I co jeszcze?! - prolog

Ostatni dzień szkoły miał być dla Kate najpiękniejszym dniem w całym roku szkolnym. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy miała otrzymać wreszcie dyplom za osiągnięcia w nauce. Bardzo jej na nim zależało. Dzięki niemu nie czuła się już gorsza od swojej przyjaciółki Jasmine, która była prymuską. W ich relacji temat nauki zawsze był dla Kate trudny, ponieważ nie paliła się tak do zakuwania jak koleżanka.

- Brawo Kate, twoi rodzice na pewno się ucieszą - pogratulowała przyjaciółce Jasmine. Nim jednak nastolatka zdążyła jej odpowiedzieć, do rozmowy wtrącili się Dash i Kwan.

- Taa, brawo... Kujonko! - zaśmiał się pierwszy z nich, na co drugi jedynie się uśmiechnął i pokiwał głową. No cóż, Kwan nigdy nie był typem lidera. Zawsze grał drugie skrzypce, zarówno w relacjach z innymi jak i samym członkostwie w szkolnej drużynie sportowej.

- Twoje docinki są coraz słabsze, Dash - stwierdziła Kate, uśmiechając się wyzywająco do chłopaka, zupełnie jakby sukces w nauce wpłynął na jej pewność siebie. Nigdy wcześniej nie odważyła by się na takie zagranie.

- Ta? To... To... Ty jesteś słabsza! - wyjąkał Dash, co wywołało u dziewczyn wybuch śmiechu, który jeszcze bardziej osłabił determinację nastolatka.

- Lepiej odejdź, zanim całkiem się pogrążysz - powiedziała Jasmine, wywracając przy tym oczami. To wystarczyło, by chłopak całkowicie się poddał i dał dziewczynom spokój. No... Wystarczyło by, gdyby nie pomysł, na który nagle wpadł Kwan.

- Hej, sprawdźmy czy ich inteligencja idzie w parze z odwagą! - zaproponował nastolatek. I choć na początku Dash krzywił się na ten pomysł, to jednak zdecydował się zgodzić z kumplem.

- Tak! Niedługo planujemy z drużyną taką małą wycieczkę po zmroku... Do opuszczonego cmentarza poza miastem. Przyłączycie się? Oczywiście, jeśli nie cykorzycie! - powiedział blondyn.

- Tamten cmentarz w lesie? Oczywiście, że idziemy! - zawołała rozradowana Jasmine.

- Co?! Czyś ty zgłupiała?! Chcesz z nimi wałęsać się nocą po lesie? Kto wie co im do łbów strzeli?! - sprzeciwiła się Kate.

- Och no weź! Wezmę fenton-kij i jeśli coś będzie nie tak, przywalę nim komu trzeba! - odparła rudowłosa. Na tekst o kiju i waleniu Dashowi na chwilę zrzedła mina, lecz szybko się poprawił, by nie pokazywać po sobie, że boi się możliwych konsekwencji od Jasmine.

- Nadal jestem przeciwna... - burknęła blondynka. To niestety nie zniechęciło Jasmine.

- To o której się spotykamy i gdzie? - spytała chłopaków.

- O 21 przy znaku leśniczego - odparł Dash i z dumną miną odszedł z Kwanem w kierunku szatni.

- Myślałam, że nie dasz się namówić takim błaznom. Wierz mi Jazz, to naprawdę głupi pomysł - wymruczała Kate.

- Spokojnie, jestem odpowiedzialną osobą, a to nasi koledzy ze szkoły. Nie idziemy z nimi na żadną popijawę, tylko na spacer po pięknym, zabytkowym cmentarzu z historią. Co może się stać? - wzruszyła ramionami ruda. Lecz nie uspokoiła ani trochę przyjaciółki. Kate nadal miała co do tego pomysłu złe przeczucia. Zwłaszcza biorąc pod uwagę późną porę i głupie pomysły chłopaków.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas pół roku temu
    "- O 21 przy znaku leśniczego - odparł Dash i z dumną miną odszedł z Kwanem w kierunku szatni." — 21 słownie.

    Ogólnie, klimat kompletnie nie mój, ale zapis całkiem ok.
    Trochę przecinkologii brak, ale reszta ok.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania