Dzielnica cudów ( 1 )

"On nie ugryzie"

 

Rafał spieszył się do pracy; prawie biegł. Mroźne powietrze orzeźwiało go i dodawało sił. Był spóźniony. Przed oczami stała mu twarz złośliwie uśmiechniętego kierownika zakładu, który mówi:

— … I znowu nie dojechał autobus?! Zadzwonię w twoim imieniu do miejskiej komunikacji; może zaczną podjeżdżać pod twój blok! Ha, ha, ha...!

Ulica była pusta i ciemna. Świeciła chyba co czwarta latarnia.

Nazywano to miejsce „Dzielnicą Cudów”. Stare, brudne, pokryte grzybem kamienice pełne okien bez zasłon; ponure, mroczne bramy, które prowadziły do śmierdzących, obskurnych podwórek-studni, zagraconych zniszczonymi meblami, złomem i zbutwiałą makulaturą. W dzień stali tam, siedzieli, spali miejscowi pijacy albo bandycka, nabuzowana wszelkimi używkami młodzież. Nocą czaiło się licho; ponure, obce, niepokojące swoją ciszą i przyczajeniem.

Potykając się o wystające płytki, szedł samym brzegiem chodnika; jak najdalej od pustych bram. Odczuwał lęk mimo, że chodził tędy niemal codziennie od przeszło roku. Czuł się nieswojo w takich miejscach. Wydawało mu się, że cały czas ktoś lub coś obserwuje go, a kiedy będzie się najmniej spodziewał, bestialsko zaatakuje. Wytężał więc wzrok i słuch, żeby nie dać się zaskoczyć.

Nagle stanął jak wryty. Serce gwałtownie podeszło do gardła, gdzie zaczęło rozsadzać czaszkę dudniącym łomotem.

Przed nim stało czarne, kosmate, potężne psisko; sięgało wzrostem spokojnie powyżej biodra. Dysząc ciężko, wlepiło żółte ślepia wprost w jego oczy. Z rozdziawionego pyska buchały kłęby pary; pomimo anemicznego blasku latarni widać było złowróżbnie połyskujące śliną, wielkie zębiska.

Rafał zamarł; z wrażenia przestał oddychać. Mówiono mu kiedyś, że obcym psom nie wolno patrzeć w oczy, to je rozdrażnia. Mogą wówczas dotkliwie pogryźć. Zapomniał o tym całkowicie. Nie mógł za nic oderwać wzroku od straszliwych, psich oczu. W mózgu powielała się w nieskończoność jedna tylko myśl: „ ...Co robić?! ...Co robić?! ...Co robić?!”

Nie był to koniec niespodzianek. Z zionącej moczem i fermentem wymiocin bramy wyszedł postawny mężczyzna, twarzy nie było widać. W świetle co czwartej latarni wydawał się jeszcze bardziej czarny niż psisko.

W prawej dłoni trzymał dużą, sportową torbę.

— Nie booj się – rzekł spokojnie, akcentując "o". – On cię nie ugryzie.

Jego migdałowo-rodzynkowy głos skojarzył się Rafałowi z pysznym, świątecznym keksem pełnym smakowitych bakalii. Poczuł ciepło, bezpieczeństwo i ogromną wdzięczność wobec mówiącego. Wypuścił kotłujące się już w płucach powietrze. Zrobiło mu się lekko i błogo. Serce wróciło na stare miejsce, przestając szaleńczo dudnić.

Pomyślał, że nie może tak po prostu stać przed obcym człowiekiem. Trzeba się przynajmniej przedstawić. Nie zaszkodzi też wspomnieć o lęku przed psami, który ma od dziecka, o spóźnieniu do pracy, o codziennym wstawaniu o piątej rano, żeby zdążyć...

Mężczyzna go uprzedził.

— Hektor – zawołał głośno, a imię odbiło się zimnym echem od okolicznych kamienic.

Fajne imię dla psa, pomyślał Rafał. W tym samym momencie ktoś podbiegł do niego z tyłu, brutalnie powalił na koślawy chodnik, wykręcił ręce i spiął je lodowatymi kajdankami.

Przyjemne myśli rozbiegły się, jak spłoszone wystrzałem gołębie. Serce ponownie wbiło się w gardło, a całe ciało wypełniła obezwładniająca panika. Nie był w stanie nawet jęknąć. Uderzając brodą w chropowate płytki przygryzł sobie boleśnie język. Miał w ustach krew, a na plecach miażdżący żebra ciężar napastnika.

Hektor to nie pies! Ale ze mnie pała! - zaświtało w mózgu Rafała.

Hektor złapał go za włosy i szarpnął do tyłu. Zupełnie, jakby chciał zdjąć skalp.

„Czarny” mężczyzna rzucił na ziemię wyciągnięty z torby dziwaczny kaganiec, najeżoną lśniącymi kolcami obrożę i gruby łańcuch.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Śmierdzący rdzą i skórą kaganiec ( miał idealnie dopasowane wycięcie na nos i sięgał głęboko pod podbródek ) został sprawnie „zamontowany” na twarzy oniemiałego Rafała ; lepka, cuchnąca łajnem obroża „ozdobiła” jego szyję, a Hektor przymocował do niej łańcuch, który przypiął do kajdanek.

Szarpnięciem zmusił Rafała do wstania.

— Niech klęczy! – zakomenderował „Czarny”.

Potężne uderzenie w obie łydki powaliło Rafała na kolana. Stęknął głośno. Tępy cios w tył głowy pomógł mu zrozumieć, że ma być cicho. Nie mógł wyprostować rąk, kiedy to robił, obroża wpijała się boleśnie w szyję jednocześnie dusząc.

Psisko przyjaźnie merdało ogonem. „Czarny” ukląkł przy nim i objął ramieniem kudłatą szyję.

— Widzisz? – powiedział do ucha zwierzęcia. – Mówiłem, nie booj się. On cię nie ugryzie.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman 10 miesięcy temu
    Ale fajnie to rozegrałeś :) Ja też pewnie będąc na miejscu Rafała myślałabym dokładnie jak on, a tu niespodzianka :) i to wcale nie należąca do miłych :)
    Czekam na kolejną część, stawiaj przed ,,a'' przecinki, 5 :)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Masz rację z tym "a", raz postawię przecinek w raz nie. Zaraz poprawię boż to wstyd przecie! :) Dziękuję za komentarz i cieszę, że spodobał Ci się tekst:)
  • KarolaKorman 10 miesięcy temu
    Jeszcze jedno przyszło mi do głowy: cud by był w Dzielnicy cudów, gdyby tak zupełnie bez szwanku się nią chodziło :)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Masz rację:) Ale wtedy nie byłoby o czym pisać:)
  • Ewcia 10 miesięcy temu
    Ciekawy tekst.Zaskakujące zakończenie.Czekam na dalsze perypetie Rafała.Daję 5
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Dzięki Ewcia:) Polecam się:)
  • Freya 10 miesięcy temu
    Wielkie psy przeważnie, są dużo spokojniejsze od tych malutkich skurwieli. Tak zasadniczo, to właśnie nie pies jest groźny, tylko jego opiekun potrafi być kuhwą. A stworzenie dostosowuję się do "przewodnika stada".
    Masz w zamyśle jakąś kontynuację tego opka, a wiec czekam. ;)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Powitać, powitać:) W stu procentach zgadzam się z tym, co napisałeś (a może napisałaś? ). Mimo to jadnak, samotny, bazpański pies, spotkany gdzieś na peryferiach potrafi być naprawdę groźny ale mój tekst dotyczy ludzi:) Co do kontynuacji, to będzie dotyczyć raczej innych cudów, Rafał będzie pełnił rolę... "przyprawy" od czasu, do czasu. Dzięki za komentarz:)
  • riggs 10 miesięcy temu
    Przypomniało mi się jak w pewnej obskurnej dzielnicy Hiszpańskiej (jeździłem u kogoś busem) wszedłem do baru na kawę. Ciemne typy w zadymionej, brudnej knajpie pluli do rynny pod nogami przy barze, patrząc na mnie tak jakby chcieli mi zrobić to co "Czarny" Rafałowi. Klimatyczne na tyle, że prawie czuć smród i obleśność, zaskakujące... Piątka
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Taka rynna może zainspirować:) Ciekawa knajpa, nie powiem. Wielkie dzięki za odwiedziny i ocenę:) Dzielnica, o której piszę, jest w moim mieście, pracując swego czasu jako listonosz miałem "przyjemność" poznać ją prawie od podszewki. Nie wiem, czy jestem w stanie oddać jej prawdziwą obleśność:)
  • Amy 9 miesięcy temu
    Ja też czekam. Ale najpierw się trochę poczepiam. :)

    Masz tendencję do stawiania przecinków. :) To dobrze, bo przecinki - rzecz potrzebna. Ale nie wszędzie. :)

    Przecinek przed "jak", "jakby" "jak gdyby" itd. stawiamy tylko wtedy, gdy w dalszej części zdania występuje orzeczenie.
    "Nagle stanął, jak wryty."
    To proste [porównanie, więc przecinek jest zbędny. Jeszcze gdzieś widziałam podobne błędy.

    Jeśli używasz sformułowania "mimo że", to przecinek stawiasz przed całą frazą, a nie przed "że". Podobnie jest z "zwłaszcza że" itp.

    baz zasłon - bez zasłon - literówka.
    "nie boj się." - "nie bój się) - chyba też literówka.

    Gdzieś coś jeszcze było, ale nie mogę tego znaleźć.

    No wiec czekam, bo fajnie to rozgrywasz. Mam nadzieję, że czekać długo nie będę. Jest śmiesznie, ciekawie, w bohatera łatwo uwierzyć - no po prostu dobrze :)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Miło Cię powitać:) Cieszę się, że napisałaś tyle konkretów:) Dziękuję:) Moje teksty, które tu publikuję, cały czas ewoluują; coś dodaję, poprawiam, zmieniam, ale nie widzę rzeczy tak banalnych jak literówki... Kolejne części nie prędko się pojawią, bo ostatnio czasu mam strasznie mało. Pozdrawiam noworocznie:)
  • Amy 9 miesięcy temu
    Adam T, noworocznie dziękuję za pozdrowienia :)
  • motomrówka 9 miesięcy temu
    Tu, o dziwo bez bebechów. Tak sobie fruwam po twoich i innych opowiadankach i jestem teraz tu. Opowiadanko ratuje ostatnie zdanie i w nim cała siła. Gdyby go nie było, opowiadanie byłoby takie se. 4
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Dzięki, doceniam opinię i poświęcony czas. Uważam, że zakończenie powinno zaskakiwać, w tym jego siła:)
  • Mieszkaniec 9 miesięcy temu
    Zakończenie ze sprytną puentą, to niepodważalna zaleta całego opowiadania, które na nią 'pracuje'! Gładko się czyta, bez zbędnych dygresji, opisy okolicy i zdarzeń doskonale oddają surrealistyczny klimat!
    (5)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Dziękuję za ten komentarz. Pozdrawiam :)
  • Antoni 9 miesięcy temu
    Dobre, gawędziarskie,5. Jakaś konkretna inspiracja przy wymyślaniu tytułu?
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Tak, w moim mieście jest taka dzielnica, w sumie to jest ich nawet kilka i wszyscy mówią tak samo. Naprawdę nie jest przyjemnie chodzić tamtędy po nocy. Dzięki za odwiedziny :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania