Janka

*

– Musisz wreszcie poznać prawdę. – Ściszam głos, bo czas przejść do szczegółów. – Grabarz późnym wieczorem przypomniał sobie o niezamknięciu cmentarnej kaplicy. Kilka godzin po pochówku twojej babci wrócił, mimo że bał się okropnie. Na szczęście nie stchórzył. Wiesz, całkiem nieźle zarabiał, gdyby Janecki rano odkrył, że drzwi są otwarte, straciłby robotę, a twoja mama...

Milknę. O metr odległe, czterdziestoletnie, szare źrenice chudej kobiety z ogoloną czaszką zwężają się niczym u kocura, podrażnionego perspektywą walki.

– Nie przerywaj, tato.

– Miała zdrowe płuca, dziecinko.

– No i? O czym ty pierdolisz... płucka mamusine, czarne tatusine, trala lala.

– Janka!

– Tomasz, sto razy ci to mówiłem. T jak tragarz, o jak ospa, m jak mydło, a jak areszt, sz jak szambo, racz zapamiętać staruszku: To – masz! Pomyl się jeszcze raz i mnie, kurwa, nie zobaczysz na pewno. Jaki żałosny dupek z ciebie – śmieje się głośno – tu wszyscy wiedzą, a ty obchodzisz ten fakt ogródkami, kocham cię ojczulku, ale, kurwa, nadal bez wzajemności.

Odchyla się z krzesłem od stolika, kładzie dłonie na czoło i wolno je przesuwa po łysej czaszce, bardzo wolno, aż do białej nasady karku z siną błyskawicą, cały czas patrząc mi spokojnie w oczy. Czuję, że wszyscy nas obserwują. Duszę się, muszę wyjść na powietrze, a nie mogę wstać, gdy wali pięściami w moje obolałe plecy.

– Inhalator – charczę.

Odskakuje ode mnie. Tu? – wskazuje palcem aktówkę.

Kiwam głową, na klapę marynarki cieknie z ust strużka szarej wydzieliny. Czerwone nitki wyraźnie odcinają się od tła chusteczki. Ciemność.

 

Z więziennego ambulatorium wychodzę, kiedy już nie ma szans na pociąg, a autobus odpada. Jak nic klaustrofobia i kolejny atak kaszlu. Idę za milczącym strażnikiem. Prostokątny, duży plac z trzema wydzielonymi spacerniakami. Mury, mury, a na nich hektary zrolowanej siatki. Jej porąbany świat, który opuści za dekadę. Zamiast drzwi masywna krata, trzask, długi korytarz, wszędzie kamery, czuję lustrujące oczy. Trzask, trzask, trzask - kolejne kraty. Opuszczam budynek, wychodzę na zewnętrzny dziedziniec. Znowu mur, potężny, na nim rosną trzy rzędy zaostrzonych, stojących na baczność metalowych prętów, szczelnie przeplecionych siatką, a za nimi ulica wolnych ludzi.

Jeszcze cztery strome schodki do dużej wartowni, dwie kraty (trzask, trzask) na ostatnim korytarzu i finał. Prostokątna bramka – wykrywacz metalu. Strażnik wręcza mi przepustkę i cofa się do chorego, wypaczonego świata. A mnie przejmuje młody mundurowy, mam zawrócić i przejść bramkę bez teczki. Zawsze to samo. Odkładam wysłużoną aktówkę, idę, bramka piszczy. Patrzę pytająco, zapominając o przyczynie.

– Odłóż pan kulę.

Opieram ją o ścianę i kuśtykając, przechodzę bramkę w ciszy. Uff... Podaję przepustkę młodemu funkcjonariuszowi. Biorę kulę.

– Pan otworzy teczkę.

Upokarzający moment, zaciskając zęby, walczę z zacinającym się suwakiem. A on czeka, młody, co z tobą, pomóż człowieku. Kula coraz mocniej wrzyna się w pachę, gdybym usiadł, byłoby łatwiej.

– Da pan.

Mocuje się. Pozwalam sobie na uśmiech. Rzuca:

– Trzeba będzie rozciąć.

– Tnij pan.

 

**

 

Cześć!

Janka, niedługo zostaniesz sama. Leżę w tym samym hospicjum, gdzie w sierpniu odeszła do nieba Twoja Mama. Przed śmiercią prosiła, abym Ci wyjawił, co przeżyła. Już nie przyjadę, bo chyba wykituję przed kolejnym widzeniem. List dostaniesz jeszcze za mojego życia. Zadzwoń, jeśli będziesz miała chęć pogadać, przecież wychowawca Ci pozwoli.

Janka, to nieprawda, że dziadkowie zmarli w ponad tygodniowym odstępie z powodu, musisz wiedzieć, że wymyślonego specjalnie dla Ciebie, czyli zapalenia opon mózgowych. Naprawdę to było tak.

Babcia Krysia zmarła podczas porodu Twojej Mamy, a dziadek Michał powiesił się parę godzin po jej pogrzebie.

Płaczącą Mamę znalazł grabarz. Dziadek Michał położył Ją wśród wiązanek kwiatów i palących się zniczy. Zawinął w ciepły kocyk, i na nasze szczęście grabarz bał się Janeckiego, kierownika cmentarza, więc wrócił zamknąć kaplicę. Usłyszał płacz. Najpierw uciekł, ale groźba utraty pracy kazała mu się cofnąć. Nieskładnie piszę, ale mam nadzieję, że wszystko zrozumiałaś.

Janecki mieszkał w domu sąsiadującym z cmentarnym murem. Grabarz poszedł do niego. Spili się tej nocy, a żona Janeckiego zajęła się Mamą. Mieli ósemkę własnego przychówku, więc kiedy odszukanie rodziny dziadków okazało się niemożliwe – rozumiesz, niełatwa sprawa krótko po wojnie – Janeccy przekazali Mamę do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. To był najzimniejszy, najbardziej okrutny okres Jej życia. Zapytałaś kiedyś, dlaczego nie chodzi do kościoła i z jakiego powodu Ciebie nawet nie ochrzciła. Zbierała razy, karne głodówki, upokorzenia pod krzyżem. Janka, Twoje więzienie to niemal pikuś z Jej sierocińcem.

Kiedy zabiłaś, próbującego Cię zgwałcić gliniarza, w Mamie coś pękło. Zaczęła bać się wszystkiego, nawet mnie. Codziennie przeklinała tego grabarza. Janka, to nie tak, że Ciebie obwiniam za Jej śmierć, umarła na raka.

Proszę, zrób to dla Niej, bądź porządnym człowiekiem i kiedy wyjdziesz, zapal znicz choć raz w roku. Syn Janeckiego dalej mieszka obok cmentarza, wskaże Ci kwaterę, pochowałem Mamę tam, gdzie leży babcia Krystyna. Chciała tego. Mówiła, że stamtąd nie powinna się oddalać.

Dom sprzedałem, kasę przelałem na konto, w testamencie jesteś jedynym moim spadkobiercą. Po odsiadce zgłoś się do notariusza Martyniuka, II piętro, Słowackiego 15.

Trzymaj się, kocham Cię Janka!

 

***

Przez kraty wraz z listem wylatuje na betonowy dziedziniec cały dobytek osadzonej. Kiedy oddziałowa otwiera celę, Janka stoi golusieńka z taboretem w uniesionych rękach.

Funkcjonariuszce udaje się uchylić.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya pół roku temu
    No... niezłe, zdecydowanie wolę twoją prozaikę ;) Pzdr
  • Freya pół roku temu
    "gdy zabraknie tchu«
  • Wrotycz pół roku temu
    Freya, no weź, czemu me liryczne skrzydła podcinasz, co?:)
    Nie umiem jeszcze pisać prozy tak, jakbym chciała, jest wymagająca.

    Gdy zabraknie tchu - propozycja tytułu?
    Całkiem zbiera najważniejsze. Zastanowię się.
    Dzięki!
  • Justyska pół roku temu
    Mocny kawalek, warty uwagi. Kolejny przyklad na to jak wazna jest przeszlosc.
    Pozdrawiam
  • Wrotycz pół roku temu
    Dzięki, Justysko. Cieszę się, że wyczytałaś najważniejsze.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Życie bywa okrutne i pogmatwane. Przeczytałem dwa razy. Dobrze napisane. Tak prawdziwie.
    Drzewa przeszłości nie można wyciąć. Cały czas żyjemy w jego cieniu. Jednych chłodzi od upału, a innym słońce zabiera.
    Pozdrawiam→5
  • Wrotycz pół roku temu
    Życie w cieniu przeszłości. Wszyscy tak mamy, tyle że nie zawsze przeszłość aż tak determinuje teraźniejszość (więzienie). A prawdziwie bo oparte na prawdzie.
    Dzięki za opinię i refleksję, DeDo.
    Pozdrawiam:)
  • @utor pół roku temu
    Wciągający tekst. Jest w nim jakaś emocja, napięcie i sporo smutnych i trudnych momentów.
    Ciekawa historia, ciekawi bohaterzy, no a najbardziej to ten list, który czyta Janka i jej reakcja w końcówce...
    Super, podoba mi się!
    Piąteczka :-)
  • Wrotycz pół roku temu
    WOW, piątka?:)
    Dzięki za opinię, wdzięcznam za pochwały. Któż ich nie lubi?:)
    Pozdrówka:)
  • Canulas pół roku temu
    O proszę. Chętnie obadam ponownie, ale dopiero wieczorem.
  • Canulas pół roku temu
    No więc jestem. Przeczytałem juz ten tekst na innym portalu, ale nie komentowałem. Nawet teraz nie wiem jak skomentować.
    Może w ten sposób:
    Starałem się (chyba czterokrotnie) kila razy napisać teksty o surowej tragedii. Powiedzmy, że celowałem w podobny zapis. W podobną poetycką surowość i nieosłoniętą bandażami tragedię.
    W zapis dość prosty, a zarazem dobitny. Próbowałem.
    Taaaa.
    Moje kompozycje wydają się przy tym tekście niestosownym żartem.
    Kolejny bardzo dobry tekst miss... Wrotycz ;)
    Pozdrox.
  • Wrotycz pół roku temu
    A to mnie zaskoczyłeś:) PP?
    Nie przesadzaj, jesteś o niebo lepszy w te klocki. Na szczęście mam trzeźwe spojrzenie na wszystko.
    A zapis... tutaj pojawia się inny narrator niż w poprzednich tekstach, trzeba było uprościć język:)
    Dziękuję:)
  • Canulas pół roku temu
    Wrotycz, nie PP. Szukaj cyfry w nazwie ;)
  • Wrotycz pół roku temu
    Canulas, o to niedobrze, nie sądziłam... :)
  • Canulas pół roku temu
    Wrotycz, oj tam - piszesz kapitalnie i nic tego nie zmienia, więc to naprawdę nie ma znaczenia skąd.
  • Wrotycz pół roku temu
    Ma.
    No nic, trudno, ale czuję się rozebrana:)
  • Canulas pół roku temu
    Wrotycz - pozwolę zatem sobie to przekopiować. Uwaga, kopiuję.
    "Na szczęście mam trzeźwe spojrzenie na wszystko".
    Tak więc, ten, luz ;)
  • Wrotycz pół roku temu
    Canulas - wredoto, no nic, trza mi się do braku siły przyznać:)
  • inkarnacja pół roku temu
    Badzo dobry tekst. Ten utwór można by rozszerzyć albo skrócić... Rozszerzyć – bo to jest napisane tak, że samo się czyta. Naprawdę. Bez wzniosłych metafor, wyszukanych porównań, nie wiadomo jakiego słownictwa – jest prosto i czytelnie. Gratuluję i trochę zazdroszczę. Skrócić natomiast – bo choć intryga rozwija się nader satysfakcjonująco, to gdzieś pod koniec siada.
  • Wrotycz pół roku temu
    Tak, tez to czuję, ten list jest za długi, za dużo dopowiada się samym pisaniem o sytuacjach życiowych zamiast je pokazać w akcji, ale to wymagałoby faktycznie jeszcze kilku rozdziałów.
    Mam nadzieję, że jednak kompozycja aż tak nie została zaburzona, aby położyć całość.
    Bardzo dziękuję za cenne spostrzeżenie i serdecznie pozdrawiam:)
  • NihiluśSmurf pół roku temu
    Może zrobię później jeszcze jedno podejście, ale na razie przeczytałem dwa razy i o ile druga część lepi mi się bez większych szumów w logiczną całość to w pierwszej jako nie przyswajam podziału na role - znaczy nie wiem, kto mówi do kogo i po co - może to brak koncentracji, może ograniczenie intelektualne, ale może jednak przydałaby się bardziej sztampowa przypiska i o co kaman z tym Tomaszem, Janka zmieniła płeć?
  • Wrotycz pół roku temu
    Janka w więzieniu nie zmieniła płci, ale w układach lesbijskich wybrała bycie facetem. Stąd zmiana imienia.
    Pozdrawiam:)
  • Florian Konrad pół roku temu
    obecnie nie mam czasu za bardzo czytać u wszystkiego, powieść mi się pisze... zajrzałem tu i jestem pełen uznania - dobre to jest!
  • Wrotycz pół roku temu
    Mistrzu... tym bardziej dzięki.
    Pisz, pisz. Też mam zaległości, ale weekend blisko.
  • Florian Konrad pół roku temu
    Mistrzu? :))))) Tak to można no nie wiem... do Krzysztofa Vargi.... jak - ledwie mały wierszokleta, powieściopisarczyk. ale dzięki
  • Wrotycz pół roku temu
    Jeśli wolisz - Florianie Konradzie, proszę bardzo:)
    Czytam tekst nad Janką, nie mędź więc:)
  • Ozar pół roku temu
    Kurdę zaciekawił mnie ten tekst. To taka tragedia pisana smutnymi słowami. To taka proza życia choć bardzo smutna. 5 dla mnie .
  • Wrotycz pół roku temu
    Ozar... dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Adelajda pół roku temu
    Świetny tekst. Opowiedziana historia wydaje się zarazem bliska i daleka. Jakby przedstawiona z dozą dystansu do wszystkiego. Ile tu się tragedii przewinęło, za jednym razem. Trzy, może cztery widziane gołym okiem, a ile tych wewnętrznych? Czasami tak jest, że mimo wszystko przeszłość nas dogania, jakby wciąż żywy trup.
    Chwilami przeraża mnie ta zbieżność imion, podobnych detali do świata realnego.
    Bardzo ciekawy utwór.
    Pozdrawiam.
  • Wrotycz pół roku temu
    Niektórzy mają nadurodzaj tragedii, inni przechodzą niemal suchą stopą przez jej domenę. Dystans opowiadania o własnych tragediach bywa jedynym sposobem na ich okiełznanie. Narrator - ojciec Janki bardziej przeżywa niedolę żony, chyba. Tak mi się wydaje. Janka - 'oswaja' inaczej.
    A narrator ostatniego akapitu - tylko relacjonuje reakcję. Brak mu odwagi.
    Zbieżność? To ciekawe.
    Dziękuję Adelajdo za wspaniały komentarz.
    Pozdrawiam.
  • kalaallisut pół roku temu
    Oj strasznie pogmatwane, poplątane, prawda kłamstwo, determinowane wręcz przeznaczenie. Smutny tekst
  • Wrotycz pół roku temu
    A może ucieczka od przeznaczenia (przeznaczona śmierć noworodkowi na grobie matki) spowodowała gniew Przeznaczenia?
    Dzięki, Kalaalisut za refleksję nad opkiem.
  • Wrotycz pół roku temu
    3 x 'przeznaczenie' w 1. zdaniu - chyba coś jest na rzeczy.
  • kalaallisut pół roku temu
    Wrotycz gniew przeznaczenia- ciekawa myśl i zarazem straszna. Tak, ciężko zmienić tor spadającej gwiazdy. Chociaż, być może na tym polega żart życia- na próbie zmiany wyznaczonych torów, na tych zmaganiach własnych sił z czymś co jest zdefiniowane różnymi czynnikami, taka siłaczka na rękę z kulturystą. A jednak, czasami jakimś CUDEM wygrywa ten teoretycznie słabszy, dając nadzieję reszcie.
  • Wrotycz pół roku temu
    Bezsilność wobec faktu, że jest się przyczyną zła (śmierć rodziców), niewinną w istocie, co nie zmienia faktu bycia nią. Dalej - konsekwencja: okrutne traktowanie (sierociniec), dalej - losy córki...
    To jak antyczna tragedia bez wyjścia, katharsis dla świadków.
    Lalka na sznurkach losu...

    Bardzo Ci dziękuję za wejście w clou.
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania