Druga Twarz - Rozdział 1

Nie do końca znamy ludzi. Każdy ma drugą twarz. Możemy ją dostrzec bo bliższym poznaniu albo i nie. Czasem jest bardzo dobrze ukryta... Zazwyczaj nie znamy naszej drugiej twarzy, dopóki nie stanie się coś przez co będziemy musieli ją odkryć...Zmuszeni przez życie możemy zrobić wszystko. Uwierz, naprawdę wszystko...

 

Rozdział 1

 

7 czerwca. To dziś. Dziś była 7 rocznica akcji " Pomocna dłoń".

To wielki dzień dla wszystkich mieszkańców.

Są różne występy uczniów ze szkoły znajdującej się w naszym mieście - Houston.

W międzyczasie wolontariusze zbierają pieniądze oraz datki dla dzieci z domów dziecka oraz na szpitale. Założycielem tej akcji jest Oliwier Brown - 19 letni chłopak. Tak, już w wieku 12 lat wyszedł z taką inicjatywą do burmistrza.

W Houston roi się od akcji charytatywnych, ale ta była wyjątkowa - założył ją przecież dzieciak, który sam nie miał łatwo w życiu. Stracił rodziców w wypadku samochodowym gdy miał 11 lat.

Zamieszkał wtedy u babci. Może to trudne doświadczenie obudziło w nim chęć pomagania?

- Susan, jakie chcesz lody?

- Czekoladowe

- Poproszę jedną porcję lodów czekoladowych i jedną waniliowych.

- 12,50.

- Proszę - Oscar dał mężczyźnie pieniądze, a ten potem wydał mu resztę.

- Gdzie idziemy? - zapytał Oscar.

- Może pod scenę? Niedługo moja przyjaciółka będzie miała występ.

- No spoko. To chodźmy.

Wokół było pełno ludzi. Muzyka i rozmowy tłumu sprawiały, że było głośno, ale nie na tyle żeby nie było słychać rozmów z bliskiej odległości. Szliśmy w stronę sceny gdy nagle ktoś złapał mnie za ramię - to była Jennifer.

- Ja nie wystąpię, boję się. To mój pierwszy występ przy tak dużej publiczności.

- Posłuchaj. Nie powinnaś się obawiać. Na pewno pójdzie ci świetnie.

- Za bardzo się boję.

- Większość cię nie zna. Nawet jeśli źle cię ocenią, choć nie mają powodu, bo śpiewasz świetnie to przecież opinia osób, których być może już nigdy nie spotkasz nie może na ciebie wpłynąć.

- No sama nie wiem...

- Dasz radę. Susan ma rację - odezwał się mój brat.

- Drodzy państwo... - zaczął prowadzący.

- O nie! Muszę lecieć! Teraz ja!

Puściłam oczko Jennifer by poczuła się jeszcze pewniej.

- ... Oto ona! Jennifer Carter! Przywitajmy ją brawami.

Weszła pewnym krokiem. W głębi serca to odważna, utalentowana i pewna siebie dziewczyna. Potrzebuje tylko kilka słów otuchy do działania. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Wiedziałam, że to miało znaczyć "dziękuję".

Chwyciła mikrofon i spojrzała przed siebie. Delikatna melodia zaczęła rozbrzmiewać z głośników.

Po kilkunastu sekundach Jennifer zaczęła śpiewać. Miała piękną barwę głosu.

Zaczęła od niskiego tonu, ale gdy tylko pojawił się refren, zaczęła władać wysokim głosem.

Gdy skończyła śpiewać ukłoniła się w stronę publiczności, a potem dostała owacje na stojąco.

Zeszła ze sceny i pobiegła w naszą stronę.

- Jak oceniacie? - zapytała szczęśliwa Jennifer.

- Dziewczyno...To było zajebiste!- wykrzyknęłam.

- Masz głos laska - powiedział mój brat.

- Dziękuję bardzo - Jennifer uśmiechnęła się.

- Susan, o której chcesz iść do domu?- zapytał mnie Oscar.

- No... Występy za niedługo się kończą, ale chciałabym pójść gdzieś z Caseyem. Mogę?

- Dobrze, ale nie wracaj zbyt późno.

- Dzięki.

- Ja muszę iść do pracy. Mam nockę dzisiaj.

- Jak to nockę? Przecież wczoraj miałeś i przedwczoraj też.

- Susan... Później pogadamy, muszę lecieć. Baw się dobrze.

 

I tak to jest...

Rodzina Smithów składa się z siostry i brata.

30 km od nas mieszkają dziadkowie, ale tylko czasem się odwiedzamy.

W każdym razie w naszym domu jestem tylko ja i Oscar.

Rodziców nie ma. Mama zmarła przy porodzie.

Nie wiem jak to się stało, ale czasem się obwiniam.

Dała mi życie, a sama musiała umrzeć.

Oscar mówi, że to nie moja wina, ale tak bym chciała żeby się to potoczyło inaczej...

Tata? Wyjechał do nowej rodziny.

Zostawił Oscara, a o mnie jeszcze nigdy się nie dowiedział. I niech tak zostanie.

 

- O której idziesz z Caseyem? - zapytała Jennifer.

- Ma przyjść po mnie za godzinę.

- Uważaj na siebie.

- Znowu zaczynasz? Wiem, że za nim nie przepadasz, ale ja go kocham.

- Dobra już dobra. Nie denerwuj się.

Casey to mój chłopak. Jennifer za nim nie przepada, ale dla mnie to najcudowniejszy chłopak pod słońcem.

Kiedyś już się o to pokłóciłyśmy. Kiedy dowiedziała się, że jesteśmy razem, nie mogła w to uwierzyć.

- Oliwier będzie przemawiał - poinformowała mnie Jennifer.

Przez chwilę wielka scena była pusta jednak później pojawił się na niej Oliwier. To nie był kolejny występ przy którym ludzie mogli się bawić i zachwycać talentem.

To była przemowa, która chwytała za serce nawet najtwardszego mężczyznę.

 

- Witam państwa serdecznie.

Cieszę się, że z każdym rokiem przybywa was coraz więcej.

Jak co roku ja również wpłacam pieniądze. W tym roku wpłacę 20 tysięcy.

Mam nadzieję, że moi rodzice gdzieś tam w niebie cieszą się, że ich pieniądze nie poszły na marne.

Dokładnie 8 lat temu siedziałem zamknięty w samochodzie.

Krwawiłem z tyłu i patrzyłem na umierających, nieprzytomnych rodziców.

Mój gorzki płacz nie zmienił sytuacji.

Moje błagania nie przywróciły życia rodzicom.

Chciałem wtedy żeby to się skończyło.

Wiedziałem, że ja tego nie przeżyję.

Jednak obudziłem się w szpitalu.

Jednak ktoś mnie uratował.

Rodziców niestety nie.

Pierwszy miesiąc to żałoba, depresja i leki na uspokojenie.

Nie było we mnie życia.

Zamieszkałem u babci.

Ona też była załamana, choć chciała to ukryć i pokazać, że jest silna.

Babciu, dziękuję ci.

Ta kobieta w pierwszym rzędzie zastępowała mi mamę.

Już nie chcę się użalać nad sobą i wiecznie tego wspominać, ale to był mój najgorszy dzień w życiu.

Nie wiem czy stałbym tu dziś gdyby nie to.

Pewnie byłbym nieświadomym człowiekiem na ludzkie potrzeby.

Pewnie wszystko bym miał podane na tacy i nie wiedział jak wyglądają prawdziwe problemy.

Moi rodzice zawsze powtarzali, że trzeba pomagać.

Wiecie co chcieli zrobić?

To co ja zrobiłem.

Stworzyć akcję charytatywną.

Nie zdążyli, więc ja dokończyłem dzieło.

Nie dziękujcie mi, tylko im.

Mamo, tato, dziękuję za wszystko.

 

Ze łzami w oczach Oliwier zszedł ze sceny.

Oklaski trwały przez dwie minuty.

Rozumiem go trochę. Też nie mam rodziców, ale przynajmniej nie musiałam oglądać ich śmierci, a do ich braku można powiedzieć, że jestem przyzwyczajona.

Mam za to Oscara. Zastępuje mi rodziców. Gdy miał 17 lat to poszedł do pierwszej pracy.

Był wyśmiewany przez starszych "kumpli'', bo sprzątał. Gdybym wtedy była starsza to bym im przywaliła.

Ale co miała zrobić 9-latka, która jeszcze wszystkiego nie rozumiała?

Przez ciągłe poniżanie go, zaczął pić. Alkohol strasznie go wyniszczył.

Jednak poszedł na terapię, a ja zamieszkałam wtedy tymczasowo u dziadków.

W wieku 18 lat przestał pić. Mój brat jest naprawdę dzielny.

Teraz ma 25 lat i pracuje w sklepie z bronią i ubraniami militarnymi. Chcę mu jakoś pomóc.

Zaproponowałam mu nawet, żebym poszła do jakiejś dorywczej pracy, ale powiedział, że mam się skupić teraz na nauce. Każdego dnia boję się, że wróci do nałogu.

Jednak pozostaje jeszcze wiara we własnego brata i nadzieja, co dają mi żyć w spokoju i nie martwić się o to.

- Zanim ten twój książę przyjdzie to może pójdziemy na plac zabaw? - zapytała mnie Jennifer.

- Żartujesz? Na plac zabaw?

- Chcę poprzypominać sobie chwile i wspomnienia z dzieciństwa, naszego początku przyjaźni.

- Wariatka!

- Haha, dobra idziemy.

Jennifer uśmiechnęła się promiennie, a potem zaczęła iść w stronę placu.

Musiałyśmy się przeciskać przez tłum ludzi.

Z każdym krokiem głośna muzyka ustawała, a my kierowałyśmy się w spokojne,zaciszne miejsce.

Nasze pierwsze spotkanie było właśnie tam, dokładnie 12 lat temu. Miałyśmy wtedy 5 lat.

Ja byłam trochę nieśmiała, to Jennifer pierwsza spytała o imię.

Później już nie pamiętam co robiłyśmy, ale wiem, że świetnie się bawiłyśmy.

Jennifer to przepiękna dziewczyna z rudymi, falowanymi włosami o zielonych oczach.

Ja zaś jestem szatynka o niebieskich oczach. Ona jest wysoka, ja jestem niska.

Różnimy się pod względem wielu rzeczy, ale to wcale nam nie przeszkadza w przyjaźni.

Mówi się nawet, że przeciwieństwa się przyciągają. Jennifer sama to powtarza.

No właśnie. Więc czemu nie może zaakceptować mojego związku z Caseyem?

Dotarłyśmy w końcu na miejsce. Nie słyszałyśmy już żadnej muzyki.

Usiadłyśmy na huśtawkach.

- Jak ten czas szybko mija... - zaczęła Jennifer

- Bardzo...Jeszcze niedawno zjeżdżałyśmy z tej zjeżdżalni i zajadałyśmy się żelkami.

- Haha! No fakt, ale teraz też jest super. Nasza przyjaźń przetrwała już tyle lat i przetrwa jeszcze więcej.

Może gdy skończymy szkołę to wynajmiemy jakieś mieszkanie i zamieszkamy razem?

- Jennifer...Wiesz, że...

- Wiem, wiem. Tak tylko powiedziałam. Wiem ,że nie chcesz zostawiać brata samego. Wiem, że on jest uparty i samodzielny, więc do dziadków nie pójdzie mieszkać. Rozumiem to, bo pewnie bez ciebie wróciłby do nałogu.

- Och Jennifer... Wiesz jak to jest. Naprawdę bym chciała z tobą zamieszkać, ale nie mogę zostawić Oscara.

- Rozumiem cię Susan. Nie było tematu.

Pamiętasz jak złamałam nogę na tej karuzeli?

- Pamiętam, pamiętam. Od tamtego czasu już nigdy na nią nie weszłyśmy.

- Haha! Może pora to zmienić?

- O boże, ale ty masz pomysły... Dobra idziemy, tylko nie za mocno, bo po tych lodach to nie wiem co będzie.

- Obiecuję.

Weszłyśmy obie na karuzelę, a Jennifer zaczęła odpychać się nogą. Karuzela kręciła się coraz mocniej.

- Dobra już stop!

- Jeszcze trochę!

- Stop, stop!

Poczułam, że zaraz zwymiotuję.

- Jennifer! Proszę!

- Dobra już dobra. Jak miałaś 5 lat to byłaś odważniejsza.

Karuzela zaczęła kręcić się trochę wolniej. Po 2 minutach Jennifer zatrzymała ją.

Poczułam jak kręci mi się w głowie, ale wiedziałam, że to tylko chwilowe.

- Chcesz wody? - zapytała Jennifer.

- Pewnie.

Jennifer podała mi butelkę i wzięłam kilka łyków.

- Jestem chyba już za stara na karuzelę.

- Haha, widocznie tak. Chodź na ławkę. Pokażę ci coś.

- Co takiego?

- Zobaczysz.

Usiadłam na ławce, a koło mnie usiadła Jennifer.

Byłam pozytywnie zaskoczona, gdy wyciągnęła z torebki album z naszymi zdjęciami.

To był album, który zaprojektował mój brat. Gdy byłyśmy małe to robił nam zdjęcia.

Widział jak bardzo się lubiłyśmy. Potem już jako starsze przyjaciółki zdjęcia robiłyśmy same.

Były tam najróżniejsze zdjęcia - śmieszne miny, piękne ujęcia, najlepsze wspomnienia - nasza cała przyjaźń w pigułce.

- Cudowny ten album. Nigdy mi się nie znudzi - powiedziałam.

- No nie wiem... - powiedziała smutnym głosem Jennifer.

- Co? O co chodzi?

- A nic, nieważne...

- Ej! Która godzina?

- 14:49

-O nie! Spóźnię się! Muszę być na miejscu o 15!

Podniosłam się szybko i pobiegłam w stronę huśtawki, gdzie była moja torebka.

- Poczekaj chwilę, Susan. Chciałam z tobą pogadać.

- O czym? Teraz?

- Usiądź. Jeszcze chwilkę.

Lekko zdziwiona usiadłam z powrotem na ławkę.

- O czym chcesz ze mną pogadać?

- Powiem prosto z mostu. Czuję jakbyśmy się od siebie oddalały. Jakby nasza przyjaźń straciła ten czar...

- Co ty pieprzysz Jennifer? To po to była ta cała słodko- podstępna przypominajka przyjaźni?

- Możesz mnie nie rozumieć albo zrozumieć źle, ale mam takie wrażenie. Susan...

- Nie wiem dalej o co ci chodzi. Jest wszystko tak jak do tej pory.

- Nie, nie jest! Znaczy... Jesteś teraz z Caseyem i...

- Ach! No tak! Znowu głównym tematem będzie Casey!

Że to nieodpowiedni chłopak dla mnie... Że on jest zły i tak dalej... Ciągle na niego naskakujesz, choć nic ci nie zrobił! Zanim będziesz tak pochopnie oceniała innych to spójrz najpierw na siebie. A może ty po prostu jesteś zazdrosna? Posłuchaj mnie Jennifer. Znalazłam sobie chłopaka, jestem szczęśliwa. Musisz się z tym w końcu pogodzić, że nie jestem teraz tylko dla ciebie i spędzam teraz czas również z Caseyem. Jeśli tego nie zaakceptujesz to wybacz, ale...

- Ale co? Koniec przyjaźni? Chcesz to wszystko zniszczyć?

- To ty cały czas ją niszczysz ciągłymi pretensjami o mój związek.

- Susan, to nie tak.

- A jak?

- Po prostu nie daj mu się zmienić. Bądź sobą cały czas.

I... Nie zapominaj o mnie...

- Słucham? Przecież jestem sobą. A o tobie przecież nie zapominam. Wiesz co...Nie chcę mi się już z tobą gadać. Przemyśl swoje zachowanie i zastanów się czy warto dalej próbować niszczyć mój związek.

Odeszłam szybkim krokiem. Nie miałam ochoty w tamtej chwili się z nią nawet żegnać. Nie po tym co kolejny raz zrobiła...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Tym razem tematyka mnie nie przekonała. Tak że skupię się na błędach.

    Interpunkcja do poprawy. Generalnie powinno się oddzielać zdania podrzędne przecinkami z małymi wyjątkami. Czyli np: szła, patrząc. Gdy spojrzałem, odwrócił się. Nastąpiła chwila ciszy, potem była następna. I jak to zrozumiesz, to będzie Ci łatwiej zadbać o interpunkcję.

    W między czasie wolontariusze zbierają pieniądze oraz datki dla dzieci z domów dziecka oraz na szpitale.
    międzyczasie - razem.

    Za niedługo moja przyjaciółka będzie miała występ.
    Ja napisałbym: Niedługo moja... (bez "za").

    Wokół było pełno ludzi. Muzyka i rozmowy tłumu sprawiały, że było głośno, ale nie na tyle żeby nie było słychać rozmów z bliskiej odległości.
    Czasami zbyt często powtarzasz słowa: Zobacz, ile razy masz tu "było" - 3 razy. Unikaj powtórzeń. Poza tym przecinek przed "żeby".

    W każdym bądź razie w naszym domu jestem tylko ja i Oscar.
    W każdym razie - bez "bądź". To częsty błąd.

    Spójrz na poniższy fragment:

    - Chcesz wody? - zapytała Jennifer.
    - Poproszę.
    Jennifer wyjęła ze swojej czarnej torebki butelkę wody i podała mi ją.
    Wzięłam kilka łyków, a następnie podałam ją Jennifer.

    Po pierwsze koleżanka koleżance raczej nie powie "poproszę", tylko "daj" albo "pewnie".
    Po drugie można by całość zapisać dużo krócej:

    - Chcesz wody? - zapytała Jennifer.
    - Pewnie.
    Jennifer podała mi butelkę i wzięłam kilka łyków.

    I tyle. Bo reszta jest zbyteczna. Staraj się unikać zdań, które są w jakiś sposób oczywiste.

    To tyle uwag na dziś.

    Pozdrawiam.
  • ania_marzycielka miesiąc temu
    Dziękuję za wszystkie rady :) Jeśli chodzi o tematykę to w dalszych rozdziałach będzie więcej wątków, ale rozumiem , że nie każdemu przypadną do gustu. Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania