygrać w końcu,dzisiaj po finale najlepsi zawodnicy turnieju mieli otrzymać miejsce w pierwszej drużynie. Widziałem że obrońca pędzi na niego niczym rozszalały dzik,chciał go zatrzymać za wszelką cenę. Miał na twarzy zdeterminowanie i minę w stylu ,,I tak nie przjedziesz czarnuchu". Krzyknąłem do Marcusa:

-Podaj stary !-usłyszał to. Próbował przekazać mi piłkę,ale w momencie podania upadł jak długi. Noga obrońcy ścięła go wybijając w górę kilka strzępów trawy. Arbiter odgwizdał jedenastkę. Obrońca kłócił się i tylko spojrzał z pogardą na mojego przyjaciela. Marcus ledwie wstał i podał mi piłkę

-Zrób to stary. To twoja szansa.

Cofnąłem się. Miałem w głowie mnóstwo myśli. Widziałem Sandy na trybunach,uśmiechnęła się do mnie. Prześliczna dziewczyna,kocham się w niej od kiedy jestem w Chicago. Sędzia zagwizdał,podbiegłem do piłki i uderzyłem. Futbolówka otarła się o palce bramkarza i trafiła w górny róg bramki. Cała drużyna,podskoczyła a stadion wraz z Sandy wybuchł euforią. Trener podbiegł do nas aby świętować zwycięstwo. Wygraliśmy 1:0,to było niesamowite,serce waliło mi niesamowicie,dobrze,że trzymało rytm.

Po meczu wraz z Marcusem poszliśmy do mnie,byliśmi weseli i obiecano nam profesjonalne kontrakty,a mamy dopiero po 17 lat. Po chwili zaczęła się rozmowa:

-Stary-odezwał się pierwszy-Świtenie grałeś. Trafiłeś do siatki,przez cały turniej równie dobrze się zaprezentowałeś. Cały świat przed tobą,jesteś jak Ronaldo tylko odrobinę wolny.-po tym delikatnie uderzył mnie w ramię

-Marcus,oboje daliśmy z siebie wszystko i jesteśmy świetni-przybiliśmy żółwika,w momencie gdy byliśmy tuż pod moim domem,zadzwonił telefon,mój telefon. To było bardziej niespodziewane,niż mi się wydawało,po mojej minie Marcus wiedział o co chodzi. Weszłem wraz z nim do domu i usiedliśmy przy stole:

-Wszystko jasne-powiedziałem poważnym głosem spoglądając na mojego przyjaciela

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania