Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Hot dogi na stacji Shell

Druga w nocy. Ich dwoje.

Załóżmy, że nie mieli imion.

Nazwijmy ich: ona i on.

 

Pierwszy raz próbowała przeorać mu pazurami twarz właśnie wtedy, gdy trzeźwiejący wtoczyli się na stację Shell. Akurat nie było hot dogów, żadnych — ani tych z parówką, ani z kabanosem. Tymczasem ona całą drogę w myślach wybierała sos. Dostała pijackiej histerii, choć bardziej był to po prostu szloch. Stojący obok cysterny z paliwem facet aż odwrócił głowę, gdy gromkie echo ich kłótni odbiło się od rzędu dystrybutorów.

To niczyja wina, że nie było tej pieprzonej bułki z parówką i sosem.

 

Poranek przywitał ich kilkoma szramami, jednak to jej pulsujące fioletem oko stanowiło zwiastun rozłamu, pierwszą z kolekcji blizn. Byli jednak zbyt blisko, by pozwolić sobie na wybór różnych dróg. Mur dystansu, łamany kolejnymi przejawami troski, wyrósł pomimo to, między i wokół nich. Zatrzasnął w środku. Odseparował.

Otępiona kacem zdusiła płacz, gdy pierwszy raz czule dotknął opuchlizny rozchodzącej się na policzek i skroń.

Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacja uczuć wykazująca po stronie aktywów ubytki. Zapiszmy je w koszty, zawsze jakieś są.

 

Smarowali swoje rany maściami, nawzajem, szatkując opiekuńcze gesty cyklicznym przytulaniem. Podobno dla poczucia bezpieczeństwa człowiek powinien przytulać się dziewięć razy dziennie. Być może tak jest. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby dało się wyśrodkować doznania, gdyby pustka nie zamieniała się w nadmiar, a po śmiechu nie następował płacz.

Nauczył ją palić papierosy i odtąd łączyło ich więcej niż brak umiejętności prowadzenia wzajemnych rozmów. Wypełniający ciszę krzyk bywa czasem lepszy niż milczenie i płaskie, obojętne "nic". Siedzieli na krawężnikach dróg tuż przed zakrętami, wciąż pokonując je razem. Dekalogi zawsze były dwa. Buddystka strachu, islamista gniewu i przegrani po każdej ze stron.

Tygodniowa tęcza jej twarzy ewoluująca od fioletu po żółć otworzyła nowy pokój krzywd. Schowek na urazy. Odtąd polubił ją bić.

 

Pracowała na izbie przyjęć i dopiero gdy trafiła tam nie na swojej zmianie, zrozumiała jak bardzo jest źle. Opatrujący ją kolega po fachu nie powiedział absolutnie nic. Uciekał wzrokiem, gdy zażenowanie oblewało mu twarz. Nigdy w życiu nie było jej aż tak wstyd.

 

Pewnego dnia, zamknięta w łazience, prała ręcznie batystowe bluzki. Słysząc kroki, postanowiła z całej siły otworzyć drzwi. Niechcący w niego trafić, zrobić siniaka, zadać ból, a potem poczekać na reakcję zwrotną, wyjść naprzeciw, sprowokować nieuniknione. Najlepiej czuła się, gdy po wszystkim nie mając już czym płakać, zasypiała wypruta z łez. Z czasem lepiej przyswajała ten stan niż jego wyczekiwanie.

 

Los przyozdobił ją ciężarnym brzuchem. Podarunek w postaci terminowego immunitetu, gdyż oczywiste było, że teraz nie ruszy jej nikt.

Oczywiste okazało się nie być jednak nic.

 

Najgorszy był ten raz, gdy zamknął dłonie na jej szyi i trochę się zagalopował. Machała wszystkimi kończynami i to właśnie jej desperacko wierzgające nogi i ręce migotały przed zachodzącymi mgłą oczami. Pod nachylającym się nad nią torsem falował brzemienny brzuch. Duszona, słabła z każdą chwilą, desperacko łapiąc oddechy. Przerwał, dopiero gdy nad furią zwyciężył jego własny strach.

 

Nigdy nie czuła się bardziej samotna niż opleciona od wewnątrz i zewnątrz ciepłem bliskich ciał. Swoi nieznajomi i wydające się bezpieczniejsze to, co obce.

 

Smutek ma bardzo szeroką paletę odcieni. Od wyblakłej szarości aż po mroczną czerń. Jej dobijał pomnożonej głębi, tam, gdzie spoglądając w górę nie widać już konturów słońca. Walcząc z natarczywością jego postury, przygryzła wewnętrzną część policzka, a potem, zamknięta w łazience, pluła do wanny śliną zmieszaną z krwią. Opłukiwała ją wodą, obserwując, jak tańczy i znika w odpływie. Z wymuszonym spokojem udawała, że nie dzieje się nic. Tym razem nie dobijał się i nie otworzył śrubokrętem, więc faktycznie nie działo się nic. Syn w środku kopał, matka uśmiechała się martwo.

 

Powinna odejść wtedy, na okutanym wilgocią Shellu. Powinna uciec, a gdyby nie pozwolił — ten jeden raz przeorać mu twarz. Powinna nie pozwolić zabić się już tam.

Podobno szatan nie ingeruje, jedynie pozwala nam tracić czas.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 20

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • rubio 2 miesiące temu
    Jeszcze bardziej nie wiem, co powiedziec, niz zazwyczaj. Co tu zreszta mozna mowic. Taki wpis, bo nie lubie ocen anonimowo. Pzdr
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dzieki piekne, Rubio. Wystarczy taki znak.
    Pozdrawiam :)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Piękne. To tyle na szybko.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dziękuję i Tobie :)
  • Karawan 2 miesiące temu
    Czepialski
    Poranek przywitali ich kilkoma szramami, - albo poranek ich przywitał albo poranek przywitali kilkoma ich szramami ( ale wtedy ich zbędne).
    ;)
    jednak to jej ... Byli jednak zbyt blisko, :)
    Jak zwykle - niezwykle. Każdy powinien mieć w głowie bezpiecznik; Uwaga!! Syndrom Sztokholmski. Nie ma! To o refleksji, mojej-kiepskiej. Refleksja druga: zazdrość, że tak dobrze to pamiętasz i tak świetnie przekazujesz, a trzecia to współczucie i cholerny żal. Dziękuję! 5
  • Ritha 2 miesiące temu
    Błąd poprawiony. Gdzie był don Karavano przez ostatnie hoho czasu? Toć tu taki "gorący" okres był... ;)
    Syndrom Sztokholmski lubię bardzo, jako literacki motyw ofkors.
    Że dobrze pamiętam? Spokojnie, to tylko zlepek prawdziwych historii ;) Np. miałam kiedys znajoma, co na izbie przyjec pracowala i faktycznie mąż zalatwił jej wizytę nie na swojej zmianie... Teraz już eks mąż. Nie przejmuj się zbytnio, ot życie.
    Pozdrawiam
  • inkarnacja 2 miesiące temu
    Z poczucia obowiązku doczytam (jestem może w połowie), ale wątpię, bym wyciągnęła z tego faktu – jak i z samej lektury – cokolwiek więcej niż teraz. A teraz jestem opowiadaniem po prostu bezbrzeżnie zmęczona i praktycznie nic ponadto. Dlatego też pozwalam sobie na pisanie komentarza już teraz. Jak nie robię tego nigdy, tak teraz chyba po prostu muszę, bo bez ciężkich dragów chyba nie będę w stanie rezonować z tym tekstem. A że nie mam w planach żadnych narokoeksperymentów, to, no cóż – poddaję się.

    Ci powiem, że generalnie, gdyby ten tekst nie był jednym wielkim flow myśli i konceptów zupełnie mi obcych i nie dających się ogarnąć w żaden sposób – o który to efekt, mam wrażenie, pilnie się starałaś – to nawet by się czytało, bo literacko opowiadanie robi doskonałą robotę.
    Bardziej rozpisywać się w zaistniałej sytuacji chyba po prostu nie ma sensu, co – mam nadzieję – jakoś mi wybaczysz i zrozumiesz.
    Za warsztat daję 5, za treść 3.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Nie trza poczucia obowiazku miec i czytac na siłe, niemniej jednak doceniam i dziekuję. Kiepsko, że zmeczyło, choć może własnie... miało. No z zadowoloną minką napewno nie chciałam czytelników zostawić.
    Gdyby kiedyś jednak środki psychoaktywne były pod reką, to polecam tekst Kronos ;p Też podobno wprawia w nastrój "be".
    Dziękuję za szczerą opinię i pozdrawiam :)
  • sensol 2 miesiące temu
    Poranek przywitali ich kilkoma szramami - chyba powinno być "przywitał" . bardzo plastycznie napisane. niestety znam z autopsji te klimaty. damskich bokserów powinno się utylizować.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Błąd poprawiony :) Ano powinno się...
    Dzięki piękne za wizytę, pozdrawiam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Do syckich:
    1. To nie Pustostan - nie jestem w ciazy, nie pracuje na izbie przyjec, nikt mnie nie torturuje. Mozna czytac, nie trza mi wspolczuc xD Choc hot dogi na stacjach lubie :D
    2. Indywidualnie odpiszę po kawie :)
  • Karawan 2 miesiące temu
    Toć nie Tobie żem współczułem a podmiotowi, któren mi się kojarzy i temu współczuję ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Heh, dobra, dobra. Informacyjnie rzeklam ino.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Hej:)
    Fajny tekst, a zakończenie wręcz genialne!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dzieku, Mauryc. Pozdrawiam! :)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Jestem raz jeszcze. Czytałam wczoraj, nocą i jakoś mi się zrobiło smutno, i trochę mnie natchnęłaś. Ogólnie to wracasz do formy, choć może inaczej: widać różnicę między tym tekstem, a dwoma poprzednimi. Tu już cała Ty.

    "Poranek przywitał ich kilkoma szramami, jednak to jej pulsujące fioletem oko stanowiło zwiastun rozłamu, pierwszą z kolekcji blizn. Byli jednak zbyt blisko, by pozwolić sobie na wybór różnych dróg. Mur dystansu, łamany kolejnymi przejawami troski, wyrósł pomimo to, między i wokół nich. Zatrzasnął w środku. Odseparował." - ten wyimek mocny, refleksyjny, podobają mi się te blizny symbolizujące rozłam, coś się kończy, kiełkuje zło. Blisko siebie jest "jednak", ale o dziwo nie zgrzyta.

    "Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacja uczuć wykazująca po stronie aktywów ubytki. Zapiszmy je w koszty, zawsze jakieś są." — Pierwsze zdanie mistrzostwo, sprawia, że całość nabiera już takiego negatywnego wydźwięku, zdusiłaś wszystkie nadzieje.

    "(...)Niechcący w niego trafić, zrobić siniaka, zadać ból, a potem poczekać na reakcję zwrotną, wyjść naprzeciw, sprowokować nieuniknione" – jak bardzo trzeba się bać, żeby wszystkie gest kończył się w pół drogi? Te myśli, takie obsesyjne, a jednak zniszczone przez strach. Trudno ppzbierac się w odwagę.

    I jeszcze to:

    "Tym razem nie dobijał się i nie otworzył śrubokrętem, więc faktycznie nie działo się nic. Syn w środku kopał, matka uśmiechała się martwo" - Dwie sprzeczności, dwie antytezy, z jednej strony niczego nieświadome dziecko, ten bezimienny brzuch, który był pewnego rodzaju tarczą, z drugiej jej martwy uśmiech. Smutne. Przypomniałaś mi pewną historię, bardzo podobną, która zdarzyła się w moim mieście. Chciałoby się rzec: z takimi to do... ;)

    Piątka była już. Pozdrawiam Panią ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dziekuje pieknie, Jolka. Milo mi bardzo. Spadek formy byl, nic mnie tak nie wkurza jak spadek formy, a nigdy mi sie lepiej nie pisze, niz wkurzoną wlasną miernotą bedąc. Mam nadzieje, ze udalo sie lekko podpic poziom po dwoch ostatnich, a po komentarzu widze, ze chyba tak.
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacj" - dziwne drugie zdanie.
    Może "nie pomylimy" - czy nie rozumiem?

    "Smarowali swoje rany maściami, nawzajem, szatkując opiekuńcze gesty cyklicznym przytulaniem." - tutaj mnie się tak: Przede wszystkim strasznie widzi pod kątem samej estetyki zapisu, jednak mam pewną wątpliwość.
    Piszesz: szatkowali opiekuńcze gesty przytulniem. Tylko że akt przytulenia również wywodzi się z bazy gestów opiekuńczych, ciężko więc z tym szatkowaniem. Szatkowaniem kojarzy mi się z czymś, co na chwilę daną czynność przerywa. Jest przez chwilę czym innym.
    No nic. Dalej.

    "Dekalogi zawsze były dwa. Buddystka strachu, islamista gniewu i przegrani po każdej ze stron.

    Tygodniowa tęcza jej twarzy ewoluująca od fioletu po żółć otworzyła nowy pokój krzywd. Schowek na urazy. Odtąd polubił ją bić." - to już chcę i muszę całe. Estetyka, emocja, kondensacji myśli, zapis, wszystko naj, naj, naj. Sam top.
    Widać już, że jesteś odzyskania, że zwalczyłaś grypę. Pięknie.
    Jestem na tel, więc wyślę i czytam dalej.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dalej jest jeszcze od groma, ale gdybym miał jedno, to to.

    "Pracowała na izbie przyjęć i dopiero gdy trafiła tam nie na swojej zmianie, zrozumiała jak bardzo jest źle. Opatrujący ją kolega po fachu nie powiedział" - tragikomizm. Piękne.
    Ok, co tu mówić. Wkucilas, jesteś, rozkurwiasz.
    Kiedy jesteś, ale tak, naprawdę jesteś, czuć wszędzie te pewność siebie. Jakość. No i tutaj jest to już bezsprzecznie zauważalne.
    Postaci tak naszkicowane, że naprawdę. Smutek, groteska, żal, cynizm, beznadzieja i poezja w zapisie.
    Super forma, Ritex.
    Brawo.

    (kojarzy mnie się z tym tekstem, co typ chciał babę zabić. Taki emocjonalny tekst. Truchę mi się kojarzy).
    Pozdrox
  • Ritha 2 miesiące temu
    Heloł.
    Więc tak:
    "Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacj" - dziwne drugie zdanie.
    Może "nie pomylimy" - czy nie rozumiem?
    - wydaje mi się, że gdybym napisała "nie pomylimy", to by to grało z "nazwiemy" (tak bardziej w czasie przyszłym, co zrobimy (na pewno) - nazwiemy, co zrobimy (na pewno) - nie pomylimy, a tu jest raczej zróbmy (propozycja) - nazwijmy, zróbmy (propozycja) - nie pomylmy, ale... w sumie nie wiem, tak jak jest brzmi dziwnie i brzmiało już jak pisałam... Skłaniam się, by zmienić tak jak sugerujesz. Jeszcze pomyślę.

    "Piszesz: szatkowali opiekuńcze gesty przytulniem. Tylko że akt przytulenia również wywodzi się z bazy gestów opiekuńczych, ciężko więc z tym szatkowaniem" - możliwe, że tak... nie mam pomysłu, chodziło mi o takie przeplatanie, ale rację masz, że to jedno i to samo. Też pomyślę.

    Odzyskanam po grypie mówisz, mozliwe, ze tak :) Wkurwia mnie, kiedy niedomagam. Tak ni moze być! :)

    "kojarzy mnie się z tym tekstem, co typ chciał babę zabić. Taki emocjonalny tekst. Truchę mi się kojarzy" - jeśli mówisz o Kronosie, to tak, to było m.in. inspirejszyn :)

    Dziękuję pięknie, Can. Czuję sie spokojniejsza, ze napisałam cuś lepszego nić gniociszcze :D
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, haha, pięknie.
  • marok 2 miesiące temu
    Doszedłem do połowy...odpuściłem. Może później przyjdę jeszcze raz, bo szkoda zostawić, ale teraz pasuje. Sorry
  • Ritha 2 miesiące temu
    Gdyż? ;)
  • marok 2 miesiące temu
    Ritha nie przekonałem się do tekstu. Znużył mnie albo po prostu źle się nastawiłem. Może też nie zrozumiałem. Dlatego odpuszczam aby nabrać sił. Wezmę się do niego jeszcze raz
  • Ritha 2 miesiące temu
    marok ok, nic na sile Marokok :)
  • Freya 2 miesiące temu
    Mój komentarz byłby pewnie jak zwykle bez sensu, chociaż akurat o Shellu to cuś niby mogę. O lojalkach, a w Orlenie o tym gównianym temacie do którego byli zmuszeni pracownicy i jak w wykonaniu dziewczyn pracujących tam wyglądała interpretacja: "a może hot doga?" - uff. No tak teges. Pozdrawiam
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dzieks za wizytacje, Freya. Jak zawsze rozumiem polowicznie ;P
    Pozdrawiam
  • Elorence 2 miesiące temu
    "Podobno szatan nie ingeruje, jedynie pozwala nam tracić czas." - coś w tym jest.

    Dobra, dotarłam tutaj. Wreszcie przebrnęłam przez karty, wiszące cały dzień. Komp lepiej chodzi. Ale żyć jakoś niespecjalnie się chce.
    Treść: mocna.
    Ogólnie jestem mega wkurwiona, że tak delikatnie to ujmę. Takie teksty wyprowadzają mnie z równowagi. Kobieta ma chyba jakiś syndrom sztokholmski czy coś, bo normalna na pewno nie jest. A tym bardziej, że jest w ciąży. W tym momencie staje się odpowiedzialna za tę istotę, którą nosi pod sercem. Skoro był taki popieprzony, zły i okropny, to dlaczego nie pomyślała o podwójnym zabezpieczeniu, potrójnym, chuj wie jakim? Żeby tylko podziałało. Dlaczego nie ruszyła swoim pustym łbem?
    Najprawdopodobniej po próbie duszenia, dziecko zostało niedotlenione. Zajebiście. Urodzi się chore. Jeszcze lepiej. Kto się nim zajmie? To dziecko też zacznie bić? Może ona się do tego dołączy?
    Ona nienormalna, on nienormalny. Oboje do kastracji.

    Ktoś powie: to tylko kawałek tekstu. W dupie to mam. Ten kawałek tekstu wyciska łzy. Źle się czuję. Źle działają na mnie teksty o dzieciach, nawet, jeśli jeszcze się nie narodziły. Nienawidzę ludzi, którzy pozwalają im cierpieć.

    Dobra. Koniec.
    Nie mogę rzecz, że mi się podobało. Mogę jedynie napisać, że cholernie trafiło i może aż za mocno.

    Pozdrawiam Cię :)
    Dobrze, że za chwilę idę spać.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hej, Elo. Dużo refleksji, dużo pytań, dużo emocji. Na pytania nie ma dobrych odpowiedzi, dlatego zostawię je bez nich :) Za obecność bardzo Ci dziękuję, choć w Twoim przypadku zawsze przy takich tekstach mam wyrzutu sumienia, że jednak za bardzo Cię to szarpie, za co przepraszam :(
    Wykorzystałam motyw ciąży, by jeszcze bardziej pogrążyć kobietę. By była w jeszcze trudniejszej sytuacji, by nie mogła się wycofać, bo zaprzepaściła zapewne dużo szans, gdy było to łatwiejsze.
    Też mi źle obcując z tym tekstem, jednak równolegle mam satysfakcję, że dalej literkami uda się ciut poruszyć.
    Dziękuję pięknie, pozdrawiam :)
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    Ritha! Czytałam tekst już dwa razy.
    Bardzo duże wrażenie na mnie zrobił. Trochę nie umiem w komentarz. Może coś pogaworzę prywatnie. Ale: świetna robota.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dzięki piękne, bejb. Musiałam czymś popchnąć wcześniejsze średniawe teksty. Fajnie, że siadło :)
    Buziole ślę :*
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    Duże wrażenie zrobiło.
    Przygaworzę na dniach.
  • Ritha 2 miesiące temu
    e make i ka pololi zapraszam :)
  • Ameliia 2 miesiące temu
    Poetycko napisane, naprawdę dobry tekst. Sama treść była okropna. 5
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dziękuję pięknie za wizytę i opinię :)
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Tekst powinny poprzedzać słowa, jakieś w typie:
    "Uwaga! Tekst może wywołać niechciany smutek" bądź "Autor nie odpowiada za wywołane emocje" - właśnie jakieś takie.

    Niby szara rzeczywistość, a jednak w wydaniu bardzo interesującym i wzbudzającym wiele uczuć.
    Ile jest takich cichych tragedii, które kryją się w czterech ścianach?
    Ile jest takich cichych oprawców, którzy kryją się za pozorami?
    Dla mnie poruszony temat wielu kobiet na świecie. Nie wiem czy oglądasz, ale nie tak dawno był odcinek "Kobiety na krańcu świata". Odcinek opowiadał o kobietach mieszkających w Salwadorze i kurde... no właśnie są sytuacje kiedy brakuje słów, że mamy 21 wiek, a jakby wszystko cofało się w rozwoju. (może trochę inne już tematy, ale przemoc ma wiele twarzy)

    Pozdrawiam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Matko kochana, dopiero teraz zauważyłam Twoje komentarze... Jutro odpiszę szerzej :)
    Dziekuję, Adelajdo :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Oki, wybacz poślizg. Rozkojarzonam :)
    Ostrzeżenie przed emocjami mówisz, heh, fajnie, znaczy jest git. Jak czytelnik odchodzi od tekstu w niezmienionym stanie emocjonalnym, znaczy – tekst średni. A jak dygło, to git :D

    "Ile jest takich cichych tragedii, które kryją się w czterech ścianach?" - mnóstwo

    "Kobiety na krańcu świata" w niedzielę przed południem, jak sobie coś robię, leca mi w tle i jednym okiem słucham i tydzień czy dwa temu, było o kobiecie, którą zgwałcił brat z kumplami, zaszła w ciążę i jeszcze została ukarana za cudzołóstwo i skończyła w pierdlu. Nosz kurwa mać! I ja mam żyć na takim świecie? Ja pierdolę, co za patologia. Sory, ale jak słyszę takie rzeczy, to dziwię się dlaczego zachodnie kraje na to pozwalają. I na to, żeby tamci ludzie umierali z głodu i tak siebie nawzajem traktowali. To jest straszne. Straszne.
    Dziękuję pięknie za wizytę, Adelajdo. I za ciepły komentarz również.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Aa, no i moze to o ten odcinek Ci chodzilo? :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    "jednym okiem słucham" :D
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Ritha Dokładnie ten odcinek. A generalnie chodziło o to, że kobiety siedziały w więzieniu za to, że poroniły, bo niby w jakiś sposób miały dokonać aborcji. Było też mówione, że jest duży odsetek dokonywanych gwałtów na dziewczynkach (10-13lat), najczęściej przez kogoś z rodziny.
    Jednak, co mnie najbardziej uderzyło, to spotkanie i wywiad z jakimś tam politykiem (wielki przeciwnik aborcji) czy 'uj' wie z kim tam. A generalnie chodziło o jego słowa, zapytany o sytuację i o to, że dzieci zachodzą w ciążę odpowiedział: "Jeżeli zwierzę jest gotowe do rozrodu, to znaczy, że jest gotowe".
    Co należy podkreślić sam miał córeczkę.
    Ale też wielkie brawa dla Tej kobiety, która walczy o prawa kobiet w takim chorym kraju. Z tego co tam dosłuchałam, to z dużym poparciem różnych organizacji świata udało jej się wyciągnąć ileś kobiet z więzienia.
    Dobra chyba za mocno się rozpisałam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Adelajda wcale nie za mocno. To bardzo ciekawy temat. Widzisz, ja to oglądałam jednym okiem, sprzątając i takie tam, więc jedynie fragmenty wyłapałam, ale kurde, to co ten facet powiedział... nie mam słów. Potężne pokłady agresji mi się uruchamiają na takie podejście. Skurwysyn.
    A to "najczęściej przez kogoś z rodziny" - z czego to wynika? Jak tak można... To zepsucie totalne. Totalne. A mówi się, że media/internet/nowoczesność psuja świat, gówno prawda, tam jest ciemnia i jak pięknie zło kiełkuje. Coś okropnego. Cieszę się niezmiernie, że nie żyję w tamtej części świata.
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Ritha Facet na pierwszy rzut oka zadbany, przystojny, wykształcony, a w głowie bagno.
    Na pewno świat współczesny potrafi zepsuć, ale często 'my' w rodzinie znajdujemy oparcie, a co wtedy gdy rodzina ma dłonie diabła.
    Jak już się poruszamy w takich delikatnych obszarach, to mogę Ci polecić Nostalgię anioła (Książka, może czytałaś) i film Mustang (nie bajka).
    Miłego dnia i dzięki za ciekawą wymianę zdań :-)
  • Ritha 2 miesiące temu
    "gdy rodzina ma dłonie diabła" - dobrze ujęte
    Dziękuję pięknie za polecenia. Nie, nie czytałam, notuję :)
    Dziękuje również za rozmowę i też miłego :)
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    "Pracowała na izbie przyjęć i dopiero gdy trafiła tam nie na swojej zmianie, zrozumiała jak bardzo jest źle. "

    To bardzo dobre, uderza mocno.

    "Oczywiste okazało się nie być jednak nic."

    I to, uderza sk£adnią

    "Najgorszy był ten raz, gdy zamknął dłonie na jej szyi i trochę się zagalopował. Machała wszystkimi kończynami i to właśnie jej desperacko wierzgające nogi i ręce migotały przed zachodzącymi mgłą oczami. Pod nachylającym się nad nią torsem falował brzemienny brzuch. Duszona, słabła z każdą chwilą, desperacko łapiąc oddechy. Przerwał, dopiero gdy nad furią zwyciężył jego własny strach."

    Bardzo malowniczy i jednocze$nie przerażający opis.


    "Smutek ma bardzo szeroką paletę odcieni. Od wyblakłej szarości aż po mroczną czerń. Jej dobijał pomnożonej głębi, tam, gdzie spoglądając w górę nie widać już konturów słońca. "

    To też, kurczę uderza
    A następujący po tym opis również bardzo plastyczny, aż mnie coś w środku zabolało.

    No.nic, Ritha, Ty jako Autorka najlepiej czujesz, jak dobry jedt to tekst. Ja jednak dodam do zachwytów powyższych swój własny, wierząc, że ma jakąś tam minimalną wartość.

    Pozdrawiam i pięć gwiazd zostawiam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Spoko, dziena
  • pasja 2 miesiące temu
    Witam
    Zawsze zastanawiam się dlaczego zostajemy i dajemy się tak maltretować. Czy to jest miłość czy przyzwyczajenie. Czy niemoc, a może wstyd. W moim życiu widziałam niejedną taką scenę.... kobiety uzależnioną od niego. Był jak narkotyk dla niej, a ona wszystko poświęcała aby ją kochał i był przy niej. Nic nie zrobimy, kiedy ona nie chce sobie pomóc. Nie wiem co powiedzieć o zapisie... Czy dobry? Jak cholera zły i obrzydliwy. Czy mocny? Bardzo mocny, ale co z tego kiedy jest tylko okładem na sumienie. Czy potrafi poruszyć? Tak potrafi, tylko nie tego co powinien.
    Dobra robota i tyle. Pozostawiłaś dla nas kobiet niedomknięte drzwi, które zawsze można zatrzasnąć.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Ritha 2 miesiące temu
    Pasjo wiele trafnych mysli ujelas w komentarzu, wiele waznych pytan.
    Dziękuję pieknie za wizytę i refleksje.
    Milo bardzo, ze Cie zatrzymalo.
    Pozdrawiam rownież :)
  • Agnieszka Gu 3 tygodnie temu
    Więc jestem...

    "Buddystka strachu, islamista gniewu i przegrani po każdej ze stron."— bardzo ładne mi się to widzi. Wiele mówiące.
    "Nigdy nie czuła się bardziej samotna niż opleciona od wewnątrz i zewnątrz ciepłem bliskich ciał. " — no, powiem ci, żeś ciężki kaliber wytoczyła ;)
    I świetne, ostatnie zdanie.
    Bardzo ładnie napisane opowiadanie, Ritho ;))
    Podlecę dalej...
  • Ritha 3 tygodnie temu
    Dziekuję i tutaj, Agu :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania