Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Donata

Wszystko zaczęło się od łajdactwa.

Donata to po prostu lubiła, szmacić się, sobaczyć

Dzień w dzień, gdy tylko Janek szedł do roboty siadała na rower i jechała- przeważnie do Wacka, albo Leszka.

A potem razem z obcym chłopem, do lasu.

Janek jakoś to znosił, nie pomagały ani prośby, ani groźby, ani bicie. Często chodziła posiniaczona, a wszyscy mówili ,,Dobrze tak, suce".

Rodziła co roku. Czyje? Tego sam czort nie wiedział, ale na pewno nie jankowe.

Miała dwadzieścia pięć lat i szóstkę dzieci, tylko oficjalnie ślubnych.

Wreszcie rodzice Janka i jego brat, Krystyn, u których to mieszkał nieszczęśnik z rodziną postanowili ich przepędzić.

Tak się złożyło, że pod lasem stała próżna chata po donaciej babce, która pomarła zeszłej zimy.

Takie były śniegi, zawieje, że mało kto z domu gębę na dwór wystawiał.

Nikt nie chodził na wieczorki, wszystkie siedzieli przy piecach .

Nie wiadomo, ile czasu nieboszczka leżała w izbie- miesiąc, dwa?

Jak zelżały mrozy Maciejuk, co mieszkał najbliżej wstąpił rozeznać się, czy Wawrzyniakowa żyje, bo coś jej nie widno było w obejściu ostatnio.

Pchnął drzwi i uderzył go odór. Pobiegł po ludzi. Zleciało się paru chłopów.

Na łóżku, w brunatnej kałuży, pośród wysechłych robaków leżał szkielet w przegniłej koszuli nocnej.

Wzięli ludzkie ścierwo, z siennikiem włożyli do trumny i tak pochowali. Smród pozostał.

 

Więc rodzice i brat postawili Jankowi ultimatuma- albo zamieszka w chacie pod lasem,

albo niech idzie w siną dal, bo oni jego żony- kurwy i jej pomiotu trzymać dalej nie chcą.

Co miał zrobić, przeprowadził się nieborak.

Pomimo porąbania babkowego łóżka, wyprania wszystkiego co się dało, bezustannie otwartych okien i drzwi (jak ciepło) w chacie po prostu śmierdziało. Latem wszystkie żyli w stodole, Donata gotowała w parnicy.

Cuchnący dom był złem koniecznym, unikano go, kiedy tylko się dało.

 

Raz Janek nie poszedł do roboty. Przyfilował, gdzie jedzie żonka.

Złapał ją z Makarem, jak ten akurat chędożył. Mignęła nagość między krzakami.

Cichaczem zakradł się z siekierą. Moment później, rycząc jak zarzynane zwierzę i takoż krwawiąc, Makar pierzchł w las.

Jego lewy poślad leżał na ziemi.

- Mam dosyć, bladzio sakramencka, ciebie, bastruków i tej śmierdzącej chałupy- krzyczał Janek.

Zanim płacząca Donata zdążyła go powstrzymać oblał budynek naftą i podpalił.

W mig zajęły się spróchniałe bale, strzecha. Fetor z tego szedł okrutny, cuchnęło padliną. Potem zgorzała stodoła i obórka.

 

Janka posadzili. Za okaleczenie Makara, za spalenie hektara lasu państwowego, co nań ogień przelazł.

Pomimo to nikt nie współczuł Donacie. Do domu rodzinnego nie mogła wrócić, do teściów tym bardziej. Nikt nie chciał latawicy.

Przygarnął ją Mietek Smoła, stary kawaler. Wszyscy się dziwowali, bo babów on już od młodości unikał, musi pedał czy co.

 

Pewnej nocy Donata przyszła do jego łóżka. Objęła, poczęła się przytulać. Odtrącił.

-Chyba kutasa nie masz, ty musi nie chłop- roześmiała się.

- Mam, ale ... nietypowego. Chcesz się ruchać? Dobrze, choć tego nigdy nie robiłem przez tę dziwaczność przyrodzenia.

Ale warunek- zamknij oczy.

 

Mietek zdjął kalesony.

- O Jezu...- wrzasnęła kobieta czując, jak wchodzi w nią coś kosmatego i nieforemnego.

-Co ty masz?- przeraziła się, poczęła wyrywać, ale Smoła trzymał mocno. I pchał.

Serce waliło jej jak oszalałe. Gdy uścisk Mietka zelżał wyszarpnęła się i w księżycowym blasku, co do izby padał, zobaczyła monstruma.

Przyrodzenie mężczyzny było wielkie, pokryte szerszcią, spod której wystawały potworne guzy.

Dyndał pod nim równie olbrzymi worek z mędrałami.

Wtedy eksplodowało. Na twarz, brzuch Donaty wystrzeliła zielonkawa, lepka ciecz.

Suka z wiskiem wypadła na dwór i poczęła się wycierać trawą, wpychać pokrzywę do pizdy, coby złe wypalić.

Jakby się szaleju najadła, biegała ladacznica po wsi i krzyczała, że ją trędowaty zgwałcił.

 

Nierząd nierządem, ale trąd to poważna sprawa.

Sam naczelnik z gminy na drugi dzień przyjechał i zakomenderował, by dzieciaki tymczasowo oddać krystynowej babie.

Potem poszedł oglądać mietkowego kutasa. Ludzi- a pół wsi się zleciało- nie wpuścił na próg. Zasłonił okna.

Pod groźbą nasłania lekarzy z milicją i przymusowego zabrania do lecznicy w mieście nakazał zdjęcie spodni.

Smoła wyjaśniał, że ma takiego od zawsze, ponoć to kara za to, iż jego matka się sparzyła z capem.

Wstydził się tego i przez to kobity nie szukał. Ale jak sama mu do wyra wlazła- postanowił skorzystać, choć pod tym względem nieco kaleka.

Naczelnik, stwierdziwszy, że to nie trąd wrócił nazad.

Donata zamieszkała na siódmej wsi, aż gdzieś pod Kromienicą. Ponoć z jakimś pijakiem.

Tylko Smoły szkoda, obwiesił się biedaczysko, jak fama o jego siuraku i jajkach się rozlazła. Ludziska nie dali żyć, zaczczuli.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Takie powiedziałbym nie najgorsze. Nie nudziłem się. Ale gatunkowo. Autorze co to za mieszanka? ;) Są niedoróbki, dlaczego? skoro tekst nie jest napisany źle.
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    tekst jest tylko i wyłącznie żartem napisanym w 2013 roku :) Gatunkowo? Gawęda wiejska obleśnawa :) Proszę o wskazanie niedoróbek.
  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Jest za dużo i za mało spacji :D
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    Jejuśku - tylko to... pisałem to będąc niejako w powijakach, wena szalała na całego, a nie ogarniałem, gdzie stawiać spacje. Teraz lepiej interpunkcjuję.
  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Mr Florian. Ale to działa w obie strony, bo jak ktoś widzi, że ci się nie chciało, to dlaczego jemu ma się chcieć czytać?
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    poprawię te nieszczęsne spacyjki. jutro. całą noc nie spałem...
  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Mr Florian. To tylko sugestia ;)
  • nimfetka 2 tygodnie temu
    Aaaale sympatyczne, lekkie i tak przyjemne do poczytania. Funkcjonowanie jego przyrodzienia, aż nazbyt opisane. xD
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    Starałem się by to było w stylu karykaturalnie wiejskim... może inspirowałem się tekstami świętej już pamięci Genowefy Pigwy i sołtysa Kierdziołka - tylko u mnie wyszło z dozą gówniarskiej rubaszności :)
  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Ano, szalony tekst, ale dość fajny :)
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    Dziękuję w imieniu Donaty :)
  • Agnieszka Gu 2 tygodnie temu
    Witam,
    (O kuźwa!) A przechodząc do meritum: No cóż, tekst zgrabnie napisany, nie banalny. Żartobliwym podtekstem zakrapiany.
    Pozdr
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    dzięki
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Podlane turpizmem (szok estetyczny) naturalistyczne obrazki, sprawnie wbiegające w czytelniczą percepcję.
    Gdyby nie rower i hektar państwowego twórczość... z 2. połowy XIX wieku.
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    dzięki
  • Maurycy Lesniewski 2 tygodnie temu
    "Przyrodzenie mężczyzny było wielkie, pokryte szerszcią,..." powinno być "sierścią" czy celowo użyłeś tamtego słowa?
    Jest ciekawie, trochę masz tam technicznych niuansów, ale kto ich nie ma.
    Całkiem spoko tekst.
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    Oczywiście, że celowo! To gwarowe, choć nie jarzę, z jakiej gwary. A jakie wymowne - szerszć! Albo wiszczeć. Stylizacja taka, para-archaizująca, dla jaj.
  • Angela 2 tygodnie temu
    Czytało się z przyjemnością, tekst jest lekki i dosyć zabawnie napisany. 5
    Pozdrawiam.
  • Florian Konrad 2 tygodnie temu
    dziękuję i również pozdrawiam.
  • stefanklakson 2 tygodnie temu
    Mr Florian. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: też dałbym 5, gdyby nie spacje, bo ich poprawienie to jest pięć minut w Wordzie :D Sam tekst był fajowy.
  • sensol 2 tygodnie temu
    fajne. jest akcja. nie ma podkapcania. jest seks, przemoc. napisane z humerem. lekko. jest dobrze
  • nigdy 2 tygodnie temu
    Mi się podoba historyja
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Kolejny, bardzo ciekawie napisany tekst. Świetny język.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania