Dovrat - Rozdział 1 - Poczytalność

Przez okno swego małego domu widział tylko jaśniejącą białym światłem trawę, lecz w dali migotał niespotykany wcześniej zielony blask.

 

"Co to może być?" - pomyślał Grime.

 

W swoim życiu nie widział nigdy tego koloru. Biała trawa, niebieskie korony drzew z różowymi pniami oraz gałęziami jak i owoce rozmaitych kolorów, lecz nigdy taki.

 

"Może są pozostałości sprzed katastrofy?" - zadał sobie pytanie niespokojnie otwierając spróchniałe drzwi domu.

 

Ostrożnym krokiem szedł ku wodom pomarańczowej barwy. Podszedł do brzegu jeziora i ujrzał źródło nieznanego mu dotychczas koloru. Ryba, której oczy były kompletnie czarne, a źrenica przypominała spiralę z której wydobywał się silny blask zieleni. Unosiła się martwa na wodzie. Wziął ją w rękę i wrócił do domu skradając się. W tym świecie istnieją potwory, które zabiły by go machnięciem łapy lub pożarły żywcem całym stadem. Wynaturzenia tego dziwnego świata nie znały swego miejsca. Żywił się owocami pobliskich drzew, a ryba którą znalazł była pierwszym mięsem od dawna. Pomyślał o tym, że ostatni raz jadł mięso, gdy jego żona została zmiażdżona przez jedną z bestii. Gigant musiał przypadkiem na nią nadepnąć. Oboje się tego nie spodziewali, nie było nawet żadnego tąpnięcia lub krzyku. Tylko zmiażdżone zwłoki. Głodny, na skraju śmierci nie mógł pozwolić, by mięso się zepsuło, lub co gorsza przyciągnęło pomniejsze stworzenia. Stłumił swe emocje, zabrał ją i zjadł. Kości wyrzucił do pobliskiego jeziora, nazajutrz już ich nie było. "W tym szalonym świecie szaleństwa stają się rzeczywistością." - pomyślał sobie tak jak wtedy. Ocknął się ze wspomnienia, po czym wziął rybę na blat. Rozciął ją, a następnie z jej wnętrza wyszły karaluchy w liczbie, która nie powinna się zmieścić w jej wnętrzu. Dziesiątki ruszyły ku wyjściu, a następnie w stronę jeziora. Zdumiały mężczyzna patrzył na nie i dokąd zmierzają. Potrząsnął głową i wrócił do ryby przypomniawszy sobie, że to teraz norma. Świecące rośliny i zwierzęta oraz ich mutacje jak i brak słońca.

 

"Karaluchy w rybach to zapewne kolejna zmiana." - pomyślał wracając wzrokiem do ryby.

 

Jej wnętrze wyglądało na zepsute, pomimo iż przed chwilą mięso wyglądało świeżo. Odłożył nóż i odsunął się od niej powoli. Ryba podskoczyła w górę. Mężczyzna kierował się tyłem ku wyjściu. Ryba podskoczyła po raz kolejny i kolejny. Grime otworzył drzwi i zaczął uciekać w taki sposób, by nie wydać żadnego odgłosu. Zobaczył innego człowieka biegnącego w stronę jego domu, lecz czarny jeleń z białym porożem, które świeciło zabił go i pożarł.

 

Widząc to miał tylko jedną myśl "To już nie miejsce dla ludzi".

 

Już dawno zrozumiał, że trzeba się ukrywać, tak samo jak muszą inni potencjalni ludzie. Ten świat należał do obcych istot. Nie mógł się wychylać ani wydawać dźwięków, potwory tylko czyhają na swoją szansę, by zjeść go i inne żywe istoty. Przedzierał się przez wysokie białe trawy, które wraz z przebytym dystansem stawały się coraz niższe. Nie wiedział ile czasu już idzie, ale w końcu zauważył przed sobą budynek, oświetlany przez rosnące w okół drzewa. Niebieskie światło liści odkryło przed nim jak olbrzymia jest ta budowla. Trzy piętra, po dziesięć okien na każdym z podwójnymi drzwiami na samym środku. Bez wahania wszedł do środka. Pomimo tego jak z zewnątrz wyglądała posiadłość w środku znajdowało się tylko jedno pomieszczenie. Nie wiedział co o tym myśleć. W dodatku pomieszczenie było kompletnie puste, ale czyste. Zero kurzu czy pajęczyn, wszystko idealnie czarne. Po prawej oraz lewej stronie pomieszczenia znajdowały się okna przez które wpadało nieznaczne światło, jednakże wystarczające, by dostrzec kolejną parę drzwi. Znajdowały się w lewym kącie tylnej ściany, a na ich środku zielona spirala. Musiał przeć na przód lub poddać się i pozwolić jakiejś bestii pożreć swe ciało. Odpowiedź była dla niego prosta.

 

"Muszę przeżyć." - powiedział sam do siebie otwierając drzwi.

 

Kolejne pomieszczenie wyglądało jak wnętrze kościoła. Po bokach ustawione były ławki, a obok każdej stała świeca na wysokim czarnym świeczniku. Płomienie zielonej barwy rozjaśniały wnętrze tak, że miejsce to wyglądało niczym pod wodą. Na samym końcu pomieszczenia znajdowała się ambona, a po jej bokach świeczki palące się czerwono-pomarańczowym płomieniem. Ich światło pokazywało, że ciągnący się przez środek dywan jest koloru fioletowego z złotymi wyszyciami po bokach. Zbliżył się do ambony i przechodząc przez to dziwne miejsce dostrzegł coś. W kącie budynku siedziała osoba. Niewielki blask świec ambony zarysowywał tylko kontur. Grime wziął jedną z świec i ruszył ku siedzącemu.

 

"To dziewczynka." - pomyślał chwilę, po zbliżeniu się.

 

Jej włosy jak i twarz oraz ubranie były kompletnie białe, jedynie jej usta i paski na koszulce były brązowe. Wydawała się mu od dawna martwa, o ile była człowiekiem. Kucający przy niej mężczyzna upuścił świecę i upadł do tyłu, gdy dziewczynka nagle wstała. Uśmiechnęła się szyderczo i spojrzała na niego swoimi czarnymi, pustymi oczodołami. Grime najszybciej jak tylko potrafił podniósł się i zaczął biec ku wyjściu, lecz wrota zatrzasnęły się przed nim. Odwrócił się, lecz zaraz po tym biała istota rzuciła się na niego z czarnym nożem i wbijała go w pierś mężczyzny raz po razie. Z każdym dźgnięciem pluł krwią i podskakiwał próbując coś zrobić, lecz biała osoba skalana w jego krwi nie miała litości.

 

Grime obudził się w swoim domu, podniósłszy się z łóżka wyjrzał przez okno. Dostrzegł dziwnie migoczące zielone światło, wydawało mu się ono znajome. Ruszył powoli skradając się w stronę jeziora, z którego pochodził blask niespotykanej barwy. Na brzegu leżała ośmiornica, czerwona z zielonymi oczami bez źrenic. Była martwa. W pomarańczowej wodzie nie było widać innych stworzeń.

 

"Ośmiornica w jeziorze to pewnie kolejna zmiana w tym chorym świecie." - pomyślał biorąc w ręce nieżywe stworzenie.

 

Idąc w stronę domu pomyślał o tym, iż nie pamiętał kiedy ostatnio jadł jakieś mięso. Po wejściu do domu spojrzał na nóż i przypomniał sobie jak zabił swoją żonę nożem, gdyż byli na skraju śmierci. Ona chciała, by się zabili razem, jednakże on wolał przeżyć. Z jego oczu poleciały łzy, lecz otarł je natychmiast i chwyciwszy nóż zaczął odcinać macki ośmiornicy. Jego prace przerwał dźwięk dobiegający sprzed domu, jakby skomlenie.

 

"Dziwne, przecież zawsze jest cicho." - pomyślał spoglądając przez okno.

 

Do drzwi zbliżało się coś, było białe i brązowe, miało kształt człowieka, lecz na pewno już nim nie było. Chwycił łom stojący obok stołu, podszedł do drzwi i czekał, aż nadejdzie humanoidalny potwór. Stał kilka minut pod drzwiami, lecz nic się nie działo. Zaniepokojony wyjrzał ponownie na zewnątrz, jednakże nikogo już tam nie było.

 

"Może coś to pożarło?" - zadał sobie pytanie.

 

Odłożył broń i chciał wrócić do krojenia, lecz ośmiornicy już nie było. Wyszedł z domu najprędzej jak tylko potrafił, tak by nie wydać dźwięku. Szybko doszedł do rosnących w okół gęstych traw śnieżnej barwy. Przechodząc przez nie jakiś czas dotarł do nieznanego mu budynku. Miał dwa piętra i po osiem okien na każdym. Podszedł do czarnych wrót na środku budowli i wszedł do środka ostrożnie zamykając je za sobą. Będąc wewnątrz dostrzegł jak bogato był urządzony ten dom. Dębowe krzesła przy olbrzymim stole, na którym leżał aksamitowi obrus w szkarłatnym kolorze. Meble z mahoniu, a na półkach niektórych z nich ułożone książki, marmurowe kolumny, obrazy na korytarzach. Wszystko w środku oświetlane było świecami palącymi się czerwono-pomarańczowym płomieniami, oniemiał na ten widok. Jedyne światło w jego domu wpadało przez jedno okno pochodzące od roślin z zewnątrz. Po chwili podziwu uśmiechnął się, gdyż wreszcie spotkało go coś dobrego. Zaczął od obejrzenia tytułów książek, jednakże ich nazwy nie był napisany w jego języku. Przeglądał je jedna za drugą, chcąc zobaczyć, czy możne wewnątrz jest napisane coś w znanym mu języku. Słownictwo jak i alfabet każdej był mu jednak obcy. Szybko spostrzegł, że w każdej z nich umieszczone były obrazki niewyobrażalnych potworów związanych z ośmiornicami, lecz nie tylko. Były tam zarysowane tuszem jak i krwią obrazy skrzyżowań istot, które kiedyś widział jak i tych nieznanych.

 

"Wynaturzenia, istoty, które nie powinny istnieć." - pomyślał sobie w nadziei, że to tylko obrazki w książce, potowy jakiejś opowieści, a nie żyjące stworzenia.

 

Zaczął oglądać resztę posiadłości zaniepokojony. Przechodząc korytarzem napotkał na środku leżącą książkę. Było to dziwne, ale wszystko w tym świecie takie teraz jest. Podniósł ją z czerwonego dywanu pokrywającego całą długość korytarza i spojrzał na okładkę. "Ciemna strona". W środku znajdowały się znajome mu słowa, ale z jakiegoś powodu nie potrafił tego przeczytać czy też zrozumieć. Trzymając ją w dłoni szedł dalej podziwiając obrazy. Pierwszy był portret starszego mężczyzny z grubym siwym wąsem, bez włosów w dostojnym brązowym garniturze i białej koszuli, najpewniej właściciela posiadłości. Kolejny obraz przedstawiał bitwę z użyciem broni palnej ludzi przeciwko ludziom. Na następnym widniała tylko ryba z czerwonym okiem, enty dużego mężczyznę trzymającego świetliste poroże czarnego jeleniem. Na przed ostatnim przedstawiona była kobieta z blond włosami w czerwonej sukni z zielono-różowym i mackami zamiast rąk. Na końcu korytarza znajdował się portret, był to sam Grime. Mężczyzna po czterdziestce, brązowe włosy ulizane do tyłu, bez brody, brązowe oczy, czarny płaszcz. Upadł na kolana. "

 

Czy ja tu kiedyś byłem? Co tu się odpierdala?" - zapytał siebie.

 

Walnął siebie w głowę dłonią.

 

"Czy to koszmar?".

 

Bez chwili namysłu wyskoczył przez okno mając nadzieję, że się obudzi. Zamiast na twardej ziemi wylądował w wodzie, zielonej wodzie.

 

"Jestem szalony, jestem szalony, jestem szalony..." - powtarzał sobie w głowie nie rozumiejąc kompletnie nic.

 

Przerażony płynął na wprost siebie, aż dotarł do tunelu przy którym zatrzymał się na chwilę.

 

"Co ja w ogóle odwalam? Ale... Dom nie jest bezpieczny, nie mam gdzie się ukryć. Ten kolor..."

 

Woda z ciemnej zieleni stała się w trakcie podróży jaśniejsza.

 

"Kolor szaleństwa." - mruknął pod nosem ruszył dalej.

 

Płynął ile tylko miał w sobie siły próbując zrozumieć, chcąc znaleźć odpowiedzi. W pewnym momencie napotkał na swej drodze kraty blokujące dalszą drogę. Chcąc zawrócić odwrócił się z powrotem w stronę miejsca z, którego przybył, jednakże spod wody coś złapało go za nogę. Macka chwyciła go w okół prawej nogi i wciągnęła całego pod wodę. Nie mogąc oddychać nałykał się wody i stracił przytomność. Ocknąwszy się zwymiotował wodą do wody. Nie wiedział ile czasu był nieobecny. Podniósł się na drewnianym pomoście, po czym obejrzał się w okół. Wspomnienia niczym mgła, która unosiła się na wodzie w okół zniknęły. Łodzie przywiązane do pomostu powolnie kołysały się i co jakiś czas dzwonek przywiązany do jednej z łódek wydawał dźwięk. Wtedy przypomniał sobie, że jest na wyspie.

 

"Wyspa Dovrat, najbliższe miejsce do nieznanych krain." - pomyślał patrząc na linię dzielącą jasną od ciemnej strony tej planety.

 

Wiedział już, że przybył wyjaśnić tu tajemnicze zaginięcie męża Lady Marii Hagmar. Grime uniósł kołnierz swego płaszcza, a następnie ruszył żwawo w stronę jedynego miasteczka znajdującego się na tej małej wyspie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Niezła psychoza - fajny klimat, ładny tekst, ale trochę mało opisów - ale wielu mi mówi że zbytnio nie lubię, więc nie musisz się zbytnio przejmować.
    Spojrzę też na drugi rozdział i postaram się go sprawiedliwie ocenić.
    Na razie 5, bo mnie zainteresowałeś.
    Radzę ci zajrzeć na teksty innych i komentować - to będziesz miał więcej opinii o swoich tekstach, niż tylko moja.
    Pozdrawiam Serdecznie
    Kapelusznik

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania