Drobić

jeśli kiedykolwiek uznam: już nie da się mniej

włączę radio, tylko tyle

to z odłamanym końcem anteny

(mam kilka odbiorników - krezus!)

ustawię na program drugi

 

opery, koncerty skrzypcowe

przebijające się przez szum

(do enklawy, jaką stanowi mój pokój

a wiesz, że czasami nazywam go

osobnym państwem, interiorem

uważam za dziurkę wypaloną na mapie wsi

 

słabo docierają jakiekolwiek fale. jak widać

poustawiane przez zazdrosnych sąsiadów

zagłuszarki pracują na pełnych obrotach)

- przyjemny charkot

 

ledwie będzie słychać moje nerwowe kroczki

po ścianach, żyrandolu, regale ze świętą makulaturą

wreszcie: poza ostatni nawias, który zaraz postawię

 

()

ładny, nieprawda? czyste, nierodne pole

działka budowlana, na której

kiedyś był indiański cmentarz

kłębowisko przesądów, z których wypada się

tylko śmiać. tak głośno, aż porwie się membrana

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 2 tygodnie temu
    Wena znów w przychylności i muzy też może.
  • jesień2018 2 tygodnie temu
    Hah, no ciekawe. Nie wszystko kumam, ale energia mi pasuje. Masz ode mnie 5, a co!
  • konfiguracja ponad tydzień temu
    Znakomite pisanie. 5!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania