Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 12 Cisza przed burzą cz I (Martha Lalko )

** **

Cisza przed burzą cz II (Martha Lalko)

 

<Zabójczyni obudziła się dziś wyjątkowo wcześniej jak na nią, leżała jeszcze chwilę na swoim łóżku, rozmyślając o zdaniach które ma. Zabicie Olana II to będzie wyczyn, ta gówniara nie powinna być problem, ale było coś przez co członkini Taraka nie mogła spać było to zadanie dodatkowe pojmanie Keleny Podróżniczki, to będzie trudne biorąc pod uwagę że Czarne Szpony nie istniały można było o nich wiele powiedzieć ale była to grupa zorganizowana a teraz praktycznie nie istniała. Lalko nie wierzyła w żadnego demona wyłaniającego się z cienia, i jak samotny mściciel zabija tych złych, ona wiedziała, że to było wojownik cienia i czegoś on szukał a może kogo?. Pomasowała swój nadgarstek który ją bolał po wczorajszej konfrontacji z tą rudą z ludów północy.

-Berserker jak nic. <Powiedziała do siebie wstając z łóżka i wyglądając przez okno. Okno wychodziło na mały plac zobaczyła, jak rudowłosa właśnie podchodzi do swojego zwierzaka , który leżała i był czesany przez dwie dziewczynki, z nią się policz później. Ubrała się miała jeszcze parę spraw do załatwienia. Narzuciła na siebie niebieską spódnicę z wycięciem na udo i skórzaną kamizelkę a podnią bawełnianą bluzkę nie zapomniała o swoich nożach i mieczu. Wyszła ze swojego pokoju i spotkała gospodarza. Hosh właśnie ogarniał karczmę sprzątając swój dobytek, mimo że Smoczy Ogon był mordownią, właściciel dbał o porządek w swoim dobytku, tak jakoś miał to wpojone.

-Dzień dobry Gospodarzu. <Głos Lalako był jak zwykle melodyjny, i nawet się uśmiechnęła do gospodarza.>

-Dzień dobry. Czy Pani będzie przedłużać pobyt u mnie. < Hosh zawsze pamiętał, kto na ile wynajął u niego karczmę a ta kobieta zrobiła to na tydzień a tydzień już mijał dziś.>

-Ochh tak dziś ja wrócę zapłacę Panu na kolejny tydzień. <Gospodarz chętnie by się tej kobiety pozbył ze swej karczmy bo ona niosła tylko śmierć był tego światkiem już pierwszego dnia kiedy się u niego zjawił niczym się nie wyróżniał, nawet jak wyglądała jak Pani z rodowego domu, ale kiedy tamci ją zaczepili, chcąc się z nią zabawić, już jej miał pomów, a ona jak w tańcu zabiła wszystkich. Był kiedyś wojownikiem i sam nie jedno życie odebrał, ale takiego uśmiechu to jeszcze w życiu nie widział, tą kobietę cieszyło zabijanie i czuć było woń śmierci. Po tym jak tak ładnie wszystkich zabiła rzuciła tylko sakwę z pieniędzmi „Najlepszy pokój gospodarzu jaki macie”. Dlatego stary karczmarz tak się obawia o krajankę z wilkiem, mimo że dziewczyna wie co i jak to, z nią ma małe szansę o ile je ma. Hosh wiedział, że rudowłosa to berserker, zdradziły ją malunek na twarzy> - Gospodarzu widziałam że wczoraj twoja krajanka przybyła do twojej karczmy, ktoś z rodziny? <Po tych słowach aż zimne dreszcze przeszły Hosha, zboku mogło to pytanie mogło się wydać pytaniem kurtuazyjnym, ale nie w ustach tej kobiety, ona po prostu starała się zdobyć jakąś informację>

-Tak dziewczyna pochodzi z mojego ludu. Jest gościem jak Pani. <Kobieta tylko wzruszyła lekko ramionami, potwierdziła to co przepuszczała,> - Jak mi wiadomo o Ludach północy, to kobiety bardzo rzadko podróżują jako wojownicy, chyba muszą mieć jakieś pozwolenie od wodza wioski?

-Kiedyś tak było, a teraz to nie wiem czasy się zmienił, a i u nas kobiety uczone są walki mieczem czy toporem, więc i może i teraz mogą podróżować. < Gdy wypowiadał te zdania teatralnie wzruszył tylko ramionami. Kobieta widząc że mężczyzna raczej nic nie powie jej postanowiła urwać rozmowę i tak już straciła czas.>

-Pod wieczór będę i niech Pan pozdrowi tego rudego berserkera od mnie. < Stary gospodarz aż na chwilę zamarł słysząc słowa zabójczyni, już sam zdobył przekonanie, że kobieta wcześniej czy późnej będzie chciała zabić Astrid. Zabójczyni wyszła na podwórze gdzie właśnie Astrid i jej zwierzaczek, szły naprzeciw niej, obie Panie minęły siebie bez żadnego słowa, tylko się zmierzyły, jedynie Luśka postawiła uszy do góry i ukazała swoje wilcze zęby. Zabójczyni miała zadanie do wykonania, ale nie miała ludzi, Gang z który współpracowała został wyrżnięty co do jednego, a potrzebowała ludzi. Czy Kelena będzie miała silna ochronę ilu ich będzie, czy będzie to korpus królewski a może grupa abordażowa z okrętu, a może innymi słowy potrzebowała ludzi, których nie miała dzień wcześniej w rozpuściła wici że potrzebuje ludzi do zadania, chętni mają się zjawić pod wieczór w opustoszałym młynie Ona sama udała się poszukać miejsca na zasadzkę , musiało być to miejsce ustronne, ale też z drogami ucieczki aby samemu, nie dać się zaskoczyć, lepiej na zimne dmuchać. Już wcześniej widziała sklep z różnymi mapa i tam skierowała swoje pierwsze kroki, mimo że była już tu tydzień i miała czas się rozglądnąć po mieście nie znała go, więc pierwszego dnia jak tylko przybyła do miasta i idąc do Smoczego Ogona zobaczyła ten sklep weszła i zamówiła jak najbardziej dokładną mapę całego miasta, miała ją odebrać za tydzień bo jak sam sprzedawca powiedział, który też był kartografem, na podstawowa mapę z głównymi ulicami należy nałożyć boczne uliczki. Gdy weszła do sklepu z mapami przywitał ją kartograf>

- Dzień dobry Pani po mapę miasta ? < Mężczyzna był nie wysoki łysiejący ale miał atletyczną budowę ciała jak na swój wiek i wzrost>

- Tak. <Krótka rzeczowa odpowiedź nie chciała się rozwodzić trochę jej się spieszyło, dlatego też na rano się umówiła z mężczyzną na odbiór mapy.>

- Już podaję. < Zobaczyła jak wychodzi na zaplecze nie było go może dwie minuty, albo krócej.> - Proszę. <Szybko i pewnie rozłożył mapę przed Lalko, mapa miała spełniać jeden warunek miała być podręczna, i po chwili rozłożył drugą mapę ale standardową. Kobieta porównywała obie mapy i widać było, że ta na zamówienie, była naprawdę szczegółowa, były tam i małe uliczki a nawet skróty>

- Czy są ty wszystkie ulice i uliczki? <Jej ton był naprawdę rzeczowy.>

- Droga Pani wszystkich nie da się nałożyć bo nie wszystkie są znane, nawet moim ludziom

- Pana Ludziom? < W je głosie zabrzmiało coś niebezpiecznego>

- Ochh przepraszam źle się wyraziłem chodziło mi o to, że zapłaciłem dzieciakom, aby jak to powiedzieć, pochodziły po mieście i poszukały wszystkich ulic< kiwnęła tylko głową że rozumie o co chodzi,>

-Cena taka jaką się umawialiśmy?

- Tak. <Kobieta za skórzanej kamizelki wyciągnęła mieszek z monetami i położyłam, na stole . Kartograf odebrał zapłatę, nawet nie liczył sam ciężar woreczka z pieniędzmi mógł świadczyć że pieniędzy jest tyle ile powinno być.>

- Czy to jedyna taka mapa? <Pytanie trochę zaskoczyło kartografa>

- Tak samo zrobienie jej trwało cały tydzień wczoraj późnym wieczorem kończyłem ją. < Jakoś mężczyźnie nie wierzyła i wolała go zabić. Usłyszała dzwonek i do sklepu wszedł postawny mężczyzna wysoki czarno skóry mężczyzna >

- Witaj Protektorze. <Kobieta lekko przygryzła wargę, wystarczył jej rzut oka na tego faceta aby widzieć, że jest kimś więcej niż protektorem, a i on się jej bacznie przyglądał.>

- Witaj, witaj widziałeś Othi miałem się z nią tu spotkać ale jej nie ma.

- Wiesz co widziałem ją chwilkę temu, jak śledziła kobietę z wilkiem. <Zabójczyni lekko się uśmiechnęła się słysząc słowa kartografa, oczywiście domyślała się o kogo chodziło.>

- Ta dziewczyna się do igra kiedyś. <Protektor tylko skinął głową i wyszedł. Martha Lalko odczekała jeszcze minute na wszelki wypadek i sama wyszła. Powolnym krokiem szła za protektorem chciała się upewnić czy chodzi o tą osobę o której myśli. Protektor spojrzał w boczną uliczkę i ruszył biegiem, ona sama musiała przyspieszyć, na szczęście u wlotu do bocznej uliczki był już tłum gapiów więc mogła się wmieszać. Nie myliła się widząc jak rudowłosa z północy dwoma dłonimi podnosi dziewczynę w sukni ze słonecznikami a wilk śpi. Ów dziewczyna machała tylko nogami. Nie słyszała o czym rozmawiali, wtedy dobiegł protektor do tej dwójki . Chwycił rudowłosą za kołnierz i pchnął ją na drugą ścianę, tamta puściła dziewczyną krzykliwej sukni. Koniec widowiska pomyślała, nie miała czasu na dalsze przyglądanie się co chciała zobaczyć zobaczyła. Wyjęła mapę sprawdziła gdzie jest. Odnalazła główną ulicę i odrazy widziała tą boczną uliczkę. Musiała przyznać że mapa jest bardzo dokładna. Ruszyła z mapa w nosie i chodziła tak po mieście wyglądała jak jakiś zwiedzający. Udała się do dzielnicy portowej a że port powietrzny łączył się z morskim, więc tam spędziła najwięcej czasu, szukając miejsca na zasadzkę, jedyne sensowne jakie znalazła, było nie daleko suchego doku, gdzie znajdował się stara sztolnia tylko jak tam zwabić Kelene, bo jak by nie patrzeć ona nie miała celu iść w tamtym kierunku. Nad tym będzie musiała pomyśleć. A teraz musiała się spieszyć do starego młyna a to po drugiej stronie miasta. Podeszła do parowego powozu który stał na stalowych prętach>

-Kiedy odjazd?

-Pięć minut. <Weszła u iściła opłatę i wygodnie usiadła. Sama jazda parowozem była przyjemna a co za tym idzie szybka, chociaż strasznie trzęsło, ale na drugi końcu miasta była po dwudziestu minutach. Udała się od razu do o starego młyna. Miejsce te było nie formalnym miejscem spotkań gdy ktoś chciał załatwić w mieście jakieś swoje lewe interesy. Gdy weszła tam była grupka ludzi którzy o czymś dyskutowali. Była jako ostatnia

-Długo jeszcze mamy czekać?

-Nie. <wszyscy byli zdziwieni gdy słowo Nie padło z ust kobiety>

-A ty kto?

-Was pracodawca przyszły.

-Cóż taka piękna damulka jak ty robi w takim miejscu jak to? <Lalko przewróciła tylko oczami>

-Daj spokój < Ktoś rzucił z tyłu> - Słyszałeś o masakrze w Smoczym Ognie. <Drugi kiwnął głową że tak, mało kto nie słyszał o tym co się wydarzyło w karczmie> - To ona jej dokonał widziałem na własne oczy. < Zapadła cisza grobowa>

- Powiem krótko zwięźle potrzebuje ludzi do porwania. Płacę w złocie

- Kogo chcesz porwać < Głos należał do tego samego człowieka co przed chwilką>

- Byłą Imperatorową Daharii Kelene Podróżniczkę. <Zapadła cisza, nie którzy to nawet zagwizdali >

- Ambitny cel. <Ktoś z boku rzucił>

- Dlatego zapłata będzie wysoka. <Szybka odpowiedź padła z ust zabójczyni>

- Ci co są zainteresowani niech zostaną. < Niepisaną zasadą Młyna było, to że co zostało powiedziane w młynie zostaje w młynie. Części osób wyszła nie byli zainteresowani, albo zbyt cenili własne życia, zostało kilkunastu chętnych. Przez dziurę w dachu zabójczyni zobaczyła że niebo się chmurzy. Lako się uśmiechnęła zbiera się na burzę, jak nawałnica przejdzie powietrze będzie lżejsze i łatwiej będzie się oddychać, tą wesołą myślą wróciła do interesów.

A stalowe grzmoty zbliżały się nie ubłagalnie do miasta zwiastując nawałnice>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania