Poprzednie częściEksperyment cz. 1  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eksperyment cz. 2

DZIEŃ 0

 

Asieńka i ja, bardzo zadowoleni z oferty dostrzeżonej przeze mnie piątkowym wieczorem na słupie, kupiliśmy wino i urządziliśmy sobie wspólną kolację ze świecami i innymi miłymi rzeczami, których organizacją oczywiście nie zająłem się osobiście. Chcieliśmy spędzić miło ostatnią noc przed moim pójściem w poniedziałkowy ranek na czas bliżej nieokreślony do centrum badawczego, dlatego też gdy obudziłem się dnia następnego i mając opuścić moją ukochaną na dłuższy czas poczułem się jakoś nieswojo i smutno. Byłem ucieszony wieścią o łatwych pieniądzach i rozwiązaniu problemu uczelnianego, ale miałem też zmartwienia. Niewiele wiedziałem o przebiegu owych badań, jedynie tyle, że nie mogę opuścić terenu centrum badawczego do zakończenia eksperymentu oraz że prowadzący nie ponoszą odpowiedzialności za uszczerbki na zdrowiu. Zapytawszy czy będą mi wycinać nerki przez sen dostałem odpowiedź, że nie, że tylko ciśnienie mi mogą czasem mierzyć i właściwie to wszystko.

Ociężale wstałem z łóżka i odgarnąwszy niesforny kosmyk z Asinej buzi przeciągnąłem się i poszedłem do kuchni. Wstawiłem czajnik z wodą, zapaliłem papierosa i usiadłem ciężko na krześle. Popadłem w jakiś rodzaj zadumy, myśląc o swoim życiu i o tym, co może się stać tam, w tym małym budynku, że wyrwało mnie z tego zamyślenia dopiero przeraźliwe gwizdanie czajnika. Szybko wstałem i zalałem kawę, po czym przypomniałem sobie o moim papierosie, zapalonym już jakiś czas temu, a przez moje zadumanie zlekceważonym. Spojrzawszy na stół załamałem ręce i stojąc tak nad tym już teraz niedopałkiem patrzyłem i patrzyłem, a on przypalał stół i już wyrządził mu poważną krzywdę. Zrobiło mi się przykro na myśl o tym, jak bardzo ten stół lubiany był przez matkę moją, a ja takim głupim wybrykiem i to zupełnie niepotrzebnym go zraniłem. Nie wiedzieć skąd na moim policzku pojawiła się tęskna łza, gdy z niedopałka przestawiłem się na myśl o mojej mateczce. Stół ten ojciec mój własnoręcznie dla niej wykonał, gdy razem zaczynali mieszkać. Matka zawsze miała gust wybredny dlatego co kupili, po chwili sprzedawali albo wymieniali, a ona wiecznie kręciła nosem jak każda artystka. Dlatego gdy tatko jej pokazał ten stół i powiedział, że malunek na nim ma zrobić wedle uznania, byleby piękny był jak ona, upłakana rzuciła mu się na szyję i dziękując już obmyśliła plan na zdobienie. Było ono zaprawdę piękne, nigdy drugiego stołu o takim wyglądzie nie widziałem, a matka moja stół ten kochała jak mnie i ojca, i gdy tylko kładłem gorące kakao bez podkładki na niego dostawałem przez ucho i zmuszony byłem swój błąd naprawić.

Patrząc na małe, czarne wgłębienie na owym stole dopadła mnie melancholia przeplatana ze smutkiem potężnym, jako, że zniszczyłem coś tak pięknego i ważnego. Począłem szlochać a po chwili jąłem rzewnie ronić wszystkie łzy, jakie miałem. Nigdy nie byłem osobą płaczliwą, nawet powiedziałbym, że nie byłem też emocjonalny, stąd to nagłe pęknięcie zadziwiło mnie i z tego zatrwożenia o matce i stole zapomniałem. Stałem tak więc w osłupieniu wgapiając się w wypalenie w stole, a może we mnie. Nie wiem ile czasu minęło ale przez moją głowę przeszedł huragan myśli i gdy już otrzeźwiałem upiłem kawy, która okazała się zupełnie zimna.

Niedopałek nadal leżał na stole patrząc na mnie i ja też na niego patrzyłem, ale nie jak na winowajcę tylko na zbawiciela, który przypomniał mi o tym, co od siebie odrzuciłem i odciąłem. W głębi siebie podziękowałem mu, bo dzięki niemu przeszła przeze mnie ta nagła fala uczuć i wspomnień, których myślałem, że nie mam, a jednak dusiłem w sobie. Nie chciałem go wyrzucać, więc włożyłem do kieszeni spodni i wypiłem resztki zimnej kawy. Nastawiłem jeszcze jeden czajnik i obiecałem sobie, że tym razem napój wypiję ciepły.

Gwizd czajnika zwabił do kuchni Asieńkę i gdy skąpo ubrana delikatnie stąpając wkroczyła do pomieszczenia uderzyła mnie kolejna fala emocji, których się nie spodziewałem. Uświadomiłem sobie jak silnymi uczuciami darzę tę piękną kobietę i jak bardzo szczęśliwy z nią jestem. Jej włosy skręcone w sprężynki delikatnie opadały falami na jej ramiona i plecy. Przywitała mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem, pocałowała w policzek i dostawiła drugi kubek, do niego nasypała sobie herbaty i zalała ją i moją kawę.

Gawędziliśmy przez dłuższy czas, głównie Asia mówiła, że martwi się o mnie i o te badania, że to trochę dziwne i w razie czego zrobi wszystko, żebym mnie stamtąd zabrać. Uspokajałem ją, przytulałem i pocieszałem, ale w mojej głowie nadal kłębiły się myśli o tych uczuciach, które naszły mnie w tak krótkiej chwili. Miły ten czas zleciał szybko i przyszedł czas pożegnania. Asieńka płakała bardzo, co łamało mi serce, ale jak powiedziało się a trzeba powiedzieć też b i iść musiałem. Byłem rozdarty, ale okazja więcej powtórzyć się nie powtórzy, wyszedłem więc z domu i po kwadransie wkroczyłem do budynku.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania