Drogi Triath część 27 Kamień Dusz

(Ta część łączy się z częścią 3

** **

Król siedział w swojej kajucie, musiał przyznać jedno miał serdecznie dość tych dwóch kobiet Kapitan i Kapłanki, niby się przeprosił, ale pewnie jak tylko by mogły rzuciły by się sobie do gardeł. Nie mógł zrozumieć owej wrogości, praktycznie się one wcześniej nie znał, nie mogły się poznać raczej z widzenia. Jedno go zastanawiało, dlaczego kapłance tak zależy na przejęciu okrętu wroga, nie o zniszczeniu, tylko abordażu jednostki. Dała to jasno do zrozumienia, w czasie jednej, tuż przed informacją, że Yestell został zniszczony. Jak zwykle atmosfera była napięta w sali narad.

… – Nie muszę przypominać jakie mamy rozkazy – Kapitan mówiąc to bujała się na swoim fotelu, zawsze to robiła, kiedy nad czymś myślała – Musimy, odbić naszą własność albo ją zniszczyć, podejrzewam, że raczej będziemy musieli zniszczyć wrogi okręt.

– Czemu Tak Pani myśli – Król spojrzał wtedy w oczy Kapitan.

– Panie podejrzewam, że Daharyjski okręt się nie podda, więc to jedyna sensowne rozwiązanie. Nie podoba mi się to, bo zniszczenie okrętu będzie się równało, z zabiciem naszego pilota i pewnie morale ucierpi, ale taka jest wojna że czasami podejmujemy się niechciane decyzje to dopuszczalne straty – Po tych słowach kapitan zaczęło się małe piekiełko.

– Jak Pani śmie. – Kapłanka z teatralnym oburzeniem się odezwała – Dopuszczalne straty, czy dla was wojskowy każda istota ludzka to cyferka w statystykach by je nazywać do dopuszczalnymi stratami. To człowiek Pani Kapitan – Aleonora aż się zjeżyła słysząc słowa kapłanki, która była w swoim żywiole.

– Co Pani Kapłanko proponuje o wielki strategu? – Kapitan cedziła swoją wypowiedz przez zęby, reszta osób w sali wolała się nie odzywać w danym momencie, nie ma co wchodzić między dwie walczące lwice.

– Abordaż chyba zna Pani taki termin Kapitanie – Kapłanka uśmiechnęła się paskudnie do kapitan , która przestała się bujać na krześle – Warto jest ratować każde życie, jak sama Pani powiedziała, śmierć tej pilot by spowodowało by spadek morale – Kapitan mocno przygryzła swoje wargi, kiedy Elaia użyła jej argumentu przeciwko niej.

– Droga Kapłanko, abordaż w czasie walki dwóch okrętów jest bardzo trudny do wykonania, biorąc pod uwagę, że pewnie nasz na okręcie wroga będzie grupa żołnierzy broniąca okrętu, która ma przewagę bo zna okręt, ba wie gdzie jest nasz pilot. A nasz zespół musiał by biegać po okręcie i szukać – Kapitan mówiła tak spokojnym tonem jaki mogła sobie pozwolić w danym momencie – Musimy Pamiętać jeszcze o jednym, że przeciwnik będzie miał wsparcie jeszcze jednego okrętu – Kapłanka się przyglądała tylko kobiecie

– Nie uważa Pani że powinniśmy jednak spróbować takiej opcji – na sali było słychać pomruk, który popierał kapłankę. Kapitan ugryzła się w język bo już chciała odpowiedzieć Kapłance, że spróbować też można dać jej w mordę, ale wolała się nie narażać znowu królowi.

– Pani Kapłanko mnie zastanawia jedno – było można wyczuć w głosie kapitan coś niebezpiecznego.

– Co? – Elaia zadała pytanie mimochodem.

– Dlaczego Pani tak naprawdę zależy na odbić tego konkretnego Pilota? – Cisza jaka zapadła po słowach kapitan był nie znośna i każdy czuł chłód jak zapanował na okręcie.

– Bo to żywa istotą – osoba odpowiadająca zdziwiła wszystkich a najbardziej kapitan, głos należał do Liukisza, który po raz pierwszy się odezwał – Tylko Pani tego nie rozumie – chłopak kontynuował – Rzeźniku Tengi – po tych słowach zapadła konsternacja i cisza tak nie znośna, że każdy miał uczucie jak by słyszał bicie serca owada. Nikt nie odważył się nigdy wypowiadać publicznie przy kapitan jej nie sławnego przydomku Rzeźnika Tengi, sama historia nie była jakaś skomplikowana. Nie dobitki Tengi, które jakoś ocalały po rzezi Daharajczyków, zaczęli piratować. Wysłano małą grupę okrętów pod dowództwem kapitan Aleonory, i doszło do starcia które zakończyło jednym zdaniem jadką bo obu stronach. Kapitan milczała, aż się niej gotowało, chętnie by tego człowieka skróciła o głowę ale najpierw by musiała się przebić przez Kapłankę a potem zmierzyć się z gniewem samego króla.

– Majorze Fergus proszę mi przygotować plany możliwego abordażu na wrogi okręt w czasie walki – Kapitan powiedziała to w taki sposób jak by puściła wszystko między uszy.

– Tak jest Pani Kapitan – Major wykrzyczał potwierdzenie tak aby każdy w sali słyszał.

– Zadowolona Pani Kapłanko jest – Uśmiech Aleonory nic dobrego nie wróżył.

– Tak Pani Kapitan – Dalej narada przebywała spokojnie, ale król wiedział jedno, że Aleonora zadała ważne pytanie o prawdziwy cel takiej gorliwości odbicia więźnia a dostała tak lakoniczna odpowiedź i nikt na to nie zwrócił uwagi. Król wziął w swoją dłoń. Klejnot, zwany Dusza Diath, był to kawałek gwiezdnego kryształu, który znajdował się w cynowej ramce, każdy władca nosił wpiętego jak broszka, jako insygnia władzy, przekazywany z króla na króla od powstania Królestwa Triant. Spojrzał na broszkę i powiedział sam do siebie jak ciężko jest czasami ciebie nosić, przyglądał się jej uważnie przez dłuższą chwilę miał wrażenie, że ona migoczę nie równomiernym światłem. Dotknął go dłonią i poczuł ciepło i błysk a raczej zobaczył postać kobietę o krótkich włosach w zielonym dziwnym ubraniu, z jakąś dziwną naszywką na ramieniu koło dwu kolorowe żółte na nim napis w języku jakiego nie znał potem niebieskie i na tle niebieskim trzy mniejsze okręgi i przecinające je linie pozioma i pionowa u góry okręgu jakieś dziwne stworzenie ze skrzydłami. Puścił kryształ ciężko oddychał. Co to było, kogo widział nie miał pojęcia. Można powiedzieć że zerwał się z miejsca i podszedł do książek które stały na półce, wybrał jedną i zaczął ją wertować, czytając pobieżnie szukał czegoś o Duszy Diath, znalazł fragment

Kamień Duszy Diath jest symbolem władzy na królestwem Triant. Tyle sam ja wiem powiedział sam do siebie Olan>...Według zapisków Nethena skryby królowej Neryl, Dusza Diath ma magiczne zdolności, gdy pojawia się zagrożenie Kamień przywołuje strażnika, ceną za to jest dusza i ciało i innej osoby. Nethena nazywa to równą wymianą. Do świata może przybyć obrońca strażnik, wojownik rycerz, ale w zamian ktoś musi ten świat opuścić. Innymi słowy dusza za duszę. Król się skupił na jednym fragmencie gdzie Neethena opisuje przybycie strażnika

 

Mrok ogarną ziemię ostania nadziela ludzkości chyliła się ku swojej zgubie Ethemir niegdyś potężna stolica ludu Diath płonęła ogniem demonów. Śmierć zbierała okrutne żniwo w śród mieszkańców. Ostatnia brama zamku padła wszędzie było słychać krzyki zabijanych. Drogi czytelniku ja skromna skryba Nethena będę pisała aż po kres mego życia a czuję że szybko zginę bo dla ludzi nie ma już nadziei Mrok wygrał. Wielkie mosiężne drzwi wleciały do środka a za nimi wszedł on ten którego imienia się nie wypowiada na głos. Nasz Królowa Neryl wyszła naprzeciw przeznaczeniu, nie bała się, je dłonie ogarnełął niebieski ogień płoną niczym tysiąc słońc. Rozpoczęła się walka, była ona za żarta nasza królowa walczyła, demon okazał się silniejszy, jego ostrze przebiło królową na wylot, nasza nadzieje umarła. Tak wtedy myślałam, ale stał się cud opaczność czuwała nad nami. Klejnot Dusz Diath zaświecił mocnym jasnym światłem cała komnata wypełniła się jasnością, trwało to chwilę i tam gdzie stała królowa stał mężczyzna ubrany w dziwny strój kapelusz z piórkiem dziwną tunikę u boku miał jakiś rodzaj miecza oraz dziwny drewniany patyk . Rozejeżał się zobaczył potwora widać było w jego oczach przerażenie i zdziwienie, coś powiedział w dziwnym język o słowa które zapamiętałam Où je suis, qu'est-ce qui se passe ici. Quel diable (Gdzie ja jestem co tu się dzieje. Co za diabeł ). Demon ruszył na tego dziwnego człowieka, mężczyzna wziął w dłonie swój dziwny patyk i wymierzył w demona usłyszałam huk, a demon padł pod nogami mężczyzny...

 

Skryba królowej Nahyl wyjaśniła dlaczego demon padł po ataku ten dziwnej broni

Werghela zdobywcę nie zabije żadna broń kuta i biała Tajemniczy przybysz nie użył ani miecza ani piki halabardy czy łuku, użył swojej broni, która jak się okazuje wypluwała małe kule. Dalej było jak armia upadłych się wycofała jak jak zapanował pokój, Król odłożył książkę, w oprawie cielęcej z tytułem prawda o Diath, jedna z kilku zakazanych ksiąg w świecie, wertował.

 

W Kamieniu tym zaklęta jest wiedza tak straszna i potężna, o jakiej ty śmiertelniku nie masz pojęcia. Wiedza ta jest wstanie zniszczyć świat który znasz. Jeżeli ty czytelniku który to czytasz znajdziesz drogę do wiedzy tej, poznasz broń która jest wstanie niszczyć miasta i całe światy...Tych których nazywam Diath tak naprawdę są nosicielami śmierci

 

Olan odłożył książkę i wziął kolejną tym razem o dość znaczącym tytule Magiczne kamienie i inne artefakty pióra Cirkulusa, autor napisał o insygniach królewskich o tym, że jest przekazywany z króla na króla, ale napisał coś co było bardzo ciekaw w formie hipotezy i teorii.>

 

Kamień Dusz Diath jest żywy, i żywi się się duszą tego co go nosi. Przypuszczam, że kamień po śmierci właściciela wchłania jego dusze do środka, gdzie tam dusza żyje wiecznie

 

Olan im dłużej czytał i samym kamieniu tym mniej rozumiał to co czyta, znalazł w księgach jeszcze kilka wzmianek o samym kamieniu, ale im dłużej czytał tym bardziej mu się te teorie wyglądały na głupsze. Wertował jeszcze inne książki w poszukiwaniu czegoś o tajemniczym mężczyźnie, który się pokazał po tym jak Neryl znikła ale nic nie mógł znaleźć w księgach ani żadnej informacji nic jak by, ktoś specjalnie o tym człowieku nic nie napisał, nawet nie było wzmianki o tym czy ten dziwny człowiek żył dalej tu czy wrócił skąd przybył. Strażnik kim oni są i czy kryształ pokazał mu kolejnego strażnika, ale to by oznaczało, że coś złego się dzieje ale tylko co. Czy on widział kolejnego strażnika kobietę o krótkich czarnych włosach w dziwnym stroju, to znaczyło by, że czeka go los Królowej Nery. Poczuł zimny dotyk na swych plecach, jak by macki śmierci oplatały jego ciało. Szukała po pamięci zwiastun złych czasów nie mógł sobie przypomnieć , oprócz jednej rzeczy teraz sobie uświadomił, w domu profesora Michaela znaleziono go martwego i a przy nich, napis krwią pewnego jego własną krwią „On nadchodzi. Nomadzi już wiedzą, że On nadchodzi” Kapitan straży pałacowej później powiedział król starał sobie przypomnieć jak wyglądało spotkanie z kapitanem straży. Normalny dzień siedział Olan właśnie nad dokumentami Państwowymi, kiedy do gabinetu wszedł Kapitan Straży Królewskiej

-Panie gubernatorzy landów czekają

-Kapitanie? - Co z ze śmiercią Miechaela ?

-Odbył się pogrzeb na koszt Państwa. Królu poza tym dziwna to sprawa, nic mu nie skradziono, nie pobito, po prostu ktoś mu wbił sztylet w serce I jeszcze jedno

-Tak? Kapitanie

-Te mężczyzna nalegał na wizytę u Pana codziennie

-O tak przypominam sobie nie miałem czasu. Teraz już się nie dowiemy co chciał – Kapitan w wyszedł z gabinetu. Wstał ze swego miejsca i podszedł do biurka i usłyszał wycie syren na całym okręcie. Szybko się obrócił na pięcie i otworzył drzwi kajuty, biegła jedna z pilotów>

-Co się dzieje

-Kontakt bojowy z Piratami – rzuciła nawet chyba nie zauważyła do kogo się mówi. Król ruszył szybkim krokiem na mostek kapitański -Tak Panie

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania