Dziwni Panowie dwaj

Już nie pamiętam, w jaki sposób ich poznałem. Czasami zdaje mi się, że znałem ich od zawsze. Mieszkali na Starym Mieście. W małej kamieniczce. Ich mieszkania były naprzeciwko siebie. Nie wiem, i chyba nigdy nie wiedziałem czy był to czysty przypadek czy też sami postanowili przy sobie zamieszkać. Ta druga możliwość jest prawdopodobna, gdyż chyba się nawet lubili. Można nawet było mówić o przyjaźni, aczkolwiek była to przyjaźń specyficzna.

Tak się rozpisałem, że nie zdążyłem podać jak się nazywali. Pierwszy z nich to był Alfons Cyniczny, drugi zaś Adolf Cyrenajski. Mieli tak durne imiona, że pozostało im tylko przedstawiać się nazwiskami.

Pan Cyniczny był wysoki i chudy. Ta chudość była tak ekstremalna, że przy dobrym świetle można było policzyć mu żebra. Jego znakiem rozpoznawczym była długa biała broda. Bynajmniej nie dlatego była ona taka długa, gdyż taki rozmiar mu się podobał. Powód był dużo bardziej prozaiczny. Po prostu nie chciał się golić. Zresztą, mało co chciał robić.

Ubierał się w co popadło, najczęściej w rzeczy wygrzebane na śmietniku. Szmateks, czy nawet caritas to był dla niego zbytek. Śmietnik wystarczał.

Pan Cyrenajski był niższy niż Pan Cyniczny. Nie był jednak kurduplem. Był średniego wzrostu. Jednak rozmiar jego brzucha nie był już średni. Ten brzuch był jednoznacznie gruby.

Głowa Pana Cyrenajskiego było okrągła i łysa. Miał duże białe wąsy połączone z niezbyt długą i starannie przystrzyżoną brodą. Ta broda była istnym przeciwieństwem brody Pana Cynicznego. Ubierał się schludnie, głównie w marynarki. Lubił krawaty i apaszki. Jednak rzadko kupował sobie nowe stroje. Kiedyś wydawał mnóstwo pieniędzy na ciuchy. Z czasem jednak uznał, że wystarczą mu te, które już posiada.

Pan Cyniczny nie pracował, więc nie posiadał za wiele pieniędzy. Twierdził jednak, że to co ma w pełni mu wystarcza. Był zwolennikiem tezy, iż pieniądze szczęścia nie dają. Pan Cyniczny nauczył się być samowystarczalnym. Przykładowo, gdy znajdował na ulicy ogryzek, to go zjadał. Nie musiał więc chodzić do restauracji.

Pan Cyrenajski zgadzał się z przyjacielem, że pieniądze szczęścia nie dają. Jego zdaniem, szczęście można natomiast uzyskać poprzez zakupy. Zdawał sobie jednak sprawę, że jeśli zakupy będą rzadkie i racjonalne to będą bardziej obfitowały w szczęście. Toteż nie był rozrzutny.

Oczywiście, żeby móc tych zakupów dokonać, musiał przedtem zdobyć pieniądze. Nie miał więc wyboru, musiał pracować. Był leniwy, ale pracował. Oczywiście na tyle mało, ażeby się nie przemęczyć.

Pan Cyniczny miał jeden cel, chciał nie osiągać żadnych przyjemności. Twierdził, że są one nie potrzebne. Jego rozumowanie było proste. Jak pragniemy wielu przyjemności, to zazwyczaj nie możemy ich zdobyć. Wówczas powstaje frustracja. Wiec lepiej tych przyjemności się wyzbyć, a będzie fajniej. Powiadał, że woli umrzeć, niż doznać przyjemność.

Czy Pan Cyrenajski też miał jakiś cel? Owszem miał, a była nim przyjemność. Twierdził, że przyjemność to ruch łagodny, a przykrość ruch gwałtowny. Nigdy nie mogłem zrozumieć, co miał na myśli, ale było to nawet sympatyczne. Jednak zdawał sobie sprawę, że tych przyjemności nie można mieć za wiele. Wolał je ograniczać i lista jego przyjemności była coraz to mniejsza. Takie podejście było czystym owocem prostej logiki. Osoba, która ma chrapkę na zbyt duża liczbę przyjemności nie zdobędzie przynajmniej części z nich. A w tej sytuacji co mu pozostanie: tylko frustracja, czyli przykrość. Sposobem na uratowanie się przed frustracją jest dawkowanie przyjemności.

W sumie obydwaj mówili to samo. Jednak obydwaj zapewniali, iż mówią zupełnie co innego. I byli w tej sprawie zapiekli.

Jak raz zapytałem Pana Cynicznego, czy jego pogląd na przyjemność nie ma jakiś wspólnych punktów z tym Pana Cyrenajskiego to w odpowiedzi rzucił we mnie ołówkiem.

Kiedy indziej zagaiłem Pana Cyrenajskiego, czy jednak nie zgadza się w czymś z Panem Cynicznym. Usłyszałem wówczas, że powinienem się udać do psychiatry.

Należy tutaj wspomnieć, iż obydwaj często się ze sobą droczyli. Ich wzajemne dogryzki były wręcz czymś kultowym.

Raz Pan Cyniczny, odwiedziwszy Cyrenajskiego wszedł w brudnych butach na jego dywan i rzekł:

- Depcze twoją pychę!

-Ale własną pychą!- odparł mu gospodarz.

Kiedy indziej Pan Cyrenajski, zobaczywszy jak Pan Cyniczny grzebie w śmietniku, ze złośliwym uśmieszkiem powiedział:

- Widzisz Cyniczny, gdybyś miał pieniądze lub chociaż zamożnych przyjaciół, to byś nie musiał grzebać w śmietniku.

- Widzisz Cyrenajski- Cyniczny nie był mu dłużny- Gdybyś potrafił grzebać w śmietniku, to byś nie musiał mieć zamożnych przyjaciół.

Pan Cyniczny był istnym minimalistą. Uważał, że jest potrzebne nam tylko to, co jest niezbędne. A te pojęcie rozumiał coraz to bardziej radykalnie. Kiedyś odwiedziłem go razem z Bidonem (to taki mój głupi kolega). Poprosiliśmy go wówczas o piwo. On podał nam puszki, lecz nie podał kufli. Wyjaśnił, że wyrzucił swoje kufle, gdyż uznał, iż są niepotrzebne. Argumentował to tak, że przecież można pić z gwinta. Potem poszedł, jeszcze dalej, zaczął uważać, że należy jedynie pić wodę z kranu.

Oczywiście Cyrenajski tego poglądu nie podzielał, ale taż zrezygnował coraz z większej liczby rzeczy i czynności.

Ich minimalizm dotyczył również spraw intelektualnych. Sądzili (obaj), że nasz mózg nie powinien być zaśmiecany, tym co nie jest praktyczne. Pewnego razu powiedziałem Panu Cyrenajskiemu, że analizujemy na studiach czy Polacy lubią Filipińczyków. Opieramy się na badaniach CBOS-u.

- Co za strata czasu!- skomentował to.

Obydwaj byli na swój sposób nieokrzesani. Próbowali łamać konwenanse. Wyjaśnienie mieli jedno- kultura jest nieważna, gdyż jest umowna. Jak to wyjaśniał Pan Cyniczny pokazanie palca wskazującego nikogo nie szokuje, ale środkowego (czyli faka) już tak. I to jest właśnie kultura, ale jest to przecież głupie.

Nie pamiętam, który to już z nich raz będąc gościem u swojego bogatego krewnego został poproszony, żeby nie pluł na obrazy, dywany ect. Wówczas splunął na twarz pana domu i rzekł: chyba tylko tutaj można pluć.

Umiał jednak Pan Cyrenajski stać się potulnym jak baranek, jeśli to tylko było w jego interesie. Miał kiedyś pewnego bogatego znajomego, któremu nieraz dawał się poniżać, ażeby ten mu pomógł uzyskać jakieś przyjemności. Powiadał, iż to zwyczajne, że pozwalamy się wodzie ochlapać, żeby złapać wieloryba.

I tak żyli sobie dwaj ekscentrycy. Pan Cyniczny coraz bardziej pogrążał się w ascezie. Coraz to większa wszak była liczba dóbr, których nie potrzebował. Żył naprawdę nędznie, ale był szczęśliwy.

Pan Cyrenajski żył zawsze na wyższym standardzie, jednak on też coraz to bardziej ograniczał swoje potrzeby. Zaczął zdawać sobie sprawę, jak bardzo mało potrzeba do przyjemności.

Pewnego dnia Pan Cyniczny wyszedł z swego mieszkania i nawet nie zamknął go na klucz. Stwierdził, że ma dość tego domu. Nie jest on mu do niczego potrzebny i tak naprawdę to żyje ponad stan. Ma teraz zamiar ruszyć w Polskę. Bycie bezdomnym jest dla niego. Wychodząc natknął się na Cyrenajskiego.

-I co, odchodzisz kolego?-spytał grzecznie.

-Otóż to, drogi Cyrenajski. Tam gdzie mnie oczy poniosą.

- Wiesz co?- Pan Cyrenajski zmarszczył brew-mogę pójść z tobą. Taka wyprawa zapewne będzie przyjemna.

- A po co ci to?-Cyniczny się zdziwił- Nie masz tutaj lepszych przyjemności?

- W sumie to nie. Bogactwa miasta nie są wcale przyjemne.

- O.K. możesz iść ze mną, ale ostrzegam, podczas tej wyprawy nie będzie żadnych przyjemności.

- Zawsze będę mógł zawrócić- zaśmiał się Cyrenajski- pobiegnę przedtem po kartę płatniczą, na wypadek gdybym jednak postanowił zrezygnować z spania pod gołym niebem.

I ruszyli w świat. Co się z nimi stało, nie wiadomo. Byli dziwni, może nawet stuknięci. Każdy z innych powodów zrezygnował z wszelkich dóbr tego świata. Jeden, gdyż były one zbytnio przyjemne. Drugi, gdyż nie były one przyjemne. Czegoś jednak mnie nauczyli, własne pragnienia trzeba hamować. Czasem jak zazdroszczę innym pieniędzy czy lepiej umięśnionej klatki, to myślę o tych dwóch. Oni potrafili zrezygnować z tego co niepotrzebne. Oczywiście, nie wolno również przeginać w drugą stronę, tak jak to zrobili ci dwaj panowie. Jednak to mi raczej nie grozi.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2015

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • sensol miesiąc temu
    Próbowali łamać konwenanse. Wyjaśnienie mieli jedno- kultura jest nieważna, gdyż jest umowna. Jak to wyjaśniał Pan Cyniczny pokazanie palca wskazującego nikogo nie szokuje, ale środkowego (czyli faka) już tak. I to jest właśnie kultura, ale jest to przecież głupie. (to jest czysta prawda!) fajne to zdanie. cały tekst niestety nie zachwyca. jakoś to nie wciąga w ogóle
  • Marek Adam Grabowski miesiąc temu
    Dobrze Pan (i?) odebrał filozoficzny przekaż. Skoda jednak, że pana nie wciągnęło.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania