Drogi Triath część 8 Honor powietrznych wędrowców

** **

< Yestell Lekki Krążownik był właśnie na patrolu anty pirackim kiedy kapitan okrętu Frederik z dom Nan otrzymał rozkaz natychmiastowego udania się do Adori i wsparcia okrętu flagowego Olan I, Kapitan był służbistą więc się nie dopytywał o zmianę rozkazów. Podróż trwała dobrze aż do czasu kiedy okręt wleciał nad Morze Zielone, został złapany przez burzą. Kapitan miał na swoim koncie trzydzieści lat na okrętach i widział wiele burz ale ta była jakaś inna, budziła w nim lęk, dziwne zawirowania powietrza otwierające się leje trąby powietrznej błyskawice które były zbyt proste uderzały centralnie w punkt, jak by celowały. Rozkaz który wydał kapitan był prosty, za cumowania do jednej z wysp, manewr był wykonany prawidłowo, bez żadnych problemów. Gdy okręt się zatrzymał każdy odczuł ulgę nie tylko kapitan ale cała załoga, każdy się w duchu cieszył że burzą ich ominie bokiem, ale radość nie trwała długo, nie wiadomo skąd nad okrętem pojawił się wielki lej powietrzny

- Wciąga nas< krzyczał sternik póbując przekrzyczeć alarm>

- Pełna moc do silników kapitan wydał rozkaz.

- Jest Pełna moc.

- Maszynownia tu mostek, zdjąć ogranicznik na silnikach

- Muszę zgło...

- To rozkaz. <Kapitan wydzierał się do interkomu, okręt podniosło do góry, trzymały go cztery potężne kotwice, ale łańcuchy zaczęły powoli puszczać i lekki krążownik zaczął się odgrywać od ziemi chodząc ruch wokół kołowy wokół własnej osi, ci co nie byli przypięć do pasów szybko się przekonali jak działają siły odśrodkowe, ci co mieli szczęście zginęli od razu ci co nie mieli tyle łaski kilka razy przywali o coś zanim ich dosięgła łaskawa śmierć. Kapitan czuł się nie dobrze jak nigdy w życiu, nie panował na nad swoim okrętem

- Kapitanie nie mogę wyjść z tego ruchu.

- Zduś lewy silnik i wszystkie silnik manewrowe prawe pełna moc< szarpnęło silnie okrętem, można powiedzieć, że udało się ustabilizować

- Pełna moc. <Głos kapitana zamarł kiedy zobaczył że w kierunku jego statku leci świetlisty promie, uderzenia nie było czuć, promień otulił cały okręt...Kapitan myślał że nie żyje i chyba woła by nie żyć jego okręt płoną i leciał w dół, prost na inny okręt

- Cała załoga do kapsuł wydał rozkaz<bez żadnego przekonania w głosie> - Niech Tweilej startują wywołać okręt przed nami. < Kapitan ucieszył się słysząc że kapsuły się odpalają, więc część załogi przeżyje, nie wiedział ile ale uratuje niektórych. >

- Opuścić mostek, sterowanie do moje konsoli.

- Z całym szacunkiem Kapitanie ale nie i tak nie zdążymy, a pan sam nie wymanewruje okrętem <Kapitan nie chciał się kłócić ze swoją pierwsza oficer za długo ją znał i była uparta jak mało kto.>

-Połączenie. < Powiedział oficer łączności blada jak ściana . Na ekranie sfery pokazał się bardzo młoda dziewczyna która była równie przerażona jak oficer łocznościowy>

 

** **

<Jessica patrzyła i nie wierzyła własnym oczom, w kierunku jej okrętu leciał lotem nurkowym Lekki Krążownik Triant, płoną jego obie burty i silniki. Co kapitan tego okrętu chce osiągnąć, dziwna metoda na pokonania innego okrętu, czuła, jak paraliżuje ja strach, była dobra w geometrii i matematyce, ten okręt uderzy jej okręt prost w sam środek magazynu z amunicją. Śmiała się w duchu że przynajmniej zginie z wielkim bum. Za późno na manewr unikowy, nawet gdyby teraz by jakiś wykona i tak się zderzą

-Kapitanie rozkazy. < Rzucił do Jessici stary mężczyzna który pełnił rolę pierwszego oficera i jej opiekuna.>

- Wykonać lewa na burtę. <Powiedziała to bez przekonania.>

- Wystrzeliwują kapsuły ratownicze. <Jessica spojrzała na na sferę z Lekkie Krążownika były wystrzeliwane kuliste sfery odstrzał był na około 300 metrów po czym uruchamiał się spadochron i sfera opadała na nim Jessica liczyła sfery 12 w każdej mieści się po 5 osób czyli sześćdziesiąt osób, obsada lekkiego krążownika liczy ponad 300 osób ze jednostki która leciała prost na Nimbusa wystartował jeden większy pojazd z hangaru. Jess musiał przyznać że piloci tej jednostki mieli wielkie umiejętności ledwo i ominęli jedną ze kapsuł ratowniczych.

-Wywołanie<Łącznościowiec krzyknął

-Skąd? <Jess nie wiedziała kto może wywoływać ją teraz.>

-Chyba on. <Kobieta która pełniła funkcje łącznościowca wskazała na okręt który leciał na Ninbusa

-Sfera. < Na sferze pokazała się twarz Starego mężczyzny, nie był przerażony raczej smutny i pogodzony z losem.>

-Frederik z dom Nan z królestwa Triant dowódca Lekkiego Krążownika Yestell

-Jessick Blackhord Kapitan Nimbusa.

-Piratka. <Kapitan się uśmiechnął szeroko> - Młoda kapitan a takiej sytuacji się znalazła. Ja będę mówić a Pani posłucha, mój okręt trafił na dziwną burzę nad Morzem Zielonym a to efekt, lecę prosto na Pani okręt bez możliwości sterowania. Ja i Pani wiemy, że kolizja jest nie do uniknięcia. Prześle Pani dane z sensorów z tej burzy która nas złapała. <Mężczyzna kiwną głową do kogoś poza sferą komunikacyjną. Jessica spojrzał na łocznościowca, odbiera dane.> - Los mojego okrętu jest już przesądzony, powiedział, ale Pani jeszcze nie. Podejrzewam, że prze analizowała Pani możliwe kąty ucieczki i każdy kończył się kolizją. Ale Pani nie pomyślała o najprostszym rozwiązaniu <Jess chciała zapytać jaki? > - Zestrzelenia mojego okrętu. < Dziewczyna skarciła się w myślach nie pomyślała o tym > - Jak Pani zauważył z mego okrętu zostały wystrzelone kapsuły ratunkowe. <Meżczyzna zrobił przerwę> - Proszę Panią na honor Kapitanów powietrznych wędrowców o dwie rzeczy uratowanie ocalałych załogantów, oraz o otworzenie ognia do mojego okrętu. < Na mostku Nimbusa zapanowała cisza jak nigdy dotąd. Przysięga Na honor powietrznych wędrowców była czymś co nawet piraci respektowali. Sam dziewczyna chciała być gdzieś indziej , żaden honor to strzelać do bezbronnego statku. Cisza jej przeszkadzała, podjęła decyzję.>

- Ja Jessica Blackhor na honor powietrznych wędrowców, obiecuje Panu że uratuje ocalałych i dostarczę ich bezpiecznie do domu i zniszczę pana okręt,

- Dziękuje. <twarz mężczyzn znikła ze sfery>

- Artyleria ognia. <Było słychać jak potężne działa Ninbusa obracają się w kierunku celu, i nastąpiła kanonada, każdy strzał dudnił w głowie Jessice, obserwowała z kamienna twarzą jak okręt przed nią otrzymuje kolejne raz, jak pociski rozszarpują go jak dzikie zwierze, czuła gulę w żołądku w tym widoku nie było nic pięknego, poczuła dłoń na swym ramieniu. Był to pierwszy oficer Marcus, siwa długa broda włosy spięte na kuc, brak paru zębów.>

- Dobrze zrobiłaś. <Wyszeptał do niej czułym głosem jak ojciec, któryś z pocisków trafił chyba w magazyn z amunicją Yestell eksplodował, zamieniając się w kulę ognia. Szczątki lekkiego krążownika dotarł do Ninbusa robiąc w nim parę dziur, ale to były tylko zadrapania.>

-Wysłać ekipy ratownicze <W głos Jessii brzmiał bardzo nie naturalnie drżał>

-Jesteśmy Piratami...

-Wydała rozkaz i dała słowo honor. <Głos Marcusa był ciężki i władczy > -Powiem to raz i tylko raz, jeżeli ocalałym spadnie chociaż włos z głowy osobiście wyrzucę za burtę zrozumiano

-Tak sir

-To do roboty <Było słychać jak ciężkie kotwice spadają na ziemie a okręt wytraca prędkość , a z jego pokładu startowały transportowce>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Zaciekawiony rok temu
    Ósma część i ze złym zapisem słów bez zmian.

    Skąd ci się biorą te ">" zamiast myślników?
  • Lika rok temu
    Co do tych znaczków <> używa się ich grach tekstowych aby opisac czyności postaci co robią jaki ton głosu mają. Wiem za dużo tekstu będa wstawiał mniej
  • Zaciekawiony rok temu
    Tylko że to co czytamy to nie jest gra tekstowa, tylko opowiadanie. Takie oznaczenia tylko zaciemniają czytelność tekstu. Co biorąc pod uwagę, że w tekście jest wiele literówek i innych błędów, tylko pogarsza sprawę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania