Hizurumi za morza – Prolog!

           Moje dzieciństwo nie było trudne. Wychowywałam się w wielkich luksusach i bogactwie. Wszystkie dzieci w całym kraju chciały być na moim miejscu. Mimo tego często zdarzało mi się uciekać z pałacu. Zazwyczaj pod wpływem presji rodziców. Mimo, że byłam najbardziej rozpieszczona z dziewiątki cesarzontek to brakowało mi swobody. Dlatego nadrabiałam to na wagarach. Zdarzało mi się parę razy, że straż  cesarska szukała mnie po parę dni. Zawsze po takich długich wyprawach generał Ackerman przypominał mi ile razy próbowano się mnie pozbyć... Jednak nie słuchałam go za bardzo i trzy dni później znów byłam u przyjaciół.

         Jednak wszystko zmieniło się pewnego kwietniowego dnia. Miałam wtedy czternaście lat. Był to rok 840. Od trzech lat w moim kraju panowało plaga głodu i chorób. Zaraza nie oszczędzała nawet klasy wyższej. Była to istna zmora nowego ceszarza, mojego brata Kaito. W skarbcu brakowało pieniędzy. Chwilę słabości wykorzystało imperium Marley. Wojskiem wspomaganym przez najbiedniejszą grupę społeczną wjechali do stolicy. Zdobyli ją i pojmali mnie, oraz moje rodzeństwo.

        W pierwszej kolejności pozbyli się cesarza. Dostał on kulę w łeb. Pozostałych czterech braci spotkał identyczny los. Moje trzy siostry swój wyrok dostały wraz z Eldianami. Siostry dostały serum do zmiany w tytana. Nie zadział na nich w oczekiwany sposób. Pierwsza z nich zmarła, a na pozostałych nie zauważono efektów. Zrzucano je dla rozrywki z muru. Wpadły w prosto w łapy tytanów. Krzyczały, płakały, lecz nic już nie dało się zrobić... Tytan odgryzł jednej nogę. Białe kimono zostało zapaćkane krwią. Tytan połknął ją, a po chwili dopadł drugą siostrę.

          Mnie pozostawili przy życiu. Byłam wygodną laleczką dla Imperatora. Planowali bym w  przyszłości miałam zostać małą marionetką na tronie tymczasowo podbitego przez nich cesarstwa Hizuru. Zamieszkałam w pałacu wśród dworek. Douczałam się języka i manier panujących w Marley. Po miesiącu przybył do dworu pewien minister wojskowości. Spodobały mu się moje długie czarne włosy i co dziwne na Azjatkę zielone oczy. Często je chwalił zdarzało się głaskać mnie po głowie. Obrzydzało mnie to. 

         Nigdy nie czułam się dobrze w towarzystwie dworek. Przypominały mi o moim rodzimym pałacu i rodzeństwie. Często zatapiałam się w myślach i rozmyślałam jak powrócić do ojczyzny. 

         W roku 841 zaczęto planować mój ślub. Od razu jak o tym się dowiedziałam zamknęłam się w pokoju i obmyśliła bu uciec przez najbiedniejsze dzielnice. Niestety nakryli mnie. Zdenerwowany imperator mimo licznych próśb ministra zesłał mnie na Paradis. "Zwierzę powinno żyć wśród zwierząt" ⼀ powiedział tamtego dnia.

     Jednak nie spotkał mnie los Eldian. Mi podarowali trzypokojowy domek na drzewie. Dwa kucyki. Skrzynie pełne pamiątek z mojego kraju. Podstawowe wyposażenie do przetrwania. Skrzynie ubrań o azjatyckim kroju. Broń, bandaże, oraz zapas jedzenia na rok. 

       Ponoć po moim skazaniu  minister targnął się na swoje życie... Tak przynajmniej usłyszałam od żołnierza porzucającego mnie na wyspie pełnej tytanów... Nie przeżuje tu za długo...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania