Jeszcze jedna tajemnica - Rozdział X

Kiedy weszłam do swojego pokoju wyciągnęłam karteczkę, którą ktoś ukrył w moich spodniach. Wyczułam ją już wracając z rodzicami, ale wolałam przeczytać ją w samotności.

Treść wiadomości spowodowała drżenie mojego serca.

Spotkajmy się dzisiaj o dwudziestej pierwszej,

Jurij.

Nie zamierzałam nigdzie iść, moja przygoda z tym człowiekiem dobiegła końca. Niech znajdzie sobie inną naiwną, która będzie tańczyć jak jej zagra.

- Augusta, chodź na kolację – zawołała mama z dołu.

Teraz nie będę miała ani chwili spokoju, świetnie.

W salonie Michał rozkładał już talerze, uśmiechnął się psotnie na mój widok.

- Wróciłaś – chwycił mnie w ramiona i okręcił dookoła. – Ta rozłąka prawie mnie zabiła.

- Już więcej cię nie opuszczę – obiecałam śmiertelnie poważnie – kochanie .

Z kuchni dobiegły nas odgłosy kłótni, ktoś stłukł talerz, a po chwili mama pobiegła na górę. Z Michałem przypatrywaliśmy się temu zdziwieni, rodzice rzadko kiedy się kłócili. Powiedziałabym, że nigdy, zawsze jedno stało murem za drugim. Minutę później tata wybiegła za mamą, taa… szykuje się kolacja we dwójkę

Kiedy zaczęliśmy jeść ktoś zadzwonił do drzwi, Michał przegrał bezsłowną sprzeczkę, kto ma iść otworzyć. Nie interesowało mnie zbytnio kto przyszedł, pewnie nasz brat z żoną chcą wprosić się na kolację. Ale to nie byli oni, do pokoju zajrzała rudowłosa kobieta po trzydziestce z uśmiechem przyklejonym do ust.

- Dobry wieczór – głos też miała słodziutki jak nektar.

- Dobry wieczór – z trudem udało mi się nie zadławić.

Michał sprowadził mnie na ziemię swoim pytaniem .

- Mamy cukier?

Mężczyźni nigdy nie wiedzą najprostszych rzeczy i po co oni komu potrzebni?

- W szafce pod oknem po prawej stronie – wywróciłam oczami.

Kobieta znów uśmiechnęła się do mnie słodko i hipnotyzowała swoim spojrzeniem. Jej oczy miały bardzo brązowy kolor, jak płynna czekolada. Coś było z nią nie tak, tylko nie mogłam określić co to było.

Przyjrzałam się jej strojowi, czarna, elegancka sukienka dopasowana do ciała. Do tego szpilki na wysokim obcasie, z pewnością nie była kurą domową. A do tego makijaż, wyglądała jak gwiazda filmowa, a nie zwykła kobieta, której wieczorem zabrakło cukru. Między nami panowało głuche milczenie, nieznajoma nie wydawała się tym ani trochę skrępowana. Jakby wiedziała, że przy niej nikt nie czuje się pewnie.

Na szczęście Misiek wrócił z cukrem i podał go kobiecie bez cienia uśmiechu. W ogóle wyglądał jakby jej uroda nie robiła na nim żadnego wrażenia. ”Sąsiadka”, bo tak się określiła wyszła z szerokim uśmiechem, żegnając nas słowami:

- Będę pamiętać na kogo mogę liczyć.

Michał zamknął za nią drzwi i usiadł z powrotem przy stole.

- Piękna jest prawda? – zagadnęłam go, pewna tego co usłyszę.

- Kto? – zapytał patrząc na mnie w roztargnieniu. – A… nie wiem…

Tym razem oblałam się herbatą i spojrzałam na niego przerażona. A co jeśli Misiu jest…

- Nie widziałeś jak wyglądała? – spytałam z niedowierzaniem. – Wyglądała jak jakaś modelka, albo gwiazda filmowa.

- Wyglądała jak plakat – uśmiechnął się. – Ty jesteś od niej sto razy piękniejsza, ponieważ widzę twoją twarz a nie tapetę.

Roześmiałam się głośno, mój brat jest niesamowity.

- Uważasz, że wyglądam piękniej od ideału, kiedy ja jestem w starych dresach, potarganych włosach do tego wcinająca kanapkę z szynką a ona w sukience za trzysta złotych i idealną figurę?

Zawsze myślałam , że jestem zbyt puszysta i daleko mi do piękności, uważałam, że jestem bardzo przeciętna.

- Tak uważam – brat spojrzał mi prosto w oczy.

- Kocham cię – podeszłam i pocałowałam go w policzek. – Jesteś najlepszym bratem na świece.

***

Leżąc w łóżku wciąż trwałam w postanowieniu, że nie spotkam się z Jurijem. Wykąpałam się, położyłam i czytałam książkę. Nie chciałam go nigdy więcej spotykać, a Kaspiana będę unikać. Szkoła jest wystarczająco duża, by nie spotykać się na korytarzach.

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że o dwudziestej pierwszej trzydzieści ktoś nie zaczął chodzić po moim balkonie. Podskoczyłam wysoko, gdy rozpoznałam Jurija. Na palcach podeszłam i zamknęłam drzwi do mojego pokoju. Moi rodzice nie mogli go usłyszeć., byłaby wtedy niezła awantura. Gdy miałam pewność, że nikt go nie zobaczy otworzyłam drzwi.

- Co ty tu robisz? – zapytałam szeptem.

Jurij spojrzał na mnie zdziwiony.

- Byliśmy umówieni.

Jeśli będzie mówił tak głośno zaraz przybiegną tu rodzice.

- Ciii- przyłożyłam palec do ust. – Nie byliśmy umówieni, ja się nie bawię w tą waszą durną zabawę

Jurij spojrzał na mnie jak na wariatkę. Chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa.

- Chcę mieć normalne życie, bez tych waszych wyobrażeń, rozumiesz?

Mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Naprawdę myślisz, że to jest zabawa? – na jego czole pojawiła się pionowa zmarszczka. – Zresztą to i tak nie ważne, jesteśmy spóźnieni.

Słucham?! On chyba nie myślał, że gdziekolwiek z nim pójdę.

- Ubierz się szybko – ponaglił mnie.

- Nigdzie z tobą nie idę – cofnęłam się o parę kroków – ale ty powinieneś już iść.

Jurij podszedł do mojej szafy i rzucił mi jakieś rzeczy.

- No – cmoknął – nie marudź już, tylko się ubieraj.

Wryło mnie, traktował mnie jak rozkapryszone dziecko, to było… a, aż słów mi brakowało.

Ja chyba zwariowałam, myślałam przebierając się w jeansy i bluzę. Dawno nie nosiłam się swobodnie, prawie zawsze ubierałam koszule ze sztywnym kołnierzykiem.

- Jak wyjdziemy z domu? – zapytałam sceptycznie.

Jurij uśmiechnął się i rozłożył szeroko ramiona. Szykowała się powtórka z rozrywki, mężczyzna podniósł mnie z taką łatwością jakbym ważyła nie więcej od piórka. Podobało mi się to ciągłe noszenie na rękach, jak najszybciej odgoniłam od siebie tę myśl. Byłam feministką im bycie noszonymi nie sprawiało przyjemności. Co się ze mną ostatnio działo? Od wczoraj zachowywałam się zupełnie jak nie ja. Musiałam coś z tym zrobić i to szybko, Jurij ma na mnie zły wpływ.

- Chyba się do ciebie przyzwyczajam – powiedziałam, gdy wyszliśmy na balkon.- Kto inny będzie mnie nosił na rękach?

Jurij niespodziewanie zabrał ręce, a ja czepiłam się jego szyi jak ostatniej deski ratunku. Mężczyzna roześmiał się cicho i znów wsunął ręce pod moje kolana.

- Jak tak możesz, waćpanie?! – udałam obrażoną hrabiankę.

- Wybacz mi o pani – odpowiedział udając powagę.

Uniosłam dumnie podbródek, gdy wszedł na parapet i rozłożył skrzydła. Nie mogłam się na nie napatrzeć, były tak piękne, sto razy piękniejsze od tych Kaspiana. Skrzydła Jurija miały głęboki, zielony odcień. I były ogromne, a do tego piórka powiewały na wietrze. Wyglądał jak prawdziwy anioł. Ciekawe, czy ja też mogłabym mieć takie skrzydła? Myślę, że polubiłabym latanie. Było to najdziwniejsze uczucie jakiegokolwiek doświadczyłam, jakbym rozpływała się w powietrzu. Dziś to podmuchy wiatru pchały nas na przód, Jurij prawie w ogóle nie ruszał skrzydłami. Oczy miał dumnie utkwione w dal, odbijał się w nich blaski gwiazd. W mroku nocy nikt nas nie zauważył. Po zmroku drzewa nabierają upiornego wyglądu, jakby olbrzymy czyhające na zagubionych wędrowców. Lecz z Jurijem nie odczuwałam strachu, czując jego obecność ogarniała mnie niesamowita błogość.

- Dokąd lecimy? – zapytałam, gdy zaczął wypatrywać czegoś w dole.

- Do mojej przyjaciółki – uśmiechnął się lekko – sądzę, że się polubicie.

Zaintrygowało mnie to kim może być tajemnicza przyjaciółka. A może to jego dziewczyna? Nie wiem, co bym zrobiła gdyby na dzień dobry pocałował ją namiętnie. Albo gorzej, jego żona i do tego w ciąży. Moje serce zaczęło łomotać jak szalone , nie przeżyję tego, nie przeżyję tego. Właściwie o co mi chodzi?! Przecież mnie i Jurija nic nie łączyło? To dlaczego jestem o niego zazdrosna? I dlaczego cieszy mnie jego obecność? To było chore i dziwne, i chore.

Wylądowaliśmy przed niewielkim drewnianym domkiem.

- Tutaj mieszka ta twoja przyjaciółka? – mój głos brzmiał sarkastycznie.

Jurij przystanął raptownie i przyjrzał mi się badawczo.

- Co cię ugryzło?

Fantastycznie. Na pewno przyznam mu się, że jestem o niego zazdrosna. Niedoczekanie, poza tym znamy się jeden dzień, to nie możliwe bym się w nim zakochała.

-Jestem zmęczona – potarłam ręką czoło – chcę to mieć jak najszybciej za sobą i wrócić do łóżka.

Jurij nie przestawał mi się przyglądać i uśmiechnął się w końcu zwycięsko.

- Nie wierzę ci.

Nie mógł wyczytać prawdy z moich oczu, ponieważ celowo na niego nie patrzyłam. Omiotłam spojrzeniem wszystko dookoła, jakie świerki mogą być interesujące. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Te igiełki i te wysokie gałęzie, piękno przyrody.

- Spójrz na mnie – Jurij chwycił mnie za podbródek. –Powiedz mi, co cię tak nagle zasmuciło.

Nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi, ponieważ drzwi do chatki otworzyły się i stanęła w nich niska blondynka. Podbiegła do Jurija i pocałowała go w policzek. No tak, to już wszystko jasne. Machinalnie podałam jej rękę, gdy Rosjanin nas sobie przedstawiał. Miała na imię Eliza, nie znosiłam tego imienia. Weszliśmy do niewielkiego korytarza przeszliśmy przez niego i znaleźliśmy się w małym, przytulnym gabinecie. Jurij odsunął mi półokrągłe krzesło i sam zajął miejsce obok.

Kobieta spojrzała na niego spod przymrużonych powiek.

- Zaczekaj z Arturem – poleciła – nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie wrócisz.

Tak, na pewno są małżeństwem, a Artur to ich słodki synek o wyglądzie cherubinka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jaka ja byłam głupia, zyskałam tytuł idiotki roku.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania