Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eyre — część VI (przedostatnia)

"Rzeźnik gwiazd..."

Spojrzała w niebo, po czym zamknęła oczy, hamując upiorne myśli.

— Ell...

Powolne przeczesywanie włosów dziewczynki uspokajało. Dzieci mają w sobie jakąś pozytywną moc.

— Ell!

Wiem, Spens, wiem — pomyślała. — Nie mamy paliwa, coli, szlugów i ogólnie jest do dupy.

— Kurwa, Ell!

Ocknęła się.

— Kto mówił, żeby nie hałasować, bo młoda śpi?

— Zobacz. — Wskazał drogę. — Ktoś biegnie.

Zerknęła, widząc "nic". Prawnik im kiedyś powiedział, że siedemdziesiąt jeden procent osadzonych na dłużej niż rok sięga po narkotyki. Taaa. Witaj ukochana statystyko.

— Lepiej patrz na drogę.

W odpowiedzi zwolnił, widząc, jak niewyraźna postać przecina szosę kilkanaście metrów przed nimi. Mocno wdepnął hamulec, pozwalając, by echo rozniosło niestosowny w tych ciemnościach pisk.

— Spencer! — Ellin nie wierzyła własnym oczom. — Mało mamy kłopotów?! Natychmiast wrac... — Drzwi trzasnęły.

Lilli Tempus obudziła się.

Spens coraz szybciej zbliżał się do kobiety, z każdym metrem wyraźniej dostrzegając rysy jej twarzy: linię brody, nos, kontur ust, czy sposób, w jaki patrzyła. Zaledwie kilka sekund wystarczyło, by zaistniał ciąg otępiających zjawisk – korelacja, przyczynowość, zbieżność odczuć, dezorientacja i w końcu – strach. A być może jedynie złość. Ellin przyglądała się scenie przez przednią szybę Holdena, coraz słabiej radzącej sobie z wilgocią. Nagle się poderwała, czując na ramieniu czyjąś dłoń.

— On zwariował.

— Co?

— Pani brat oszalał. Zwariował. A na dodatek zabrał kluczyki z wozu. Nie ufa pani.

Uśmiechnęła się na tak absurdalną informację, ale spojrzała, widząc pustą stacyjkę. W jednej chwili resztki trzeźwego postrzegania trafił szlag. Znała Spencera całe cholerne życie, a małą zaledwie moment, ale jednak... Boże.

— Posłuchaj, dziecko. Nie masz bladego pojęcia o sprawach dorosłych i nie...

— Mam pojęcie. Nie ufaj mu. Nie wolno ci!

Podmuch otwieranych drzwi zaprosił do środka chłód nocy.

— Kto to był? — Ton głosu imitujący spokój i oziębłość spojrzenia zachwiały jej wewnętrzną równowagą. — Znowu to zrobiłaś! — wrzasnął. Ellin wyłapała spojrzenie małej, pulsujące porozumiewawczym: "A nie mówiłam".

— Co zrobiłam?

— Znowu biegałaś po piachu!

— Ale...

— Znowu! — Złapał ją za brodę i przeszył spojrzeniem, którego nigdy wcześniej nie miała okazji ujrzeć. — To zrobiłaś!

Wyrwała się, zapadając w fotel. Charkot odpalanego silnika nie zagłuszył przytłaczających myśli. Akustyka wozu stłumiła jej cichy płacz.

 

*

Już pod drzwiami Spencera ogarnęła refleksja, że przyszło mu żyć w kraju, w którym mimo powszechnego wyludnienia, nigdy nie jesteś sam. Australia męczy wszechobecnością myślenia o niej samej. Gdziekolwiek pójdziesz, dokądkolwiek pojedziesz, zawsze ci to myślenie towarzyszy. Nigdy nie jesteś w stanie się uwolnić.

Weszli do środka. Ciemno.

— Przypilnuj dziecko, Ell. Rozejrzę się.

Złapała małą za rękę, mając wrażenie, że z góry dochodzą szmery. Skupiła na tym uwagę i faktycznie – ciche, dziecięce chichoty oraz dźwięki przypominające tupot stóp. Igiełki paniki ostrzelały jej kark.

— Spencer — szepnęła. — Coś słyszałam.

Stał już przy oknie, ostrożnie wyglądając na zewnątrz. Po chwili zaczął zbierać do kupy walające się wokół papierowe strzępy.

— Słyszysz, co mówię? Chyba ktoś jest na górze.

Ponownie żadnej reakcji. Albo nie słyszał, albo miał jej obawy poniżej krzyża. Przygarbiony, stał tyłem, układając na parapecie całą masę ścinek. Z góry ponownie rozszedł się cichy śmiech. Mała Lilli szarpnęła ją za rękę.

— To jego ścigają, Ellin.

— Co?

— Jego. Twojego brata. Wpadł tam w solidne tarapaty.

Rzuciła okiem na brata, potwierdzając tym samym jego myślową nieobecność. Następnie nachyliła się do małej bardzo blisko.

— Tam? — zapytała.

Buzię Lilli Tempus ozdobił rumiany uśmiech.

— Tak, tam. Właśnie TAM, Ellin.

— To popierdolone — mruknął spod okna, wciąż stojąc do nich tyłem. — Popierdolone jak diabli.

Kolejny dziecięcy szept prosto do ucha skołowanej kobiety. Krótkie, treściwe dwa zdania, zawierające się w: "Musisz uciekać, Ellin. Musisz wiać".

— Co?

— Podejdź tutaj, Ell. — Kiwnął zachęcająco. — Zobacz sama.

— Nie idź! Ma w ręku nóż.

— Co?

Kolejne dźwięki dobiegające z góry. Ciche, ledwie słyszalne.

— No mówię chyba — ponaglił. — Weź małą na ręce i podejdź, bo ja tego kompletnie nie rozumiem.

Zrobiła w jego kierunku mały krok, ale dziewczynka szarpnęła ją za rękę.

— Na górze jest sztucer oraz telefon — wygłosiła stanowczo. — Znam to miejsce. Nie podchodź do niego, bo zginiesz. On zwariował.

— Nic a nic, Ell. Kompletne zero. Null. Kurwa mać. Oby to był tylko zwykły żart. Naprawdę, powinniśmy stąd jak najszybciej... — Usłyszał pośpieszne kroki. Odwrócił głowę.

Pusto.

Chwilę później doszły go krzyki siostry.

 

*

Kiedy ponownie podjechali pod CREEK HOUSE, wyszedł do nich cały potrzaskany. Ledwie słaniał się na nogach, ale szedł. Twarz zmasakrowana tuzinem dziecięcych rąk dzierżących kuchenne noże. A jednak wyszedł. Wyczołgał się przy pomocy ostatniej już zaledwie kropli woli. Wyszedł i rzucił im pod koła ścierwa dwóch Lilli Tempus, które zdołał usiec. Krew zlewała się z niego jak z niedorżniętej świni, ale szedł, kiwając się pod naporem ledwie wyczuwalnego wiatru. Miał całe truchło jednej i oberżnięty łeb drugiej. Całość starannie wymyta pod kranem. Tak, aby nie było wątpliwości.

I nie było.

W ten oto sposób zdołał przerwać krąg.

Odjechali na oparach ze swoją osobistą Lilli Tempus, śpiącą cichutko z tyłu. Wystrzelili na resztkach, odprowadzani obłąkańczym wyciem ledwie trzymającego się na nogach mężczyzny. Byle dalej od przeklętego CREEK HOUSE, feerii świateł opływających niebo i przede wszystkim, jak najdalej od samych cholernych siebie.

Odjechali, jednak zginęli także. Jak również para po nich. I para po tamtej parze. Padali wszyscy niczym przewrócone kostki domina. Każda kawałek dalej. Czasem zaledwie nieznaczny kawałeczek.

Jednak w samym kontinuum, we wstędze drogi Eyre oraz podniebnym teatrze wieloświateł, coś zaczęło się psuć. Migotać. Wytracać się. I w którymś momencie, wcześniej, później albo dokładnie w tym samym cholernym czasie, zdezelowanym Holdenem Commodore wlokła się już tylko dwójka pasażerów.

Spencer i Ellin. Para tęczowych bliźniąt, snująca się starym gratem po bezdrożach.

Dopełniło się.

Uroboros był w końcu syty.

Następne częściEyre — część VII (ostatnia)  

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Adelajda 8 miesięcy temu
    Zdołali przerwać krąg dziwnych zdarzeń, ale jeszcze jedna część przed nami. Ładna symbolika na końcu z tym Uroborosem.
    Późno już, a więc tylko oznajmię, że przeczytałam i czekam na część finałową.
    Pozdrawiam.
  • Ritha & Canulardo 8 miesięcy temu
    Dziękujemy pięknie :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dzięki za wizytę, Adelajdo
  • marok 8 miesięcy temu
    Czemu przedostatnia? Sponsorzy uciekli? :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Miały być cztery, góra pięć. I tak się rozrozło. Poza tym, koniec serii, ale nie koniec dueta
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Dokładnie :)
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Wpadnę na seans w nocy. Bufet mam nadzieję, że jeszcze pełny;)
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Zapraszamy o dogodnej dla Ciebie porze ;) Zachomikujemy w bufecie co nieco :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Bydzie pełno. Wpadaj
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Dobra wygramoliłam się. Na raty:
    "Podmuch otwieranych drzwi zaprosił do środka chłód nocy" - ładne
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Tak pasuje pięknie ten wąż pożerajacy swój ogon! Czekam na end z niecierpliwością.
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Idealniefo tego: „Odjechali, jednak zginęli także. Jak również para po nich. I para po tamtej parze. Padali wszyscy niczym przewrócone kostki domina. Każda kawałek dalej. Czasem zaledwie nieznaczny kawałeczek."
  • Ritha 8 miesięcy temu
    No hej :) Zamysł pętli i symbol węża - zasługa Canulardo :) Dzięki piękne za wizytę i reflekszyn, ostatnia część niebawem :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dzięki za wizytex.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Hej, no kurka ale zakrętasa zrobiliście. Gdzieś tam w "Ojatsu" popełniłam próbę małej pętli czasowej, ale to nic w porównaniu z tym. Bardzo ciekawa jestem ostatniej części, bo tu by wyglądało, że niby już koniec.
    Tak zawsze kojarzyłam wasze style pisania jako podobne i tu świetnie to widać. Współpraca w pełni udana:)
    Pozdrawiam!
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Cały czas można coś tam poprawić, a w pierwszej części, to już najbardziej. Być może jak już kurz opadnie, popracujemy jeszcze w ciszy nad detalami.
    Dzięki Justyska. Ja ten temat bardzo lubię akurat
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Tak, można by bylo jeszcze podłubać, ale skoro opinia pozytywna, znaczy nie jest najgorzej :)
    Dzieki piekne Justyś :)
  • inkarnacja 8 miesięcy temu
    Do postapo podchodzę bardzo niechętnie, bo mam wrażenie, że wszystko co ciekawe już zostało w tym temacie powiedziane. No ale, nie oszukujmy się, w tym przypadku nick jest wyznacznikiem jakości, więc ze sporym kredytem zaufania zasiadłam do lektury kolejnego rozdziału. Nie jest to może tekst doskonały, ale chyba po raz pierwszy mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że czytało mi się dobrze i z zaciekawieniem oczekiwałam na to, co wydarzy się dalej. Jeśli prowadzicie dwa wątki równolegle, to wręcz intuicyjnie czytelnik wyczuwa, że coś te wątki w końcu połączy. Tu już pole autora do popisu, czy owe połączenie będzie rozczarowaniem, czy przeciwnie, wzbudzi zachwyt ;-)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Hmmm, tak się tylko zastanawiam nad tym całym post-apo. Gdzie dokładnie (w czym) je widzisz?
    Moze nasuwa się Mad-Max przez pryzmat bezkresu czy coś, ale raczej nie celowaliśmy w post-apo.
    Jeśli jest tu wyczuwalne, to znaczy, że na jakimś polu ponieśliśmy porażkę.

    Dzięki piękne za odwiedzinix
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Heh, też mnie zaciekawilo to postapo, gdyż no... nie taki byl zamysł :D
    Dzieki piekne za szerokie refleksje :)
  • e make i ka pololi 8 miesięcy temu
    Asekuracyjnie nie pozgaduje kto-co, plynie w jedno. A ja musze dbac o pijar osoby przenikliwej.
    "Australia męczy wszechobecnością myślenia o niej samej. Gdziekolwiek pójdziesz, dokądkolwiek pojedziesz, zawsze ci to myślenie towarzyszy. Nigdy nie jesteś w stanie się uwolnić." - bardzo dobre.

    "zaledwie kropki woli." - kropli*

    "Byle dalej od przeklętego CREEK HOUSE, feerii świateł opływających niebo i przede wszystkim, jak najdalej od samych cholernych siebie.
    Odjechali, jednak zginęli także. Jak również para po nich. I para po tamtej parze. Padali wszyscy niczym przewrócone kostki domina. Każda kawałek dalej. Czasem zaledwie nieznaczny kawałeczek." - fragment cudo. Sztos, sztos.

    Z niecierpliwoscia oczekuje finalu :). Jest kawal dobrej, spojnej roboty.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Taaa, pijar osoby przenikliwej jest istotny. Wyraz usprawnimy, final wkrótce, ale to bardziej hamujący epilog, niźli Grande finale.
    Dziena za obecność, miss Emi
  • e make i ka pololi 8 miesięcy temu
    Canulas, na jakąs liryczna wstazeczke w sumie licze, nie na grande finale. Ja tu i tak bardziej wylawiam zlote rybki porywana akcją jakby mimochodem.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    e make i ka pololi, a no to chyba że tak.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Oj tam, Nmp, ja ostatnio u Maroka i Fana syćko źle nazgadywałam. To komplement dla nas, gdy nie odgadnione zostanie :3
    Akurat dzisiaj wyciągnięte przez Ciebie fragmenty są Canulardowe ;)
    Krople poprawiam w tym momencie.
    Dzięki piękne, buziole :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Taaa, hail-cmok. Buziole-naziole
  • Trening Wyobraźni 8 miesięcy temu
    Witamy szóstą część! :D
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Jeszcze pomachaj Titanicowi, żeby ominął górę. Ech. Ustalasz nowy level dla "Spóźnić się" ;)
  • Elorence 7 miesięcy temu
    O matko, mam w oczach łzy.
    Bliźnięta. Czy była o tym wzmianka wcześniej? Jasne, że była, ale wypadła mi z głowy! Ta magia pewnie wywiązała się z ich bliskiej relacji. Podobno bliźnięta potrafią współodczuwać, nawet, jeśli dzielą ich kilometry. Nikt nie potrafi tego zrozumieć, ale tutaj to jest tak popieprzone. Giną za każdym razem, a potem, nagle wszechświat stwierdza, że się najadł i im odpuszcza. Ja pieprzę. Te totemy... I te dziewczynki z nożami.
    Uuuu, muszę iść do kolejnej.
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Tak tęczowe bliźnięta :) Była wzmianka bodajze w pierwszej częsci, mozna zapomnieć na przrstrzeni tych wszystkich zapętlonych zdarzeń.
    Dzięki Elo, naprawdę się cieszę, że siadło, Ty serio potrafisz się odpowiednio wczuć :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania