Poprzednie częściGiną światy  

Giną światy 2.

Patrzę na mamę. Wiem, że będzie zła. Mi też jest przykro, bo przecież nie moczyłam się już od dawna.

— Przepraszam — szepczę — chciałam być dzielna, ale to tak samo wyszło.

Podchodzi do mnie i ostrożnie klęka. Jej oczy nadal są pełne łez.

— Kiedy pojedziemy do taty? Dlaczego wyrzucił mojego misia? Był zły? Przecież bardzo lubił Guziczka, sam mi go kupił. To przez to, że ma naderwane uszko? — Rozklejam się coraz bardziej, z każdym wyrzuconym z siebie pytaniem. W końcu płaczemy obie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jest mi bardzo smutno. Miś leży pod drzwiami. Myślę, że gdyby mógł wstałby i dołączył do nas. Nikt nie lubi być odtrącany.

— Tata — w końcu się odzywa — pojechał w podróż. Wróci niedługo, a jeśli nie — zawiesza głos — to do niego dołączymy.

Tyle mi wystarcza. Wycieram nos w rękaw, a mama na mnie nie krzyczy. Nie zdenerwowała się nawet na tę nieszczęsną plamę. Idziemy po schodach w górę. Ściągam mokre ubranie, a potem wchodzę do wanny. Woda jest ciepła, przyjemny deszcz rozchodzi się po moim ciele, mama staje przed lustrem i związuje włosy wysoko, tworząc śmieszny kształt. Jej głowa wygląda tak, jakby na czubku wyrosła ogromna cebula. Uśmiecham się. Odwzajemnia. Obserwuję jak nakłada na twarz coś pomarańczowego. Po co jej te farbki? Przecież jest piękna. Mamy zawsze takie są. Pani od śpiewu też maluje twarz na różne kolory.

— Będzie owsianka? — pytam, odpędzając od siebie niedawne zdarzenia.

— Zaraz zrobię — odpowiada i znów się uśmiecha. Potrafi tak szybko zmienić nastrój. Wciera w siebie jakiś krem i używa perfum. Pachną jak kwitnące drzewa na wiosnę.

— Chciałabym, żeby już miały kwiaty — szepczę, ale wiem, że mnie nie rozumie.

Wychodzę z wanny i zakładam czyste spodnie. Później jemy owsiankę. Z cynamomen i jabłkami. Uważnie obserwuję jak pije kawę i szuka czegoś w telefonie.

— Naprawimy Guziczka?

— Co?

— Przyszyjesz mu uszko?

Wzrusza ramionami.

— Nie wiem, chyba tak. Dziś nie pójdziesz do przedszkola, zostaniesz z ciocią, a później zrobimy zdjęcie.

— Jakie zdjęcie?

— Ładne.

— Gdzie? We dwójkę? A tata?

Patrzy na mnie lekko zdenerwowana, spuszczam głowę w dół.

— Wiem, przepraszam. Wyjechał w podróż. Kto poczyta mi dziś bajkę?

— Nie zaśniesz bez niej?

— Jeśli muszę — znów kulę się w sobie.

— Dobrze poczytamy.

— Skończyliśmy na Owieczkach — spoglądam wesoło, ale jej wcale nie jest do śmiechu. Dlaczego na zmianę płacze i cieszy się? Kończę owsiankę. Idziemy do sypialni, wielkie dębowe łóżko, pod które czasem wchodziłam, by uciec przed burzą, zdobi żółta narzuta. Jest ciepła. Ma kolor sera. Mama pakuje walizkę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    Bardzo, bardzo ładne.
    Takie przy sercu. Wybacz mi jakosc merytoryczna, ale ostatnio emocjonalnie zdycham.
    :\
  • inkarnacja 4 miesiące temu
    Smutny tekst, narracja z perspektywy dziecka dodatkowo to podkreśla.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania