Dyrandia - Prolog

***Wydarzenia poniżej mają miejsce przed wydarzeniami z głównej historii.

Chciałbym poznać waszą opinię na temat samej idei, sposobu pisania itd.***

 

Słońce zachodziło nastawał późny wieczór, na purpurowym nieboskłonie było widać tylko gęste fioletowo-szaro chmury.

Na wzgórzu stała gildia Motet wraz z odziałem z gildii rotte. Młodzi mężczyźni i kobiety, matki i ojcowie, synowie i córki, razem ramię

w ramię, a z ich twarzy można było wyczytać ogromne podniecenie, strach i nienawiści. Atmosfera była napięta, można było wyczuć, że każdy

czeka, aż stanie się coś wielkiego.

Każdy z żołnierzy czekał na rozkaz, można było wyczuć ich zniecierpliwienie. W końcu w małym lasku pojawiły się Hoye gigantyczne demony mierzące

100 stóp wysokości, które jednym machnięciem łapy mogły zabić kilkunastu wojowników. Obie gildie zdawały sobie sprawę z tego, że wśród drzew

maszerują mniejsze demony lecz doskonale wiedzieli, że muszą czekać, na rozkaz do ataku, który nastąpi gdy potwory znajdą się w przerzedzonym

odcinku lasu. Nagle zza chmur pojawiły się Orny, ogromne latające demony, których skrzydła były poszarpane, a z ich pysków kapała czarna żrąca

maź. Orny, ogromne bestie, które potrafią zionąć czarnym ogniem, który praktycznie natychmiast zamienia w popiół wszystko co stanie na jego drodze

były najgroźniejszymi bestiami w całej Dyrandii.

Famet, najlepszy wojownik na całym świecie, dowodził obiema gildii, plan bitwy, który przygotował, nie mógł zawieść. Zaplanował każdy najmniejszy

aspekt bitwy, każdy najmniejszy szczegół oraz każdy możliwy scenariusz.

-KOKE- wykrzyknął famet - był to rozkaz do przygotowania się do walki.

W tym samym czasie kobieta stojąca obok niego, wyskoczyła w powietrze, a z jej smukłego drobnego ciała wydobyły się promienie światła, w ciągu

sekundy z kobiety tam stojącej, nie zostało nic, pozostał tylko ogromny miecz, mierzący 5 stóp, który dowódca pochwycił sprawnie w prawą dłoń.

W momencie kiedy kobieta zamieniła się w miecz, mężczyzna stojący za Fametem nie przypominał już dłużej człowieka. Teraz mierzył 8 stóp wysokości

i przypominał humanoidalnego smoka. Miał pazury które przypominały sztylety, jego skóra, została pokryta warstwą czarnych jak węgiel łusek,

twardszych od diamentu, pojawił się również ogon, który kończył się czymś na kształt kosy, a jego nogi i ręce przypominały łapy jaszczurki

Kobiety i mężczyźni z dalszych szeregów sięgnęli do worków zawieszonych przy pasie, wyciągnęli z nich serca, jedne wielkości głowy dorosłego

człowieka inne wielkości jego pięsci, a inne wielkości paznkoście od kciuka, następnie wyrzucili je w powietrze.

Te największe rozbłysły światłem, a na ich miejscu pojawiły się Fenixy, ogromne, przepiękne bestie o czerwono-pomarańczowym upierzeniu, które

jednym machnięciem skrzydeł były w stanie wywołać tornado. Te drugie zamieniły się w Urfy, ogromne wilki mierzące 5 stóp wysokości, które z gracją

opadły na ziemię, te najmniejsze, zamieniły się w Trosty, małe ptaszki z dziobami ostrymi, jak sztylety i zębami przypominającymi igły, z tych

trzecich również powstały, szczury, koty, psy, dżdżownice, karaczany i wszelkiej maści inne robactwo i ssaki, które spokojnie opadały na ziemię

i wyczekiwali rozkazu swego pana.

Żołnierze z najdalszych liń naciagneli cięciwy swych łuków i nagle pojawiły się tam czerwono krwiste, niebieskie, żółte oraz innego koloru strzały,

gotowe do wystrzelenia.

Każdy wojownik był gotów do walki, która niebawem miała nastąpić. Każdy czy to kobieta czy mężczyzna czuł napływ adrenaliny do krwi, każdy czuł

ogromną ekscytację i podniecenie

-KAMP!!!- wykrzyknął Famet.

W tym samym czasie łucznicy wypuście świetliste strzały ze swych łuków, te czerwone po kolei, pierwsza, druga, trzecia, czwarta i tak do dwudziestej,

ugodziły w głowę, dokładnie w to samo miejsce jednego z maszerujących Hoy'y , Po 20 strzale upadł na ziemię i już nie wstał.

Te niebieskie rozprysły się nad niewielkim zagajnikiem (???) zamieniając się w tysiące małych strzał i niczym grad przeszywały las.

Te żółte leciały na oślep przez las niszcząc wszystko na swojej drodze, jedna z nich ugodziła Hoya, który od razu padł martwy na ziemię, inne trafiały w Urfy lecące nad lasem

, ale tylko kilka udało się strącić z nieba i zabić. Łucznicy, którzy wypuścili te ostatnie, od razu padali na ziemię, a do nich podbiegli medycy, którzy od razu zabierali ich

z potencjalnego pola bitwy. Ogromna moc ma, ogromne konsekwencje. Innego rodzaju strzały również leciały zabijały, dziurawiły, osłabiały, spowalniały demony.

Fomet ruszył jako pierwszy w przerzedzony las, biegł z pasją w oczach, nic nie mogło go zatrzymać, jednym potężnym ciosem zabił 5 goblinów i dwa demoniczne urfy.

Od razu za nim ruszyła reszta wojowników, jednym z nich był mężczyzna, w zwiewnym ubraniu, który poruszał się niczym wąż unikając każdego ataku przeciwnika, jedyną jego bronią

były ostro zakończone rękawice, które powalały demony jeden za drugim. Drag biegł przed siebie rozszarpując goblina za golinem, więcej czasu poświęcał tylko na urfy, które nie były

już tak łatwymi przeciwnikami i na Draki, których krew pił, aby nabrać więcej mocy.

Walka trwała już od ponad godziny, czarodzieje, swoimi, zaklęciami byli w stanie zniszczyć cały las, ale nic by to nie dało, ponieważ demony ciągle napływały zza drugiej strony doliny, więc ograniczali się

do pomniejszych zaklęć.

Druidzi

wspomagali czarami wojowników walczących w pierwszej linii, a Rangerzy, zabijali najsilniejsze bestie w przeciągu chwili oraz swą magią dodawali mobilności sojusznikom.

-Coś jest nie tak Mikeal - powiedział famet do draga pokrytego krwią obok niego.

-właśnie widzę, coś tu kurwa nie pasuje nie takie informacje otrzymaliśmy od zwiadowców!!!- wykrzyknął wojownik

-Chyba powinniśmy się wycofać, straciliśmy już około 20 wojowników, straty są zbyt duże, nie wiemy czego się spodziewać.

- NIE MOŻEMY SIĘ TERAZ PODDAĆ !!! NIE KIEDY JESTEŚMY TAK BLISKO DO BOJU!!! DO ATAKU !!! NIE PODDAWAĆ SIĘ!!! KTO ZABIJE ICH 100 STAWIAM MU W PODZIURAWIONYM ORNIE DO KOŃCA ROKU !!!!

- Norma nie będzie zadowolona z tej decyzji. DO BOJU !!! SŁYSZELIŚCIE OKTAWIA !!! WALCZYĆ ILE SIŁ!!!

 

Nagle do Fameta, który był pochłonięty ferworem walki podbiegł młody chłopak, ciężko dyszał był cały w ranach.

-zaszli nas z każdej stronym, zabili żółtych !! uciekajcie !! uciekajcie póki macie czas !!

-CO?? JAK TO MOŻLIWE, KTOŚ ZDRADZIŁ NIE MOŻLIWE, ŻE WIEDZIELI, ŻE TU BĘDZIEMY, KTOŚ MUSIAŁ ZDRADZIĆ! - DOOOOOOOOOOOOOORNE !! DOOORNE !!! DORNE !!! - wykrzyknął famet wydając rozkaz do ucieczki.

 

Drag padł na ziemię został otoczony przez 15 demonicznych urfów, Famet wbił się w nich w trakcie tego ataku został ugodzony strzałą od elfa.

-uciekaj bracie, Uciekaj! Zawiodłem, moja żona i ja popełniliśmy błąd. nie dam rady uciec, weź ją i ją uratuj - krzyknął Famet wręczając ogromny miecz w smocze łapy Oktawia.

Czarna błyskawica przeleciała przez pole bitwy, niszcząc demony i ludzi, trafiła również w miecz, wyciągnięty przez Fameta w stronę draga,

- NIEEEEEEEEEEEEEE- krzyknął dowódca widząc jak miecz zostaje zniszczony, a w jego miejscu pojawia się ciało kobiety.

Oktawio podbiegł do Przyjaciela i próbował podnieść.

-Nie jestem w stanie uciekać wpadłem w sidła goblinów moje nogi są rozszarpane, bez magii Normy ledwo nawet mówię, uciekaj i żyj !

- NIE NIE ZOSTAWIĘ CIĘ TU IDZIESZ RAZEM ZE MNĄ .

- Żyj bracie zaopiekuj się Arvidem, gdy skończy 13 lat, jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. - kiedy famet wypowiedział ostatnie słowo, grot strzały elfa przebił mu czaszkę i największy wojownik, padł na wilgotną, czerwoną

od krwi ziemię nie dając znaku życia.

 

 

***Zdaję sobie sprawę, że pewnie jest tam wiele błędów, byłbym bardzo wdzięczny za wszelkie rady.

Jeżeli jesteś wstanie napisać to zdanie " xxx ,xxx xxx .xxxxxxx" nie ma sensu, dlatego, że to, to i to, to, to zdanie jest błędne dlatego, że to to i to, to byłbym w niebo wzięty, nie mam kogo poradzić w sprawie takich kwestii.

Z góry dziękuję za każdą konstruktywną i niekonstruktywną krytykę oraz za wszelkiej maści rady***

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tanaris 5 dni temu
    Przeczytałam kilka linijek i aż razi w oczy zapis tekstu.
    "...ojcowie, synowie i córki, razem ramię
    w ramię, a z ich twarzy można..."
    Tak masz zapisane zdanie, które zamiast być w jednej linijce, to jest oddzielone enterem. Zobacz sobie i popraw. Bo cały tekst jest tak zapisany i nawet jakbym chciała, to nie mogę się skupić na historii. A no i już w pierwszym zdaniu brakuje przecinka. :)
  • Ritha 5 dni temu
    Dokładnie, zgadzam się z poprzedniczką. Wywal te entery, źle się czyta. Nie lubię też (ja osobiście, może inni lubią) zapisów typu :
    "- NIEEEEEEEEEEEEEE" - caps lock + zwielokrotnienie E, okej, podkreślamy, że drze japę, ale sedno w tym, żeby "moc" pokazać nie wizualnie, tylko za pomocą odpowiedniego doboru słów, zbudowania napięcia itp. Jak stworzysz odpowiednią atmosferę, to jedno słowo, krótkie "Nie!" będzie cegiełką, która i tak poruszy.
    "13 lat" - unikaj cyferek, trzynaście lat, po prostu.
    "-Nie" - myślnik + spacja
    "-uciekaj bracie" - to samo tu + z dużej litery
    Ogarnij zapisy, a łatwiej będzie się skupić na treści i stricte o niej pogadać.
    Pozdrawiam :)
  • Nicooooo 5 dni temu
    Dziękuję bardzo za rady :)
    Nawet nie zauważyłem, że są te entery dlatego, że pisałem w zwykłym notatniku i wyleciało mi z głowy, że będzie to źle wyglądało, w sumie to wygląda to fatalnie.
    Odnośnie zwielokrotnienie E to chodziło mi o to, aby podkreślić to, że jest to przeciągnięte, a nie zwykłe wykrzyczane "nie".
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za rady.
  • Zaciekawiony 4 dni temu
    Możesz jeszcze edytować tekst, to poprawi czytelność.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania