Jutro odważę się...

Anna

 

„ Nie uskarżaj się kiedy cierpisz.

Szlifuje się tylko taki kamień,

który jest wartościowy.”

Św.Josemaria Escriva Balaguer

 

Dla Anny, dni wolne od pracy, są jak małe, ciepłe okienka. Nikt nikogo nie popędza, nie dzwoni z bardzo ważną, nie cierpiącą zwłoki sprawą, żadne terminy nie obligują. Wycisza dzwonek w komórce i niech się dzieje co chce. Jest sama ze swoimi myślami, słucha muzyki, najpierw relaksacyjnej, potem sięga po „Dżem”. Rysiek Riedel śpiewa swoim bluesowym głosem, najpierw„Dzikość serca” potem leci cała reszta. Czas rozciąga się złociście w niej i wokół niej. Odruchowo wygrzebuje z komody i regału zapiski, listy, stare fotografie; czyta, ogląda, uśmiecha się. Sięga po książkę do angielskiego, zaczyna uczyć się słówek, odrabia zadane ćwiczenia.

- To dziwne - myśli, że jest w człowieku tyle chęci, siły, odwagi, by ciągle od nowa skakać w głębię niewiadomego. To takie ekscytujące czuć ciągle buzującą adrenalinę.

Wraca do książki Waldemara Krynickiego „Miłość jest możliwa”. Zadziwia ją ten psycholog, teoriami tak innowacyjnymi, burzy wszelkie utarte poglądy na temat miłości, ale kiedy przedziera się przez gąszcz jego śmiałych tez , stwierdza, że jest to możliwe, co pisze i rozważa.

Miłość, tak wiele się o niej mówi i pisze. Jest stanem, gdy emocje pozytywne biorą górę, jest stanem okresowego braku lęku lub braku wrażliwości lęków..W psychice człowieka,

zauważamy ciągle jego zwierzęcość i w miłości też przede wszystkim kochamy się jak

„zwierzęta” To dotykanie , ocieranie się o siebie, pocałunki, szukanie bliskości , to jest właśnie to, o czym nie zdajemy sobie sprawy.

O miłości „prawdziwej”, mówimy wtedy, że przeżywamy ją „wegetatywnie”. I choć twierdzimy, że miłość jest uczuciem wzniosłym, duchowym, to tak naprawdę to tylko, co w nas zwierzęce , staje się jednocześnie najbardziej wzniosłe.

Trudne to do pojęcia, prawda? Lecz jakie ekscytujące.

I choćby człowiek wypierał się pożądania- takiego stanu „zwierzęcości”- to czerpie z niego radość a nawet szczęście z przeżywania takiego stanu, jaki jest wpisany w naturę człowieka.

I po kolei wszystkie fazy, od poznania, doświadczania, smakowania, w następstwie do stanu naturalnego , to jest do rozmnażania. Ale to cała historia.

Następnie pojawia się świadomość. Jej elementem jest Poczucie Własnej Wartości (PWW)

obszar zintensyfikowanej świadomości.

Tak pojęcie miłości można określić, jako walkę najwyższego stopnia świadomości z nieświadomością zwierzęcą. A więc najpierw reagujemy jak zwierzęta, potem włącza się instancja Poczucia Wartości Własnej człowieka. I jest jeszcze WUO ( Wyobrażenie Ukochanej Osoby). Będzie ono w stanie miłości zastępowało PWW świadomości.

I tak miłość zaczyna się od unicestwienia PWW. Wtedy człowiek nie pamięta o swojej godności, wtedy jej po prostu nie ma.

Najciekawszy jest dobór partnerów, bo tu już wchodzi w grę matematyka.

I tak w całej konstelacji relacji miłosnych najbardziej idealna to taka. Osoba 1 i osoba 2 z wysokim PWW, wzajemnie zakochane, gdzie h znaczy wysokie a L zakochanie.

PWW h1(L) + PWW h2(L) = WUO 1h + WUO 2h i to będzie związek partnerski.

Ciekawe, prawda?

 

Pora zanurzyć się w poezję. Wraca do ukochanej Poświatowskiej, rozpamiętuje jej życie, czyta wiersze, utożsamia się z nią. Afirmacja życia tak kruchego, afirmacja ciała zdanego na ból, kiedy oddech staje się krótki, zaćma zasłania oczy, strach mackami, jak kochanek, obejmuje ciało. "Mam ciebie w roztańczonej krwi, w zębach, nitkami nerwów związanych w supeł, czuję…"

Pociąga nosem, co czuje?

– Rany!-

Krzyczy i wpada do kuchni. Czajnik spalony na węgiel, rozżarzony do czerwoności, wyłącza gaz, chwyta palcami za rączkę.

– Ałł- wrzeszczy z bólu, odkręca strumień zimnej wody, poparzone palce chłodzi zimną wodą.

– Niech to szlag! - odruchowo wlewa zimną wodę do gorącego czajnika, zaczyna strzelać, istna kanonada, kamień w czajniku pięknie odchodzi, bez „kamiksu”, czy wody z octem. Odkrywa nowy sposób na pozbycie się kamienia...

Jest wściekła, tak pięknie zaczynał się dzień, a tu masz ,taki klops. Otwiera okna, wszędzie swąd spalenizny, dobrze, że dym nie bucha z okien, sąsiedzi mogliby wezwać straż pożarną. Stoi w oknie, jest piękna wiosna, a na drzewie vis a vis, turkaweczka uwiła sobie gniazdko. Codziennie obserwuje, jak dwoje maluchów rozwija skrzydła, otwiera głodne dziobki do matki wracającej ze zdobyczą. Ma wspaniałe naoczne studium wychowywania i pielęgnowania ptasich dzieci. Na szczęście ten przypadek nie zakłóca im rytmu dnia codziennego.

Wyciąga czajnik elektryczny, bo to przecież pora na poranną kawę.

Upragniona pora na relaks, kawa z cytryną smakuje wyśmienicie, popija ją drobnymi łyczkami i pogryza gorzką czekoladą. Przypomina jej się film "Dzień świra", tam bohater miał swoje rytuały dnia, natręctwa, z którymi tak trudno się żyje. Każdy ,miał chyba taki zwariowany dzień w życiu...

Zaczyna szukać książki o Poświatowskiej, skacze po regałach i biblioteczce, miała ją jeszcze tak niedawno.

-Gdzie ja u licha ją mam?-

- Jest mi tu i teraz niezbędnie potrzebna.- "Nie popełniłam zdrady" ,taki miała tytuł, nie ma jej, czyżby powędrowała na ludzi? Jest jej smutno. Swoje książki kocha jak własne dzieci.

-Nie dać się zwariować- mamrocze sama do siebie i wraca myślami w przeszłość.

Najgorsze są wyroki lekarzy, trwoga wszechogarniająca umysł, walka by się nie poddać, determinacja by pokonać strach, swoją słabość. Noce oblepiające umysł i serce duszącą ciemnością, dzwonki przy łóżkach szpitalnych alarmujące senne pielęgniarki i lekarzy, dyżurujących nad życiem chorych. Zwątpienia i upadki, nadzieja i rozpacz, łzy, powroty do zdrowia, gdy ciało i dusza pełna blizn, szram. Niechętnie wraca obolałe ciało do życia toczącego się za oknem szpitala. Z tej enklawy trzeba wskoczyć do świata ludzi zdrowych, pochłoniętych karierą, zdobywaniem nowych szczytów, podbojów, pieniędzy.

Jak może czuć się człowiek chory, okaleczony, ze świadomością swojej inności? Człowiek naznaczony chorobą, z harmonogramem wizyt lekarskich, z terminami zabiegów, które go czekają? Jak musi czuwać, kontrolować się, słuchać swojego ciała, co mówi, reagować na każdy znak. Jak pogodzić się, aby życie nie stało się torturą, pokochać chorobę i przytulić do serca jak przyjaciela?

Pamięta tamto upalne lato, miejscowość uzdrowiskową, pięknie położoną w otoczeniu lasów. Budynek sanatorium zrobił na niej przytłaczające wrażenie .Wszystko ją przerażało. Ogromny hol , recepcja, obcy ludzie i ona zdana na ich łaskę i niełaskę. Pielęgniarz z karetki pogotowia niesie bagaż, ona podpiera się laskami łokciówkami po operacji kolana. Jest samotna i opuszczona. Czuje się niepewnie.

-Co ze mną będzie? Kogo spotkam?, Co z moją nogą? -

Otwiera podwójne ciężkie drzwi do pokoju, boryka się z ich zamknięciem, laski wypadają z dłoni. W pokoju na łóżku siedzi piękna dziewczyna, poraża ją jej uroda. Obok stoi wózek inwalidzki. Oczy ma wielkie ze zdumienia. W głowie mętlik, strach.

-Przecież to ja jestem tą nieszczęśliwą osobą, i moja choroba jest najgorszą rzeczą na świecie ,jaka się może przytrafić.-

Tam na czarodziejskiej górze w „Excelsiorze ", ujrzała ogrom nieszczęścia i kalectwa. Jednocześnie oglądała akty odwagi, cierpliwości, samozaparcia w pokonywaniu codziennych barier, nastrojów swego niepokornego ciała. Ta lekcja trwa do dzisiaj. Już na zawsze została wpisana w poczet ludzi niepełnosprawnych i między takimi czuła się dobrze. Tam nie widać było jej inności, nie była curiosum, czuła się jak w wielkiej rodzinie. Coraz trudniej nawiązywała kontakty z ludźmi zdrowymi .

Czas tam spędzony, był czasem pokory, pokonywania swoich słabości i dzień po dniu wmawiania sobie, że jest wybrana przez Boga, naznaczona , wyjątkowa.

-Czy naprawdę, jestem wyjątkowa?-

-Czy tylko ludzie silni, potrafiący unieść swój krzyż, zostają wybrani do niesienia cierpienia?

-Czy to jest prawda?-

Rysiek Riedel śpiewa, zamyka oczy, solówka jest wyjątkowa, słowa też.

„Jeszcze dokoła słyszę twój śmiech czuję zapach twój egzotyczny kwiat siedzę znów sam tak potwornie sam…”

Jestem sama ze strachem wszechogarniającym, smutek na stałe zagościł w mym sercu, nie mam odwagi by codziennie walczyć ze swoimi słabościami, nie mam siły by zwalczyć w sobie strach przed nieznanym. Ale jest we mnie nadzieja, że to się zmieni, że znajdzie się ktoś, na kogo będę mogła liczyć.

„Boże pomóż mi złamać strach złamać wstyd jutro odważę się ten pierwszy raz…”

 

– Jutro odważę się...

Jerychonka

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 2 tygodnie temu
    Nie wiem kto i dlaczego dał jeden,no ale o gustach się nie dyskutuje. Fakt, w tekście jest jeden feler. Przecinki często stawiane po spacji. Naprawdę to lekko zaburza czytanie, jednak treść to rekompensuje. W mojej ocenie od strony emocjonalnej, bardzo dobra robota, choć jeden punkcik muszę Ci upiłować.
    Pozdrox
  • Jerychonka 2 tygodnie temu
    Dzięki serdeczne, i za krytykę i za ocenę. Fakt, z interpunkcją miałam i mam problemy, tekst nie jest jeszcze po korekcie, bo nigdzie go nie wysyłałam.Spróbowałam swoich sił tutaj, licząc na opinie i słowa krytyki, które są budująca.Pozdrox
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Jerychonka, masz w profilu edycję. Ogarnij to, bo szkoda. Jakby z czymś był problem, spróbuj programem "Ortograf pl." albo "language tool" się wspomóc.
  • Jerychonka 2 tygodnie temu
    Canulas dzięki za pomoc, postaram się zamieszczać teksty poprawione, literacko uładzone, takie akuratne. Skorzystam, z podpowiedzi. h
  • Aisak 2 tygodnie temu
    nick od Trąby Jerychońskiej...
  • Jerychonka 2 tygodnie temu
    Dobre, można skojarzyć z Trąbą Jerychońską, lecz w rzeczywistości pochodzi od róży Jerycho, róży
    pustynnej.P;ozdrawiam
  • Aisak 2 tygodnie temu
    Treść pochodzi od róży, ale zapis niewątpliwie od trąby.
    Miłego na O!powi.
  • Adelajda 2 tygodnie temu
    Dla mnie tekst ciekawy, lekko napisany. Jednak zgodzę się z Canulasem, że zapis psuje przekaz. Brak gdzieniegdzie spacji, czasami brak kropek, albo takie coś: "lęków..W".
    Jednak tekst ma to coś i jest przemyślany, dobrze się czyta :-) Poprawić tylko te baboki i będzie super.
    A mnie nick się kojarzy z różą jerychońską, miałam kiedyś taką, bardzo fajna roślina.
    Pozdrawiam.
  • Jerychonka 2 tygodnie temu
    Witaj Adelajdo! Masz rację, nick pochodzi od róży Jerycho, roślinki zasuszonej, która podlana rozwija się i zieleni. Ma symboliczne znaczenie.Poprawię te baboki, o których napisałaś. Dziękuję za dobre słowo.Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania