Dziury w mózgu .cz 3.

Po pogrzebie taty miałam wyjechać do miasta. Przyszedł do mnie sąsiad, pan Wiesław.

– Witaj, Dorotko, chcę z tobą porozmawiać – zaczął przyjaźnie. – Twój tato prosił, bym ci pomagał. Mam dla ciebie propozycję. Kupiłem waszą działkę, ale ten dom nadal jest twój. Gotów jestem zrzec się działki, jeśli zechcesz tu mieszkać.

Poszliśmy do ogrodu. Poczęstowałam go domowym kompotem.

– Myślałem, że mój syn, Tomasz, przyjedzie i zostanie na wsi – zwierzył mi się – ale on nie chce słyszeć o ziemi. Nie dam rady wszystkiego doglądać. Chciałaś otworzyć bibliotekę dla naszych dzieciaków, więc na miejscu ogrodu zrobilibyśmy plac zabaw, boisko. Zastanów się, jakby co, to ja z wójtem porozmawiam. W końcu znam go od małego, mi nie odmówi.

– Dobrze – odpowiedziałam – przemyślę pańską propozycję. Mama ucieszyłaby się na pewno, kochała dzieci.

– Dorotka – rzekł z uśmiechem – możesz tu zostać. Niczego w domu nie ruszałem.

Żegnając się ze mną dodał:

– Ma przyjechać Tomek na kilka dni, może zajrzysz do nas w sobotę wieczorem.

– Postaram się – odparłam – dobrze, do zobaczenia. Proszę pozdrowić syna, jak się odezwie.

Poszłam na długi spacer. Rozmyślałam o tym, co mi zaproponował. Może to dobry pomysł, byłabym na swoim. Zawsze o tym marzyłam; co mi da miasto? Podjęłam decyzję – zostaję tutaj. Nigdzie nie czułam się szczęśliwsza, tu jest mój dom.

 

W sobotę upiekłam sernik z brzoskwiniami i zaniosłam dla sąsiada.

Wizyta wypadła pomyślnie. Rozmawialiśmy o moich planach z biblioteką i okazało się, że Tomek też chce tu zamieszkać. Niedawno skończył studia na WSP o kierunku pedagogika i postanowił podjąć pracę w tutejszej szkole.

– To świetnie – ucieszyłam się – ja załatwię książki do biblioteki, a ty z tatą spróbujcie nakłonić wójta, by zechciał nas wesprzeć.

 

Wójtowi spodobał się pomysł. Przygotowaliśmy plany, kosztorys; dostaliśmy zezwolenie na rozbudowę działki z uwzględnieniem placu zabaw i boiska. Na parterze domu miał znajdować się dział literatury dziecięcej, na piętrze – dla dorosłych. Kuchnia wymagała przebudowy, wyburzyliśmy część ściany, by zrobić mini stołówkę, gdzie maluchy mogłyby zjeść śniadanie lub coś na ciepło. Mieliśmy we wsi świetną kucharkę, która zaoferowała nam pomoc. Zobowiązałam się jej płacić za przygotowywanie posiłków.

Prace ruszyły pełną parą. W domu zapanował totalny bałagan. Kręcili się robotnicy, kuli, murowali, malowali. Na zewnątrz też wiele się działo. Całą działkę zryto, rośliny mamy zostały wyrwane. Strasznie to wyglądało. Chwilami żałowałam, że zniszczyłam ogród, by zrobić tam plac zabaw, ale kiedy pomyślałam, ile radości wniosę w te malutkie serduszka, to wiedziałam, że warto było.

Tomek mi we wszystkim pomagał. Wynajął znajomych budowlańców, by wszystko przebiegało sprawnie. Chcieliśmy zdążyć na rozpoczęcie roku szkolnego.

Pierwsze efekty naszych starań widać było już po miesiącu.

Zamówiliśmy meble. Zrobiliśmy też kącik dla maluchów. Dostałam od zaprzyjaźnionych rodzin trochę zabawek, pluszaków. Trzeba było jeszcze posprzątać. Powiesiłam firanki. Ustawiłam kilka roślin w doniczkach. Kuchnia była przygotowana na otwarcie. Wyposażyliśmy ją w zmywarkę, mikrofalówkę i inne drobiazgi. Postawiliśmy kilka stolików i krzesełek. Z suszarni zrobiliśmy dodatkową ubikację.

Wreszcie wszystko było dopięte prawie na ostatni guzik. Byłam szczęśliwa, że udało mi się zrealizować marzenia. Boisko było gotowe, ogrodzone. Na placu malowano jeszcze huśtawkę, karuzelę i zjeżdżalnie.

Na otwarcie zaprosiliśmy wójta z żoną, proboszcza, dyrektorkę szkoły oraz okolicznych mieszkańców. Na dworze ustawiliśmy stoły z przekąskami, owocami.

Tomek zorganizował lodówkę turystyczną na napoje i inne używki. Te dwa miesiące zbliżyły nas do siebie. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Dostał posadę w szkole, gdzie miał uczyć historii. Postanowił przeprowadzić się tu na stałe. Często wspominałam chwile z dzieciństwa, gdy bawiliśmy się z innymi dzieciakami nad rzeką lub na polnej dróżce – ciągnął mnie za warkocz, by zwrócić moją uwagę. Nigdy nie sądziłam, że nasze drogi kiedyś się zejdą. W szkole podstawowej byłam śliczną brunetką o zalotnym spojrzeniu, nie zwracałam na niego uwagi. On przeciwnie, wpadał do nas pod byle pretekstem. Wiedziałam, że mu się podobam. Przynosił mi bukiety kwiatów zerwanych na łące, czekoladki, owoce z sadu. Mama często mówiła: „Dorotko, myślę że wpadłaś Tomaszkowi w oko, znam się na tym. Aby patrzeć, jak poprosi cię o rękę”. Odpowiadałam wtedy: „Mamo, my się tylko przyjaźnimy, nic więcej”.

 

cdn.

Następne częściDziury w mózgu.cz.4  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja ponad rok temu
    No i zapowiada się wielka miłość. Czasem takie znajomości z dzieciństwa, że szkoły przeradzają się szczerą miłość, a czasem tylko w przyjaźń. No marzenia mamy się powoli spełniają. Pozdrawiam*****
  • Ewcia ponad rok temu
    Kto wie, co przyniesie przyszłość?Dzięki i pozdrawiam.
  • KarolaKorman ponad rok temu
    Dorota spełniła marzenie i zafundowała dzieciakom coś, co lubią najbardziej. Bezpieczny plac zabaw ze stołówką i biblioteka to wielka sprawa we wsi. Może powinnam to wymienić w odwrotnej kolejności, ale zrobiłam tak po dziecinnemu, myślę, że one właśnie tak by to zrobiły. I jeszcze odnowienie znajomości z czasów szkolnych - może przerodzi się w coś więcej :) Pozdrawiam :)
  • Ewcia ponad rok temu
    Zobaczymy co czas przyniesie.Kto, wie jaki los czeka tych dwoje?Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania