Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Idee fixe II (cz. 6)

https://www.youtube.com/watch?v=OpQFFLBMEPI

***

 

Myśl, że przesadziła, uderzyła równolegle z dźwiękiem zatrzaskiwanych drzwi.

A potem nastała cisza.

Cisza i towarzysząca jej pustka. Ta pierwsza – wokół Ewy, druga – wewnątrz. Miała ochotę za nim pobiec, przeprosić i błagać, żeby wymazali z pamięci ostatni kwadrans, a najlepiej kilka dni. Wykiełkowała również złość – na siebie, na wachlarz rad Teresy, na cały świat. Przede wszystkim kompletnie nie miała ochoty z nikim rozmawiać, jedynie zwinąć się w kłębek i zniknąć.

Ten etap przejmującego smutku, gdy uczucie to wydaje się nieokiełznane, dominujące i otaczające zewsząd. Jest człowiek i ściana. Mur. Beton. Żadnych wyjść. Kompletnie nic. Pustka wypełniona drobinkami smutku, który mnoży się przez podział, samoistnie. Gdyby ubrać tę emocję w ludzką postać, byłaby kobietą szydełkującą w plątaninie myśli, tworzącą w niej wzory chaotycznym ściegiem. Produkt końcowy – mętlik, pierwszy krok do pętli. I dopiero ujarzmienie tego etapu pulsującej bezsilności, rozjaśnia postrzeganie, pokazując możliwe rozwiązania. Jak opadająca mgła, ukazująca przydrożne kierunkowskazy.

Poczłapała do sypialni, w masochistycznym odruchu wygrzebania z szafy jego bluzy – zostawił ją któregoś dnia po wieczornym spacerze nad Wisłą. Wsunęła miły w dotyku materiał przez głowę, po czym zakopała się w pościeli nadal pachnącej Bartkiem. Troszkę sobie popłakała. Ukoił ją dopiero sen.

 

— Halo... Jesteś chora? — Twarz Iwony wypełniła kadr. Nachylała się nad łóżkiem, przekrzywiając głowę na boki, jak zaciekawiony piesek. — Już po trzynastej. Wstaje nowy dzień! — zaszczebiotała energicznie.

Ewa przetarła zaspane oczy, błagając o kawę, a najlepiej coś mocniejszego.

— Chyba zwariowałaś — odparła siostra. — Na kilometr widać, że masz doła, ale bez przesady. To nie żulernia.

— Znalazła się, święta studentka...

— O, sarkazm to u ciebie jedynie na mroczne okoliczności. Co jest, pokłóciliście się?

— Tak jakby — bąknęła.

— Oj tam, wielka mi rzecz. Pogódź się z nim i po problemie.

Może i tak. Może to było właśnie takie nieskomplikowane. Proste rozwiązania wydają się śliskie, zwodnicze, niepewne. Czasem są zbyt blisko pod nosem, by je dostrzec, gdy człowiek akurat wpatruje się w dal. Absolutnie nie miała ochoty iść na żadną wystawę Piotra. Pomimo że wypisywał przepraszające sms'y, pełne wyznań, że nie potrafi o niej zapomnieć, wciąż czeka, ma nadzieję, bla, bla, bla, że jest kobietą jego życia, bla i tak dalej, więc pomimo to przez myśl jej nie przeszło, by coś z nim kombinować. W piątek napisał o wystawie i gdy usłyszała, że Bartek cały dzień będzie naprawiał kumplowi samochód i na pewno mu nie odmówi, wówczas pomysł rozbudzenia jego zazdrości wykluł się sam. Nie przypuszczała jednak, że sprawy zabrną tak daleko. Chciała, by poczuł się tak samo, jak ona. Tylko tyle.

 

Wypiła kawę na trzy łyki, przemyła twarz i wyrecytowała łagodzący monolog do lustra. Następnie wykręciła jego numer. Koniec tego dobrego. Wystarczająco długo zachowywała się jak dziecko. Czas się ogarnąć. Miała szczerą nadzieję, że uda jej się go przejednać i pulsujące z tyłu głowy przeczucie, że może być ciężko.

Nie odebrał. No tak, mogła to przewidzieć.

Nie miał tam stacjonarnego, klienci dzwonili na jego komórkę, czyli innych opcji nie posiadała. Postanowiła odczekać chwilę (mógł mieć ręce w smarze) i ponowić żebraczą próbę kontaktu. Po trzecim sygnale drgnęło.

— Halo?

I wtedy ktoś przechylił nad Ewą wiadro po brzegi wypełnione kostkami lodu. Najpierw, wszystkie naraz, szybko i z dużej wysokości, boleśnie uderzyły w głowę, a w kolejnej chwili zaserwowały mrożącą różnicę temperatur.

Ten sam głos.

— Haaalo?

Dokładnie ten sam...

— Dzzzień dobry. — Zebrała się w sobie, by wykrztusić cokolwiek.

— Dzień dobry. W czym mogę pomóc?

— Pani, eee, Aneta? — Kolejne z trudem wypluwane słowa.

Cisza dłuższa o ułamek sekundy, oznaczająca zapewne zdziwienie po drugiej stronie.

— Taaak... Kto mówi?

Lód nie spływał niżej. Otaczał ją, mnożył się, wypełniał od wewnątrz i dookoła, dusił, zamrażał.

— Ewa. Chciałabym rozmawiać z moim — podkreśliła — chłopakiem.

— Nie rozumiem. Dodzwoniła się pani do warsztatu samoch...

— Wiem — wtrąciła — wiem, gdzie się dodzwoniłam.

Szmato!

— Chodzi o... — pauza zapewne mająca na celu podkreślenie niedorzeczności prośby — Bartka?

— Tak, o Bartka — zaostrzyła ton.

— Hm, nie wspominał, że ma kogoś. Wie pani, jest teraz dość zajęty. Przekazać coś?

Żeby wypieprzał!

— Nie... W zasadzie nic ważnego. Do widzenia.

— Do widz...

Rozłączyła się. W kolejnej sekundzie drżącą ręką wykręciła numer Teresy. Gdy tamta odebrała, Ewa najpierw wybuchła płaczem, a dopiero potem zaczęła mówić.

 

— Jesteś pewna, że to ten sam głos? Po jednym wypowiedzianym słowie ciężko mieć pewność. W nerwach człowiek sobie sporo dopowiada.

— Nie dopowiadam sobie, Teresa, ten sam głos, jestem pewna!

— Dobrze, spokojnie, kiedy to było? Przed naszym wyjściem jakoś?

— W czwartek zadzwoniłam i odebrała ona. Powiedział, że to była klientka, rozumiesz?! — krzyczała. — Klientka! — Złapała oddech. — Potem, w piątek, przyszedł i powiedział, że od jutra — podkreśliła — czyli od soboty, ma stażystę. Stażystę — podkreśliła po raz kolejny. — Kłamał! Kłamał, że klientka, kłamał, że nie wiedział, że to będzie kobieta i kłamał, że od soboty. Jakie staże zaczynają się od soboty? Ona już tam pracowała, Teresa, już wtedy. Mało tego! Jest tam teraz, w niedzielę i radośnie po raz kolejny odbiera jego telefon!

— Ewa... Po pierwsze pojechałaś tam w czwartek i nikogo nie było, więc...

— Więc mogła akurat wyjść po kebaba. Albo, jeśli mają romans, kazał jej się schować z obawy przede mną!

— Nikt przy zdrowych zmysłach nie założyłby, że tam przypędzisz. A telefon robi za służbowy, więc pewnie leży na biurku i odbierają go wszyscy pracownicy, czy tam, stażystki. Czyli aż jedna.

— I siedzi tam teraz z nim. I powiedziała, że Bartek nie wspominał, że ma dziewczynę. Nienawidzę go, Teresa.

— Oj, kochasz go, po poziomie zazdrości widać najlepiej. Spokojnie. Widocznie nie rozmawiają na tematy prywatne, to i nie wspominał.

— Widziałam w jej oczach, że na niego leci, widziałam, jak patrzyła. A teraz jeszcze on jest na mnie wściekły. Wszystko przez to, że mnie namówiłaś na to wyjście...

— Co?

— Od tego się zaczęło — stwierdziła.

— Sugerujesz, że to moja wina?

— Sugeruję, że twoje rady są do niczego.

Milczenie wypełniło kilka kolejnych sekund.

— Słuchaj, Ewa, poświęcam tobie i twojemu związkowi więcej zainteresowania, niż ktokolwiek inny, wiec bądź tak miła i nie przerzucaj na mnie swoich frustracji.

Rozłączyła się.

Teraz nie miała już nikogo.

Następne częściIdee fixe II (cz. 7)  Idee fixe II (cz. 8)  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 2 tygodnie temu
    hmm.............................................................................
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Taa.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    "Gdyby ubrać tę emocję w ludzką postać, byłaby kobietą szydełkującą w plątaninie myśli, tworząca w niej wzory chaotycznym ściegiem. Produkt końcowy – mętlik, pierwszy krok do pętli. " - pięknie

    Pozdrawiam z uśmiechem :)
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Też lubię to zdanie ;))
    Pozdrawiam również :)
  • Freya 2 tygodnie temu
    "szydełkującą w plątaninie myśli, tworząca w niej wzory chaotycznym ściegiem." - tworzącą - też można
    Cały czas jestem zaskoczony w miarę poprawnością zapisu tej romantycznej epopei dyfrakcyjno-scenicznej, gdy piszecie razem z Canulasem - wpadek jest zdecydowanie więcej. Wcześniej deklarowałaś, że to krótka zabawa, ale gdybyś poszerzyła ramy sensualności tła, kanwy - to można by z tego zrobić cuś obszerniejszego w poważaniu niekoniecznie, dywagacji społecznych relacji podstawowych komórek serialowo jebliwych odnośnie... :) Pzdr
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Freya, bo jak piszę z Canulasem, to jestem zaaferowana pisaniem z Canulasem i sie widocznie ni mogie skupić należycie ;))
    Nie wiem, jezyk tu prostszy, czesci krotsze, przypadek, albo nie szukasz az tak na sile czego by sie czepic jak tam ;)
    Noo, krotka zabawa, 10-12 czesci max bedzie.
    Pozdro
  • Agnieszka Gu 2 tygodnie temu
    Witam,

    "— Wiem — wtrąciła — wiem, gdzie się dodzwoniłam.
    Szmato!" — Ołłłł Yeaaahhhh!!!!!!

    hehe, fajne :) Kulejna część się tworzy, mam nadzieję :))
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Kulejna jest w polowie gotowa, takze no, niebawem :)
  • Elorence 2 tygodnie temu
    W tym momencie już wiem, że na miejscu Ewy, dałabym sobie spokój z Bartkiem. Nie na moje nerwy takie numery. I jeszcze tupet tej, pożal się Boże, stażystki, czy kij wie kim tam jest. Chuj, za przeproszeniem, powinno ją obchodzić życie prywatne Bartka. Poszła tam zdobywać doświadczenie w ZAWODZIE, czy robić za materac? Co to za teksty "on nie mówił, że kogoś ma". Może dlatego, idiotko, że jesteś TYLKO STAŻYSTKĄ i powinnaś zapieprzać w pracy?
    O matko, ale mi ciśnienie skoczyło.
    Bartek jest już na skreślonej liście. I może być ślepy, nie rozumieć kobiet, nie ogarniać czym jest ZWIĄZEK, i tak dalej. Jest skreślony. Myślałam, że on wie czego chce... Ale chyba jednak niekoniecznie.
    Boże, no, jestem wściekła.

    Czuję się jak wulkan xD
    Pozdrawiam ciepło!
  • Ritha ponad tydzień temu
    O jacie, Bartek na skreslonej liscie... No coż, show must go on ;)
    Dzieki Elo za wulkano emocji :D
    Buziole
  • Elorence ponad tydzień temu
    Jakby moje komentarze czytał jakiś psychiatra, to pewnie złapałby się za głowę i kazał poleżeć na kozetce ;D
  • Ritha ponad tydzień temu
    Elorence oj tam :D
  • Karawan 2 tygodnie temu
    najpierw wybuchła płaczem, - imho wybuchła bomba, baba co najwyżej wybuchnęła ale może się mylę;) A odwlekanie nieuniknionego nie zmieni faktu:trup być musi! ;))
  • Ritha ponad tydzień temu
    A czym sie rozni wybuchajaca bomba od wybuchajacej kobiety?
    Bo na moje niczym ;)
    Dzieki za wizytę :)
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    No widzę że dalej się bawisz - czytam wszystko - ale nie wszytko komentuje
    Nadal 5
    Naprawdę
    Pomyśleć że ktoś przekona MNIE
    MNIE
    do romansów...

    Albo mięknę
    albo świat się kończy

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Ritha ponad tydzień temu
    Wszystko z Toba dobrze, Kapelusznikos, inne Panowie też czytają :))
    Dziekuję pieknie, pozdrawiam :)
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    Bardzo ladny poczatek. Dalej lekkostrawna drama, mily reset podczas czytania. Danke :)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Dzięk, bejb ;)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Dzięki*
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Wczoraj nie zdążyłam podzielić się refleksją, że Ewa jest w tej samotności od rad, od opinii, na jak najlepszej drodze, aby przeżyć coś mocno, autentycznie, bez liczenia na aplauz podglądaczy, za to... :)
    Świetnie Ci idzie.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Dzięki, Wrotycz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania