Gaslighter (I) Słońce

Kiedy u ludzi dostrzegamy wynaturzenie? Jak daleko posunąć się musimy, by przestać być polarną zorzą, a stać się czarną dziurą? Ile kropel łez zmieszanych z krwią spaść powinno, nim dwie dusze połączą się na zawsze, nierozerwalnie?

 

I Słońce

 

W piękny, sierpniowy poranek nie było czasu na wylegiwanie. Dziś był ten z dni, które wspominać będzie do końca życia. Przynajmniej na to liczyła. Nim słońce wyjrzało zza koron małych ogrodowych krzaków, Susan już stała na nogach. Mimo nieprzespanej nocy z powodu podniecenia, a także stresu związanego z wycieczką, poruszała się po pokoju dość energicznie. Pomagał jej w tym zimny, dębowy parkiet, który skłaniał stopy do odziania czegokolwiek. Ale nie to chodziło po głowie kobiety. A może tak. Strzępki tysiąca słów i myśli kłębiły się, nie pozwalając sprawnie przyszykować się do pełnej gotowości na wyjazd. Mały, niebieski zegarek na szafce nocnej wskazywał siódmą dwadzieścia siedem. Było już dość późno, zważając na godzinę zbiórki, którą ustalono na ósmą trzydzieści. Poruszając się to, od łazienki do pokoju, od pokoju do korytarza, by jednak wrócić się po coś z powrotem, Susan motała się. Całe szczęście, że poprzedniego wieczoru dopięła ostatni suwak walizek z ubraniami, kończąc najdłuższą cześć pracy.

Czas uciekał z minuty na minutę. Słysząc odgłosy z piętra, podobne do wyścigów pędzących byków, siostra mąciwody postanowiła sprawdzić, czy nie potrzebuje pomocy. Równie ładna i energiczna, lecz nieco starsza Carol zamieszkiwała w domu wraz z Susan od dwóch lat. Wtedy właśnie świętej pamięci matka sióstr pożegnała się z tym światem, zostawiając im w spadku wszystko co miała. Nie była tą z bogatych rodzin, ubierających się w futra i mających cztery domki letniskowe w różnych państwach. Nie należała jednak także do tych oszczędzających cały rok, by sprawić sobie nowy telewizor czy inny sprzęt elektryczny. Była przeciętną lecz bardzo kochającą, troskliwą matką, a również i kobietą. Nigdy nie odwracała się, gdy ktoś potrzebował pomocy, a sama nie prosiła o nią nikogo. Nawet u końca jej dni, kiedy siły z rezerwy kończyły swoją wachtę, ona i tak podnosiła się wytrwale z łóżka. Chociażby po to by ugasić pragnienie wodą. Mimo tego, że wystarczyło jedno słowo, a któraś z córek wypełniła by prośbę w mgnieniu oka. Taka niestety, a może jednak stety była ta kobieta. Osoba o złotym sercu, niezależnie od sytuacji, którą opłakiwali i do dziś wspominają miejscowi.

- Su, nie potrzebujesz może pomocy? - Carol spojrzała na siostrę biegającą w tą i z powrotem.

- Co? Aaa, nie! - Spotkała się wzrokiem przez sekundę z opierającą o ścianę kobietą. Przeszła obok Carol szybkim krokiem i po chwili stanęła. - Tzn, tak! Eh, już sama nie wiem - powiedziała, gestykulując brak siły. Po chwili usiadła na łóżku z wyrazem załamania. Starsza lokatorka nie czekając, przysiadła się.

- Su, rozumiem - powiedziała uśmiechając się. - Stresujesz się bardzo bo równie mocno ci zależy na tym wyjeździe z nim. Pierwszy raz wystawiasz głowę spoza miasteczka i niezmiernie się cieszę, że znalazłaś osobę, która cię do tego motywuje. - Su, spojrzała na Carol z lekkim błyskiem w oku. - Sama przyznam się, że czekam by go poznać i przez to też się lekko stresuje. Ale wiesz, stres jest dobry. On motywuje do działania. Sprawia, że serce szybciej bije w ciężkich sytuacjach, ale jeśli go wykorzystamy, będziemy w stanie wiele zdziałać. To prawdę mówiąc, tylko jeden z wyjazdów. Czeka cię ich masa. Podróże tu i tam, z osobą którą się kocha, są najlepszymi ze wszystkich wspomnień. Jesteś młoda i powinno się wykorzystywać to, że masz czas by sprawić życie bardziej kolorowym.

- Pewnie masz rację - powiedziała podnosząc głowę z uśmiechem nadal lekko skwaszonym. - Ale co jeśli się zbłaźnię przed nim? Albo jeśli to nie ten, którego chcę? Przecież znamy się krótko. Czym jest pół roku? Niepotrzebnie zgadzałam się na ten wyjazd do jego domku rodzinnego. Przecież to będzie katastrofa. - Schowała twarz w dłoniach.

- Jeśli będziesz tak myśleć, zapewne tak się stanie. Wiesz, pamiętasz co mawiała nam mama, gdy załamywałyśmy się, zamykałyśmy w sobie? Jak to brzmiało? - Carol zaczęła udawać, że nie pamięta i się zastanawia, ostrożnie zerkając na reakcję siostry. - "Nieważne ile dni w twoim życiu...

- ...a ile życia w twoich dniach" - powiedziała ze łzami w oczach, lecz nie ze smutku. Były to krople wspomnień, dobrych wspomnień. Susan przytuliła się mocno do siostry i otarła łzy z twarzy.

- Nie możesz się przejmować tak dużo przyszłością, bo ucieknie ci to co teraz. To jak będzie? Kończymy się pakować na wyjazd, którego nie zapomnisz? On niedługo będzie. - Obie spojrzały na zegarek. Dochodziła ósma.

- Zgoda. - Su uśmiechnęła się i ponownie zaczęła szykować.

Carol zadbała o jakieś drobiazgi do spakowania pokroju kosmetyki, telefon, ładowarkę, kilka książek jakby co, termos z kawą na drogę i tak dalej. W tym czasie Susan kończyła prostować lśniące, brązowo jasne włosy, spadające do ramion.

Zostało jedynie założyć sukienkę. Tego dnia postanowiła dobrać lekkie kolory. Wybrała zieloną, pasującą do jej oczu. Była w jasno niebieskie kwiaty i posiadała delikatny dekolt. Walizki spakowane, ona wyszykowana na bóstwo. Wszystko gotowe. Zostało jedynie czekać na gościa, który przyjechał niemal punktualnie, z opóźnieniem jednej minuty.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Margerita pół roku temu
    pięć fajnie że znów dodałeś jakiś tekst

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania