Poprzednie częściJohn Payne-Rozdział 2  John Payne-TW 4.0 #3  

John Payne-Rozdział 3

Głośne łomotanie w drzwi zabrzmiało jak odgłos odpalonej bomby. Zamglonym wzrokiem spojrzałem na zegarek, była siedemnasta po południu, to niezłą drzemkę sobie zrobiłem. Piętnaście godzin snu, a ja nadal w głowie mam fałszującą orkiestrę dętą. Z racji, że „stukanie” nadal nie ustawało, chwiejnym krokiem podszedłem pod wizjer. Głośno westchnąłem, widząc znajomą postać, której wizyty tak bardzo się obawiałem. Dłonią wytarłem swoją twarz, by wyglądać jako tako i otwarłem wejście z serdecznym powitaniem.

— Witaj ma najcudniejsza młodsza siostro, jakie wiatry przywiały cię w moje skromne progi? — Najcudniejsza? Serio? Nie mogłem wymyślić coś innego? No cóż, mleko się rozlało.

— Ty mi tu nie słodź Johnny... Już od progu czuć, że nie wylewałeś za kołnierz. — Minęła mnie i zaczęła otwierać większość okien w moim mieszkaniu.

— Eli, nie przesadzaj. Mam już dwadzieścia pięć lat. – Próbowałem wziąć ją na logiczne argumenty, lecz prędzej przekonasz białego, że murzyn jest takim samym człowiekiem, jak on, niż moją siostrzyczkę do swojego zdania.

— Nie mydl mi uszu tymi swoimi pierdołami o dorosłości. Znalazłbyś sobie miłą fajną dziewczynę, która zadbałaby o ciebie. Ale nie... Ty ciągle w myślach masz tą swoją latawice Mary.

Za obrażanie mojej byłej z miejsca wyrzuciłbym ją stąd, jednak wiedziałem, że ma rację. Powinienem mieć ją i Roya gdzieś, lecz nie potrafię. Serce to durna maszyna, nieznająca zasad logiki.

— Skoro już skończyłaś swoje kazanie, to co cię tu sprowadza? — Zamknąłem się w łazience, by woda orzeźwiła me przepite ciało, nawet tutaj nie miałem spokoju. Zza drewnianych wrót oazy ciszy i spokoju dopadł mnie głos Elizabeth.

— Dzwonił do mnie twój przyjaciel, powiedział, że uderzyłeś jakiegoś idiotę i odszedłeś z pracy. Z czego teraz się utrzymasz? Mieszkanie jest twoje i bieżące rachunki opłacają nasi rodzice, ale co z jedzeniem, piciem i innymi używkami? Myślisz, że to spada z nieba? — Jak to się stało, że najmłodsza z Payneów, niespełna dziewiętnastoletnia dziewczyna trzęsie całą rodziną, jakby była jej głową? Być może bogacze mają pewną dozę masochizmu i lubią, jak ktoś nimi choć przez chwile rządzi, albo po prostu Elizabeth, mała blondyneczka ma w sobie tyle uroku, że nawet bliscy muszą jej ulec. Gdy już chciałem rzucić swoim marnym argumentem, zadzwonił telefon. Jak już pewnie można się domyślić, Eli niczym rasowa gosposia podniosła słuchawkę, dźwięcznym głosem, niczym najlepsza spikerka radiowa zaintonowała:

— Rezydencja Payneów, słucham. A to ty Jessi.

Najgorsze było to, że najmłodsza z mojego rodzeństwa doskonale dogadywała się z moimi jedynymi przyjaciółmi Florianem i panią komisarz.

— Bierze prysznic, tak, tak. Znowu zalał się w trupa. No cóż, w końcu to nasz „facet” to musimy znosić wszelkie trudy z nim związane... Ależ spokojnie moja droga, on nic nie słyszy, jego prysznic polega na laniu wody, niczym w Niagarze. Jak będziesz czekała na krok z jego strony, to szybko staniesz się babcią, on jest z gatunku tych, którzy wolą nie doznać miłości, niż poczuć odrzucenie. Zresztą Mary już dosyć rozkopała jego serce, by mógł on myśleć o kimś innym. Kto by pomyślał, że jesteście rodzeństwem, mówię ci dziewczyno, bierz się za niego, sześć lat czekania to aż za dużo, będziesz wspaniałym dodatkiem do naszej rodziny, nawet nie wiesz, jak bardzo brakuje mi wśród Payneów kogoś odpowiedzialnego, skaranie boskie z tą rodziną.

Dla mnie było nie pojęte, skąd kobiety biorą tyle słów w ciągu tak krótkiego czasu? Czyżby telefon wydzielał jakieś promieniowanie, potęgujące gadulstwo? Mimo słyszenia mojej siostry zupełnie nie wiedziałem o co, w tej rozmowie chodzi. Mój skacowany mózg chyba niezbyt dobrze przerabiał nadpływające informacje lub po prostu pusto słuchałem kobiecej gadaniny. W samym ręczniku wyszedłem do salonu, by się przebrać, Gdy skończyłem odpowiednie czynności, do części kuchennej wparowała Eli z zagadkowym uśmiechem na twarzy.

— Za godzinę wpadnie Jessi, chociaż dobrze, że się przyzwoicie ubrałeś. No tak koszule, które ci wyprasowałam nadal leżą na tym samym miejscu, stąd taki wygląd. Oj bracie, bracie. — Po spojrzeniu krytycznym wzrokiem, zajęła się robieniem kanapek dla mnie, nie chcąc sprowokować Eli do kolejnego kazania, zacząłem sprzątać swoje porozrzucane ubrania.

— Jedzenie już masz, kanapki z szynką i do tego sok pomarańczowy, naprawdę nie wiem, jak ty żyjesz bez podstawowych zakupów... Zostaw już te ubrania, zamiast tego ogól się i szykuj do wyjścia. Mam zapasowe kluczę, więc gdy uprzątnę twój mały chlewik, zrobię porządne zakupy i inne potrzebne rzeczy to pozamykam.

Czułem się dzieckiem, do którego pokoju wpadła matka, jednak z racji mojego poalkoholowego stanu, zgadzałem się na wszystko. Gdy znalazłem się ponownie w łazience, dopiero teraz mogłem zobaczyć mój realny stan, podkrążone oczy, zarost przeradzający się już powoli w brodę oraz włosy w nieładzie. Taki widok mógłby przerazić każdego w ciemnej uliczce, nałożyłem piane na brodę i zacząłem golić się ostrą brzytwą, ta czynność była o wiele bardziej niebezpieczna od pracy w policji, ja jednak zaryzykowałem, chcąc choć trochę przypodobać się siostrze, pozorując dbanie o własny wygląd.

— Eli, co dokładnie mówiła Jess? Przecież zwolniłem się z posterunku.

— Eh, ty durniu, kiedy spojrzysz na nią innym wzrokiem? Kazała przekazać, że był Hopkins z wewnętrznego. Kiedy ty delektowałeś się mocnym trunkiem, znaleziono następnego nieboszczyka, bogatą damulkę, niby zastrzeloną z broni lokaja. Jej rodzina jakimś cudem dowiedziała się o podobnej sprawie, wykorzystali swoje bogate wpływy w komendzie głównej, a ta z kolei wysłała swoje pieski do sprawdzenia, czy naciski są uzasadnione. Przyjeżdża twój znajomy na H, zwany inaczej stalowym tyłkiem i po kolei sprawdza raporty. Coś tam notuje, notuje, udał się do kostnicy i znowu notuje. Po czym udaję do gabinetu komisarz z pytaniem, który gałgan to tak sknocił i czy to aby nie ty, skoro złożyłeś rezygnację... Reszty dowiesz się od niej, spróbuj tylko odmówić wyjścia, to będę odwiedzać cię częściej.

Ta groźba działa o wiele bardziej, niż jakakolwiek inna, skupiłem się na goleniu.

Półgodziny później siedziałem przy stole, kończąc posiłek. Wyszedłem ze „strażnikiem”, który zmusił mnie do kupna nowego czarnego płaszcza wraz z kapeluszem, a następnie paląc papierosa czekałem na komisarz Lambert. Z piskiem opon podjechała swoim czarnym fordem, ze zdziwieniem wpatrywała się we mnie, gdy zajmowałem miejsce obok niej.

— Co? Brudny jestem, czy co? — Staranie obejrzałem swój wygląd, wypatrując jakiekolwiek przyczyny reakcji kobiety.

— Nie, nie, po prostu wyglądasz... Świeżo?

No tak, jak człowieka ogląda się cały rok w tym stanie, to trudno nie zdziwić się jego czystej metamorfozie.

— A o to ci chodzi. Wpływ Elizabeth. — Odburknąłem, choć nie chciałem, by tak to zabrzmiało.

— Ciesz się, że masz taką siostrę...

— A co chciałabyś mięć taką? — Większej gafy nie mogłem popełnić, w ruszającym pojeździe zapadła krępująca cisza. Chcąc poprawić swój błąd, spytałem.

— Więc dlaczego do byłego policjanta i do tego pijaka przyjeżdża sama pani komisarz?

Po jej minie można było stwierdzić, że ta wypowiedź przyniosła ulgę.

— Co zdążyła ci powiedzieć twoja siostra?

— Doszła do momentu pytania Hopkinsa. — Miałem wrażenie, że Jess lekko się zarumieniła przy swoim pytaniu.

— No więc wpada wezwany sierżant Russo z tą swoją wyższością na twarzy i dostaje taki srogą naganę, że mój gabinet cały drżał w posadach. Zdegradował go do krawężnika, po czym rzucił do mnie, że mam wziąć cię za to zalane dupsko i zapędzić do roboty. Cytuję „Ma przestać pieprzyć i wracać na służbę, policja to nie byle jaka fucha, którą można rzucić, to nieustanne powołanie bez możliwości swobodnego odejścia”

Uśmiechnąłem się, to typowe dla stalowego, z drugiej strony robota może wyjść mi na dobre, w końcu lepsze to, niż słuchania gadaniny Eli.

— To gdzie nasz denat?

— Zaraz dojeżdżamy do miejsca zbrodni, jej krewni mają duże wpływy, dlatego sekcja ciała została przyspieszona.

— Użeranie się z bogaczami, jak ja kocham tę robotę. — Na myśli o wystawnych paniusiach oraz szpakowatych jegomościach z monoklem na oku, zrobiło mi się niedobrze, jednak nawet to nie zmusiłoby mnie to powrotu do mieszkania.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 4 miesiące temu
    Nie ma to jak być trollem i przy prawie każdym tekście zostawiać jedynki bez sensownej argumentacji, chyba ktoś się na mnie zdenerwował :)
  • Canulas 4 miesiące temu
    Myślę, że tu nie ma podłoża osobistego, tylko grasuje poproś jakiś ciućmok. Olej gwiazdki.
  • krajew34 4 miesiące temu
    Raczej uderza to w moje ego, ale cóż tak bywa, skoro już ponarzekałem na 1, to podziękuję za anonimową 5.
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Raz jeszcze trochę szybko
    25 lat - 6 lat w policji i 1 na wojnie - kiedy miał 18 do woja wkroczył?
    no Ok...
    czyli jest rok 1952 - albo coś w tym stylu.
    Dziwi mnie że nie ma za dużo tekstów o "szanownych Towarzyszach ze wschodu"
    W zwyczajnym życiu coś by już rzucili
    Reszta uniwersum się zgadza
    Rzucenie oznaką nie do końca kojarzyło mi się z rezygnacją, a bardziej z wstrzymaniem służby na pewien okres - tu mi się to nie podoba
    Aspekt bogaczy ok
    Rodzinka cholernie nienaturalna
    Jak na razie - ciekawie
    4
  • krajew34 3 miesiące temu
    Rok 1930 :) Był na pierwszej wojnie, no chyba, że to ja coś poknociłem, w końcu przedmioty ścisłe to nie moja bajka.. Dzięki za przeczytanie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania