Stukanie na Cmentarzu

Człowiek przyszedł na cmentarz, by odwiedzić groby swoich bliskich. Słońce zachodziło za horyzont. Niema ciemność stopniowo ogarniała to Zbiorowisko Pustych Opakowań po Duszach. Nie było tu zwyczaju palenia zwłok. Rozkładały się swoim tempem. Każdemu według potrzeb. W zależności od gabarytów martwego ciała oraz uwarunkowań rozkładu. Nagrobki też były skromne. Człowiek trochę stał przy grobie. Po chwili przykucnął, by zapalić świecę w otwartym zniczu. Zrobił to za pierwszym razem. Zawsze miał z tym trudności. Tym razem zapałka nie zgasła, choć oparzyła palec.

Było mu raźniej na tej żyznej łące.

Kucał jakiś czas przy krawędzi nagrobnej płyty i nagle zauważył ciemny cień, nasuwający się zza jego pleców. Było to o tyle dziwne, że na tym cmentarzu nie zainstalowano żadnej lampy. Widocznie coś za nim stało i wytwarzało cień bez źródła światła. Aż zimne dreszcze przeleciały mu po plecach. Usłyszał też dziwne stukanie o okoliczne pomniki. Całkiem blisko. Jakby ów obiekt, nie mógł się między nimi pomieścić. Przestał tkwić w niepewności. Spojrzał za siebie. Ujrzał stojące wieko od trumny. Było większe niż normalne. Przez kilka sekund miał wrażenie, że na pionowym dnie widzi zwierciadło, a w nim swoje odbicie. Wieko kiwało się z lekka na boki, skrzypiąc podstawą o białe kamyczki przygrobne. Krawędzie oblepione białymi robakami, zdawały się nieustannie ruszać. Aż słyszał te wilgotne oślizgłe odgłosy. Niektóre spadały na ziemię, ale wciąż napływały nowe. Przyklejony strachem, nie mógł stamtąd uciec, chociaż pragnął tego najbardziej na świecie. Z ciemnej prostokątnej czeluści wylał się gęsty zapach. Wprost na niego. Nie potrafił go określić. Był lepki i zniewalający.

Poczuł przeraźliwy chłód.

Białe zimne robaki, oblazły jego ciało jak mięsne kryształki lodu. Z głębi wieka wylatywały czarne grube nitki, niczym kłębowisko węży lub przepalone włókna pajęczyny, polujące na muchę. Oplotły ręce i nogi. Ścisnęły bardzo mocno. Usłyszał trzask łamanych kości. Ból był potworny. Lecz wieko bezlitosne. Po chwili przykryło go całkowicie. Zaczął się dusić. Czuł wyciekającą krew, gdyż ostre krawędzie drewna, wystające ze ścian, wbijały się głęboko w ciało. Białe robaki wchodziły do oczu. Czuł ich nieznośne łaskotanie. Nagle wieko zaczęło się kurczyć. Dusiło swoją ofiarę. Owinęło go swoim drewnianym ciałem. Był jak nadzienie naleśnika. Coraz bardziej miażdżony. Ale o zgrozo, ciągle żył. Może właśnie po to, by mieć możność odczuwania bólu. Nasilał się z każdą chwilą. Wieko nieustannie zmniejszało swoją wielkość. Stał się niekształtnym workiem, pełnym: mięsa i pogruchotanych kości. Aż w końcu zakończył swój żywot, wyciśnięty jak cytryna przez szpary na zewnątrz. Otwarło się. Miazgą jego ciała, zachlapany był cały grób. Śliskie szczątki spływały w strumyczkach krwi, prosto na ziemię. Biała czaszka, przewróciła wazon a skrawki piszczeli, dzwoniły przez chwilę, spadając na kamienie, z nagrobnej płyty.

~~~

Gdzieś w oddali skrzypnęła otwierana furtka.

Nad jednym z dalszych grobów rozbłysła poświata.

Widocznie zapalono dużo zniczy.

 

Wieko natychmiast powróciło do swoich normalnych kształtów. Przyjęło pozycję równoległą do ziemi i poszybowało w głąb cmentarza, stukając o pomniki. Lecz owe odgłosy, były coraz mniej słyszalne. Aż nagle zupełnie ucichły.

 

Po jakimś czasie, gdzieś w oddali, na konarach drzewa, ukazał się cień.

Prostokątny.

~~~

I znowu zapadła ciemność.

Jedynie wśród grobów, słychać było: ciche, wyczekujące stukanie.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 3 miesiące temu
    Mordercza trumna?
    Trumna zabójca?
    Przepraszam, jestem niewyspana.
    Wpadnę wieczorem :)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Aisaczku. Tak po ciemku?
  • spirytysta 3 miesiące temu
    Kilka rzeczy pozwoliłem sobie wychwycić:
    -------
    Niema ciemność stopniowo ogarniała, to Zbiorowisko - zbędny przecinek

    Każdemu według potrzeb. - jakich potrzeb? :D

    Człowiek trochę stał przy grobie - jeśli określamy czas, to "trochę" warto by zastąpić innym określeniem.

    Po chwili przykucnął, by zapalić świecę w otwartym zniczu - to świecę zapalił czy znicz? Czy świeczkę w jakimś lampionie?

    Widocznie coś za nim stało i wytwarzało cień bez źródła światła - rzucało cień bez źródła światła

    "Kucał jakiś czas przy krawędzi nagrobnej płyty i nagle zauważył ciemny cień" - skoro zapalił znicz za pierwszym razem, to po co tam jeszcze kucał? Mam pewne skojarzenia, he he he

    Całkiem blisko. Jakby ów obiekt, nie mógł się między nimi pomieścić. - Jaki obiekt, skąd?

    "Spojrzał za siebie. Ujrzał stojące wieko od trumny." - miał cały czas przed sobą wieko od trumny i wcześniej go nie zobaczył??

    "przepalone włókna pajęczyny, polujące na muchę" - pajęczynę można utkać czy zastawić jako pułapkę na muchy, ale one nie polują :)

    "Był jak nadzienie naleśnika. Coraz bardziej miażdżony" - intrygujące porównanie, ale nie przypominam sobie, żeby się cokolwiek miażdżyło przy robieniu naleśników :)
    -----------
    Generalnie widzę w Twoim stylu potencjał, bo umiałbyś budować nastrój przy odpowiednio skonstruowanej fabule i pokonaniu tych językowych nieporadności, które czasami wypadają śmiesznie :). Myślę, że to kwestia wypracowania pewnej uważności, głębszego zastanawiania się nad słowami, których używasz... i wprawy. Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Spirytysto. Nie lubię tak dokładnie, by zostawić pole do wyobraźni czytelniczej. Dziwne słowa, nawet śmieszne itp. nie pasujące do całości...to wszystko zamierzone. Tak po prostu lubię pisać. Przecinek zlikwiduję. Pozdrawiam.
  • spirytysta 3 miesiące temu
    Czasami źle odczytuję intencje autora, nie przejmuj się :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Horror na cmentarzu. Pomysł osobliwy, wykonanie w Twoim stylu, czyli takie jakie lubię. Myślę, że zwłoki lepiej palić, nie ufam trumnom:)
    Pozdrówka!
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Dzięki Justysko. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania